Blog użytkownika Ashin

Ashin Ashin 05.07.2017, 19:14
Bijatyki 2D, które pokochałem.
785V

Bijatyki 2D, które pokochałem.

Jestem fanem bijatyk od lat, nie ukrywałem nigdy tego. Nie jestem w nich co prawda grandmasterem, bo tak naprawdę najwięcej grałem z kumplami, których dość szybko zaczynałem przewyższać. Poznanie postaci na średnim poziomie w zupełności mi wystarczy, a najwięcej czasu zawsze spędzałem na odblokowywaniu różnego kontentu w grze, czy to stroje czy innego rodzaju pierdołki.

Jestem fanem bijatyk od lat, nie ukrywałem nigdy tego. Nie jestem w nich co prawda grandmasterem, bo tak naprawdę najwięcej grałem z kumplami, których dość szybko zaczynałem przewyższać. Poznanie postaci na średnim poziomie w zupełności mi wystarczy, a najwięcej czasu zawsze spędzałem na odblokowywaniu różnego kontentu w grze, czy to stroje czy innego rodzaju pierdołki. Zawsze chciałem obejrzeć wszystkie filmiki kończące postaci, chociaż każdą pograć i na średnim poziomie opanować dwie ulubione postacie. Oczywiście będąc pacholęciem wybierałem te które wyglądają najbardziej cool według mnie. Co zabawniejsze, niektóre z nich były bardzo słabe, lub ich styl gry całkowicie mi nie odpowiadał. No, ale powiedziałem A, musiałem powiedzieć B i tak grałem postacią, która mi nie za bardzo odpowiadała, ale wyglądała super! Mój pierwszy komputer w ogóle tonął w emulatorach, odbijałem sobie czasy gdy nie mogłem chodzić na automaty i brak dostępu do konsol. Młuciłem w NeoGeo i SNES'a niemiłosiernie, a jako że mój najlepszy kumpel z podstawówki miał brata zafascynowanego emulacją miałem do nich łatwy dostęp. No i oczywiście już trochę ich obsługi liznąłem i nagrałem się z kumplem w bijatyki. To były piękne czasy, do których wracam zawsze z nostalgią i które lubię wspominać. Dziś chcę podzielić się z wami grami, które wtedy głównie kochałem.

Zaczynamy od mocnego uderzenia The Last Blade 1 i 2. Zęby zżarliśmy z kumplem na dwójce, ale i jedynka prezentowała świetny poziom. Wyszły początkowo na automaty firmy NeoGeo, doczekały się również wersji na konsolę tej firmy(niestety bardzo mało znaną w Polsce) i powstała również kompilacja obu części na PS2. Jak już kiedyś wspominałem bijatyki z użyciem broni białej to była spora rzadkość kiedyś. The Last Blade reprezentował genialną rozgrywkę właśnie z ich użyciem. Postacie stylizowane na feudalnej japonii, więc widzieliśmy tutaj mnichów, samurajów i mieszkańców Japonii. Wszyscy pokręceni i ciekawi. Niestety fabuła była dość niejasna, mało jej było w rozgrywce co jest zrozumiałe, a moja nieznajomość angielskiego nie pomagała w tamtych czasach. Gra jednak oferowała dwa tryby walki każdą postacią. Jeden z wzmocnionymi atakami, ale mniejszą szybkością oraz wykonywanym jednym silnym super atakiem i drugi odwrotny, gdzie atakowaliśmy szybciej, ale nasze ataki były dużo słabsze. To był powiew świeżości, bo trudno nazwać to klonem Street Fightera. Sam najczęściej grałem pupilkiem serii Kaede. Mój kumpel niemiłosiernie kopał mi tyłek Setsuną. Rozgrywka była dość klasyczna opierała się o znane kombinacje ustalone w bijatykach 2D. Fan Street Fightera mógł usiąść i próbować wykonywać ciosy specjalne, użycie jednak broni zmienia diametralnie rozgrywkę. Ciosy wykonywane są w inny sposób, mają inny zasięg i różnią się prędkością. Gra stara się wprowadzić unikatowe elementy do rozgrywki jak unik. Styl każdej z postaci jest diametralnie inny i ciężko znaleźć odpowiednik w innych bijatykach. Co sprawia, że gra jest jedyna w swoim rodzaju i zawsze będzie zajmować miejsce w moim sercu.

Samurai Shodown 4 i zdecydowanie część czwarta tej gry. Najbardziej dopracowana i posiadająca najwięcej postaci. Przed chwilą wspominałem jak to mało było bijatyk z broniami i już wyskakuję z drugą, ale jednak ich ilość stawiała na jakość i sprawiała, że te gry nie były produkowane masowo jak klony MK i SF. Znów obcujemy z dwoma trybami walki postaciami. Jednak nie tak jak w przypadku The Last Blade, gdzie postacie miały te same ciosy, różniły się super atakami i szybkością ruchów, tutaj każda z postaci ma osobny zestaw ciosów do każdego trybu. W jednym postać będzie miotać ognistymi kulami, w drugim postawi na ataki bezpośrednie z wykorzystaniem ognistych zdolności. Gra jest ciekawa nie tylko ze względu na bronie, ale także jej podejście do gry. Jest dość brutalna, gra posiada wykończenia w których często rozcinamy oponenta na pół. Dodatkowo niektóre z postaci skrywają mroczne historie. Oczywiście nie mówimy o poziomie brutalności Mortal Kombat, jednak patrząc na inne gry ta na pewno się wyróżnia. Za przykład może posłużyć Youkai – za życia bardzo miły człowiek, po śmierci zmienił się w demona pożerającego ludzi. W rozgrywce fabularnej w końcu spotyka swoją córkę, ta prosi go by przestał pożerać ludzi i wrócił do domu. Jednak pomimo wewnętrznej walki Youkai pożera własną córkę. Znów specyfika broni i charakterystyczne postacie przedstawiły zupełnie inne podejście do znanej konwencji bijatyk. Neo Geo było moim skromnym zdaniem mistrzem w tej kwestii i brali znaną konwencję przebudowując ją. Jeżeli myślicie, że tytuł skupia się tylko na samurajach, że walki będą nudne i postacie powtarzalne to grubo się mylicie. Wiele z nich pojawiało się w innych grach, a sama seria miała swoją część również na platformie Xbox360, której niestety nie miałem okazji ograć, a wydaje się być bardzo ciekawą pozycją

Znów pozycja os SNK i nie powinienem tak naprawdę jej opisywać przed przejściem do Fatal Fury, ale Garou Mark of The Wolves. Gra, która stała się spin offem serii Fatal Fury i mieliśmy okazję zobaczyć Terry'ego Bogarda w nowej odsłonie. Jedna z najładniejszych bijatyk na emulator NeoGeo. Dokładne i szczegółowe sprite'y i znane mechaniki. Natomiast znów twórcy pokusili się na drobne zmiany. Podczas rozgrywki oznaczymy 1/3 naszego paska zdrowia specjalnym znacznikiem. W momencie, gdy nasz przeciwnik skróci nasz pasek zdrowia do tego momentu nasze ataki staną się dużo silniejsze. Oczywiście przejście do kolejnego segmentu paska zdrowia przywróci normalną siłę ataku. Gra ma klasyczne podejście do bijatyk 2D, oraz niewielki roaster postaci. Co ważniejsze jednak są one przygotowane w dobry sposób i nie odczuwamy, że któraś z nich jest wsadzona na siłę. Każdą walczy się inaczej, ma swoje statystyki i każdy znajdzie dla siebie ulubionego awatara. Walki są dynamiczne i efektowne, widać że opiera się to na wieloletnim doświadczeniu twórców.

King of The Fighters cała seria. Jeżeli komuś muszę przedstawiać tę grę, to naprawdę ciężko nazwać go fanem bijatyk. Zestaw postaci z różnych gier od NeoGeo i ich najpopularniejszych wojowników. Gra miesza ze sobą różne style rozgrywki i charakterystyczne dla każdej z postaci ruchy. Do walki przyjdzie nam wybrać 3 wojowników, którzy zamieniają się po przegranej rundzie. Wprowadza to element niepewności i zmienną. Ponieważ każda z wybranych postaci cechuje się innym stylem rozgrywki i ciężko przygotować się na każdą ewentualność. Ta seria świetnie pokazuje jak różnorodne bijatyki wychodziły spod stajni SNK. Olbrzymi roaster postaci pozwala na dobranie dla siebie wymarzonej drużyny, a fani bijatyk od SNK stworzą swoją grupę marzeń. Nic nie stoi na przeszkodzie by mieszać postacie z różnych gier. Szkoda tylko, że nie rozwinięto trochę idei posiadania trzech postaci, bo te między sobą tak naprawdę nie wchodzą w interakcję, a szkoda bo można było wprowadzić chociaż ataki drużynowe.

Real Bout Fatal Fury Special – spowinowacona gra z wspomnianą wcześniej grą Garou. Postacie jednak są znane fanom gier od SNK. Moim zdaniem ultymatywna odsłona serii Fatal Fury, gdzie spotkamy najbardziej znane postacie serii, okraszone ciekawymi występami. Nie będę skupiał się tutaj na mechanice bo ta znana jest wszystkim. Warto jednak wspomnieć, że to w tej serii zaczynała znana wielu fanom Mai Shiranui(to ta gejsza od cycków jakby ktoś nie kumał) i Blue Mary(ta blondynka od cycków) kochane przez wielu fanów bijatyk. Co ciekawe z tą drugą postacią związane były pewne kontrowersje. Otóż podczas pojedynku, a raczej na jego zakończenie można było wyrzucić przeciwnika z ringu. Skutkowało to krótką animacją. Na jednej z plansz Mary mogła wpaść do wody, po chwili z niej wypływała i zauważała, że zgubiła stanik i zakrywała swoje piersi(a raczej kilka pikseli które je imitowały), oczywiście zostało to bardzo szybko zacenzurowane. Warto również wspomnieć o możliwości przeskoczenia na drugi plan areny, dzięki czemu mogliśmy unikać ataków i wykonywać proste ataki z wewnętrznej części areny.

Teraz trochę z innej beczki – King of Monsters 2. Nigdy nie byłem fanem zapasów 2D, ale ludzie możliwość walki wielkimi potworami rodem z starych filmów, a w tle walące się miasto? To musiało się udać. Pierwsza część stawiała na zupełnie inny rodzaj rozgrywki, jednak w dwójce poszli po rozum do głowy i skupili się na walce dwóch gigantów. Gra brała natchnienie z systemów walki wreslingowych gier i to wychodziło jej na spory plus. Łatwe wykonywanie chwytów i kilka ataków specjalnych w zupełności wystarczyło do fajnej i wciągającej zabawy. Smucił jednak drobny wybór postaci grywalnych bo było ich 'aż' troje. Godzillo podobny jaszczur, mechaniczny goryl i wielki super bohater wzorowany na Super Sentai, lub Ant Manie. Na szczęście przechodząc grę samodzielnie walczyliśmy z innymi przeciwnikami przygotowanymi na potrzeby trybu single player. Wielu graczy na pierwszy rzut oka może stwierdzić, że nie jest to bijatyka, ale uwierzcie mi to zapasy podane w bardzo ciekawy sposób i jedna z najlepszych monster game swoich czasów. Serdecznie polecam!

Night Warriors: Darkstalker's – gra o którą wielu fanów błaga. Morrigan na dobre zagościła w serii Marvel vs Capcom i wielokrotnie ma swoje występy gościnne. Na pewno jej aparycja w tym wypadku nie przeszkadza, a staje się wielkim atutem. Jednak wielkopiersiasta sukubica w obcisły body to nie jedyny argument jaki przemawia za tą serią bijatyk. To czasy kiedy gry Capcomu(nienawidzę was!) kupowało się w ciemno. Wiedzieliśmy, że to będzie świetna gra, a na kartdridżu nie ukryją fafernaście grywalnych postaci, które odblokujemy płatnym DLC. Jej twórca był zafascynowany klasycznymi horrorami, takimi jak Drakula czy Wilkołak. Postanowił więc stworzyć bijatykę nawiązującą do jego ukochanych filmów. Okazało się to świetnym pomysłem, bo umiejętności takich bestii stawiały zupełnie nowe możliwości do kreowania walki i jej systemu. I tak walczyliśmy zombie rockmanem, który zmieniał swoje części ciała w bron, a także mumią, która mogła rozwijać swoje bandaże i oplatać nimi przeciwnika. Postacie są tak charakterystyczne, że trudno o nich zapomnieć. Zabawnym jednak jest to, że postać która początkowo miała być twarzą serii bardzo szybko odeszła na drugi plan. Dimitri, który początkowo miał być właśnie głównym postacią, czymś jak Ryu dla Street Fightera, został przyćmiony przez Morrigan, która szybko opanowała okładki gier i to ona właśnie stawiała się na wszelkie crossovery serii. Znów bardzo klasyczna rozgrywka walka 2D została okraszona ciekawymi patentami i ciosami. To tworzyło niesamowite możliwości i różnorodność wśród postaci. Te zaś nie były tylko zwykłymi wojownikami, bo za każdą z nich stała ciekawa historia. Cała marka doczekała się kilku gier, komiksów, oraz całkiem dobrego serialu Anime. Doczekała się również amerykańskiej kreskówki, która niestety była tragiczna w swojej jakości i wykonaniu, całkowicie porzucono głębię postaci i narysowano je tragicznie. Gra w tym momencie stoi w rozkroku, bo wiele fanów dopomina się o nową część, a za sprawą nowego Street Fightera i Mortal Kombat bijatyki 2D przeżywają renesans i jest to szansa na powrót marki. Póki co jednak Capcom milczy, wydaje reedycje i obiecuje, że nie zapomina o marce. Szkoda, bo ja chętnie znów przysiadłbym do rozgrywki i skopał tyłek psychopatycznemu czerwonemu kapturkowi, z bazooką w koszyczku(to nie żart....).

Dragon Ball Z Super Botouden – nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o tej grze. Spełnienie marzeń i nocnych zmaz każdego dzieciaka w latach w których dorastałem. Świetna bijatyka 2D w klimatach ukochanego serialu. Doczekała się kilku odsłon przedstawiających bohaterów z różnych sag i oddająca nam ich pod naszą kontrolę. Było tutaj wszystko walki w powietrzu, fale energetyczne i efektowne jak na siłę snes'a ataki. Jej rozwinięciem stał się MUGEN program do tworzenia bijatyk. Ten znany najbardziej jest właśnie z wersji z postaciami z dragon balla. Znaleźć w nim mogliśmy wszystko od postaci autorskich, przez bohaterów z innych bijatyk w uniwersum DB. Stąd też widoczne różnice graficzne w różnych postaciach, bo twórcy często przenosili sprite'y z innych gier w całości i ich ataki. Największą bolączką Mugena niestety był jednak jego balans. Amatorscy twórcy nie zaprzątali sobie nim głowy i implementowali różne postacie. Zaczynając od Krillina Super Wojownika, przez przegiętego Future Trunksa mającego 1hit ko combo. Zabawa jednak przy tej produkcji była przednia i warto wspomnieć o niej. Na PSX'a również powstała niezła bijatyka 2D w świecie smoczych kul, jednak nie była ona specjalnie wybitna, ani popularna.

To wszystkie gry o których chciałem szczególnie wam napisać i o których być może przypomnieć o nich niektórym z was. Zdaję sobie sprawę, że wiele tytułów brakuje jak chociażby Guilty Gear i BlazBlue. Tutaj jednak wchodzicie wy zapraszam do sekcji komentarzy, to dzięki wam takie artykuły stają się kompletne. Nie ma tutaj Street Fightera i Mortal Kombat bo to przypadki moim zdaniem zbyt oczywiste i raczej nie ma sensu pisać o nich w takiej liście. Mam nadzieję, że wzbudziłem trochę wspomnienia. Jak zawsze zachęcam do udzielania się w komentarzach. Jeżeli macie jakieś pomysły na przyszłe teksty nie krępujcie się także pisać tutaj, albo wpadnijcie na stream.

 

P.S. Filmy nie są mojego autorstwa każdy z was może dostać się do źródła i oryginalnego materiału umieszczonego na platformie Youtube.

Tagi:

Oceń notkę
+ +26 -

Oceń profil
+ +57 -
Ashin
Ranking: 1600 Poziom: 36
PD: 6938
REPUTACJA: 4617