Blog użytkownika Ashin

Ashin Ashin 26.05.2017, 07:43
[Recenzja]Regalia: of men and monarchs
342V

[Recenzja]Regalia: of men and monarchs

Polacy nie gęsi swoje Final Fantasy Tactics też mają! Choć wydaje mi się, że premiera Regali przeszła bez większego echa, a szkoda bo to naprawdę porządna gra i fani turowych strategi taktycznych będą na pewno uraczeni rozgrywką.

 

 

 

 

No, ale od początku. Grę zamówiłem przed premierą i nie mogłem się doczekać. Gra dotarła w czwartek. Podniecony zainstalowałem grę, oraz przyjrzałem się zawartości edycji premierowej. Obiecano mi sporo więc postanowiłem to zweryfikować. W jej skład wchodzi artbook, płyta z grą, dwa papercrafty(papierowe figurki do złożenia), mapa świata połączona z plakatem z gry i cyfrowy kodeks. Musze powiedzieć, że mam mieszane uczucia. Pamiętam Artbook z Shadow Tactics, który kosztował podobnie. Nie jest to gruba książka, a w wcześniej wspomnianej grze dodano jeszcze opis przejścia. Mimo, że grafik było trochę mniej wydawał się on bardziej kompletny. W książeczce z Regalii, szybko zauważymy, że brakuje nieco grafik głównych postaci. Szkoda bo grafiki są przepiękne. Wolałbym zrezygnować z papierowych figurek, na rzecz kilku dodatkowych stron z grafikami z gry. No, ale nie ma co narzekać, bo gra nie miała wygórowanej ceny. Całość zamknęła się w 90zł z przesyłką, więc jak na dzisiejsze standardy nie jest to dużo.

 

 

 

Warto jednak zaznaczyć, że gra jest polskiej produkcji. Ufundowano ją na portalu crowfundingowym, za co twórcy dziękują już podczas uruchamiania gry. Co ciekawe gra cechuje się przepiękną stylistyką mangową. Widać, że twórcy czuli ten klimat i widać w tej produkcji wiele charakterystycznych archetypów postaci znanych z mang i anime. Wszystko spina się w spójną całość, a świat jest naprawdę fajny i pokręcony. Gra tworzy swój indywidualny klimat i to widać. Nasz bohater Kay jest dziedzicem rodu Lorenów, władców Ascalii, którzy przepadli setki lat wstecz. Na łożu śmierci ojciec naszego bohatera prosi go o odbudowanie rodzinnego królestwa. Kay, jego wierny rycerz Griffin, oraz dwie siostry Gwendolyn i Elaine. Okazuje się, że posiadłość Lorenów jest w runie, to nie wszystko bo ród był zadłużony na cholendarne sumy. Bardzo szybko odwiedza nas organizacja odpowiedzialna za ich ściągnięcie postanowiła szybko upomnieć się o swoje pieniądze, przedstawiając propozycję nie do odrzucenia. Na szczęście i nieszczęście Kay przebudza Desideradusa pierwszego z rodziny Lorenów. Ten postanawia pomóc młodemu paniczowi, by jego rodzina odzyskała dawną chwałę. I tak rozpoczyna się nasza przygoda. Gra dzieli się na rozdziały i w każdym musimy spełnić wymagania w postaci wykonania zadań królestwa, oraz często wykonać zadanie fabularne.

 

 

 

Więc jak wygląda właściwa rozgrywka? Przede wszystkim w naszym mieście będziemy mogli wykonać kilka czynności. Możemy łowić ryby, robić zakupy w odbudowywanych sklepach, zwiększać więzi z mieszkańcami miasta i naszą świtą – co owocuje odblokowywaniem zdolności i bonusów, odbudowywać budynki w mieście i w końcu wyruszać na wyprawy. Przy tych możemy wybrać maksymalnie do 6 postaci(Kay zawsze jest obowiązkowym wyborem) i wyruszyć na przeczesywanie lochów. W nich mamy 3 aktywności, spotkanie w którym za pomocą naszych wyborów ustosunkowujemy się do opisanej sytuacji, czasem może ono się zakończyć walką, możemy rozbić obóz, gdzie możemy zapisać, porozmawiać z członkami drużyny i co ważniejsze taki odpoczynek przywraca do zdrowia naszych towarzyszy, którzy polegli w walce, no i w końcu walki.

 

 

 

Walki są całym sercem tej gry i nimi również była ona reklamowana. Jak wspominałem odbywają się one turowo. Na mapę możemy rozmieścić najczęściej do 4 bohaterów z wybranych bohaterów na wyprawę. W turze postaci możemy wykonać do 3 akcji. Jedna z nich jest zawsze stała, jest to ruch, który możemy wykorzystać przed lub po wykonaniu drugiej akcji, drugą opcjonalną jest wykorzystanie specjalnego punktu na dobranie dodatkowej akcji(punkty te dostajemy po całej turze bitwy tj. kiedy wszyscy wykonają swój ruch w liczbie 1 na turę), no i na końcu możemy wybrać jedną z zdolności naszej postaci, lub użyć przedmiotu. Opcjonalnie możemy także opóźnić nasz ruch. Zdolności są unikatowe dla każdej z postaci, te dodatkowo posiadają jeszcze zdolności pasywne. Cały system jest znany większości fanów tego typu gier i powiela wiele schematów. Jest to bardzo duży plus dla takiej produkcji, bo każdy poczuje się jak w domu. Co ją jednak wyróżnia, to wspomniane wcześniej umiejętności postaci. Każdym z bohaterów walczy się inaczej, a smaczku dodają wspomniane umiejętności pasywne. I tak rycerz po pokonaniu wroga dostanie dodatkowe punkty ruchu, które pozwolą nam ustawić korzystnie do kolejnego ataku. To tylko jeden przykład bo postaci jest kilka z których przyjdzie nam wybierać. Co ważniejsze 4 z nich dostaniemy w zależności od naszych decyzji dyplomatycznych. Tych podejmować będziemy 8 w zależności od poziomu uznania w danej fakcji dostaniemy różnego rodzaju bonusy, co istotniejsze przy 3cim poziomie otrzymujemy wysłannika dyplomatycznego z danego państwa, a tych możemy dostać maksymalnie 2 z dwóch różnych krajów. Trochę szkoda, bo żeby zagrać wszystkimi postaciami, grę należy przejść minimum dwukrotnie.

 

 

 

Gra chwali się również dobrze dobranymi głosami i jest to prawda, szkoda tylko że w polskiej grze nie znalazło się też miejsca na polski dubbing. Aktorzy głosowi odwalają kawał dobrej roboty, jednym z moich ulubieńców jest Theo, wampir który marzy o zostaniu prawdziwym czarnym charakterem. Jego głos i maniera od razu przywodzi na myśl chrabie Countulę z ulicy sezamowej. Niesamowicie przypadł mi do gustu. Co ważniejsze gra skutecznie wachluje znanymi stereotypami i wychodzi jej to na dobre. Poznawanie poszczególnych postaci i ich historii to czysta przyjemność. Widać wiele inspiracji z innych produkcji, jeden z przykładów podałem przed chwilą, ale drugi może wydawać się nieco mniej oczywisty. Kowal Gunter, który ma małego pieska Heinricha od razu przypomniał mi jeden z odcinków samuraja Champloo, gdzie bohaterowie poznawali Holendra homoseksualistę, który zainspirował się kodeksem Bushido. Oczywiście stereotyp umięśnionego, wysokiego i nieco zdziwaczałego homoseksualisty jest dobrze znany fanom anime, a to nie wszystkie stereotypy, które porusza ta gra. I wychodzi jej to o dziwo świetnie i nienachalnie. Sam chyba spędziłem więcej czasu budując relacje z poszczególnymi postaciami, aniżeli w walce.

 

 

 

Muszę jednak przyczepić się nieco do długości gry. Grę otrzymałem w czwartek, pograłem może z 2 godziny po pracy, przysiadłem do niej na dłużej dopiero w piątek i sobotę. W niedzielę gra padła. Aktualnie mogę rozwijać królestwo bez ograniczeń do końca, bo cały wątek fabularny został zakończony. Pomimo, że na początku walki rzeczywiście stawiały wyzwanie, a wręcz momentami były absurdalnie trudne i wymagały główkowania, tak mniej więcej w połowie gry stały się bardzo schematycznie. Dość szybko odkryłem idealną dla mnie drużynę i zestaw zdolności. Trochę to słabe, że gra szybko stała się za łatwa. Zaznaczę tylko, że wybrałem tryb gry, który stawiał na trudniejsze walki. W miejsce kombinowania i żonglowania zdolnościami wdarła się schematyczność. Walki wydawały się w końcu praktycznie takie same. Czy to boss, czy grupa przeciwników mój oddział miażdżył wszystko na drodze. Zmieniał się tylko jeden członek drużyny w zależności czy muszę się gdzieś szybko dostać, czy też nie. Minusem dla mnie też stały się wtedy walki w których musimy utrzymać pozycję przez określoną liczbę tur. Przeciwników przybywa, a my nie możemy skończyć walki przed czasem i bywa to frustrujące.

 

 

 

 

Pomimo wszystko Regalia to porządna rozrywka. Szkoda, że po skończeniu głównego wątku niewiele pozostaje do zrobienia. Możemy wymaksować jedynie to czego nie udało się podczas nałożonego limitu czasowego. Początkowe walki rzeczywiście wymagają kreatywnego podejścia, a postacie są na tyle kolorowe i sympatyczne, że chcemy je poznać. Stylistyka nie przypadnie każdemu do gustu, jednak nie jest to też gra dla każdego. Poza tym muszę przyznać, że autorzy czuli klimat na który się rzucili i nie jest on wymuszony. Warto zaznaczyć też, że gra starczy na ponad 8 godzin rozgrywki i jest to jak na dzisiejsze czasy sporo. Ja po prostu jestem przyzwyczajony do starszych standardów, gdzie z grą spędzało się po 30 godzin i wiele rzeczy pozostawało jeszcze do odblokowania. Jednak za pieniądze, które zainwestowałem w grę miałem sporo zabawy. Artbook jest ładny, ale niestety pozostawia trochę niedosyt, a papercraft dla mnie zawsze był kiepskim dodatkiem. Podobne figurki dodawali w Wiedźminie, niestety ich trwałość pozostawiała wiele do życzenia, no i nie przeżyły spotkania z moim psem. Te pewnie czeka podobny los, albo po prostu zżółkną. Szkoda bo można było dodać kilka kolejnych stron do książeczki z grafikami. Natomiast jeśli ktoś zapyta mnie czy kupiłbym Regalię 2, czy podobną produkcję od studia Pixelated milk z czystym sumieniem odpowiedziałbym, że tak.

Tagi: gra nowości po premierze Polska recenzja

Oceń notkę
+ +13 -

Oceń profil
+ +58 -
Ashin
Ranking: 1624 Poziom: 37
PD: 7117
REPUTACJA: 4605