Blog użytkownika Ashin

Ashin Ashin 26.07.2020, 19:11
Ghost of Tsushima – gorzki smak zwycięstwa
1356V

Ghost of Tsushima – gorzki smak zwycięstwa

Jedna z głośniejszych gier ostatnich dni produkcja wydana tylko na konsolę PlayStation. Czy słusznie zbiera tak wysokie oceny?

Jestem tuż po ukończeniu nowej produkcji ekskluzywnej na Playstation 4. Nie jest to z pewnością gra idealna, ale na pewno świetna produkcja, z którą warto się zapoznać. Już przed przystąpieniem do pisania tekstu zaznaczam, że recenzja będzie dzielić się na dwie części wyraźnie od siebie oddzielone. Będzie część bez spoilerów, jak i część z spoilerami skupiona głównie na opowieści. Uprzedzam, żebym nie czytał, że nie informowałem.

Nad zakupem Ghost of Tsushima myślałem właściwie do ostatniej chwili i złożyłem zamówienie 2 dni przed premierą. Po recenzji jednego z dość znanych kanałów na YT. Nie wiem dlaczego bałem się cały czas, że to będzie duchowy następca Soulsów, na którego nie miałem aktualnie ochoty. Być może przez premiery Sekiro i Nioh 2 coś mi się pomieszało. Jednak po rozwianiu moich wątpliwości postanowiłem zamówić grę i nie żałuję. Jest to dobra produkcja, ale na pewno nie idealna. Powiela część błędów gier z otwartym światem, ale ubiera je w bardzo ciekawy sposób. Co jest na pewno przyjemną odmianą. Niektórzy na pewno będą doszukiwać się podobieństw względem serii Assassins Creed i jest to w pewnym sensie dobre porównanie. Jednak gra tworzy swoją własną tożsamość i jest to na pewno na plus.

Jednak wszystko po kolei. Zacząć wypadałoby od tego, co widzimy jako pierwsze, czyli grafiki. I ta jest naprawdę niesamowita! Widać, że Sucker Punch wyciągnął wszystko co się dało z PS4 i widać to od razu. Część kolorów jest bardzo żywych, przepiękne widoki przepełnione smaczkami wizualnymi. Graficy odrobili zadanie domowe, czuć tutaj klimat Japonii. Pewne zabiegi graficzne przedstawiają ją wręcz w sposób baśniowy i niejednokrotnie zdarzało się zatrzymać, by popodziwiać widoki. Japonia jest zróżnicowana i to widać odwiedzając różne prefektury. Gra jest wyraźnie podzielona na 3 osobne lokacje, które prezentują się inaczej i łatwo je rozróżnić. Takie podejście do świata cieszy szczególnie, że na początku nieco się obawiałem monotonii okolicy. Na szczęście twórcy wyszli z tego obronną ręką. Warto również wspomnieć o kreacji postaci, modeli jest sporo. Te główne są zrobione bardzo szczegółowo, ale w przypadku przeciwników zdarza się dość często walka z armią klonów. Pomaga to nieco w rozpoznawaniu typów przeciwników. Bardziej rozpaczam nad minibossami. Ci są zrobieni na jedno kopyto, nie posiadają większej osobowości. Jak zobaczyło się jednego dowódcę mongolskiego to właściwie widziało się wszystkich, podobnie sprawa ma się z roninani, którzy właściwie różnią się zaledwie kapeluszami. Szkoda, bo to był fajny potencjał. Szczególnie, że każdy pojedynek zaczyna się animacją. Gra nie ustrzegła się oczywiście gliczów graficznych. Nie są one specjalnie częste, jak czasem można by podejrzewać po niektórych filmikach. Jednak występują i ciężko się dziwić. Najczęściej spotykane, to podczas wspinaczki blokowanie się w animacji skoku, bo naskoczeniu na skałę na którą wskoczyć nie powinniśmy, przenikające przez przeszkody ptaki, które nas prowadzą. Raz zdarzyło mi się zgliczować przeciwnika, który drgał w powietrzu. No, ale nie oszukujmy się w tak dużych grach to się zdarza i nie niszczy doznań związanych z grą.

Jeżeli chodzi o muzykę? No cóż, ja nie mam wiele do powiedzenia. Jest wspaniała, idealnie oddaje klimat Feudalnej Japonii i jest bardzo przyjemna. Podmuchy wiatru, przyjemna dla ucha muzyka. To kwintesencja tego jak powinno się dobierać soundtrack do gry. Podobnie sprawa ma się z japońskim dubbingiem. Głosy dobrane są odpowiednio i żaden nie polaryzuje z postacią, co dla mnie w odbiorze jest bardzo ważne. Co do polskich głosów, nie wypowiem się bo nie grałem. Używałem tylko polskich napisów. Jeżeli ktoś lubi to pewnie odwalili kawał dobrej roboty, dla mnie jednak pojedyncze styczności z polskim dubbingiem w filmikach innych użytkowników mocno nie pasowały i tworzyły dysonans. Warto jednak wspomnieć o drobnych wpadkach w napisach w grze, bo te niestety się zdarzają. Potworki w stylu ‘Spotkaj się z …. w onsen’, często powtarzane słowo ‘kami’. Z jednej strony decydują się na tłumaczenie Tsushimy, czyli Cuszima(dla mnie niezwykle dziwne, ale poprawne i oficjalne), tak zdarza im się pomijać tego typu rzeczy. Pewnie jest to związane z tłumaczeniem bezpośrednio z języka angielskiego, który pewnie robił to samo, ale dla mnie jest to nieco śmieszne. To poczucie potęguje również tłumaczenie chociażby zwrotów grzecznościowych takich jak -sama, -dono, czy -san. Ja jestem przeciwnikiem tego typu zabiegów, ale nie przeszkadza to tłumaczą pozostawić słowo ‘sensei’ bez tłumaczenia. No taki mały miksik, który mnie osobiście irytuje.

Sama opowieść jest dość sztampowa. Jest to motyw znany z filmów o samurajach i wielu innych. Z motywem zemsty spotkaliśmy się nie raz. Jeżeli ktoś szuka bardzo odkrywczej fabuły, to niestety jej nie znajdzie. Jednak jest ona poprawna, poprowadzona w sposób ciekawy. Wiele postaci to znane archetypy, które spotkamy w w/w filmach. Mimo wszystko postacie da się lubić. Jeżeli poświęcimy czas na ukończenie dodatkowych misji poznamy te postacie dużo lepiej i zdarza się, że są to lepsze opowieści, niż sam główny wątek. Nie da się jednak ukryć, że pewne zwroty akcji można było przewidzieć. W przypadku takiej opowieści dla mnie to plus, daje poczucie poznawania czegoś co znamy. To jak obcowanie z ulubioną potrawą, która za każdym razem sprawia nam sporo przyjemności. Fajnym dodatkiem do fabuły jest również uwarunkowanie fabularne większości pobocznych zajęć. Od wieśniak w wiosce opowie o cudownych właściwościach gorących źródeł, dowiemy się że naszym patronem jest lis i jest on wysłannikiem bogów, za którym warto podążać. O części lokacji dowiemy się od mieszkańców okolicy, z niejedną wiąże się drobna opowieść. Od spotkamy kobietę, która opowie, że jej brat zbudował kiedyś stojak z bambusów i ćwiczył na nim, jednak odszedł. Takich przykładów jest sporo i zwiększa to wiarygodność i spójność całego świata.

Same działalności poboczne bywają niestety z czasem dość monotonne. Zirytować potrafią stojaki na bambusy, przy których musimy kilkukrotnie wcisnąć coraz trudniejszą kombinację klawiszy. Posterunki wrogów bywają nieco rozciągnięte i zdarzało mi się, że biegałem dobre kilka minut po posterunku w poszukiwaniu ostatniej części zadania. Gra miewa czasem problemy z komunikowaniem graczowi co powinien zrobić i kilka razy błądziłem. Szczególnie jest to widoczne w opowieściach w których podążamy za legendami. Z jednej strony wspaniale bo jest to ciekawie poprowadzone, dążymy na przykład szlakiem ulubionych kwiatów samuraja, ale zdarzało mi się zataczać koła obok lokacji do której powinienem iść. Bywa to irytujące gdy poszukujemy poszlak w miejscu jakiegoś zdarzenia. Chociaż być może był to mój indywidualny problem, ciężko powiedzieć. Warto jednak wspomnieć, że pobocznych zadań jest na tyle, że z przyjemnością możemy je wymieszać i nie dopuszczać do monotonii.

Sama gra dzieli się na dwa gameplaye. Każdy stworzony w ciekawy sposób. Nasz bohater Jin jest samurajem ocalałym z ich pogromu. Nic dziwnego, że stara się jako samuraj w otwartym konflikcie walczyć z przeciwnikami. Podczas walki będziemy mieli do dyspozycji kilka postaw, które odblokowujemy w czasie gry i które są skuteczniejsze przeciwko konkretnym przeciwnikom. Możemy także parować ciosy, oraz unikać ich. Uzupełnieniem naszego arsenału są narzędzia shinobi w postaci bomb dymnych, noży do rzucania kunai, bomb przyklejających się do przeciwników. Możemy także korzystać z granatów, oraz dwóch rodzajów łuku z różnymi strzałami. Wybierając drogę samuraja będziemy mieli także wchodząc do lokacji z przeciwnikami rzucić im wyzwanie. Uruchomi to krótką minigrę, która pozwoli uszczuplić nieco siły wroga, oraz uzupełnić zapasy hartu ducha czyli energii, która pozwoli nam korzystać ze specjalnych zdolności.

Drugim typem rozgrywki jest gra jako ‘duch’. Ścieżka bardziej skrytobójcza opierająca na przekradaniu się przez przeciwników, wykonywania egzekucji eliminujących od razu przeciwników. Do naszej dyspozycji oddano także dmuchawkę wspierającą ciche eliminowanie przeciwników, dzwonki zwabiające ich w naszą okolicę, więc możliwości mamy trochę. Możemy również przekradać się pod częścią budynków, lub nad nimi. Możliwości mamy sporo i styl jaki obierzemy w większości zadań zależy od nas. Gra jednak delikatnie sugeruje jak powinniśmy podejść do danej misji. Zdarzają się także takie, które wymuszają pewne podejście do rozgrywki. Nie ma tego dużo, ale jednak się zdarza szczególnie w misjach głównych. Nasz sposób rozgrywki będzie także wspierany przez odblokowywane przez nas zdolności. Doświadczenie zdobywamy za kończenie misji, oraz pobocznych działalności i możemy je dowolnie rozdysponować. Pod koniec gry i tak raczej będziemy mieli dostęp do większości z wspomnianych zdolności. Na początku jednak warto rozwinąć te, które najbardziej usprawnią nasz typ gry.

Warto jednak podkreślić, że Tsushima to nie jest cRPG. Gra posiada część elementów jednak nie powinno to dziwić, skoro elementy RPG pojawiają się chociażby w fps’ach. Muszę jednak jeszcze wspomnieć o fatalnej pracy kamery podczas gry. W większości przypadków co prawda możemy ją swobodnie kontrolować, ale podczas prowokacji zdarzało mi się nie widzieć dobrze przeciwnika, przez co traciłem możliwość eliminacji części wrogów. Brak możliwości przyklejenia kamery do przeciwnika również potrafi napsuć trochę krwi. Walka jak wspominałem premiuje dobre wyczucie momentu, ale nie raz zdarzy nam się przemieszczać po polu walki i próbować ogarnąć przeciwników i zdarza się, że kamerę musimy ręcznie ustawić, bo ta nie przesuwa się do końca jak chcemy. Da się z tym żyć, ale warto o tym wspomnieć.

No i trochę się rozpisałem o całej grze, jednak czy jest ona dobra? Jak wspomniałem jak najbardziej. Unikałbym jednak nadmiernemu entuzjazmowi niektórych recenzentów. Ocena 10/10, którą zdarzało mi się zobaczyć to gruba przesada. Gra nie jest idealna i nie spodoba się każdemu. Jeżeli reagujemy alergicznie na otwarte światy i eksplorację ich, to nawet nie podchodźmy do tej produkcji. Niby można przebrnąć przez fabułę i niespecjalnie skupiać się na pobocznych działaniach, ale stracimy sporo przyjemności z gry. Jeżeli jednak uwielbiamy takie podejście, bawił nas Shadow of Mordor, czy kochamy Assassin’s Creed, chcemy więcej takiej rozgrywki to śmiało możemy sięgać po tę produkcję. Co najważniejsze przedstawia ona swoje podejście do tego typu rozgrywki. Nie jest to prosta kalka wspomnianych gier, nadanie głębi otwartej walce działa naprawdę na plus dla gry. Takie podejście daje zupełnie inne poczucie i fani slasherów również mogą poczuć się tutaj przyjemnie. Walka jest co prawda przedstawiona na dużo mniejszą skalę, ale ja znajdowałem w niej dużo przyjemności. Była na pewno dużo wolniejsza premiująca dobre wyczucie uniku i kontr. Chociaż czytając to fani takiego GoW’a urwaliby mi głowę za porównanie. Gra również trafi do fanów Japonii jako takiej. Ta gra to laurka przepełniona tą kulturą, przedstawiająca ją wręcz w sposób baśniowy. Ludzie interesujący się ich kulturą znajdą tutaj wiele smaczków i mrugnięć okiem. Jak wspominałem Sucker Punch odrobił zadanie domowe i ktoś z twórców na pewno musiał fascynować się kinem samurajskim i samą Japonią jako taką. Czy gra jednak was zainteresuje musicie odpowiedzieć sobie sami. Dla mnie była to przygoda bardzo przyjemna, którą będę wspominać. Być może zdarzy mi się powrócić do niej, żeby dokończyć wszelkie aktywności, ale to się okaże. Gra zajmuje sporo godzin i na pewno w moim odczuciu jest warta swojej ceny.

 

 

 

***************Sekcja Spoilerowa na następnej stronie***************

 

 

Tagi:

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +17 -

Oceń profil
+ +69 -
Ashin
Ranking: 1429 Poziom: 40
PD: 8985
REPUTACJA: 5319