Tomassowe Bajania

Tomasso_34 Tomasso_34 08.02.2018, 07:01
Kwitnąca wisieńka, czyli jak Tomasz odkrył, że jest yakuzą.
261V

Kwitnąca wisieńka, czyli jak Tomasz odkrył, że jest yakuzą.

Tomasz obudził się z mocnym postanowieniem: "Będę grał w grę" - pomyślał. Akurat z myśleniem nie było mu za pan brat, ale tym razem proces myślowy nie był nadto skomplikowany. Nawet taki "bystrzak" jak on podołał i jak pomyślał, tak zrobił... zaczął grać w grę!

Łupem Tomasza padła Yakuza Zero. Płyta prędko powędrowała do napędu Tomaszowej konsoli. Udało mu się nawet jej nie upuścić na podłogę podczas pokonywania drogi od półki z grami do półki z konsolą, co, biorąc pod uwagę zręczność Tomasza, było wielkim sukcesem. Nagle przed oczyma naszego bohatera pojawił się ciąg wspomnień związanych z całą serią gier Yakuza. Tomasz wierzył, że to przeznaczenie wskazało mu tę wspaniałą serię gier, bo właśnie wtedy, gdy wykupił abonament PlayStation Plus na 3 miesiące, Sony  3 lata temu wrzuciło do oferty czwartą część Yakuzy. Gra, na którą normalnie by nie spojrzał, ani nawet nie splunął, jak miał w zwyczaju na rzeczy mu obce, oczarowała go na tyle, że zarwał dla niej nie jedną noc. Nie było to dla niego wyzwaniem, gdyż Tomasz pracował na etacie bezrobotnego - stanowisko: truteń, leń, obibok. Bądźmy jednak szczerzy, gdyby nie to, że gra była za free w abonamencie, to Tomasz nigdy by w nią nie zagrał. Cebula w Tomaszu była silna tak, jak silna była moc w młodym Skywalkerze. Był typowym Polakiem wyznających hasło, że "jak dają, to się bierze, a jak biją spierdala."

Już pierwsze chwile spędzone w świecie Yakuza 4 otworzyły oczy Tomaszowi. Tak, jak Morfeusz otworzył oczy Neo, tak Tomasz zrozumiał, że całe swoje życie był oszukiwany. Nasz bohater dokonał tego bez łykania tabletek, choć gdy ktoś oferował mu tabsy za darmo, to nigdy nie odmawiał. Był dobrze wychowany. Wiedział, że odmowa może urazić oferenta. Tomasz był dumnym patriotą, prawdziwym Polakiem - katolikiem. Zrozumiał, że to była tylko iluzja. Pieprzony matrix, w którym żył. Dopiero rozgrywka w Yakuzę pokazała mu kim jest naprawdę. Doszedł do wniosku, że nie jest typowym Polaczkiem. Jest typowym Japońcem! Yakuza otworzyła mu oczy. Zdał sobie sprawę, że całe życie żył w błędzie...

Gdy sięgnął głęboko w pamięć przypomniał sobie lata dzieciństwa i beztroskie bieganie po sadzie wiśniowym dziadka. Olśniło go... pochodził z kraju kwitnącej wiśni! To by tłumaczyło jego zamiłowanie do samurajów. Tomasz na mecz wyjazdowy swojej ulubionej drużyny nigdy nie ruszał się bez ukochanej katany. Pewnego razu ostrzygł się nawet na samuraja. Jednak pod naciskiem kumpli z osiedla szybko zgolił samurajski kok, gdyż posądzony został o uwielbienie wacków i odbytów. Tomasz wolał nie ryzykować ostrego wpierdolu za rzekome bycie pederastą. 

Atrybutem każdego Yakuzy, jak wiadomo, jest piękny tatuaż na plecach. Tomasz też takowy posiadał. Tylko, że dzierżył go dumnie na lewym ramieniu. Jednak jego tatuażowi do piękna było daleko. W pizdu daleko. Daleko, jak z Sosnowca do Tokio i z powrotem razy pięć. Tatuaż przedstawiał bestię z morskich głębin i ciemnych otchłani, krwiożerczego potwora będącego postrachem żeglarskich braci mórz i oceanów - delfina, który przy pomocy nosa żonglował trzema pirackimi szpadami. Kumple z osiedlowej ławki śmiali się z Tomasza, że ma na ręce gupika. Tomasz nie przejmował się zaczepkami swoich kolegów, ale w myślach życzył im krwawego spotkania z taką bestią podczas wakacji nad Bałtykiem. Nie wiedział jednak, że delfiny w Morzu Bałtyckim nie pływają, a już na pewno nie potrafią obsługiwać się ostrymi jak brzytwa szpadami. Gdyby uważał na lekcjach biologii zapewne posiadłby tę wiedzę. On jednak skupiał się jedynie, gdy była mowa o rozmnażaniu człowieka. Zawiedziony był, że nauczycielka miała tak mało materiałów poglądowych, które w dodatku były marnej jakości. W internecie z ojcem oglądał lepsze.

Stary Tomasza łowił ryby jak pojebany, a matka jak pojebana je smażyła - zawsze za krótko, zawsze były spalone na zewnątrz, a surowe w środku. Tomaszowi zatem sushi nie było obce. Przez większą część życia wpieprzał surowe ryby jak typowy Japończyk i nic mu nie było. No może poza kilkoma zatruciami pokarmowymi i jednym bolesnym wydaleniem tasiemca. Był yakuzą, a nawet o tym nie wiedział. Nie wiem, czy Japończycy robią sushi z karpia, ale Tomasz takie jadł. Jego matka nawet nie wiedziała, że potrafi robić egzotyczne dania. Japońska kuchnia made in Poland. 

W życiu naszego bohatera miał miejsce pewien przykry incydent, gdy pozbawiono go wolności na czas 6 miesięcy. Fakt ten wyniknął z nadwagi Tomasza, która spowodowała u niego zanik umiejętności szybkiego biegania, co miało wpływ na to, że z ustawki z kibicami zwaśnionego z klubem Tomasza klubu jako jedyny dał się złapać. Ku uciesze Tomasza sędzia okazał się litościwym człowiekiem i orzekł najniższy możliwy wymiar kary. Pobyt w więzieniu pokazał, że dusza Tomasza jest bardziej japońska, niż polska, choć wtedy jeszcze nasz bohater o tym nie wiedział. Koledzy z celi nauczyli go bardzo przydatnej w sytuacji jakiej się znalazł umiejętności - pędzenia alkoholowych trunków ze wszystkiego, co akurat ma się pod ręką w celi. A, że Tomasz najczęściej pił mleko ryżowe, gdyż nie tolerował laktozy, to pędził z niego alko, uzyskując w efekcie polskie sake. Do wódki ryżowej było temu trunkowi daleko, ale ważne, że kopało. Jak widać przeznaczenie zostania yakuzą prześladowało Tomasza na każdym etapie jego życia. Od wielu lat los informował Tomasza, że prowadzi żywot niezgodny ze swoją naturą.

Nawet pałeczkami posługiwał się z wielką precyzją, choć zdecydowanie bardziej wolał, gdy jakaś niewiasta używała jego pałeczki. Pałką nie można było jej nazwać, gdyż była zbyt licha. Jedzenia przy pomocy "japońskich sztućców" nauczyła Tomasza jego była dziewczyna, która z powodu silnych skłonności do przerywania ciągłości swoich żył, miała absolutny zakaz dostępu do noża i widelca. Tomasz niebywale szybko nauczył się konsumować schabowego z ziemniakami i mizerią przy pomocy pałeczek. To była kolejna oznaka japońskiej natury. Uwięziona skośnooka duszyczka dawała o sobie znać w ciele polskiego patrioty i prawdziwego katolika, który do kościoła nigdy nie chodzi, ale o Bogu gada ciągle przy każdej okazji.

Tomaszowi, z racji piłkarskich zainteresowań, nie obce były wizyty w barach wszelakich. Robił to, aby móc oglądać mecze na kodowanym kanale, na którego subskrypcję nie było go stać. Etap bezrobotnego nie jest zbyt dochodowym stanowiskiem. Oprócz oglądania zmagań zawodników na piłkarskich arenach Tomasz, przy każdej wizycie w swoim ulubionym barze o wdzięcznej nazwie "Czarci Bękart", oddawał się rozrywkom, które nie były obce bohaterom serii gier Yakuza. Nasz bohater zwykł grać w bilard, rzutki, a czasami pykał trochę na automatach do gier.

Śpiewanie japońskich hiciorów w klubach karaoke to wręcz wizytówka gier Yakuza. Tomasz także wielbił drzeć ryja do mikrofonu, bo śpiewem tego nazwać nie można było. Żadne urodziny w domu nie mogły się odbyć bez solowych występów Tomasza. Karaoke miał we krwi. Śpiewając po raz setny zielone ślepia Zenka Martyniuka nie musiał się nawet wpatrywać w tekst wyświetlany na ekranie telewizora. Znał go na pamięć. Podobnie jak jego sąsiedzi. Nie mieli oni jednak nic do powiedzenia, gdyż wiedzieli, że dyskusja z pijanym Tomaszem może zakończyć się bliskim spotkaniem z jego ukochaną kataną.

Na graniu w czwartą część Yakuzy oczywiście nie poprzestał. Przy pomocy babcinej renty zakupił część trzecią, a dzięki pieniądzom zdobytym ze sprzedaży pustych butelek po piwie nabył Yakuza Dead Souls w miejscowym lombardzie od typa, z którego byłą żoną obecnie ochoczo chędoży. Piąta część wpadła w abonamencie plusa, którego regularnie opłacał z pieniędzy uczciwie zarobionych ciężką pracą podczas nocnych rozbojów na miejscowym deptaku. Tych jednak było coraz mniej, bo Tomasz z upływem czasu był coraz łagodniejszy. Może to zasługa niewiasty będącej u jego boku od pewnego czasu, albo wyrokowi 5 lat w zawieszeniu za wyłudzenia i rozboje. Nie mi to oceniać.

Najbardziej lubił przygody przedstawione w Yakuza 3. Akcja gry odbywała się głównie w sierocińcu. Lubił tę część, gdyż przypominała mu jego dzieciństwo w bidulu prowadzonym przez zakonników. Życie nie było oczywiście takie sielankowe, jak w grze, ale mimo tego wspomina je dobrze. Wystarczyło tylko przestrzegać kilku reguł, aby nie dostać pasem pokuty na tyłek. Za spełnianie próśb zakonników można było dostać słodycze. Do dziś Tomasz zastanawia się czemu kazano mu sprzątać korytarz w stroju Adama. Z chęcią zapytałby się któregoś zakonnika jaki miało to cel wychowawczy, ale niestety kuratorium dawno już zamknęło placówkę wychowawczą, a księża - zakonnicy przebywają aktualnie na misji w Afryce, gdzie niosą pomoc biednym dzieciom.

W piątej części Yakuzy Tomasz ubóstwiał polować na dzikie stwory. Przypominały mu się wtedy chwile spędzone na polowaniach z sąsiadem. Tak to bywa w życiu, że to, co piękne nie trwa wiecznie. To, co wujek Tomasza zwykł nazywać "polowaniem" kodeks karny zna pod pojęciem "kłusownictwo". Przez to małe nieporozumienie wujek naszego bohatera musiał zmienić miejsce zamieszkania na kilka miesięcy. Brakowało mu obcowania z wnykami w lesie, ale cieszył się, że odpocznie od swojej konkubiny, której sympatią nie darzył już od wielu lat. Była gruba, wredna, śmierdziała potem, ale robiła zajebiste gołąbki. Tylko dlatego tolerował jej obecność.

Tomasz darzył sporą dawką sympatii fragment Yakuza 5, gdzie trzeba się było wcielić w taksówkarza. Uwielbiał się ścigać autem na obwodnicy Tokio. W realu nie było mu dane legalnie jeździć autem, gdyż zdobycie uprawnień do prowadzenia samochodu przekraczało jego umiejętności manualne Nie raz i nie dwa prowadził pojazd bez prawka w drodze na niejedną ustawkę do czasu, gdy zaparkował swoje mocarne Tico prosto w tył BMW przywódcy jego bojówki. Od tego momentu miał zakaz prowadzenia w jego obecności pod rygorem ostrego wpierdolu.

Bejsbol spodobał się naszemu bohaterowi już w czwartej części Yakuzy, ale dopiero w części piątej zagrywał się w niego godzinami. Spędził mnóstwo czasu  na zabawie z kijem. Skutkowało to nabyciem nowych umiejętności bitewnych w realnym świecie, które kilkukrotnie wykorzystał na kibicowskich mitingach. Kij bejsbolowy to jednak nie katana, nie dawał tyle frajdy Tomaszowi, co samurajski miecz, choć miał w sobie wiele plusów.

Nieodzownym elementem życia Yakuzy jest flirt z hostessami w klubach. Tomasz uwielbiał podrywać kobiety, lecz nie można było powiedzieć, że kobiety to uwielbiały. Pewnego dnia, gdy już zebrał pokaźną sakwę gotówki, postanowił wybrać się na tańce go go. Nie został jednak wpuszczony do klubu z powodu wyglądu swojej facjaty. Aby ukoić skołatane nerwy i ulżyć swojej chuci udał się na miejsce postoju panien do towarzystwa. Wtedy zrozumiał, że z jego wyglądem jest jednak nie najlepiej, bo żadna z kobiet nie chciała nawet patrzeć na jego pieniądze. Wszystkie udawały, że czekają na autobus. 

Tomasz odszedł od konsoli z padem w dłoni, aby zasiąść na swojej kanapie, która lata świetności miała już dawno za sobą. Szło to wywnioskować po ilości łat zasłaniających dziury oraz po zapachu potu, który unosił się z mocno zużytego łóżka. Radość Tomasza nie trwała jednak długo. Konsola zaczęła wydawać dziwne dźwięki, by po chwili się wyłączyć. Jak się potem okazało wyłączyła się na wieki wieków amen, co można było zauważyć po małym, lecz dość okrutnie pachnącym dymku wydobywającym się spod obudowy konsoli. Wtedy doszło do Tomasza, że to nie był dobry pomysł, aby na ostatnich swoich urodzinach pić brudzia z konsolą. Zapewne uronił kilka kropel do wnętrza konsoli, gdyż po 5 piwach i kilku drinach był już w odmiennych stanach świadomości. Tomasz nic na to nie mógł poradzić, że jest kulturalnie wychowany i bez bruderszafta nie przechodzi na per "Ty", a z własną konsolą wypada być na "Ty", bo w końcu spędza się z nią wiele czasu sam na sam.

Myśl o życiu bez konsoli nie napawała Tomasza optymizmem mówiąc delikatnie. Tomasz określiłby ten stan znacznie bardziej dosadnie, gdyż nie przebierał w słowach, gdy był wkurzony. W rzeczywistości nasz bohater był tak psychicznie zmęczony myślą, że już nigdy nie zagra w swoją ukochaną Yakuzę, że postanowił rozwiązać swój problem po honorowemu, tak jak postąpiłby każdy szanujący się japoński yakuza - postanowił popełnić sepuku vel harakiri. Aby zdobyć obecną konsolę, która była już niestety świętej pamięci, musiał się sporo napracować, bo jak wiadomo, pieniądze na ziemi nie leżą, trzeba je wyrwać małolatom, a to w dzisiejszych ciężkich czasach jest coraz trudniejsze. Gaz pieprzowy jest coraz tańszy i mocniejszy, a człowiek coraz słabszy i starszy. W jego obecnym stanie nie może już zarabiać w ten sposób, a do normalnej pracy nie pójdzie, bo nie chce być pośmiewiskiem na osiedlu komunalnym. Nie chciałby też popsuć wieloletniej rodzinnej tradycji pracy na etacie bezrobotnego.

W miarę upływu czasu myśli o honorowym samobójstwie opuszczały głowę Tomasza. Zwyczajnie obleciał go strach Nie było z nim dobrze, ale nie było też z nim źle. Czuł się po japońsku, czyli jako tako. Postanowił jednak doprowadzić sprawę do końca. Udał się w kierunku wersalki, gdzie zwykł z wielkim szacunkiem trzymać swoją katanę. Po raz pierwszy raz w życiu ucieszył się, że jej tam nie znalazł. Biedak zapomniał, że ów katana stanowi dowód rzeczowy w sprawie pobicia kibica wrogiej drużyny. Chciał honorowo, jak na Japończyka przystało, zakończyć swój żywot. Opatrzność jednak nad nim czuwała. Po raz kolejny sprawdziło się przysłowie, że głupi ma szczęście.

Tekst ma charakter żartobliwy i powstał w oczekiwaniu na szóstą część Yakuzy.

Tagi:

Oceń notkę
+ +23 -

Paganini pióra i dystansu
Oceń profil
+ +99 -
Tomasso_34
Ranking: 139 Poziom: 62
PD: 30941
REPUTACJA: 17479