Blog użytkownika @ Valoo

@ Valoo @ Valoo 30.05.2018, 00:31
Zapomniane gry na Nintendo 64
760V

Zapomniane gry na Nintendo 64

Każda konsola ma swoje tzw "hidden games", czyli tytuły które pomimo, że były dobrymi i bardzo dobrymi pozycjami to nie przebiły się do szerszego grona odbiorców. Z tych czy innych względów. 

Czy mówią Wam coś tytuły Paper Mario, Sin and punishment czy Rocket Robot on Wheels? Nic? Mnie też jeszcze niedawno nic nie przychodziło na myśl do głowy poza tym, że jedna z nich jest z Mario. Ale po kolei przyjrzyjmy się każdej z trzech zapomnianych gier.

 

Rocket: Robot on Wheels

 
 
 
 
 
W czasach świetności Nintendo 64 gdy w naszym kraju jedynym dostępnym źródłem informacji o grach była prasa drukowana, każdy znał takie tytuły jak Super Mario 64, Banjo-Kazooie czy The Legend of Zelda. Nie pamiętam jednak żeby pojawiła się chociażby krótka informacja o Rocket: Robot on Wheels. Tak też więc w takiej nieświadomości żyłem do obecnych czasów kiedy to zupełnie przypadkowo w internecie natknąłem się na wyżej wymieniony tytuł. Gra wygląda dość dziwnie i na pierwszy rzut oka może trochę odpychać. Po krótkim przeglądzie co mówi nam Google, wiedziałem tylko, że to dość oryginalna platformówka o której wszyscy zapomnieli, a wyróżniająca się rozbudowanym silnikiem fizyki. Silnik fizyki w grze z 1999 roku? To były już wtedy? Ano chyba nie było, a na pewno nie tak szeroko dostępne jak dzisiaj gdzie implementuje się go do każdej gry. W tamtym czasie musiało to robić gigantyczne wrażenie. Podniesiony przedmiot można rzucić, a ten naturalnie potoczy się i spadnie z napotkanej krawędzi lub nierówności terenu. Za każdym razem inaczej. Uświadczymy także licznych fragmentów w grze gdzie wspaniale wykorzystano możliwości jakie dają nam zastosowane mechanizmy fizyki. Dobrze obrazującym fizykę w grze etapem jest moment gdy musimy przejść po platformach o rożnym nachyleniu. Autentycznie czuć, że kółeczko na którym jeździ Rocket kręci się i dzięki sile tarcia pokonuje siły grawitacji utrzymując się na stromej platformie.
 
Fabuła jest dość prozaiczna. Nowoczesny kosmiczny park rozrywki stworzony przez dr Gavin tuż przed otwarciem zostaje zawładnięty przez głównego złego bohatera Jojo. Kim jest i czym motywuje swoje postępowanie? To nieistotne. My zaś wcielamy się w robota, który ze wszystkich swoich sił stara się odzyskać park rozrywki. W tym celu wyrusza poprzez 6 tematycznych światów, zbiera bilety i monety, które posłużą mu do otwarcia dostępu do kolejnych części parku rozrywki. Dodatkowo z pomocą przyjdzie mu robot inżynier, który usprawni naszego robota zaopatrując go w nowe umiejętności.
 
Poruszanie się postacią jest płynne i pozbawione szarpanych sztywnych ruchów. Nasz bohater sunie na jednym kole, skacze i podnosi inne przedmioty lub wrogów. Generalnie sterowanie postacią jest przyjemne i widać, że przyłożono do tego sporo uwagi. Jak na platformówkę nie uświadczymy zbyt wielu wymyślnych ruchów jak to miało miejsce w Banjo-Kazooie. Ale wraz z rozwojem gry zdobędziemy kilka usprawnień poszerzających wachlarz naszych umiejętności. Poza tym na wielu etapach gry zasiądziemy (na krótko niestety) w różnorakie maszyny. Raz będzie to gokart w kształcie hot doga albo czołg strzelający farbą. Tutaj także widać wykorzystanie silnika fizyki. Gokart to pierwsza klasa. Aż prosi się żeby zrobić z nim solidną mini grę wyścigową albo chociaż jakieś multi.
 
Rocket jak na platformówkę przystało obfituje w liczne elementy zręcznościowe. Skakanie, chwytanie się wiszących lamp i inne akrobacje są na porządku dziennym. Rocket dzięki swym chwytakom nie tylko może podnosić inne przedmioty, ale też łapać się elementów otoczenia. Najbardziej jednak rozbawiły mnie kamienne gnomy stojące naprzeciw siebie po dwóch stronach rzeki. Rzucają one do siebie kamień. Rocket po "przyklejeniu" się do owego kamienia zostaje przerzucony na drugą stronę rzeki - fajny pomysł. A takich chwil w grze gdy patrzę i mówię, "ale to świetne" jest dużo. Nie wspomnę o wartowniku w dwukolorowym stroju, który przepuszcza osoby o konkretnym kolorze. Świetnym pomysłem jest armatka z kulkami farby. Kilka podstawowych kolorów pozwala nam zmienić barwy otoczenia. No tego nie było. W tamtych czasach? Poza tym pomysł ten bardzo zgrabnie wykorzystano w prostych zagadkach.
 
Rocket: Robot on Wheels to połączenie platformówki ze zbieractwem i rozwiązywaniem łamigłówek. Świetny miks. Zupełnie inny od pozostałych gier tego gatunku. Zadania stawiane na drodze naszego robocika są dość wymyślne i nie sztampowe. Przy nich te w Banjo-Kazooie sprowadzają się do prostych znajdź i przynieś. Tutaj trzeba pomyśleć, a rozwiązanie nie raz nas zaskoczy. Gra obfituje w świeże i oryginalne pomysły. Czy wcześniej gdzieś budowano kolejkę górską? A następnie sami się nią przejechaliście? Efektownie też wypadają poziomy w kopalni, gdzie jedziemy wózkiem po szynach zawieszonych w powietrzu. Całość wiruje i szaleje na ekranie. Zawrót głowy. Dużą zaletą gry jest obfitość świeżych pomysłów. Grając nie ma się poczucia, że to już było. Trudno tutaj o jakieś nawiązania do innych platformówek w tym okresie. Poza tym wizualnie gra trzyma poziom. Stylistyka trochę surrealistyczna pasująca do parku rozrywki. Miejscami mroczna. Ale spójna w swojej koncepcji. Nie doświadczymy co prawda wodotrysków jak w grach first party, ale nie można tutaj się do niczego przyczepić.
 
Jak już wspomniałem, największą zaletą gry jest świetny model fizyki i płynne poruszanie postacią, bardzo ważne w tego typu grach. Zaś największa bolączką tej gry i wielu innych z tamtego okresu jest kiepsko działająca kamera. Często pokazuje nie to co byśmy chcieli lub utknie w wąskim korytarzu. Trochę trzeba z nią powalczyć, ale nie uprzykrza samej rozgrywki w istotny sposób. Ogólnie gra dość dobra. Trochę dziwna, ale z charakterem. Warto się zapoznać z tym tytułem, zwłaszcza polecam fanom gry Sly Cooper gdyż autorem obu gier jest to samo studio.
 
Tytuł będący istnym białym krukiem wśród gier na Nintendo 64. Sporadycznie tylko pojawia się na ebay'u. A jeżeli już ktoś wystawi go na sprzedaż to osiąga niebotyczne sumy. Pewnie i też dlatego jest to jedna z mniej znanych gier na Nintendo 64 i przy tym bardzo nie doceniona. Jest to typowa platformówka jakich wiele było na konsolach 5 generacji. To co jest cechą wyróżniającą ten tytuł na tle pozostałych to z pewnością genialna, niespotykana wcześniej, a nawet i później fizyka w grze. Sposób w jaki odwzorowano poruszanie się robota na jednokołowym rowerku zasługuje na przeniesienie fizyki z tej gry do kilku innych platformówek. Poruszanie postacią jest intuicyjne i płynne. W tej kwestii konkurować mogą tylko takie tytuły jak Super Mario 64, The Legend of Zelda: Ocarina of Time czy Banjo-Kazooie. Poza tym autorom nie zabrakło pomysłów na projekty naprawdę wymyślnych plansz.
 
 

Sin and Punishment (Virtual Console - Wii)

Gra nigdy nie wydana poza Japonię. Oryginalna gra w wersji japońskiej to koszt 50£. Na szczęście jest dostępna w Virtual Console na Wii U. Jeszcze jej nie nabyłem, ale chętnie sprawdzę ten tytuł.
 
Jest to typowa strzelanka na szynach. Poniżej trailer.
 




Aha, warto też pamiętać o kontynuacji, która doczekała się wersji europejskiej - Sin and Punishment Star Successor na konsoli Nintendo Wii.
 

Paper Mario

Gry z serii Mario kojarzą się głównie z platformówkami. A tak przynajmniej było do roku 2001 kiedy to wydano grę Paper Mario, będącą połączeniem action RPG i gry platformowej osadzonej w uniwersum Mario Bros.

W mojej kolekcji znalazł się tylko kartrige, ale może kiedyś uda mi się wysupłać te 100 funtów na wersję pudełkową. Mała ilość tych egzemplarzy zapewne jest związana z faktem, że gra została wydana już pod koniec życia konsoli Nintendo 64. I nawet sam długo o niej nie wiedziałem nic poza tym, że taki dziwny miks został stworzony. Nawet kiedyś włączyłem Paper Mario na emulatorze, ale jakoś zbyt szybko mnie zniechęcił i nawet nie dotrwałem do końca wstępu. Mój egzemplarz udało mi się nabyć za przysłowiowe grosze, tak więc i on długi czas leżał w szufladzie, aż któregoś dnia, nie bez oporów, włożyłem go do konsoli i wsiąkłem na kilka godzin przed telewizorem....

 

 

 

 

 

Gra wita nas bardzo sympatyczną muzyczką i ładnym, przejrzystym menu. Gdy chwilę poczekać to rozpocznie się animacja wprowadzająca nas w fabułę. Można ją obejrzeć lub przejść od razu do właściwej gry - dobre rozwiązanie. Nim jednak akcja na dobre się rozwinie, to i tak trzeba swoje obejrzeć i odczekać wstęp do całej historii. Odbywa się on w formie częściowo interaktywnej, ale z góry zaplanowanym przebiegiem. Cała akcja przedstawiana jest nam w formie wystąpienia w teatrzyku. Jest sceneria, przypominającą wykonanie z papieru, scena na której występują bohaterowie. Rozwiązanie okazało się na tyle ciekawe i dobre w swoim wykonaniu, że do dzisiaj gra wygląda miło dla oka. W czasach gdy gry 3D stawały się coraz piękniejsze, wchodził Dreamcast i Playstation 2 z ładną grafiką 3D, a do lamusa zostały wysłane gry z 2D tworzenie gry pseudo 3D połączonej z 2D może wydawać się dziwne. Ale niewiele gier może pochwalić się tak świetnym połączeniem stylu 2D i 3D.

W grze dobrze wykorzystano znane wszystkim fanom i bogate uniwersum świata muchomorków. Spotkamy tutaj cały przekrój postaci, od tych mało znanych po najważniejsze. Szkoda tylko, że takim Luigi nie pozwolono nam pograć, ani przyłączyć go do swojej drużyny. Dobrze słyszycie – drużyny, bowiem w trakcie rozwoju akcji, dołączać będą się do nas przeróżne stworki, służąc nam pomocą i swoimi umiejętnościami. I tak, razem z nami do walki staną Goomba, Boomb, i kilka innych postaci, każdy o innych zdolnościach, a bez których czasem nie pchniemy akcji do przodu. Oprócz kompanów, nasza postać posługuje się także punktami życia, czymś w rodzaju many i punktów pozwalających na używanie coraz to większej ilości przedmiotów. Oczywiście po każdej walce dostajemy punkty doświadczenia i podnosimy swój level. Dzięki temu upgradujemy ataki, punkty many czy życia. Ponadto do zdobycia jest szereg przedmiotów siejących spustoszenie w trakcie potyczek z napotkanymi przeciwnikami. I tak w nasze ręce trafią kwiatki ziejące ogniem, pioruny, deszcz gwiazd.

Gdy spotkamy na swojej drodze jednego z oponentów, to przenosimy się na pole walki (w formie sceny teatralnej). Dobrym rozwiązaniem jest możliwość ominięcia przeciwników i niewdawanie się z nimi w walkę. Ciekawym rozwiązaniem jest tzw „first attack” czyli gdy my zaatakujemy młotkiem lub z buta pierwsi przeciwnika to od razu na początku potyczki zadajemy mu już jeden punkt obrażeń. Walki tutaj mają charakter bardziej zręcznościowy niż klasyczne RPG. I tak, aby zadać mocniejszy atak lub zrobić unik trzeba w odpowiednim momencie naciskać wybrane guziki lub przeciągnąć gałkę i puścić w określonym momencie.

Napotykani przeciwnicy też są bardzo zróżnicowani i im bardziej zagłębiamy się w grze, tym więcej ich przybywa. A różnią się znacząco, gdyż strategię walki trzeba bardzo uzależnić od ich typu. I tak np. Goombasy z kolcem na głowie są odporne na atak poprzez skoczenie na nich. Nie każdego przeciwnika będziemy mogli zaatakować gdy lata. Żółwie najpierw trzeba przewrócić na skorupę, a dopiero później można zadawać im obrażenia. Boomby po zaatakowaniu ich wybuchają raniąc naszą postać. Itd... A między walkami możemy wrócić do domku Toada i przespać się, regenerując tym samym punkty życia. Miłym rozwiązaniem jest fakt istnienia domku braci Mario i Luigi. Tam też można zregenerować siły oraz obejrzeć statystyki z gry.
 

 

Cała fabuła rozwija się w trakcie gry i co chwila mamy jakieś wstawki lub przerywniki. Akcja ciągle się zmienia i nie pozwala na nudę. Tak więc z zaciekawieniem śledzimy co wydarzy się dalej. Na swojej drodze napotkamy liczne zagadki, jednak poziom trudności nie jest zbyt duży i nikt nie powinien mieć problemu z odnalezieniem właściwej drogi do pchnięcia fabuły. Swiat po którym się poruszamy, żywcem przypomina wyjęty z teatrzyku dla lalek. Ponadto jest bajecznie kolorowy i miły dla oka. Bardzo umiejętnie połączono ze sobą elementy 2D i 3D. Rewelacyjnie wykonano przejścia między pomieszczeniami, gdzie ściany domku składają się jak w otwieranej książeczce. Ponadto wnętrza odwiedzanych pomieszczeń są dopracowane i bogate w szczegóły. Ogólnie widać, że przyłożono dużą wagę do zaprojektowania poziomów.

Warto zauważyć, że w pewnym sensie jest to druga część z serii gier z Mario w roli RPG. Pierwowzorem gry był Super Mario RPG: Legend of the Seven Stars ze SNES'a, ale ten jednak ma sporo różnic względem Paper Mario wydanego na Nintendo 64. Na kolejnych generacjach konsol firmy Nintendo, gra doczekała się licznych kontynuacji, tworząc teraz odrębną serię z przygodami Mario.

 

To już wszystkie 3 gry, które moim zdaniem gdzieś zostały zapomniane, a warto je znać z uwagi na ich wyjątkowy charakter i gameplay. A Wy macie gry z tego okresu, które gdzieś zapodziały się po drodze, a warto do nich wrócić?

 

@ Valoo

 

 
 

Tagi: Paper Mario Sin and Punishment

Oceń notkę
+ +22 -

Oceń profil
+ +32 -
@ Valoo
Ranking: 932 Poziom: 43
PD: 10907
REPUTACJA: 1895