Blog użytkownika Ashin

Ashin Ashin 31.03.2021, 19:07
[Felieton]Dlaczego Edward Kenway jest najlepszym assassynem
1352V

[Felieton]Dlaczego Edward Kenway jest najlepszym assassynem

Zapewne każdy z was ma produkcje, który chociaż cień obrazy budzi w was wściekłość i chęć obrony jak konstytucji tegoż. Zresztą każdy praktycznie ma opinie, które działają na niego jak płachta na byka i nie może ich zdzierżyć. Dla mnie taką produkcją jest Black Flag, a twierdzeniem: ‘to dobra gra o piratach, ale kiepski assassin’. Po prostu gniję w środku gdy to słyszę.

Jeżeli chodzi o samego Black Flaga pisałem o nim pełną recenzję i z tego co pamiętam umieszczałem ją na łamach tego portalu. Była to kolejna część idąca w stronę drobnej rewolucji, którą zapowiadała już część trzecia(skąd inąd również genialna) w dość zastygłej koncepcji. Nie były to zmiany na miarę AC:Origins, ale gra jeszcze nie była aż tak rozciągnięta(chociaż już nie mało odsłon miała na swoim koncie, chociaż osobiście części o Ezio traktuję jako jedną część i rozszerzenie do niej, aniżeli jako całkowite i pełnoprawne odsłony). Chociaż już wtedy pomału zaczynało się czuć mocne zmęczenie serii. Co jest oczywiście zrozumiałe patrząc na tempo jej eksploatacji w poszczególnych latach. Mimo wszystko Assassin Creed drukował pieniądze i po drobnym liftingu miał zadowolić najbardziej marudzącą grupę entuzjastów na świecie w postaci graczy(o czym też zresztą chętnie zrobię osobny felieton – chętni?). I rzeczywiście postawienie nacisku na nieco inne aspekty, ciekawy setting przyniósł nie tylko powiew świeżości do serii, ale i urozmaiciło rozgrywkę.

Otóż jako gracze uczestniczyliśmy w eksperymencie abstergo. Porzucenie narzuconego bohatera w teraźniejszości miało pozwolić nam na większą immersję w zdarzenia przedstawione w serii. Ten pomysł akurat spotkał się chyba z jednogłośnym sprzeciwem ze strony graczy. Chociaż sam osobiście nie uważałem go za koncepcję całkowicie złą. Aczkolwiek to co było w nim najistotniejsze to po raz właściwie pierwszy obserwowaliśmy świat oczami pracownika Abstergo czyli właściwie teraźniejszych templariuszy, co było dość ciekawym pomysłem. Ta kwestia została jednak zepchnięta na dalszy plan i najważniejszym elementem gry było poznanie Edwarda Kenway’a ojca Haytama i dziadka bohatera z części trzeciej. Co dość istotne Edward był także odpowiedzialny za odbudowanie zakonu w Londynie, co niestety nigdy nie zostało przedstawione jako pełnoprawna gra, lub rozszerzenie do którejkolwiek z części.

Edward sam w sobie był powiewem świeżości w grze. Przede wszystkim na początku nie był członkiem bractwa i właściwie niespecjalnie wiele o nim wiedział. Jego cel był prosty został piratem i wypłynął na karaibskie morze by się wzbogacić i być ‘godnym’ swej wybranki, której ojciec sprzeciwiał się temu związkowi. Bez wyrzutów sumienia więc przywłaszczył sobie ukryte ostrze, jak i kaptur zabójcy z którym rozbił się na wyspie i postanowił dostarczyć templariuszom przesyłkę. Edward to dość zwinny gość i całkiem łebski, taka wymiana miała być intratnym biznesem, a sam Kenway i tak nie był zaabsorbowany przez wielką politykę. Sprawa się jednak rypła i musieliśmy oswobodzić się z niewoli. Podczas ucieczki poznajemy Adevale, który staje się nie tylko naszą prawą ręką(Edward chciał oddać mu statek, ten jednak sam przyznał, że załoga nie posłuchałaby czarnoskórego i sam woli pozostać jako prawa ręka charyzmatycznego pirata). Ten zaś staje się naszym głównym źródłem informacji o fascynującym i tajemniczym bractwie Assassynów. Zresztą nasz przyjaciel nie kryje fascynacji nimi i opowiada o chęci dołączenia do bractwa. Sama rozgrywka wrzuca nas szybko do otwartego świata po którym możemy się poruszać.

Tutaj pojawia się podstawowy problem jaki w mojej opinii mają gracze. ‘To dobra gra o piratach, a kiepska o Assassynach’. Jako gracze doskonale znamy już hierarchię, oraz działanie bractwa. Zresztą odbudowaliśmy je w Brotherhood, mniej więcej wiemy jak działa i czego szukać. Przez wiele części posiadamy dużo większą wiedzę, aniżeli Edward. Ten zaś niespecjalnie na początku interesuje się całą organizacją, jego przemiana jest dość powolna, a on sam skupia się na zysku. Właściwie same opowieści przyjaciela wydają się być wyssanym z palca zabobonem. Organizacje walczące o wolność, lub pełną dominację nad światem? Już nawet dla takiej osoby jak Kenway wydaje się to być koncepcją dość fantastyczną. Skupiając się więc na wielu zadaniach pobocznych rzeczywiście będziemy skupiać się na pirackim życiu Keenway’a. Jednak nie brakuje tutaj zadań typowo skrytobójczych, te są poprowadzone naprawdę fajnie i jest to właściwie pierwsza część, która dawała mi dużo satysfakcji z wykonywania zadań po cichu. Sama intryga, podobnie jak podejście bohatera do wspomnianej organizacji skrytobójców rozwija się dość powoli. Wręcz momentami możemy zapomnieć o jaką stawkę walczymi.

Bo w tej grze nacisk postawiono na coś innego. Edward nie zmienia się w ciągu chwili jak Ezio(tej przemiany nigdy nie kupiłem, nie kupię i nie łyknę, pomimo że Ezia lubię jako bohatera). Tutaj on nie przystępuje do bractwa w ciągu kilku sekund i mówi okej ojciec był tajnym skrytobójcą, który walczy z przebrzydłymi Templariuszami, chcącymi panować nad światem. Okej spoko ja także nim będę. Edward nie ma dziedzictwa, a wręcz nie wierzy w całą tę intrygę. Co nie dziwi, ja także bym nie wierzył. Widzimy także, że nie jest przeszkolony z wykorzystywania ostrza, oraz preferuje walkę mieczami(szablasmi?). Zresztą domyślnie większość z nas do ataków skrytobójczych również używała tych broni. To nie jest Assassyn, on wraz z nami się nim stanie. I to powolne budowanie i przedstawianie bractwa, które znów w moim uznaniu odzyskało nieco na mistyczności jest całym kluczem tej gry.

Wraz z Edwardem od podejścia, ale gdzie jest właściwie to bractwo, jacy templariusze władający światem, przechodzimy do to jest ważna sprawa, nie jestem sam na świecie. Są ludzie, którzy w to wierzą i potrafią oddać życie, po spotkanie samych braci ukrywających się na jednej z karaibskich wysp. Sam Edward skleja całe opowieści samego Adewale, gdy kapitan Kidd umiera na jego dłoniach, zaczyna docierać do niego, że ten konflikt nie omija go jak sądził na początku i czy tego chce czy nie chce musi zacząć walczyć o wyższy cel. Co ważniejsze sam Edward jest ucieleśnieniem wolności.

Dlaczego? Wyrusza on w podróż i zostaje piratem by zyskać pozorną wolność. Pieniądze mają zapewnić mu byt, jak i jego wybrance. Wierzy w to, że każdy może być wolnym, że definiuje nas to kim jesteśmy, oraz nasze czyny. Widzimy jak spójne staje się to z samym bractwem, który także nie wierzy w hierarchie i pragnie dać ludziom wolny wybór, by Ci mogli decydować o sobie. Stoi w opozycji do ułożonego i hierarchicznego bractwa Templariuszy. Sam Edward dopiero potem rozumie, że o te ideały trzeba walczyć i warto walczyć, bo nie jesteśmy sami na tym świecie i nie możemy cały czas kierować się hedonizmem oraz zabawą. To właśnie w tym momencie przystępuje do bractwa i zaczyna walczyć o sprawę. Zaczyna wierzyć w te ideały i przekonuje również graczy jak one są ważne i dlaczego warto walczyć o tę sprawę. Jako osoba niepowiązana w żaden sposób dołącza do wyższego celu co jest pięknem samym w sobie. Zajmuje to właściwie ¾ głównej fabuły. Co dla niektórych oswojonych z serią może być zaprzeczeniem całej serii. Przecież przez większość gry nie byliśmy członkami bractwa. Jest to jednak nie do końca prawda.

To pierwsza część, która w taki sposób przedstawiła tę organizację. Tutaj pierwszy raz widzieliśmy jak postrzegają ją zwykli ludzie, to dlaczego jest owiana taką tajemnicą i jak istotną częścią tego świata jest i dlaczego warto pielęgnować jej ideały. To już nie jest bractwo które nas wychowało, to nie jest organizacja do której należała nasza rodzina, to miejsce którego ideały pochłonęły nas i zaczęliśmy chcieć je wyznawać. To nie jest nasze dziedzictwo, ale chcemy się stać jego częścią. Razem z Edwardem czujemy silną potrzebę sprawiedliwości, rozumiemy zagrożenie ze strony Templariuszy.

To właśnie ta gra moim zdaniem uświadamia nam stawkę o jaką toczy się gra, dużym zagrożeniem mogą stać się templariusze, że to nie tylko nasza walka, ale walka wszystkich, która dotyczy każdego, nawet jeśli nie jest tego świadomy to właśnie uczestniczy w rozgrywce na szeroką skalę, a jej przedstawiciele rozsiani są w różnych mało oczywistych miejscach. Sam core rozgrywki także pozostał bez zmian, pomimo wielu dodatkowych możliwości wiele misji opiera się o znane casualowe podejście do skradanek. Gra jest nieco bardziej dynamiczna i pozwala nam na więcej możliwości. To, że nie jesteśmy Assassynami od początku pozwoliło także na wprowadzenie alternatywnych rozwiązań i priorytetów dla naszego bohatera. Jednak cała intryga cały czas nam towarzyszy. Pomimo, że czasami może tracimy ją z oczu.

Z tych powodów osobiście uważam AC IV:Black Flag za jedną z najlepszych opowieści o Assassynach. To nie jest opowieść o piratach, tylko opowieść o piracie, który stał się assassynem. To ta część dokładnie zarysowała dlaczego dołączamy do bractwa, pozwala nam zrozumieć pewne decyzje i przedstawia tę organizację w nowym świetle. Co było dużym krokiem narracyjnym, którego mam wrażenie wielu nie zrozumiało. I oczywiście wycinając wszelkie motywy assassyńskie moglibyśmy otrzymać grę całkowicie o piratach, ale to tylko świadczy o tym jak wspaniałym materiałem źródłowym jest ta koncepcja. Przecież Assassyni w większości nie byli tylko zabójcami(co widzimy wielokrotnie na przestrzeni serii), a walka z templariuszami była oczywiście bardzo ważna, ale nie była wyłącznym zajęciem tych osób. Sam Kenway jest niezwykle sympatyczny i do dziś ubolewam, że perypetie z Anglii są przedstawione jedynie na łamach książek, a nie jako pełnoprawna gra lub duże DLC do części czwartej. To postać na tyle genialna, że zasługuje na dużo więcej czasu w grach. Szczególnie, że w tym świecie nie jest byle popierdółką, a osobą odpowiedzialną za odbudowę bractwa W Anglii. Jest także ojcem Haytama, którego oszukali, że za śmierć jego ojca odpowiedzialni są właśnie assassyni, a nie templariusze. Jest to osoba, którą na pewno warto poznać nieco szerzej, co tym bardziej smuci momentami.

Tagi:

Oceń notkę
+ +20 -

Oceń profil
+ +77 -
Ashin
Ranking: 1472 Poziom: 41
PD: 9999
REPUTACJA: 5977