Blog użytkownika Ashin

Ashin Ashin 10.07.2020, 18:27
Mniej znane bijatyki na PS2
763V

Mniej znane bijatyki na PS2

Playstation 2 to na pewno konsola wybitna, która w pamięci wielu graczy jawi się jako wspaniałe cudo techniki, które znalazło miejsce w ich domu. Trudno się dziwić, bo czarnulka nie tylko wielokrotnie poprawiała doznania wizualne w porównaniu do poprzedniczki, posiadała ogromną bibliotekę gier, ale także stanowiła alternatywę dla standardowego odtwarzacza płyt dvd, który w tamtych czasach wcale nie był tak powszechnym sprzętem.

Gier na tę konsolę(PS2) jest tak dużo, że co rusz patrząc na wszelkie topki i w sekcję komentarzy znajdziemy sporo w stylu ‘ej a moja gra… to najlepsza gra tego typu na tę kosnolę’ i to jest piękne. Oczywiście ścisła czołówka raczej jest taka sama od lat, ale niejednokrotnie uwielbiałem wyszukiwać mniej znane tytuły i poznawać interesujące pozycje. Tak właśnie odkryłem chociażby świetne Blood Will Tell, które może nie było grą niesamowicie wybitną, ale zapewniało naprawdę fajne doświadczenie i ciekawe podejście do gry. Jednak dziś nie o tym stricte, czyli dziwnych znaleziskach na Playstation 2, ale o mniej znanych bijatykach, które warto jeżeli będziecie mieć okazję ograć. Część z nich opisywałem w swoich blogach, więc postaram się linkować w miarę możliwości.

Każdy posiadacz PS2 na pewno kojarzy takie tytuły jak Tekken, czy SoulCalibur. Wszelkie serie sportowe typu WWF vs Smackdown raczej także, chociaż nie były to produkcje wybitne. Znamy Dead or Alive, lub serię Bloody Roar(te może mniej, ale warto!), Mortal Kombat. To gry, które często wykrzykuje się jednym tchem mówiąc o najlepszych bijatykach na tę konsolę, ale także na innych platformach. Serie utytułowane tak samo jak Street Fighter, czy na dzień dzisiejszy już Guilty Gear. Jednak nie są to jedyne ciekawe bijatyki na czarnulkę. Oczywiście samo sony nie pozwalało zapominać o klasycznych grach jak chociażby Samurai Showdown, czy Fatal Fury. Jednak reedycjami nie będziemy się zajmować(zresztą dziś narzeka się na remastery, za czasów Playstation 2 także było ich sporo i były moim zdaniem jeszcze bardziej leniwe, próżno wśród tych gier szukać remastera, a szkoda), jednak musieli się znajdować na nie odbiorcy. Dziś jednak zostawimy te wątpliwe produkcje(oczywiście gry same w sobie były świetne i być może w tamtych czasach były to jedyne możliwości na sprowadzenie części gier do domu, tak na Ciebie patrzę The Last Blade, ale to temat na inną pogadankę).

Pierwsza gra o której chcę dziś opowiedzieć to Onimusha Blade Warriors jedna z wielu arenówek o których opowiem, ale przy tym z ciekawymi smaczkami i przede wszystkim postaciami z uniwersum Onimusha. Gra wydana przez Capcom(który kiedyś był klasą samą w sobie dziś… no cóż tyle razy na niego narzekałem, że nie chce mi się znów….) przedstawiała dość prostą walkę arenową z hordami przeciwników, lub innymi kluczowymi postaciami. Dziś styl graficzny określilibyśmy jako 2.5D. Areny i postacie były renderowane w pełnym 3D, ale poruszały się tylko w dwóch wymiarach. W większości przypadków. Warto wspomnieć, że gra posiadała areny z głębszymi planami(ktoś kto grał w Real Bout powinien wiedzieć o co chodzi) w które mogliśmy skoczyć, z punktu widzenia czysto gameplayewego to skok na wyższą półkę, ale dodawało to głębi odczuciom wizualnym. Dodatkowo, niektóre areny nieco zakręcały więc walcząc na dachu świątyni mogliśmy podczas walki przejść na drugi bok dachu, kamera wtedy nieco ‘skręcała’. Nie miało to wielkiego wpływu na rozgrywkę, ale było ciekawym efektem. Walczyć mogło do 4 postaci na raz(nie liczymy tutaj plansz w których walczyliśmy z hordami pomniejszych przeciwników), co ważniejsze gra nie wymagała wielkiej znajomości kombinacji. Świetny tytuł dla fanów serii, osób które przy piwku chcą sobie pograć ze znajomymi, a także i dla samotnych graczy, którzy po prostu lubią sobie czasem pociupać w prostszą grę tego typu. Gra jest dość dynamiczna, potrafi dać sporo emocji i jest generalnie przyjemna. Recenzję tej gry pisałem w 2013 roku i postaram się ją opublikować na łamach tego portalu wraz z tym tekstem, z góry przepraszam za naleciałości w starych tekstach, chociaż i aktualne pewnie wymagają trochę szlifów…

O MTV’S Celebrity Deathmatch nie będę się mocno rozwodzić. Jest to gra bardziej komediowa i służąca zabawie, aniżeli bardzo poważna produkcja. Jest to prosta bijatyka. Nie mamy do czynienia ze skomplikowanymi kombinacjami ciosów, ale postacie między sobą różnią się na tyle, by ogrywanie różnych z nich niosło za sobą nieco inne wrażenia. Sama grafika bazuje na miniserii ukazującej się pod tym samym tytułem na MTV. Była to parodia przedstawiająca walki wrestlingowe znanych wtedy postaci ze sobą, nie unikała krwi i groteskowej brutalności. Podobnie jest tutaj, postacie pokrywają się siniakami podczas walki, finishery są dość soczyste. Sama gra jest o tyle zabawna, że w niewielu miejscach przyjdzie nam skopać mroczny tyłek Mansona taką Birtney, czy inne tego typu miksy znanych swego czasu celebrytów. Nie będę się wdawać za specjalnie w szczegóły tej produkcji, bo jest to zapewne najbardziej znana gra z wymienionych tutaj.

Czy mówi wam coś nomenklatura potwory kaiju?(wrzawa wśród publiczności) Czy znacie Godzillę?(aplauz) Czy kochacie walki potworów?(pierwsze majtki lecą ze strony publiczności) Oto przed wami War of The Monsters! Niejednokrotnie słyszałem recenzje gier o Godzilli. W większości przypadków były one co by nie powiedzieć mocno średnie. Wybijała się na przód seria gier z walką Godzilli oraz pozostałej ferajny i te gry były wspominane dość ciepło. Niejednokrotnie żałowano, że gier tego typu nie powstało więcej. Otóż nie do końca. Oczywiście King of The Monsters zna pewnie wielu z was i były to dość proste walki potworów, a może bardziej bijatyka chodzona(beat’em’up), podobnie jak Rampage. Jest też przecież Primal Rage, ale te gry pomimo że dobre nie miały tego czegoś. Kto nie chciałby wcielić się w potwora i walczyć w mieście z innym potworem? Niszczyć otoczenie, czuć ciężar swoich kroków i potęgę naszej postaci? Ja osobiście nie raz fantazjowałem o tym, a nie mając dostępu do gier o Godzilli(te zresztą były wtedy dostępne na Nintendo jeżeli dobrze pamiętam) musiałem cierpieć posuchę, dopóki nie spotkałem wspomnianej gry. Genialna prosta arenówka utrzymana w klimatach starych filmów. Dla fanów klasycznych monster movie pozycja moim zdaniem obowiązkowa i przede wszystkim przyjemna. Znów nie wkuwamy armii ciosów na pamięć, a cieszymy się po prostu rozgrywką. Grafika jak na możliwości PS2 jest naprawdę okej. Po arenie 3D biegają ludzie, widzimy helikoptery, czy poruszające się samochody, którymi możemy ciskać. Część budynków może ulec zniszczeniu podczas naszej walki, co potęguje tylko poczucie potęgi i rozmiar naszych postaci. Więcej w moim blogu z 2017 roku

Czy są fani piratów na Sali? Kojarzycie One Piece? Kto by nie kojarzył? Nawet osoby nie będące fanami anime w jakiś sposób zetknęli się z tą popularną serią komiksów i serialu anime. Sam klimat jest bardzo specyficzny, ale przy tym niezwykle przyjemny dla oka. Postacie są charakterystyczne ich moce specjalne dość ciekawe. Jeżeli ktoś w ogóle nie kojarzy tej serii to polecam zapoznać się z nią i obejrzeć chociaż pierwszą serię, na pewno nie pożałujecie. Natomiast dziś rozmawiać będziemy o dwóch grach z tego uniwersum One Piece: Grand Adventure, oraz One Piece: Grand Battle. Potraktuję je jako jedno bo są to gry bardzo podobne do siebie. Kojarzycie może taką grę jak Power Stone na DC? Są to gry podobne do wspomnianej gierki. Wybieramy jedną postać i na arenach 3D stajemy naprzeciwko sobie. Sterowanie jest proste, każda z postaci ma unikalne ataki, a podczas walki nie tylko będziemy skupiać się na zadawaniu przeciwnikowi obrażeń, ale także na szukaniu przydatnych bonusów. Te są różne od zwiększenia obrażeń, po jednorazowe bronie, czy odnowienie życia. W grze liczy się nie tylko dobry refleks, ale także umiejętne operowanie po arenach i przemieszczanie się po nich w celu wyszukania dobrego momentu na atak, lub też bonusów. Sama koncepcja gry jest raczej znana i znajdziemy trochę przedstawicieli tego typu rozgrywki, najbardziej znanym jest chyba właśnie wspomniany przeze mnie Power Stone. Grafika CellShadingowa jest tą, która chyba najwolniej się starzeje, więc i do dziś potrafi ucieszyć oko i nie straszy kanciastością. Dla fanów serialu pozycja obowiązkowa, dla fanów lekkich gierek do piwka również. Pocelam!

Digimon Rumble Arena 2 to kolejny przedstawiciel prostych walk na arenie. W tym wypadku podobnie jak w wspomnianej Onimushy poruszamy się w dwóch wymiarach. Plansze oczywiście są przygotowane w pełni w 3D, tak samo modele postaci. Pierwszą część wyszła jeszcze na szaraka. Sam ogrywałem wersję na GameBoy Advance, która przysporzyła mi sporo przyjemnej zabawy. Jednak dopiero odsłona na PS2 pokazała pazur. Do dyspozycji mamy kilka digimonów, a te podczas walki mogą zbierać specjalne kulki, które napełniają nazwijmy to pasek doświadczenia. Przyjmując obrażenia kulki wypadają z nas opróżniając wspomniany pasek. Co daje nam ich napełnienie? Możemy ewoluować, a raczej digiewoluować! Nasza postać w krótkiej animacji przechodzi w kolejną formę znaną z serialu animowanego, zwiększa to nasze możliwości bojowe, jak i wygląd samej postaci. Naszym zadaniem jest przetrwać jako ostatni, a sam pojedynek toczy się na podobnych zasadach jak w Smash Bros. Z tym, że zamiast wyrzucania za arenę musimy opróżnić pasek życia oponenta. Ten z reguły posiada kilka żyć, tak więc ostateczne rozwiązanie sprawy wymaga kilkukrotnego pokonania przeciwnika. Przyjemna, prosta w obsłudze i przede wszystkim emocjonująca. Areny są małe, posiadają czasem elementy instadeath. Konwencja platformowa sprawia, że jest łatwa do ogarnięcia, a przy tym daje trochę możliwości na zaskoczenie przeciwnika. Nic tylko grać.

Na koniec zostawiam sobie nieodżałowaną pozycję o której przyszło mi już kiedyś wspominać, niestety nie na łamach tego portalu i nie mam już dostępu do mojego starego tekstu, a szkoda. Jest to znów gra z serii tych prosty do zagrania, ale dających spore możliwości. Jest to Marvel Nemesis: Rise of the Imperfects. Gra osadzona w uniwersum Marvela. Ciekawa arenówka, która przede wszystkim stawia na autorskie postacie. Oczywiście spotkamy postacie znane z uniwersum, ale na pierwszy plan przechodzą bohaterowie stworzeni na potrzeby gry i to jest dla mnie duży plus i już gra dostaje +100 do zaj***i. Gra posiada kampanię fabularną, która zaznajomi nas z nowymi postaciami, jak i z osią fabularną całej gry. I ta może nie jest najbardziej odkrywcza, ale nie oczekujmy fabuły na miarę gry o tron od produkcji pod egidą Marvela. Nie to jest jej celem, ale sama opowieść jest dość przyjemna. Prawdziwe mięsko to walki. Te dzieją się na interaktywnych planszach, z różnymi elementami. Możemy niejednokrotnie chwycić samochód i cisnąć nim w przeciwnika. Kampania dzieli się na sekcje Beat’em’up’owe na dość ciasnych mapach, jak i walki arenowe, które są kwintesencją gry. Każdą z postaci steruje się nieco inaczej, ze względu na specyfikę ich mocy i umiejętności. Inaczej będziemy poruszać się wielkim i silnym The Thingiem, także inaczej zwinną Electrą. Gra stara się stawiać na filmowe doświadczenia, przy bardziej efektownych wykończeniach kamera przyjmuje nieco inny kąt patrzenia. Mapy są stosunkowo bogate(jak na standardy czarnulki), posiadają wspomniane elementy interaktywne. Design nowych postaci jest ciekawy i tym bardziej ubolewam, że zostały one zapomniane i porzucone(przynajmniej z tego co mi wiadomo) i pomimo, że nie jest to najbardziej ambitna gra w świecie Marvela, jest to produkcja na pewno bardzo przyjemna, którą warto poznać. Wydaje się być natomiast bardzo niedoceniona co niezwykle mnie smuci. Mam jednak nadzieję, że przekonam chociaż jedną osobę do przetestowania tej gry!

Tak oto prezentuje się lista mniej znanych w moim odczuciu bijatyk na PlayStation 2. Gry, które moim zdaniem nie otrzymały należnej uwagi, ze względu na szeroką gamę dostępnych tytułów. Moim zdaniem szkoda i warto odświeżyć i przypominać o takich grach, są one przyjemne i na pewno warto je znać. Szczególnie są to produkcje ciekawe, dla osób które lubią gry tego typu, ale nie za bardzo chcą spędzać godziny na ćwiczeniu ciosów, lub też mają znajomych którzy nie za bardzo chcą to robić. Gry z niskim progiem wejścia dostarczające sporo emocji i dające posmak bardziej wymagających bijatyk. Nie odrzucą początkujących, a i bardziej doświadczeni znajdą w nich sporo głębi i możliwości wykorzystania swojego sprytu i refleksu.

I teraz pytanie do was. Czy znacie inne mniej znane bijatyki na PS2? Chcecie o któryś przypomnieć kolegom i koleżankom z ppe? A może kojarzycie jakieś z tych tytułów i macie o nich swoje zdanie? Może zachęciłem was do zapoznania się z którąś z tych produkcji?

Tagi:

Oceń notkę
+ +10 -

Oceń profil
+ +69 -
Ashin
Ranking: 1424 Poziom: 40
PD: 8983
REPUTACJA: 5319