Blog użytkownika Ashin

Ashin Ashin 20.10.2019, 22:39
Wiedźmin 3 po kilku latach. Ponowna pogoń za Dzikim Gonem
1245V

Wiedźmin 3 po kilku latach. Ponowna pogoń za Dzikim Gonem

Znacie te pijackie przechwałki? Ja nie zrobię? Pewnie, że dam radę! I potem człowiek musi sobie i innym udowodnić, że czegoś dokona. Jeżeli tego typu zakłady pozwalają na odświeżenie sobie miłych wspomnień jestem jak najbardziej za, ale ze wspomnieniami bywa różnie...

Jakiś czas temu założyłem się ze znajomym, że przejdę kiedyś wiedźmina 3 na najwyższym poziomie trudności. Generalnie często wracam do starszych gier, ale nie są to długie powroty, bądź w większości to gry, które nie zajmują aż tyle godzin jak produkcja naszego rodzimego studia. Więc i samą podróż odkładałem zdawałoby się w nieskończoność. Jednak pewnego wieczoru stwierdziłem, że jednak muszę to zrobić. Domyślam się, że osób podejmujących takowe wyzwanie przede mną znalazło się sporo i nie jest to nie wiadomo jak wielkie osiągnięcie. Jednak osobiście bardzo rzadko gram na bardzo wysokich poziomach trudności(takie gry mogę wyliczyć na palcach jednej ręki), bo uwielbiam poznawać historię na wyważonym poziomie trudności, a często te najwyższe są nie zbalansowane i w moim odczuciu bardzo nieprzyjemne. Jednak w końcu przełamałem się, wrzuciłem płytkę do mojego plejka i rozpocząłem grę.

No i cóż początek wydawał się być koszmarny. Pot na czole podstawowe walki wydawały się bardzo trudne, jednak mimo wszystko bardzo satysfakcjonujące. Przywiązywałem duża wagę do posiadanych eliksirów, oraz nakładaniu olejów. Te ostatnie były bardzo przydatne w początkowych fazach gry, ale ta sama powróciła do standardowych torów dość szybko. Oczywiście wczytywanie gry było dużo częstsze niż w przypadku rozgrywki na normalnym poziomie trudności(tym pierwszym, który nie zapewniał leczenia podczas medytacji), ale mimo wszystko nie był aż tak straszny jak początkowo sądziłem, że będzie. Na pewno sporo pomogła znajomość produkcji i to, że większość mechanik nie stanowiło dla mnie już zagadki, tak jak przy pierwszym podejściu gry. Drugim postanowieniem było ukończenie podstawowej kampanii zgodnie z kolejnością wydawanych elementów gry. Za pierwszym razem na dziki gon wyruszyłem dopiero po ukończeniu fabuły dodatków i walka okazała się banalnie prostym wyzwaniem, przez co w moim odczuciu nie mogłem czuć w pełni satysfakcji z gry. Jak postanowiłem tak zrobiłem. Podejmowałem na nowo decyzje, chociaż wiele z nich pokrywało się z moimi poprzednimi. Znów Ciri pozostała wiedźminką, ponownie obaliłem Dikstrę, oraz kilka innych decyzji fabularnych.

Same wyzwania stawiane przede mną były oczywiście jak wspomniałem trudniejsze, ale nie niemożliwe do wykonania, a wręcz wydawać się mogło nie zbalansowane. W momencie, gdy większość eliksirów znałem już dobrze, działanie znaków i przeciwników walka stawała się dużo prostsza. W momencie nie założenia na siebie odpowiednich wzmacniaczy rzeczywiście potrafiłem padać od jednego celnie wymierzonego uderzenia, jednak nałożenie odpowiednich eliksirów szybko kończyłem poszczególne walki. Największy problem stawiały grupy przeciwników. Większość intymnych walk z teoretycznie silniejszymi przeciwnikami była dla mnie dość prosta. Ponowne starcie z Eredinem było dla mnie wielkim zawodem, bo walka okazała się bardzo prosta. Jednak satysfakcja przyszła dopiero podczas walki z bossami poszczególnych dodatków. Walka z koszmarami żony Olgierda, jak i walka z Detlaffem rzeczywiście wymagała ode mnie sprytnego podejścia do gry i była bardzo miłym dodatkiem do rozgrywki. Jednak najważniejszym atutem ponownego przejścia wiedźmina było ponowne spojrzenie na grę. Bo i w tym krótkim blogu nie będę skupiał się na standardowym opisie gry.

Wiedźmin 3 jest naszym skarbem narodowym i jedną z najlepszych gier w swoim gatunku, z tym zgodzi się chyba większość graczy. Sam także uważam, że jest to bardzo mocna produkcja, którą naprawdę bardzo lubię. Podoba mi się sposób narracji, przedstawienie świata, które znam z książek. Znani i mniej znani bohaterowie uniwersum stworzonego przez Sapkowskiego, jak i Ci stworzeni przez Redów. Sama narracja nie zestarzała się według mnie ani o trochę. Gra aktorów głosowych jest do dnia dzisiejszego według mnie świetna. Jest to produkcja, którą każdy fan cRPG powinien ukończyć, jednak po latach muszę przyznać że gra ma bardzo wiele wad, których zdawałem się nie zauważać podczas pierwszej rozgrywki.

Walka w wiedźmińskim fachu jest podstawą, nic dziwnego że wokół niej została stworzona rozgrywka w samej produkcji. Na początku ta może wydawać się naprawdę fajna. Nie jest zła, nie zrozumcie mnie źle, sam typ rozgrywki jest bardzo przyjemny i wręcz wykonując poszczególne uniki walka zawsze przypomina mi taniec z mieczem tak jak wyobrażałem to sobie podczas czytania książek. Jednak same możliwości prowadzenia walki są bardzo prymitywne. Walcząc bardzo często ograniczałem się do używania Quen, tańca w koło przeciwników, oraz wykonywania prostych szybkich cięć, co jakiś czas przeplatanych uderzeniem silnym. Same możliwości rozwoju w grze są moim zdaniem dość ograniczone. Pomijam jakieś pokręcone buildy oparte na znakach sam rozwój sprowadza się do jednego: chcę atakować mocniej, szybciej i właściwie zawsze podobnie. Ataki specjalne pomijając młynek są raczej słabe, a dużo przydatniejsze okazuje się zwiększanie tolerancji na eliksiry i wykonywanie prostych ruchów bojowych. Bardzo łatwo wpada się w pewien schemat walki i te stają się bardzo podobne do siebie, co po jakimś czasie mimo wszystko zaczyna nużyć. Grając za pierwszym razem to wszystko wydawało się tak nowe, że nie zauważałem monotonii walki, ale prowadząc inaczej postać i wykonując podobne ruchy zacząłem trochę żałować sposobu prowadzenia postaci i tego jak drzewko umiejętności świeci pustkami wypełnione zdolnościami, których i tak nie użyję bo są jakieś jedyne prawdziwe wybory, które są zwyczajnie przydatne. No chyba, że ktoś jest naprawdę masochistą i będzie tworzyć build pod strzelanie z kuszy….

Jednak pomimo swoich błędów walka pozostaje dobra i w małych dawkach jest dość przyjemność. Można było to rozwiązać ciekawiej, ale nikt nie jest przecież idealny prawda? Bardziej bolą te wszystkie znaczniki. Te dziadowskie znaki zapytania, za którymi często biegasz i oszukujesz się, że tam będzie coś ciekawego. No bo przecież 1 na 8 okazuje się całkiem ciekawym miejscem. Jednak większość to po prostu mało istotne miejsca w których próbujesz zdobyć skarb, którego i tak nie użyjesz. No bo przecież lepiej latać w wiedźmińskim ekwipunku, a tylko pojedyncze bronie mają jakąś wartość bojową. No szkoda, bo większość zebranych przedmiotów po prostu szła na przemiał, a same recepty na przedmioty były przeze mnie ignorowane(poza rynsztunkiem z wybranej przeze mnie szkoły). Świat pomimo, że wielki okazuje się być niezwykle pusty. No, a skellige….? Ja nie zdobyłem wszystkich znaczników ani przy pierwszym, ani drugim podejściu, a mam nerwicę natręctw i na suchym lądzie odwiedzałem wszystko.

Same zadania poboczne stanowiące lwią część gry są monotonne w swoim schemacie. Przychodzisz targujesz się, idziesz śledzisz i w końcu walczysz z jakimś ‘bossem’, a Ci często są podobni do siebie. Wszystko ratują te pojedyncze historie opowiadane w wielu zadaniach. Bo przecież południca to jedna z mieszkanek wioski, która zaginęła. No i to bardzo cieszy bo mimo, że zadania są podobne do siebie to właśnie narracja wprowadza tak potrzebną w grze na tyle godzin. Jednak jedną rzeczą, której nie mogę wybaczyć to błąd w udźwiękowieniu podczas śledzenia wiedźm z moczarów, który pojawiał się podczas pierwszych rozmów z nimi. Ten problem pojawił się u mnie dwukrotnie na PS4 i mój znajomy także o nim wspominał. Tak drażni nagle zapadająca cisza podczas dialogów, że jest to nie do opisania. Potrafię machnąć ręką na zacinające się animacje, czy tego jednego NPC w Krwi i Winie opierającego się o niewidzialną beczkę(widziałem go w tym samym miejscu przy obu podejściach do gry, bo z ciekawości sprawdziłem udostępnione podczas pierwszego przejścia screeny), bo to jest estetyka i przy takim rozmachu może się zdarzyć. Jednak brak udźwiękowienia w głównych zadaniach? Nie mogę tego cały czas przeżyć.

Jednak pomimo mojego narzekactwa i zrzędzenia jest to jednak produkcja, którą ukończyłem dwukrotnie. W obu podejściach bawiłem się bardzo fajnie i jest to na pewno czas, którego nie uważam za stracony. Przejście gry na najwyższym poziomie trudności stanowiło pewne wyzwanie, ale nie było przejściem przez piekło jak początkowo myślałem, że będzie to wyglądać. I dobrze, bo źle zbalansowane poziomy trudności są straszne i szkoda się niepotrzebnie frustrować. Sama opowieść fascynuje jak za pierwszym razem i pomimo swoich wad dalej uważam, że jest to świetna gra. Miło wraca mi się do świata, który naprawdę kocham i wizja redów jest ucieleśnieniem wielu moich wyobrażeń. Czy grę ukończę ponownie? Być może za jakiś czas, może przy jakimś pokręconym buildzie jako Geralt miotacz ognia? To się okaże. Na dzień dzisiejszy dokonałem tego co chciałem i w sumie tekst były trochę pretekstem, żeby się tym z wami pochwalić. Mimo wszystko jednak warto przypominać co jakiś czas o tej produkcji, tak przynajmniej mi się wydaje.

 

P.S. Tak etapy w których sterujemy Ciri są dla mnie tak samo irytujące jak kiedyś i jest to przejście przez mękę. Bo pomimo, że to potężna postać to styl grania nią jest zupełnie inny niż Geraltem, a gramy nią tak krótko, że co zdążyłem się przyzwyczaić zaczynałem sterować ponownie Geraltem...

A tutaj moja ostateczna walka z Detlaffem. Aż tak chyba nie lamiłem co? :D

Tagi:

Oceń notkę
+ +21 -

Oceń profil
+ +57 -
Ashin
Ranking: 1599 Poziom: 36
PD: 6935
REPUTACJA: 4617