Tomassowe Bajania

Tomasso_34 Tomasso_34 23.11.2017, 08:34
Biedroneczki są w giereczki
219V

Biedroneczki są w giereczki

 

"Biedronko, Biedronko, cóżeś ty za pani, 

Że do ciebie idą, że do ciebie idą,

Chłopcy gry kupować" 

Słowa tej starej patriotycznej pieśni nucił sobie Tomasz w momencie, gdy w towarzystwie Roberta wychodził z Biedronki z udanych zakupów. Kupił cztery gry w okazyjnych cenach. Na jego twarzy malował się uśmiech radości zwany potocznie rogalem na ryju. W tym momencie był tak szczęśliwy, jak typowy Janusz, gdy dowie się, że jego sąsiadowi poszła uszczelka pod głowicą w nowiuśkim 10 - letnim Passacie. Radość była tak wielka, że nie zauważył wysokiego krawężnika, z impetem uderzył twarzą o chodnik i jak mówi klasyk internetowy: "Ten głupi ryj sobie rozwalił."

Tomasz stracił na kilka chwil przytomność. Gdyby nie silne ciosy w twarz, które zadał mu jego kompan, pewnie szybko nie doszedłby do siebie.

- Co się stało?! Gdzie ja jestem?! -  nerwowo wykrzykiwał Tomasz.

- Wyjebałeś się na ryj! Nawet zabawnie było patrzeć, jak leżałeś w kałuży na chodniku, a jakiś bezpański pies sikał na ciebie. Taki materiał na YouTube nie mógł zostać zaprzepaszczony. Odgoniłem go dopiero wtedy, gdy zabierał się do zrobienia kupy w twoim najbliższym otoczeniu. Rozumiesz stary. Nie mój fetysz. Zacząłem się jednak bać, gdy po paru minutach nieświadomości nie dawałeś żadnych oznak życia. Nie żebym cię jakoś bardzo lubił. Martwiłem się o kasę, którą ci na te durnowate gry pożyczyłem - donośnym głosem powiedział Robert.

- Gry? Jakie gry? Kim Ty jesteś ?

- Twoim kumplem lub najgorszym koszmarem. Wszystko w zależności od tego, jak szybko odzyskasz przytomność i oddasz mi kasę za gry. Słuchaj! Zrobimy tak. Widziałem to kiedyś na filmie. Hollywood nie kłamie. Oni są jak TVN i Wyborcza. Cała prawdą całą dobę, czy jakoś tak. Opowiem ci ostatnie godziny twojego życia. To na pewno pomoże ci ułożyć myśli pod tą chorą kopułą, którą lekarze tylko przez grzeczność i dobre maniery nazywają głową. Gotowy?

Tomasz kiwnął głową. Był w takim szoku, że nawet zapach psich szczyn, który wydobywał się z jego kurtki nie był w stanie mu w niczym przeszkodzić. Choć nie wyglądał jak żul lub chlor, jak mawiają na Kujawach, pachniał nim. Psie siuśki to nie perfumy. Stan materii niby ten sam, ale szambo i perfumeria to jednak dwie różne sprawy. Usiadł na pobliskiej ławce, a Robert stanął na przeciwko niego. Nie zaryzykował siedzenia na jednej ławce z obsikanym przez jakiegoś kundla kumplem. W sumie mu się nie dziwię. Na jego miejscu postąpiłbym tak samo.

Robert zaczął z wielką powagą swoją opowieść, dzięki której Tomasz miał odzyskać utraconą pamięć, a on odzyskać swoje ciężko zarobione na okradaniu kościelnych szkatułek pieniądze:

- Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzać (Robert był fanem serialu "Allo, allo"). Ale od czego by tu zacząć?

- Najlepiej od początku - wtrącił się nieśmiało Tomasz.

- Gdybym miał zacząć od początku, to musiałbym opisać, jak twoja stara dała dupy na święcie ziemniaka i cebuli w Henrykowie pewnemu mało urokliwemu i mądremu wypasaczowi  kóz. Przez troskę o psychikę małoletnich czytelników nie zamierzam poruszać tego wątku. Rozmawiałeś kiedyś w ogóle z jakimś psychologiem o twojej chorej fascynacji do kóz? Może ty podświadomie chcesz odnaleźć ojca, który ulotnił się po tym, jak zostawił nasienie w twojej matce? To miałoby sens.

- Weź przestań! Chcę odzyskać pamięć. A te zaczepki w niczym nie pomagają. Wiem, że moją matka nie była cnotliwą kobietą. Nie musisz mi o tym ciągle przypominać - z wyraźnym smutkiem wypowiedział te słowa Tomasz.

- Cnotliwą kobietą to ona nie była z pewnością. W bardzo delikatny sposób powiedziałeś, że była zdzirą. Pamiętam, jak ojciec zwykł opowiadać podczas imienin, że maksymą twojej starej było powiedzenie "pizda nie mydło, nie wymydli się". Ale koniec już o twojej szanownej mamusi. Piękna nie była, ale tego można się domyślić po twoim wyglądzie. Wracam do opowieści o twoich ostatnich dniach. Może to przywróci ci pamięć, a ja odzyskam kasę.

Robert kontynuował swoją próbę przywrócenia koledze pamięci. Cały czas jednak stał na przeciw ławki. Mocz psa jakby mniej już drażnił jego nozdrza, ale mimo tego nie zdecydował się spocząć obok Tomasza.

- Wczoraj była sobota. Chlałeś browary z jakimś typem i bawiłeś się z jego kotem. Najebany w trymigi wróciłeś do chaty ok. 4.00 nad ranem. Ustawiłeś budzik na 6.00, żeby nie zaspać na niedzielny bieg. Zastanawiam się jakim trzeba być zjebem, aby nachlać się w trupa wiedząc, że jutro ma się trudny bieg po lesie. Pomyślałeś jednak o tyle, że zapisałeś się na dystans 14 km, a nie na półmaraton. Czasami jednak złącza w mózgownicy ci stykają. Na bieg pojechałeś z kumplem. Dzięki Bogu, że on był trzeźwy, bo inaczej pewnie biegłbyś w krótkich gaciach po tym lesie albo bez butów. Znasz przecież siebie. Na kacu robisz różne głupie rzeczy. Tak jak wtedy, gdy na urodzinach matki swojej dziewczyny zamiast sto lat po pewnym toaście zacząłeś śpiewać, że "nic nie może wiecznie trwać." W sumie nawet dobrze się stało. Olka cię rzuciła i zakończyła swoja niedolę. Była piękna i mądra. Nie pasowaliście do siebie. Zupełne przeciwieństwa.

- Ja jestem przystojny! - oburzył się Tomasz.

- Wiem, że babcia nazywa cię przystojnym kawalerem i twierdzi, że panny się do ciebie w kolejce ustawiają, ale, Tomasz, pora przestać się oszukiwać. Jesteś szpetny i kropka. Nie wiem, gdzie byłeś jak Pan Bóg rozum rozdawał. Znając ciebie pewnie stałeś w kolejce po piwo.

Na dworze było zimno i już kompletnie ciemno. Zaczynał padać deszcz. Robert skończył dygresje na temat wyglądu i rozumu Tomasza. Skupił się na dalszej części historii.

- Nie wiem, jakim cudem, ale przeżyłeś ten bieg. Było podobno nerwowo, gdy wpadłeś do stawu. Wiem, że na kacu suszy, ale  żeby pić wodę z brudnego stawu? Dobrze, że jakiś biegający samarytanin zlitował się nad tobą i rzucił ci gałąź. Ja bym palcem nie kiwnął dla takiej mendy jak ty. Wiał silny wiatr, który wysuszył twoje mokre ciuchy. Głupi ma jednak szczęście. Wszystko byłoby pięknie gdybyś Sylwestrowi nie zarzygał auta!

- Bo zupa była za słona. Za dużo soli dali do posiłku regeneracyjnego - rozpaczliwie bronił się Tomasz.

- Raczej chmielu było za dużo. Zupa była ok. To z tobą jest problem. Nikt ci nie kazał po biegu jeść pięciu porcji zupy!

- Jak dawali, to brałem - cichym głosem odpowiedział Tomasz.

- Twój stary podobnie mówił o twojej szpetnej rodzicielce: "Jak dała, to brałem." I co z tego wyszło? To, że coś jest za darmo wcale nie znaczy, że trzeba to brać. Twoja matka jest tutaj dobrym przykładem.

Ludzie wychodzący ze sklepu rzucali w kierunku Tomasza spojrzenia obrzydzenia. Był to ciekawy eksperyment socjologiczny. Człowiek zmęczony po biegu w kurtce całej brudnej od błota tak, jak człowiek cuchnący psimi szczynami nie wzbudza zaufania. Wynik tego eksperymentu nie zadziwił mnie zbytnio. Robert wziął łyka wody i dalej snuł swoją opowieść.

- Pod tym, jak dostałeś w papę od Sylwestra za to, że zarzygałeś mu świeżo wyczyszczoną tapicerkę, wysadził cię przed domem i kulturalnie kazał ci spierdalać. Wiem, że jadłeś na obiad ryż z sosem słodko - kwaśnym, a na deser kruszon. Trzeba przyznać, że twoja stara urodą nie grzeszy, ale kucharka z niej jak ta lala. Szkoda, że męża na swoje wypieki nie szukała tylko na tłusty tyłek. Może by lepiej trafiła i ty byłbyś mniej szkaradny i miał choć tyle ogłady, co szop pracz jedzący winogrono przy stole. Ale wracając do twoich ostatnich chwil przed utratą pamięci muszę dodać, że przyszedłem po ciebie ok. 17.00. Byłeś już trzeźwy, ale blady jak trup. Śmierdziałeś jak narząd rozrodczy wietnamskiej damy lekkich obyczajów. Nigdy nie byłeś typem czyściocha, ale raz w tygodniu wypada się wykapać, a po biegu wypada tym bardziej. Razem z twoją matuchną zmusiliśmy cię do mycia, bo nie chciałem iść na miasto z takim brudasem. Kiedy szorowałeś szkaradne cielsko pod prysznicem pełnym pleśni i grzybów ja skosztowałem kruszona twojej matki. Picza ma faktycznie talent do pieczenia!  

- Maminka dobre ciasta piecze - z dumą powiedział Tomasz. - Wie co synuś lubi.

- To teraz już wiem, skąd masz taki tłusty tyłek - odparł Robert. - Pora jednak wracać do naszej opowieści. Już prawie jej koniec. Ja nażarty, ty w miarę czysty, poszliśmy do Biedry. Mamrotałeś coś o grach na PS4, że trzeba iść w niedzielny wieczór i jak nam się poszczęści, to kierownik sklepu wystawi gry do sprzedaży jeden dzień wcześniej. Uda nam się wtedy nabyć wszystkie wymarzone gry. Żaden szczyl nie zajumi ich nam sprzed ryja. Do momentu wyjścia z grami ze sklepu wszystko szło w jak najlepszym porządku. Gry faktycznie zostały wystawione do sprzedaży wcześniej. Były wszystkie tytuły, które nas interesowały. Ja zabrałem swoje, ty swoje. Za wszystkie zapłaciłem przy kasie gotówką okazując jednocześnie kartę "Moja Biedronka" (zbieram punkty na świeżaki). Spakowałem gry do plecaka i wyszliśmy ze sklepu. W tym momencie wyjebałeś się o krawężnik i resztę już znasz. Coś ci się rozjaśniło w tej durnej łepetynie?

- Stary, a po co mi w ogóle gry na PS4 jak ja nie mam jeszcze tej konsoli w domu? Dopiero na święta mamuśka ma mi kupić, jak wpadnie ekstra gotówka ze spotkań opłatkowych - zdziwionym tonem zadał pytanie Tomasz.

- Nie wiem, po co ci te gry? Jesteś zjebem! Nigdy nie wiem, o co ci chodzi i tak na prawdę mało mnie to interesuje! Chcę tylko odzyskać swoją kasę! Jak nie dostanę jej od ciebie, to uwierz, Bóg mi świadkiem, ściągnę tę gotówkę od twojej starej. Chuj mnie obchodzi skąd ją weźmie. Może piec pieprzone kremówki papieskie na odpust w Prokocimu Koźlu na jebanym Podkarpaciu. Chcę po prostu swoją kasę!  

Tekst powstał spontanicznie, a inspiracją do jego powstania były zakupione przeze mnie wraz z kolegą gry. Kronikarska dokładność wymaga podania jakie to tytuły. Obraz wyrazi więcej niż tysiąc słów.

Tagi:

Oceń notkę
+ +13 -

Paganini pióra i dystansu
Oceń profil
+ +99 -
Tomasso_34
Ranking: 141 Poziom: 62
PD: 30451
REPUTACJA: 17423