Tomassowe Bajania

Tomasso_34 Tomasso_34 11.04.2018, 07:05
Tomassowa Kronika Biegowa #4
133V

Tomassowa Kronika Biegowa #4

Normalni ludzie w Wielką Sobotę idą do święconki, aby poświęcić chleb, jajka, wędliny oraz inne frykasy na świąteczne stoły. Ja wybrałem się natomiast na bieg do Poznania, aby gonić Zajączka Wielkanocnego. Święconka, choć w innej postaci, jednak mnie nie ominęła. Dzięki ciepłej, choć dżdżystej aurze, moje jajka mimo tego, że skrywały się bezpiecznie w spodenkach, to zostały sowicie skropione słoną wodą. Nie będę, jednak wchodził zbytnio w szczegóły, gdyż nie czas na to i pora.

Bieg Zajączka Wielkanocnego odbył się 31 marca 2018 roku. W podróży na start oraz na samej trasie towarzyszył mi kolega Sylwek, dla którego był to oficjalny debiut w barwach klubowych Polonii Środa. Zabrał on ze sobą swoją córeczkę, aby mogła wystartować w biegu dziecięcym. Jak widać na ich przypadku, jabłko nie pada daleko od jabłoni. Ojciec to zapalony biegacz, a córka dzielnie idzie w jego ślady, startując już w kolejnych zawodach.

Mówi się, że nie chodzi o to, żeby złapać króliczka, ale o to, aby gonić go. W tym konkretnym przypadku króliczek ustąpił miejsca Zajączkowi Wielkanocnemu. Nie bójcie się jednak o stan mojego uzębienia. Nie udało mi się złapać zająca ani w przenośni, ani dosłownie. Frajda z jego gonienia była jednak niesamowita.

Start zawodów miał się odbyć w samo południe, czyli o ulubionej porze kowbojów do pojedynków. My z Sylwestrem zmagań się nie boimy, dlatego chętnie stanęliśmy w szranki na dość trudnej i wymagającej trasie wokół stawu Olszak. Trasa przebiegała leśnymi duktami. Momentami była bardzo wąska, ale bardzo malownicza. Trzeba było uważać na wystające z ziemi korzenie oraz gałązki, które chciały dawać biegaczom spóźnione "Boże rany", z tą różnicą, że zamiast tyłka koncentrowały się na twarzy. Było kilka stromych podbiegów oraz kilka górek, z których zbiegało się szybko, co powodowało nagły wzrost adrenaliny. Trasa biegu liczyła sobie dwie pętle, po 5 kilometrów każda. Nie trzeba być wielkim orłem z matematyki, aby wyliczyć całkowity dystans trasy, jaki było nam dane przebiec. No właśnie! Ile to było?

Na miejscu zawodów byliśmy w okolicach godziny 9.30. Dość wcześnie, ale nie mieliśmy wyboru, gdyż córka Sylwestra - Amelia, musiała do godziny wpół do dziesiątej odebrać swój pakiet startowy. Biuro zawodów było zorganizowane bardzo sprawnie. Odbiór pakietów zajął nam coś zaledwie około 5 minut. Mieliśmy sporo wolnego czasu do startu młodej Amelki, a i jeszcze więcej do początku naszego biegu. Aby zabić czas, poszliśmy na kawę. Przypominało to trochę sytuację dwóch blondynek, które w oczekiwaniu na jakieś promocje w galerii handlowej, umilają sobie czas oczekiwania plotkami przy kawie. My jednak nie plotkowaliśmy o nowych butach naszych koleżanek, czy o ich brzydkich fryzurach. Nie dyskutowaliśmy nawet o taktyce na bieg. Skupiliśmy się na ważniejszej tematyce, jaką była analiza składów Wielkanocnych stołów. W święta należy obrać dobrą taktykę, aby przypadkiem nie zjeść mniej, niż pozwala organizm, bo to błąd niewybaczalny.

Zanim wystartowały biegi dziecięce, udało mi się zrobić zdjęcie z Wielkanocnym Zajączkiem. Gdy podszedłem do faceta przebranego za Zajączka, usłyszałem od niego pytanie, czy aby nie jestem za duży na zdjęcie z Zającem. Bez wahania odpowiedziałem, że nie. Człowiek nigdy nie jest za duży na dobrą zabawę. Z pewnością pamiętacie kultowy film "Chłopaki nie płaczą". Olaf Lubaszenko zrobił cudowny i ponadczasowy film. Czemu wspominam tę produkcję? A, to temu, bo gdy usłyszałem od Zajączka, że jestem za duży na zdjęcie z nim, przypomniała mi się kwestia Michała Milowicza, który w filmie Lubaszenki wcielił się w postać  nieudolnego gangstera Bolca. Powiedział on:"Polski gangster nie ma luzu – rusza się jak wóz z węglem. A przydałoby się trochę polotu i finezji w tym smutnym jak pizda mieście". Idealnie pasuje ten cytat do mojej rozmowy z Zajączkiem. Facetowi ewidentnie brakowało luzu. Co jest złego w robieniu sobie zdjęcia z Zajączkiem, gdy jest się już dorosłym facetem? Nie mam pojęcia. Jeśli wy wiecie, to dajcie mi znać. W życiu chodzi o to, aby się bawić, aby mieć dobry humor. Nie wolno jednak przy tej zabawie ranić innych osób. Zdjęcie z Zajączkiem bardzo poprawiło mi humor. Wrzuciłem je szybko na fejsika, aby inni mogli je zobaczyć i poprawić również sobie humor widząc dorosłego faceta, jak pozuje do zdjęcia z Zajączkiem, mając na twarzy uśmiech od ucha do ucha. Wielu facetów pewnie by nie zrobiło sobie takiego zdjęcia, a na pewno by go do sieci nie wrzuciło w obawie, że ucierpi ich wizerunek twardziela i prawdziwego mężczyzny. A kto powiedział, że facet nie może sobie robić zdjęcia z Zajączkiem? Czy to coś wstydliwego? Ja bym się bardziej wstydził, gdybym bał się takiego zdjęcia zrobić w obawie, że ucierpi mój wizerunek. Pieprzyć to, co ludzie powiedzą. Sami kierujemy własnym życiem, a opinie innych ludzi należy wsadzić głęboko tam, gdzie nie dochodzi światło dzienne. Wszystkim nam brakuje luzu. Wyplujcie kije od szczotki, które dawno połknęliście lub wydalcie jej (wiadomo czym) i przestańcie być spięci. Powaga jest ważna w życiu, ale uśmiech i radość z drobnych rzeczy dnia codziennego jest ważniejsza. Nie wolno mieć cały czas spiętego tyłka (chyba że podczas ćwiczeń, ale to już inna kwestia).

Do biegu głównego została godzina, gdy na trasę ruszyła Amelia. Młoda córka Sylwestra urzędnika miała do pokonania dystans 800 metrów. Poradziło sobie z nim bardzo dobrze, plasując się w połowie stawki. Konkurencja była bardzo silna. Dla młodej adeptki biegania najważniejsza była sama frajda z udziału w biegu oraz mała babka wielkanocna, którą otrzymywała każda osoba kończąca bieg. Jest ona wielką sympatyczką słodyczy. Miłość do słodyczy nie odbija się w ogóle na jej sylwetce. Zupełnie inaczej niż, w moim przypadku. Muszę Wam powiedzieć, że babka była przedniego smaku. Miała tylko jeden wielki minus. Cholernie wielki. Była za mała.

Gdy mój zegarek wskazał godzinę 11.55 ściągnąłem ze swojego grzbietu klubową bluzę i za przyzwoleniem Sylwestra umieściłem ją w plecaku Amelii. Kolega po fachu zrobił to samo. Trochę nam było głupio, że wysługujemy się małą dziewczynką, aby pilnowała nam bluz. Było to jednak znacznie lepsze rozwiązanie, niż stanie w długiej kolejce, aby zostawić rzeczy w depozycie. Amelia na szczęście nie musiała dźwigać wielkich ciężarów. Podejrzewam, że jej książki do szkoły ważą znacznie więcej. Wzięła swój plecak i czekała, aż skończymy bieg, będąc bezpieczną w biurze zawodów.

Pierwszy kilometr pokonaliśmy w ślamazarnym tempie 7 min/km. Powodem takiego słabego czasu nie był nasza słaba dyspozycja biegowa, tylko fakt dużej liczby biegaczy przypadającej na wąskie metry kwadratowe trasy. Gdy tylko pojawiła się okazja to wyprzedzenia maruderów, to Sylwek się nie wahał. Zaczął ostro gnać do przodu, dając mi przed tym wyraźny znak, że mam biec za nim. Starszych trzeba słuchać, więc bez zbędnych pytań podążyłem za nim. Udało się nam wyprzedzić kilka osób, jednocześnie czerpiąc przyjemność z szybkiego biegu. Gdy natrafiła się kolejna okazja do poprawienia naszych lokat, to tym razem ja dałem sygnał do ataku poboczem trasy. Wyprzedziliśmy kilka kolejnych osób. Wszystko byłoby fajnie, gdyby moje kubki smakowe wbrew swej woli nie musiały zaznać smaku gałązki budzącego się na wiosnę do życia krzaczka. Gałązka nagle wpakowała mi się do ust. Zanim pewnym i stanowczym ruchem usunąłem ją z mojego otworu gębowego, zdążyła już wejść w reakcję ze śliną wyprodukowaną przez moje ślinianki. Smak nie był wyborny, ale przynajmniej zaliczyłem bliski kontakt z naturą. 

Na dalszym etapie trasy obyło się na szczęście bez wymiany śliny z krzaczkami. Nie udało mi się jednak uniknąć bliskiego kontaktu z wystającym na ścieżce korzeniem. Całe nasze nagle spotkanie skwitowałem staropolskim słowem "kurwa", które podobnie jak czekoladki "Merci", wyraża więcej, niż 1000 słów. Po wszystkim zrobiło mi się głupio. Może ten korzeń czuł się samotny i szukał przyjaciela? A ja w tak prostacki sposób odrzuciłem jego wołanie o pomoc! To pytanie nurtuje mnie po dziś dzień. Postanowiłem, że kiedyś wrócę do tego poznańskiego lasu i go odnajdę. Grzecznie przeproszę i spokojnie wysłucham jego trosk. Spytam, co mogę dla niego zrobić i zaoferuje przyjaźń. Na koniec mocno przytulę. Tulenie zawsze pomaga. Sprawił, że potknąłem się o niego, bo chciał zwrócić moją uwagę. Chciał mi opowiedzieć o swoich problemach. O tym, że ludzie go ignorują i obwiniają bezpodstawnie o upadki. Uprzedzę ewentualne pytania - nie paliłem, nie wciągałem, nie wąchałem niczego, ani mnie nie popierdoliło. Ja po prostu wrażliwy i empatyczny jestem.

Do 4 kilometra trzymałem się dzielnie za Sylwestrem, ale potem skubany przyśpieszył i zostawił mnie w tyle. Nie w dalekim tyle, bo prawie do końca biegu widziałem go w oddali przed sobą. Nie jestem w optymalnej formie, ale progres jest u mnie widoczny. Przez parę kilometrów jestem w stanie dotrzymać kroku Sylwkowi. Bieg Zajączka Wielkanocnego pokazał mi, że mam moc w nogach i dam radę przebiec kwietniowy półmaraton w Poznaniu. Przez ostatnie braki treningów i problemy ze zdrowiem, mimo że nie będzie to mój pierwszy półmaraton, zacząłem w to wątpić. Liczne podbiegi, które pokonywałem z niewielkim trudem, wzmocniły moją psychikę. Wąskie ścieżki biegowe dały mi mnóstwo frajdy oraz odbudowały moją wiarę w to, że potrafię szybko biegać i pokonywać słabości swojego ciała na trasie.

Na mecie zameldowałem się z czasem 58 minut i 10 sekund, niecałe dwie minuty za Sylwestrem. Nie jest to powalający wynik, ale biorąc pod uwagę profil trasy, która była bardzo pofałdowana, a nie płaska jak blat stołu,  uznaję go za zadowalający i prognozujący dobrze na przyszłość. Na finiszu czekał na mnie oczywiście kolejny medal do kolekcji. Moim zdaniem jest on cudnej urody. Uwielbiam kolorowe medale, które mają inny kształt, niż okrągły. Motyw biegnącego zajączka może i jest infantylny, ale takie lubię najbardziej.

Następny start w Gnieźnie w zawodach o nazwie XVI. Bieg Europejski. W tym roku krajem przewodnim biegu będzie Francja. Au revoir mes amies!

Tagi:

Oceń notkę
+ +9 -

Paganini pióra i dystansu
Oceń profil
+ +98 -
Tomasso_34
Ranking: 137 Poziom: 63
PD: 31843
REPUTACJA: 17347