Blog użytkownika Ashin

Ashin Ashin 28.03.2019, 12:52
Shadow of War – czy warto było tyle czekać
1276V

Shadow of War – czy warto było tyle czekać

Nie miał być to czarny koń roku 2017, ale solidne rozwinięcie całkiem udanej części pierwszej. No i nowa historia w świecie władcy pierścieni, no i ten system Nemesis, któremu tak kibicuję.

Shadow of War to jedna z tych gier, na które rzeczywiście czekałem od pierwszych zapowiedzi. Jednak polityka wydawcy i wczesne zapowiedzi płatnych dodatków (które imo są coraz częstsze w przypadku gier), skutecznie zniechęciły mnie od zakupu w okolicach premiery. Nie ukrywam jednak, że grę śledziłem i 27.09.2017, kiedy ta miała swoją premierę, był swoistym świętem dla mnie. Jednak na ogranie gry przyszło mi poczekać dość długo. Wewnętrzny buntownik jednak kazał mi czekać na edycję kompletną i rzeczywiście w okolicach grudnia 2018 wpadła mi w łapska informacja o wydaniu wersji kompletnej. Ta także stała się moim prezentem na święta (który oczywiście sam sobie zakupiłem) i ogólnie rzecz biorąc, wczoraj przyszło mi ukończyć główną kampanię gry. Zasadniczo nie kierujcie się tym, że od zakupu do ukończenia gry minęły prawie 3 miesiące. Niestety czas pozwala mi na nierównomierne granie, gdzie często mam poruszane kilka tytułów naraz.

Jednak nie o mnie, a o grze mieliśmy rozmawiać. Czy czekanie ponad rok się opłaciło i czy gra jest godnym następcą Shadow of Mordor? I tak i nie. I tyle w recenzji…., a tak poważnie: gra poprawiła część elementów, a inne wyszły tak sobie. Historia jest, ale nie jest jakoś specjalnie porywająca i odczuwam niedosyt po niej. Brakuje tutaj postaci, które zapamiętamy na długo, konflikt Kelembrimbora i Taliona jest słabo zarysowany. Zasadniczo narracja nieco tutaj leży, na szczęście część historii piszemy my i wrodzy generałowie. Te małe opowieści zawsze były sercem pierwszej części, nie inaczej jest w przypadku tej odsłony. No, ale po kolei.

Zacznę od systemu Nemesis, bo on jest sercem serii. Jak poprzednio na nasze poczynania będą spoglądać wrodzy generałowie. Jeżeli pokonamy brata krwi jednego orka, to ten będzie na nas polował. Co ważniejsze możemy zwerbować jednego z nich, a drugiego wcielić do armii co stanie się na tyle istotnym aspektem, że nasz poplecznik obróci się przeciwko nam. No, a potrafi zrobić to w najmniej odpowiednim momencie. Chociażby gdy potrzebna nam jest jego pomoc, a ten postanawia wbić nam nóż w plecy i pomścić brata krwi. Bywa także tak, że gdy wyślemy go do infiltracji przeciwnika, ten uzna go za silniejszego i pozostanie mu wiernym. Na wierność orka wpływa trochę aspektów, to czy jesteśmy dość silni, czy wcześniej go okaleczyliśmy, lub upokorzyliśmy przed pobratymcami.  Bywa także tak, że jakiś generał będzie na nas polować, a jego nienawiść będzie tak mocna, że przezwycięży śmierć, by nas pokonać. W takim wypadku wraca często silniejszy, z nieco zmienionymi zdolnościami i nie rzadko zmienionym wyglądem. To w ogóle jest ciekawe. Poparzony ork wraca z ranami od ognia, a czasem stopioną skórą, ten, który został potraktowany trucizną, może mieć po niej ślady, a wręcz otwarte ropiejące rany. Niestety ja z systemem nemesis mało czasu spędziłem przez większość gry. Dlaczego? Bo większość orków była albo wcielanych do armii, albo zarzynanych jak świnie. Jedyne misje, na jakie wysyłałem moich popleczników to infiltracja, by łatwiej ściągnąć wrogiego wodza w warowni, więc niewiele się działo w tym aspekcie.

Co prawda w jednej krainie ścigał mnie ork i co chwilę z nim walczyłem, jednak miałem wrażenie, że potencjał znów został niewykorzystany. Smutnym aspektem jest także to, że dopiero pod koniec gry dostałem ciekawą zdolność. Otóż pokonując wrogiego generała mamy do dyspozycji trzy możliwości: walkę na śmierć, wcielenie do armii i zhańbienie gada. To ostatnie po odblokowaniu odpowiedniej zdolności może doprowadzić do szaleństwa przeciwnika, przez co zmieni się jego wgląd i kwestie wypowiadane przez niego. Mnie udało się doprowadzić do tego stanu jednego orka i wypowiadał tylko swoje imię (a nazywał się Ukakuga, więc wyglądało to dość ciekawie….) i właściwie pod koniec gry zacząłem się bawić tym systemem i zaczął mi sprawiać przyjemność.

Wraz z nim idzie w parze także zdobywanie twierdz. Zdominowani generałowie mogą stanąć na czele szturmu na warownie. Przed nim możemy się oczywiście przygotować. Większość warowni ma kilku dowodzących odpowiadających za odpowiednie umocnienia. Każda warownia ma także wodza, to z nim przyjdzie nam się zmierzyć na końcu szturmu. Do wodza i dowodzących umocnieniami możemy wysłać szpiegów, ci o ile zachowają wierność wspomogą nas podczas starcia. Przed przystąpieniem do oblężenia możemy także pojedynczo wyeliminować wodzów, przez co twierdza straci pewne umocnienia i łatwi nam to zadanie. Te z reguły sprowadzają się do przedarcia do twierdzy, wyeliminowaniu konkretnych podopiecznych wodza i na końcu walka z nim samym. Jeżeli odniesiemy sukces, twierdza traci przypisane go niego ulepszenia. Gdy już wszystko przygotujemy, przystępujemy do oblężenia. Wybieramy generałów, którzy będą nam towarzyszyć (w zależności od etapu gry może być ich maksymalnie pięciu), możemy im zakupić odpowiednie ulepszenia w postaci oddziałów i ruszamy na zamek. Oblężenia są dość nudne, musimy przedrzeć się po kolei do kilku punktów i pozostając na nich przejąć je, aż do walki z ostatnim przeciwnikiem. W jego Sali stajemy do walki ‘1na1’, chociaż to zależy od wodza. Jeżeli ma swoich przybocznych, ci mu pomogą, jeżeli wysłaliśmy szpiegów, Ci w tym momencie odkryją karty i wspomogą nas w walce. Po wygranej przejmujemy warownię, ustalamy jej wodza i głównodowodzących obroną i tyle. Zamek jest nasz, ale może się okazać, że go zaatakują i wtedy przyjdzie nam go bronić. I to tyle, jeżeli chodzi o hucznie zapowiadane warownie. Natomiast…

…no właśnie sam główny trzon rozgrywki został niezmieniony. To dalej Assassin w uniwersum Tolkiena. Będziemy więc przekradać się, zdobywać informacje o generałach, poznawać ich słabości i mocne strony. Rozwinięto natomiast system rozwoju postaci, poza głównymi zdolnościami możemy wybrać do nich jedno ulepszenie i niejednokrotnie zdarzy się tak, że przed starciem będziemy je zmieniać. O ile w podstawowych zdolnościach pasywnych raczej nie będziemy ulepszeń, o tyle w tych aktywnych już zaczniemy się przełączać. Jeżeli wróg będzie odporny na ogień, logicznym stanie się zmiana obrażeń od ognia na inne, a jeśli jest np. śmiertelnie chory, to trucizna pozwoli nam zakończyć walkę jednym ciosem. Ta jest dość chaotyczna i bywają momenty, gdzie ciężko przebić się nawet przez podstawowych przeciwników. Dobre przygotowanie taktyki na silniejszych przeciwników staje się więc kluczem. Podstawowe orki mogą nadciągać, prawie że w nieskończoność, więc niejednokrotnie zadamy celne ciosy w głównego oponenta, po czym wycofamy się z walki.

No, a do tego mamy całkiem spory arsenał zdolności. Najczęściej podstawowym orężem będzie dla nas: miecz – do walki bezpośredniej, łuk – do walki na odległość, oraz sztylet do zadań skrytobójczych. Ten oręż powiązany jest także z różnymi zdolnościami. Przede wszystkim łuk, który niejednokrotnie pozwoli nam na szybkie przemieszczanie się między przeciwnikami, lub przyszpilanie ich do ziemi. Moce Kelebrimbora (upiora, z którym jesteśmy połączeni) pozwolą nam, jak wspominałem na teleportacje, po wypełnieniu odpowiedniego paska na atak obszarowy (który możemy wzbogacić o obrażenia od jednego z trzech żywiołów), potężny wystrzał z łuku, czy nawet rozsadzanie ognisk, albo zatruwanie beczek z grogiem (alkoholem ubóstwianym przez orki). Warto także wspomnieć o możliwości dominacji bestii oraz zrzucaniu na oponentów pewnych przeszkadzajek. I tak zestrzelony kawałek mięsa sprowadzi bestie, zrzucone gniazdo na wrogów zajmie ich atakiem owadów.

Takie działania dywersyjne pozwolą nam nie rzadko sprowadzić zainteresowanie na inną część obozowiska, które atakujemy i na spokojne podejście do celu. Dodatkowo do gry wprowadzono system ekwipunku zdobywanego za wykonywanie misji oraz ubijanie przeciwnych wodzów. Te oczywiście są podzielone ze względu na rzadkość i czym rzadszy tym więcej bonusów może nam zaoferować. Ciekawym pomysłem także stało się wprowadzenie zestawów, które założone razem oferują dodatkowe bonusy, oraz co ważniejsze, możliwość ulepszania tychże i to w przypadku legendarnych przedmiotów kilkukrotne, o ile spełnimy odpowiednie wymagania w grze. To zwiększa ich statystyki i pozwala na pozostanie z jedną bronią przez dłuższy czas. Chociaż z doświadczenia wiem, że sporadycznie się na tym skupiałem i zdobywałem po prostu lepsze uzbrojenie własnymi rękoma (tak tymi ryncami umorusanymi w ogrzej krwi i łajnie!).

Graficznie cóż, nie jest źle. Nie powiem, że gra mnie powala, a czasy ładowania bywają dość irytujące, ale nie jest źle. Co prawda nie raz widziałem graficzne babole i przenikające się tekstury, szczególnie gdy mówimy o częściach zbroi nałożonych na orków. Jednak jestem w stanie to przeboleć, a nawet zrozumieć, bo sami wodzowie są losowani i tworzeni z gotowych elementów układanki, które potrafią siebie momentami przenikać. Kolejnym dla mnie minusem gry, jest niemożliwość przerwania kwestii wypowiadanych przez wrogich wodzów. O ile na początku fajnie się to czytało, o tyle, gdy zbierze się ich czterech i każdy musi mnie nazwać świnią i opowiedzieć jak to będzie orgazmicznie się cieszyć, że mnie rozpłatał, zaczyna irytować. Co gorsze w przypadku zadań fabularnych, jeśli umoczymy i wznowimy walkę od punktu kontrolnego, znów usłyszymy tę samą kwestię. Co prawda o śmierć trudno, aczkolwiek zdarza się to czasami i bywa irytujące jak diabli.

No tu muszę przyznać to był niesamowity upierdliwiec

No bo właśnie o poziomie trudności chciałbym także wspomnieć. Jest bardzo niski, a śmierć raczej wynika z ilości przeciwników niż ich skomplikowania. Walki z wodzami często są bardzo podobne do siebie i nie jest to wielkim problemem pominąć jeden czy dwa ruchy, których używamy. Przystosowanie się przez nich do walki jest ciekawym elementem gry, ale następuje zbyt późno i dotyczy pojedynczych ataków. Z reguły i tak będziemy starać się wybić jego świtę przyzwać bestię lub zaprzyjaźnione orki i zając się wodzem samodzielnie. Walki z bossami także są nienatchnione. Najczęściej spotykanym typem bossa jest Nazgul (a jakże inaczej) i walka sprowadza się do czekania na jego atak, który możemy kontrować, wyprowadzamy serię, ten ucieka, wyprowadza atak, który musimy uniknąć i od nowa. Większość z nich nie ma nawet faz walki (poza ostatnim najsilniejszym z nazguli) i o ile na początku to bawi, po chwili staje się monotonne. Szczególnie, gdy skupimy się na misjach z nimi związanymi i toczymy takie 3 walki w krótkich odstępach czasowych. W grze także przyjdzie nam się zmierzyć z Balrogiem, tak wielkim ognistym patanem, który powinien być postrachem całego uniwersum, a jest płotką. O ile rozumiem, że niektórzy stawiają na widowiskowość starć, a nie na trudno, o tylele walka z Balrogiem powinna być dużo bardziej problematyczna, a robiłem z tym związane zadania, żeby móc przyzywać Draka. Gra staje się najtrudniejsza, gdy sami opuścimy gardę, albo staramy się ją utrudnić, rozpoczynając walkę z kilkoma przywódcami orków i to jest słabe.

No, ale podsumowując, gra nie jest zła. To znów niewykorzystany potencjał, jeżeli chodzi o system Nemesis, którego jestem fanem i chcę, żeby się pojawiał w otwartych światach. Bo pomimo narzekania, można tutaj samodzielnie tworzyć historie i mi się to przytrafiło i nie tylko mi (możecie zerknąć na materiał o tej grze na zagrajniku), aczkolwiek poziom trudności jest wręcz momentami za niski. Umrzeć zdarzyło mi się podczas walk może ze 4 razy na wszystkie godziny? I to z reguły dlatego, że nie wycofałem się, kiedy powinienem i byłem zbyt chciwy. Podczas walk z przeciwnikami fabularnymi może dwa razy, maks trzy to trochę mało. Staram sobie tłumaczyć to tym, że rzeczywiście mocno myszkowałem po krainach i przygotowałem się mocno do oblężeń (które być może dlatego nie stanowiły żadnego większego zagrożenia) i dość szybko dopasowałem sobie postać do swojego stylu gry i chcę, żeby to właśnie był powód mojego pasma sukcesów.

Kampanii dodatkowych jeszcze nie ruszyłem i o ile będą chętni, pojawi się tekst uzupełniający traktujący właśnie o nich. Czy warto jednak było czekać i wydawać swoje srebrniki na tę grę? Myślę, że tak, bo to jedyne takie doświadczenie w świecie gier. Młody system Nemesis jest dla mnie bardzo fascynujący, jednak zbyt późno twórcy chcą oddawać nam zabawki do niego. System hańbienia i możliwość oszalenia (wariactwa?) orka powinna być dostępna od początku gry, co stałoby się istotnym elementem zabawy tym systemem. Dodatkowo orki bardzo mało między sobą rywalizują i powoli zwiększają swoje poziomy. Po przejściu dwóch krain i wróceniu do pierwszej ja miałem poziom 25, a orki tam po 13, maks 18 i to z reguły te były moimi poplecznikami, którym za pomocą zdolności zwiększyłem poziom. Być może gra nabiera rumieńców przy rozgrywkach online, chociaż nie wiem czy chciałbym przechodzić oblężenia przygotowane przez żywych graczy. A raczej z ich hodowlanymi ze skrzynek orkami. Stanowczo brakuje tutaj rozmachu i większej zabawy konwencją. Znajdźki są, ale ich ukończenie daje niewiele radości, a pojedyncze zdolności, które oferują, są rzadko ciekawe.

Rozwinięcie Lore, poprzez informacje związane z artefaktami nie powalają, historia Szeloby jest dziurawa i słabo przedstawiona. Mało tu NPC, choć mimo wszystko to zrozumiałe, ze względu na charakter rozgrywki. I nie mówię tutaj o generowanych  losowo orkach, a o NPC z prawdziwego zdarzenia, jak Szeloba, jak elfka Eltariel, lub Baranor (Ci dwaj ostatni mają swoje kampanie w DLC, więc może się trochę rozwiną). Gra nie tyle mnie zawiodła, ile zrobiła apetyt na więcej i więcej, a nie do końca zaoferowała wszystko to, co chciałem. Jest jednak na pewno bardzo ciekawą produkcją, która mam nadzieję, że będzie rozwijana wraz z kolejnymi częściami. Co prawda jak to zawsze bywa, sam będę raczej wstrzymywał się z zakupem do wersji kompletnych, ale kto wie, co będzie dalej. Czas pokaże!

A wam jak się podobał Shadow of War? Graliście, czy może zastanawiacie się nad zakupem i czy gra warta jest waszych srebrników? Jak zawsze zachęcam do dzielenia się spostrzeżeniami i dziękuję tym, którzy zdołali się przebić przez mój bełkot!

Tagi:

Oceń notkę
+ +13 -

Oceń profil
+ +77 -
Ashin
Ranking: 1515 Poziom: 42
PD: 10128
REPUTACJA: 6136