Blog użytkownika Ashin

Ashin Ashin 26.07.2017, 22:28
Dlaczego pokłóciłem się z Capcom'em
328V

Dlaczego pokłóciłem się z Capcom'em

Niektóre legendarne firmy pozostawiają za sobą tylko dobre wspomnienia. Wiedzieli kiedy się wycofać, bądź nie poszli o krok za daleko. Bywają także przykłady mniej światłe, które przynoszą hańbę swojej legendzie...

Pamiętacie te beztroskie czasy, kiedy nie było żadnych DLC? Kiedy multiplayer oznaczał spotkanie z kolegami i przepychanie się przed jednym, często malutkim telewizorem? Granie w gry, które udało nam się kupić, a nie w każdą najnowszą produkcję? Dla wielu wydają się to mroczne czasy, kiedy męczyło się wszystko co wpadło w rękę, a nawet słabe gry wydawały się świetne, bo były po prostu grami i dawały nam możliwość pobawienia się w wirtualnej rzeczywistości. To były też czasy gdy za oceanem bardzo prężnie rozwijały się gry i wiele znanych dziś legendarnych firm tworzyło, lub pieczętowało swoją pozycję na rynku gier. Wtedy też firma Capcom królowała na wielu polach. Podbiła serca graczy na NES'ie i SNES'ie, a także graczy automatowych. Biła rekord za rekordem, a wielu graczy widząc ich logo - brało grę w ciemno, wiedząc że to dobra produkcja.

Capcom stworzył wiele legendarnych serii. To on nadał kształt bijatykom 2D i stworzył(przypadkowo swoją drogą) system kombosów, które znamy dobrze w dzisiejszych bijatykach. Wiele postaci z tej serii stało się podstawą do tworzenia kolejnych wojowników w innych grach. Nie musimy daleko szukać, wystarczy spojrzeć na Ken'a i Ryu, którzy posiadają wiele mniej, lub bardziej udanych klonów. Ich najbardziej rozpoznawalne ataki, takie jak chociażby Hadouken pojawiają się do dziś w grach poddani różnym modyfikacjom. Podobnie jak z atakiem Shoryuken. Stało się to podstawą wielu bijatyk, a idea stojąca za drugim atakiem będącym często kontrą na wysokie ataki, bądź te z wyskoku jest znany każdego fanowi bijatykach i to nie tylko bijatyk 2D. Zresztą podobny cios do Shoryuken'a widzimy chociazby w wykonaniu Kazuya'i w serii Tekken, jak i w zestawie ciosów Heihachi'ego w tej samej bijatyce. Street Fighter 2 do dziś stoi bardzo wysoko na osobistych listach wielu graczy, jako najlepsza bijatyka. Pomijając kilka niechlubnych odsłon(jak chociażby SF EX) gra bardzo dobrze przyjęła się również w dzisiejszych czasach, jednak nie uniknęła kontrowersji o których wspomniemy.

Warto również wspomnieć o tym, że kiedyś gry na podstawie postaci Disney'a również cechowały się wysoką jakością. Większość z nich wychodziło spod skrzydeł firmy Capcom. Do dziś pamiętamy Duck Tales, które stało się wręcz koronnym przykładem mówiącym o jakości gier na podstawie znanych licencji. Również do dziś stają się przykładem dla twórców wielu platformerów, no i nie ukrywajmy że do dnia dzisiejszego w Duck Tales się gra. To tylko jeden z przykładów, ale za podobne sukcesy możemy uznać Darkwing Duck – świetny i nietypowy platformer w którym znajdziemy na pewno sporo nawiązań do słynnego Mega Mana. Tales of spin, bardzo przyjemna gra w której staniemy za sterami samolotu Baloo. I wiele innych gier, które znacie, a pewnie nawet nie każdy wie, że należały do Capcomu.

Kolejnym dzieckiem tej firmy jest również Resident Evil, gra która definiowała gatunek Survival Horrorów i wpłyneła na sporą popularność tego gatunku w momencie premieru pierwszych 3 części. Każdy próbował wprowadzić ten niesamowity klimat tych gier, to one zapoczątkowały ten boom na zombie w tamtych czasach. Wiele znanych i rozpoznawalnych rozwiązań z gry często stało za sprytnymi sztuczkami producentów. Znana animacja otwieranych drzwi podczas przechodzenia między lokacjami były w rzeczywistości ekranami ładowania, ale jak klimatycznymi! System kamer znany z tych gier pojawiał się również w późniejszych grach i pozwolił wyeliminować problematyczne sterowanie kamery, które do dnia dzisiejszego potrafią sprawiać twórcom sporych problemów. Dzięki takim statycznym ujęciom zawsze obserwowaliśmy odkładnie to co producenci chcieli pokazać graczom. Stało się to rozpoznawalnym elementem serii, za którym wielu o dziwo tęskni.

Capcom stał się też ojcem serii, którą ja pokochałem z całego serca, a było to Devil May Cry. Stworzyło niesamowitą postać Dantego – pół demona i pół człowieka. Z jednej strony bardzo butnego młodego mężczyznę, ale posiadającego swoją tragiczną historię. Jako syn Spardy – wielkiego demona, który sprzeciwił się władcom piekieł i postanowił pomóc ludziom. Życie takiej osoby nie należy do łatwej. Miał on brata, z którym drogi rozeszły się bardzo daleko. Vergil chciał opanować ludzi i władać nimi niczym niewolnikami, natomiast Dante pragnął jedynie wolności i doskonale rozumiał jej znaczenie. Grę definiowały postacie i genialny system walki. Z jednej strony bardzo prosty oferujący operowanie naraz dwoma broniami białymi, oraz dwoma broniami palnymi. Jeden klawisz odpowiadał za strzał, drugi zaś za zmianę między broniami palnymi w czasie rzeczywistym(posiadaliśmy wybrane 2 jak wspominałem), podobnie sytuacja wyglądała z bronią białą. Gra stawiała na system juggli(podbijania przeciwników i atakowania ich w powietrzu), który sprawdzał się genialnie. System oceniania naszych kombosów zachęcał do zmiany rodzajów ataków, a także przemieniania broni, co w grze było zaimplementowane bardzo płynnie. Do dnia dzisiejszego za najlepszą część serii uważa się trójkę. Genialna seria.

Żeby nie było zbyt mało gatunków, którym zajmowała się opisywana firma dodamy jeszcze Beat'em'Upy. Oczywiście tutaj reprezentantem jest legendarny Final Fight, dziejący się w tym samym uniwersum co street fighter, a niektóre postaci z tej serii spotykamy również w wspomniajej bijatyce(Guy i Cody). I znów tworzenie standardów. Gra była na tyle rozbudowana by oferować dość szeroki system kombosów i ataków specjalnych, ale także sporo zróżnicowanych plansz. Fani gry na automatach z uwielbieniem przepuszczali swoje kieszonkowe, byle tylko ich inicjały znalazły się na szczycie listy najlepszych wyników. Postacie występujące w różnych częściach dzieliły się na dość znane typu postaci z tego typu gier. Najogólniej w tego typu grach zawsze pojawia się postać szybka, z długimi kombosami zadającymi z niewielkimi obrażeniami, postać zbalansowana i tak zwany grappler. Często postać ta posiadała silne i krótkie serie, oraz zestaw kilku chwytów(najwięcej z dostępnych postaci). Te stały się bardzo rozpoznawalne w beat'em'upach.

Co więc mogło pójść nie tak? Mówimy o niesamowitej firmie tworzącej przez lata wiele najznakomitszych gier. Te były praktycznie zawsze legendami i zawsze każda z nich tworzyła kanony rozgrywki w danym typie gry i były wyznacznikiem jakości. Bardzo często porównywało się grę z danego gatunku do produkcji Capcomu. Jednak historia niestety nie jest zawsze piękna. Capcom stał się ofiarom nie tylko własnej legendy, ale przede wszystkim własnej chciwości. Spod ich szyldu wychodziły coraz częściej niedopracowane produkcje w których czuło się tworzenie czegoś na siłę i pod publiczkę.

Mnie najbardziej uderzyła premiera gry Street Fighter x Tekken. Chyba pierwsza gra kupiona przeze mnie przed premierą, gra wobec której miałem wielkie oczekiwania. Byłem nią zaciekawiony, bo wiedziałem że Capcom potrafi stworzyć wspaniałe bijatyki. Byłem ciekaw czy podoba przeniesieniu postaci z 3D do 2D. Nie jest to wbrew pozorom takie proste, bo każda z postaci Tekkena to specyficzny i znany z swoich ciosów wojownik. Złe przełożenie takich postaci wiązałoby się z praktycznie linczem wykonanym przez fanów. Co ciekawe udało im się to zrobić praktycznie bezbłędnie. Każda z postaci przenoszonych z serii Namco miała swój specyficzny feeling i można było odczuć, że to postacie gościnne. Jednak pasowały do stylu rozgrywki. To co jednak nie zagrało, to zagrywka marketingowa, ze strony firmy. Logicznym stało się, że roaster postaci będzie bardzo szeroki. Twórcy mieli mnóstwo postaci z obu serii w których mogli swobodnie przebierać, core postaci z street fightera już posiadali w części czwartej, więc wystarczyło skupić się na przełożeniu postaci z Tekkena. Twórcy wykorzystali to i podzielili postacie na dwie garze. Niby nic, bo dziś jesteśmy oswojeni z DLC i że wielu uznanych twórców już w dzień premiery zapowiada konkretne dodatki do swojej produkcji. Capcom poszedł o krok dalej. Nie tylko wycieli te postacie z gry, ale także umieścili je na płycie ze swoją produkcją. Afera wybuchła dzięki hackerom łamiącym grę, Ci bowiem jako pierwsi to odkryli i stworzyli bardzo mały patch, który odblokowywał te postacie w oryginalnie zakupionej produkcji. Te zaś bardzo szybko były blokowane przez twórców. To pokazało jak bardzo pazernym stał się Capcom. Sprzedawali coś, czego właścicielem stawałem się w momencie zakupu gry. Zablokowali mi na cwaniaka coś co znajdowało się już na płytce, ale wymagali za to dodatkowej opłaty. Co gorsza żądali za to drugie tyle co za grę....

Podobne zagrywki, chociaż już w inny sposób widzimy chociażby w nowych produkcjach Capcomu. Spójrzcie na najnowszy Resident Evil, które karze sobie płacić za dodatkowe rozdziały. Pod płaszczykiem dodatkowych misji, otrzymujemy rozwiniecie wątków stworzonych już w podstawce, wręcz bardziej ich wyjaśnienie. Nie poznajemy kolejnej historii, a raczej jej podstawy. Nie byłoby może w tym nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że podzielono to na wiele kawałeczków sprzedawanych fanom po trochu i miało to wyjaśnić cenę season passa w bardzo słaby sposób. Nowy RE to dobra gra, ale ruchy wydawcy dla mnie są skandaliczne i na pewno nie dam im swoich pieniędzy.

Skandaliczne podejście również widziano w przypadku serii Devil May Cry. Część druga to kryptoreklama znanej marki ciuszków. Dante był ubrany w jednym ze strojów w ubrania z najnowszej ówcześnie kolekcji znanej marki i nie było to na pewno uwarunkowane koleżeńską przysługą. Na to tak naprawdę każdy machnąłby ręką, bo lokowanie produktów bez pozorom nie jest nowością w grach komputerowych. Zawrzało w przypadku części czwartej, gdzie wielu twierdziło, że gra została stworzona na prędce. Miała zadowolić nowych fanów dla serii, oraz starych. Twórcy starali się grać na dwa fronty. Wprowadzono nową postać główną – był to Nero. Nero był trochę emo rozwydrzonym dzieciakiem, fani byli spragnieni Dantego, nowi także chcieli go więcej. Gra cierpiała na dość nudne kreacje lokacji i odejście od gotyckiego klimatu. Fani dostali spazmów, pośrednio nie dziwię im się. To tak jakby postacie z Mortal Kombat nie miałyby możliwości wykonywania fatality i walczyli na placach zabaw. Rebooty serii już poznaliśmy w roku 2013. Na szczęście w wielu przypadkach tworzyli je ojcowie danej serii, wraz z nimi świeża krew z nowymi pomysłami. Serię DMC oddano nieznanemu studiu, pochodzącym z innego kraju, niż oryginalna ekipa tworząca tę serię. Nie stworzono czegoś opartego na dorobku serii, ale całkiem nową odsłonę gry. Pomimo, że była to gra dobra to był to bardzo kiepski Devil May Cry. Próby wyciągania kasy za dodatkową kampanię, czy co gorsze za oryginalny wygląd postaci(który nota bene twórcy wyśmiewali już na początku gry) stało się skandalem.

Prawdę mówiąc, od dawna nie kupiłem gry od Capcomu, którą uznałbym za świetną i kompletną. Street Fighter 5 w momencie premiery był odarty praktycznie całkowicie z trybów dla jednego gracza. Wydawanie kolejnych wersji gry kiedyś było wymuszone zwiększaniem balansu i zmianami w rozgrywce. Stąd wersji SF III mieliśmy sporo, scena turniejowa wtedy była żywa, a nie można było ściągnąć patcha. Fani, którzy musieli ćwiczyć by stawać się coraz lepszymi, kupowali te gry. Dziś takie podejście wydaje się być kpiną, bo usprawnienia powinniśmy dostawać za darmo, a ewentualne TWORZONE w przyszłości postaci powinno dać się kupić. Takie podejście obiecywano w przypadku SF V, ale stara szkoła była widoczna w przypadku części IV.

Podejście do graczy jak do krów dojnych i niepoważne traktowanie ich powinno przynieść tej firmie straty. Niestety gracze coraz częściej przyzwyczajają się do takiego traktowania. Podejście ze strony CD Project Red jest fenomenem na skalę światową, gdzie kiedyś było normą i budowaniem marki. Dziś wielu twórców ma to gdzieś i w sumie łatwo zarobić trochę kasy. Duże studia uruchamiają akcje crowfundingowe, bo po co ryzykować, skoro fani i tak dzadzą kasę. Capcom to nie poziom Peter'a Molyneux'a, ale powoli zaczyna moim zdaniem do niego się zbliżać. Przykładów mógłbym w dniu dzisiejszym mnożyć, ale nie chcę was zanudzić, co pewnie często robię przeciągając swoje teksty. Powiedzcie lepiej co sami sądzicie, może przesadzam i dramatyzuję. Być może zgadzacie się ze mną?

Jak zawsze zachęcam do komentowania i zostawiania plusów. To zawsze dodatkowa motywacja, jeżeli macie pomysły, czy rady także śmiało piszcie. Jeżeli chcecie mnie obsmarować, także nie krępujcie się, o ile zrobicie to kulturalnie. Lepiej zostać konstruktywnie skrytykowanym i rozwijać się, niż zginąć zapomnianym. Chętni mogą spotkać mnie wieczorami na streamie na youtube, miejsce gdzie możecie porozmawiać ze mną, dać pomysły na tekst, czy rady. Oraz przede wszystkim poznać mnie. Zapraszam, nawet rozmowa o głupotach bywa fajna.

Tagi:

Oceń notkę
+ +11 -

Oceń profil
+ +57 -
Ashin
Ranking: 1598 Poziom: 36
PD: 6935
REPUTACJA: 4617