Blog użytkownika Ashin

Ashin Ashin 10.07.2020, 18:25
Onimusha Blade Warriors
60V

Onimusha Blade Warriors

Recenzja pisana w 2013roku, więc bądźcie wyrozumiali. Tekst wrzucany jako suplement do nowego felietonu Mniej znane bijatyki na PS2.

Uwielbiam bijatyki, zawsze zacieram ręce kiedy jakaś nowa wpadnie mi w ręce. Lubię poznawać nowe techniki, odkrywać sekrety systemu jaki oferuje gra i szukać swojej ulubionej postaci w nowej produkcji. Oczywiście kolejnym etapem jest odblokowywanie wszelkich smaczków, endingów dla poszczególnych graczy i w końcu zaproszenie grona znajomych do zabawy przy piwku i padzie. Wtedy też niczym  mistrz wschodnich sztuk walki nauczam swych uczniów i przekazuję poznaną wiedzę, by obserwować ich wzrost, aż w końcu nie zaczną oni przewyższać swego mistrza. To uczucie współzawodnictwa i przede wszystkim przyjemność jaka płynie z zabawy z bijatykami jest nie do opisania i daje naprawdę dużo satysfakcji.

Rozumiecie więc chyba, że nie mogłem przejść obojętnie obok takiej produkcji jak Onimusha Blade Warriors. Przede wszystkim była przedstawicielem jednego z moich ulubionych gatunków gier, tj. bijatyk, to nie wszystko. Swoją fabułą dotykała ona uniwersum Onimushy, który jest znany z bardzo przyjemnych slasherów, które również lubię. Niewiele bijatyk również oferuje walki bronią białą, tak więc uznałem, że może to być ciekawa kombinacja. Zacięcie slashera jednak, jest tutaj mocno zarysowane i wręcz za mocno rzuca się w oczy o czym za chwilę, dodatkowo to co mnie zaalarmowało podczas zbierania informacji to screeny na których walczyły ze sobą aż 4 postacie, a to często jest oznaką gry stawiającej na prostotę rozgrywki, nie jest to zawsze błąd, bo świetnie bawiłem się przy Power Stone, czy też One Piece, jednak mimo wszystko coś nie grało.

Gra załatwiona, rozgrzewa się w konsoli, gorąca pachnąca kawa czeka w kubeczku zacieram ręce i moim oczom ukazuje się nie najgorszy przerywnik filmowy, szybko w menu odnajduję trening, żeby poznać podstawy i zauważam całkiem przyjemną ilość postaci. Uruchamiam więc trening, błyskawicznie go kończę składa się z kilku misji następujących po sobie, co koniec końców przekłada się na zdobycie doświadczenia przez naszą postać. Szybko odkrywam jednak, że trening każdą postacią wygląda i przebiega identycznie, zmieniają się tylko animacje ataków. Zgrzytam zębami. Trzeba jednak przejść grę.

Onimusha Blade Warriors graficznie nie prezentuje się źle, to co będzie nas urzekało to różnorodne areny, na których to nasi gladiatorzy będą się ścierać, wyglądają one schludnie i są wykonane z polotem. To duży plus i mimo wszystko miłe urozmaicenie rozgrywki, przecież ileż można walczyć w jednym podziemnym kręgu. Postacie również mimo wszystko są wykonane ładnie, ale obserwujemy je najczęściej z sporej odległości. Wszystkie z nich będą znane fanom serii Onimusha, tak więc nie uraczymy tutaj nic specjalnie odkrywczego, jeżeli ktoś zna już cykl. Z ekranu będzie wypływać japoński styl, szczęki katan, przedziwne bestie do pokonania i całkiem przyjemne animacje ataków.

Sam dźwięk jest również wykonany bardzo poprawnie, przede wszystkim dobrze odwzorowano szczęk stali, uderzające o siebie katany,  czy inne narzędzia mordu będą dźwięcznie od siebie się odbijać, w tle będzie nam przygrywać przyjemna azjatycka muzyka. Również podczas przerywników filmowych wykonanych na silniku gry usłyszymy bardzo fajnie wykonane głosy naszych postaci. Jednak przerywników jest stanowczo zbyt mało.

Tryb story mode jest wykonany wręcz koszmarnie. Gra dzieli się na kilka następujących po sobie misji, które są bardzo powtarzalne, co jednak nie jest specjalnym minusem jeżeli chodzi o bijatyki, jednak tutaj postarano się oddać klimat korzeni Onimushy. Ścierać więc będziemy się z armią powtarzających się wrogów, co gorsza bez większego sensu. Naszym celem jest albo powstrzymanie wojowników Oni, jeżeli walczymy po stronie zła, albo pokonanie demonicznego lorda gdy wybierzemy pozytywnego bohatera. Jeżeli nie znamy serii, raczej nie zidentyfikujemy się z żadną z postaci bo po prostu się nie da. Większość antagonistów to zwykłe pachołki, tak więc ich tryb story mode w ogóle nie różni się od siebie. Przerywniki w tym wypadku wykonano bardzo cwanie, nie widzimy naszej postaci, te kilka bo naliczyłem bodaj cztery przerywniki, obserwujemy z wybranego bohatera. Podobnie sprawa ma się z bohaterami. To co ratuje tę grę w trybie story mode, to zdobywanie doświadczenia, które pozwoli nam nieznacznie zwiększyć statystyki naszej postaci, porozsiewane sekrety z przedmiotami, oraz orężem no i w końcu demoniczny wymiar, który możemy odblokować przechodzą grę do pewnego momentu bez wykorzystania kontynuacji. Ten ostatni jest bardzo nudny, to następujące po sobie cyklicznie walki, w tej samej scenerii, ale umożliwi nam to odblokowanie nowych broni. Tak więc kolekcjonerzy będą mieli co robić. Co ciekawe, zwykli źli podwładni podczas zwiększania swojego poziomu raz zmienią swoją formę, trzykrotnie zaś nazwę, jednak ta zmiana jest tylko kosmetyczna, zwiększy się tylko szybkość i zadawane obrażenia przez wybranego przez nas gladiatora. W przypadku bohaterów żadna wizualna zmiana po podwyższaniu poziomu nie następuje. To miły smaczek, jednak niewiele wnosi do rozgrywki.

Ta z kolei jest bardzo monotonna. W nasze ręce oddano podstawowe ruchy, podobne dla każdej postaci. Możemy przytrzymać klawisz ataku bronią i wykonać silniejszy atak, z reguły będzie to wypuszczenie fali energetycznej, zaatakowanie w górę, które imo okazuje się jedną z skuteczniejszych technik, kopnąć przeciwnika, użyć przedmiotów rozsianych na planszy, zebrać dusze będące doświadczeniem w grze, przyjąć postawę gotowości, która odblokuje możliwość przejścia powiązanego z unikiem za plecy wroga, wykorzystać magiczną kulę , wykonać blok i to w sumie chyba wszystko. Przez pierwsze kilkanaście minut zabawy to bawiło, system był prosty efektowny, nie poświęcałem dużo czasu na poznanie postaci wystarczyło ją tylko wyczuć. Jedni bohaterowie byli powolni i wytrzymali, inni zaś szybcy itp. Jednak bardzo szybko wdarła się tutaj nuda, pominę już brak jakiejkolwiek ciekawej fabuły, co raczej powinno być mocną stroną zważając na to, że sama seria stoi murem za ciekawym pomysłem i światem. To jeszcze dobijano mnie kiepskimi i monotonnymi przerywnikami filmowymi wykonanymi na silniku gry i o zgrozo po zakończeniu gry nagradzano mnie wyłącznie napisem w stylu ‘pokonałeś demonicznego lorda, teraz nastanie czas pokoju. Czy na pewno?’, tudzież ‘demony opanowały ziemię, gratulacje!’, myślałem że to jakiś żart. Zacięcie kolekcjonera, jednak zmuszało mnie do agonicznej walki z trybem Story mode, w celu odblokowania wszystkich postaci i przy okazji kilku przedmiotów.

Ja wiem, że bijatyki nie są grami na samotne zabawy i story mode z reguły jest tylko dodatkiem, ale na litość boską, skoro mnie już dręczycie, to zróbcie z tego jakieś wyzwanie. Na poziomie normalnym gra jest piekielnie prosta i aż modlimy się, żeby ta cholerna walka się zakończyła, potyczki z bossami są monotonne, ale przynajmniej szybkie. Dopiero na wyższym poziomie gra nabiera rumieńców, ale z reguły wymaga to po prostu dopakowania postaci, znalezienia lepszej broni i to tyle. Niewiele się zmienia. W ferworze walki nie będziemy wykorzystywać możliwości, jakie zaplanowano, albo będziemy starać się doprowadzić do sytuacji idealnej w której będziemy mieli wszystkich przeciwników przed sobą i ich zaciukamy spamując skuteczną serią. I to wszystko.

Walki z żywym przeciwnikiem są już ciekawsze, ale więcej definiuje tutaj refleks, dobry spam klawiszami, aniżeli taktyka i umiejętności. Możemy gonić się po kilku poziomowej mapie, zbierać przedmioty i starać sobie zatruć życie, albo pozostawić wszystko kompletnemu przypadkowi i oddać się wykonywaniu powtarzalnych serii. Nie ma tutaj za wiele do powiedzenia. Jeżeli ktoś oczywiście ma ochotę może walczyć w klasycznej drabince, tj walczyć po kolei z pojedynczymi przeciwnikami co też pozwoli odblokować nam część sekretów i jeżeli dobrze pamiętam postać ostatniego bossa, czy nawet ich kilka.

Gra nie jest zła, jeżeli dostaniemy ją dołączoną do konsoli, czy wydamy góra 10zł to miły przerywnik. Walki pomimo, że chaotyczne są dość efektowne i przede wszystkim szybkie. Nie jest to jednak produkcja przy które spędzimy godziny. Po spędzeniu połowy z jednej godziny, staje się ona nurząca i bardziej drażni, przez to zrozumiałem dlaczego do tak prostego story mode’a zaimplementowali możliwość zapisywania pomiędzy poszczególnymi misjami. Pomimo wszystko lepiej poznawać ciekawy świat uniwersum Onimushy, za pośrednictwem normalnych części, ten spin off to raczej niewypał i skok na kasę. O wiele przyjemniej grałoby się w nią gdyby zamiast udziwniania i starania się sięgania do klasycznej rozgrywki jaką oferuje seria stworzono grę pokroju street fighter z ciekawymi ciosami specjalnymi wykonywanymi klasycznie jak to w przypadku gier 2D.

Tagi:

Oceń notkę
+ +4 -

Oceń profil
+ +69 -
Ashin
Ranking: 1424 Poziom: 40
PD: 8983
REPUTACJA: 5319