Blog użytkownika Reinvented

Reinvented Reinvented 30.11.2018, 00:45
Piątkowa GROmada #113
718V

Piątkowa GROmada #113

Mamy piątek 30 listopada, czas na kolejny odcinek Piątkowej GROmady, w tym tygodniu wpis całkowicie poświęcony najnowszej odsłonie Assassin's Creed: Odyssey, ponad 110 godzin na liczniku po ukończeniu gry na 100% Czekaliście na szczerą recenzję? To ja teraz mogę się szczerze wypowiedzieć, bo w nowej grze Ubisoftu widziałem już wszystko. Zapraszam!

Witam, ja jestem Rein, i ponownie już mam zaszczyt prowadzić ten zacny cykl jakim jest bez wątpienia Piątkowa GROmada, z pewnością zastanawiacie się gdzie są goście? A no nie ma, 113 odcinek chciałem całkowicie poświęcić sam sobie, a przede wszystkim Assassin's Creed: Odyssey w którym spędziłem miłe 110 godzin co pozwoliło mi wyrobić sobie nieco zdania na temat najnowszej gry Ubisoftu. Nie muszę chyba mówić że zrobiłem wszystko co było możliwe, zdobyłem każde osiągnięcie i ukończyłem wszystkie wyzwania Klubu Ubi. Więcej z tej gry wyciągnąć się już nie da? Ale od czego zacząć? Jest tego tyle że postanowiłem opisać grę w kilku kategoriach żebym sam się w tym wszystkim się nie pogubił. A no i przygotujcie się na spoilery, chociaż od premiery minął już ponad miesiąc śmiem twierdzić że chętni tytuł już ograli. Zaczynamy!

Muszę przyznać że szerokim łukiem omijałem wszystkie zapowiedzi Odyssey, od zwiastunów po jakiekolwiek wpisy na temat gry i przedpremierowe recenzje, więc na temat fabuły nie wiedziałem nic poza tym że fabularnie gra ma się toczyć w Grecji. Dla mnie okej, chociaż Egipt lepszy ale po kolei. Mamy tutaj swobodne podejście do fabuły naszym głównym zadaniem jest odnaleźć matkę która prawdopodobnie nadal żyje jak wspomina nam nasz przybrany ojciec jak się później dowiadujemy, dodatkowo okazuje się też że nasz brat czy też siostra w zależności od wybranej postaci którą będziemy grę ogrywać nadal żyje i ma się całkiem nieźle, ale przed nami długa i ciężka przeprawa ponieważ on/a trafia w ręce Czcicieli Kosmosa, ugrupowania które ma za zadanie podporządkować sobie cały świat, coś na kształt wczesnego Zakonu Templariuszy z poprzednich odsłon serii i nie łatwo będzie tego brata/siostrę odzyskać. Do fabuły podchodzimy kiedy chcemy i jak chcemy, poza krótkim wprowadzeniem które dzieje się na Kefalonii, nic nie stoi na przeszkodzie żebyśmy najpierw wbili maksymalny 50 poziom, a dopiero później zabrali się za eliminowanie członków Kosmosa i za samą fabułę która w moim odczuciu nie jest specjalnie długa, a przecież nie korzystałem z szybkiej podróży, w samej fabule są też spore luki i cięcia, da przykładu, ginie nasza przyjaciółka Febe, postać przez całą fabułę wspomina ją może dwa razy, dwie uronione łzy i lecimy w bój dalej, można było pociągnąć temat nieco bardziej, już w Origins wydawało mi się że wszystko jest jakieś takie niespójne i zbyt szybko się dzieje. To kochany Ubisofcie w dalszym ciągu macie do poprawy, bo akurat takie rozegranie nie bardzo podchodzi mi już od czasów Egiptu do gustu. Przymykając jednak nieco oko na fabularne cięcia warto też wspomnieć o dość słabym zakończeniu samego wątku fabularnego które moim zdaniem Oj! Ot co, nie powala.

Jeśli chodzi o samą rozgrywkę nie wiele tu się zmieniło od czasów Origins, śmiem nawet luźno stwierdzić że nie zmieniło się kompletnie nic, jeśli ogrywaliście historie Bayeka z Siwy, od pierwszych minut będziecie wiedzieli już nad czym polega eksploracja kolejnych lokacji i odkrywanie kolejnych znaków zapytania na naszej mapie, co tu warto wspomnieć jest całkiem spora. Ba! Na oko twierdzę że dwu-trzykrotnie większa niż ta Egipska. ale czy lepsza? Z pewnością nie można Grecji odmówić braku atrakcji, widać że Ubisoft przyłożył się do stworzenia tętniących życiem lokacji, miast jest o wiele więcej wszystkie tętnią życiem, na ulicach ludzie handlują, śpiewają dzieje się naprawdę sporo sam często przechadzałem się po Atenach czy też Sparcie, wciągałem klimat tych miast i było to bardzo miłe uczucie. To się naprawdę udało! Grecja gorzej ma już poza samymi miastami, lokacje bardzo często się powtarzają, a poza świetnie zorganizowanymi zadaniami pobocznymi w grze naprawdę jest bardzo mało różnorodnych aktywności (czyt. znaki zapytania) i po jakichś pierwszych 80 godzinach już sam byłem nieco zmęczony tym że idę upolować po raz piąty to samo zwierzę alfa, wyzwalam warownie która co druga wygląda dokładnie tak samo, uwierzcie mi ten sam układ przeciwników, skrzynek czy też klatek do otworzenia. Kończąc ostatnie dwie lokacje naprawdę odetchnąłem z ulgą że to już koniec, bo miejscami byłem już naprawdę zmęczony. Sama walka natomiast jest bardzo przyjemna, i na tyle przebudowana że nie czułem kalki tego co dostaliśmy w Origins, walczy się lepiej i przyjemniej, na początku gry nie trudno o zgon, i do większości przeciwników naprawdę trzeba podchodzić z rozmysłem najlepiej zabijając każdego z ukrycia dodatkowo chowając ciała bo akurat tutaj przeciwnicy głupi nie są widząc poległego kompana od razu alarmują innych zbierają się w grupki i takowych bardzo ciężko jest już podejść nie mając wymaksowanych umiejętności, na dodatkowy plus warto dodać że w Odyssey czuć że na pewnym etapie rozgrywki jesteśmy naprawdę mocarnym bohaterem, nic nie stoi na przeszkodzie aby wparować do warowni i zrobić naszym przeciwnikom, jesień z pośladków starożytnej Grecji. Umiejętności są efektowne, wyglądają świetnie, a w samych finisherach czuć ogromną moc. To było naprawdę przyjemna. Wybór oręża jest również całkiem spory. Od zwykłych mieczy, czy też ciężkie młoty, po kostury, na włóczniach kończąc jednym słowem jest w czym wybierać, Chociaż tutaj bez większych zmian względem Bayeka, a szkoda bo mieczy dwuręcznych rodem z Monster Huntera naprawdę mi brakowało. :)

Graficznie Odyssey prezentuje równie piękny obraz jak w przypadku Origins, jednak o wiele usprawniony i śmiem twierdzić że o wiele bardziej złożony i zróżnicowany, na ogromną pochwałę z pewnością zasługuje fizyka wody która tutaj naprawdę potrafi rozkochać nie jednego zwolennika szczegółowości sam przyznam że w niektórych momentach przystawałem na plaży aby podziwiać piękno morskich fal. Sama roślinność również wygląda pięknie, na uwagę zasługuje fakt że w poprzedniej odsłonie Assassin's Creed naprawdę nie wiele było terenów w których mogliśmy podziwiać zielone piękno, bo przecież wiadomo że Egipt słynie głównie z całej masy piasku. W lesie naprawdę czuć klimat, wzrok nie jednego dzika na plecach. 

Muzyka to kompletne arcydzieło, piękne szanty śpiewane przez naszą załogę na statku, i tutaj warto wspomnieć że tylko od nas samych zależy czy usłyszymy jej męski czy też damski odpowiednik, a to wszystko zależy tylko od tego jaką ekipę przypiszemy do naszego statku. Kapitalna dbałość o tak nieistotny szczegół. Sama muzyka podczas eksploracji mimo że powtarzalna pozwala się wczuć w niesamowity klimat, a jeden z utworów występujący w jednej z końcowych cutscenek naprawdę zapadł mi w pamięci. Podsumowując, Assassin's Creed: Odyssey to kapitalna produkcja, pełna wspaniałej zawartości od fabuły która jest przyjemna i buduje naprawdę świetny klimat, po kapitalne zadania poboczne które naprawdę można rozwinąć o kilka kolejnych godzin. Graficzna petarda, świetna muzyka i piorunująco przyjemny gameplay. Mimo że seria nieco zbłądziła i w nowej odsłonie zakapturzonych zabójców tutaj niewiele, tak na podróż do wirtualnej Grecji jak najbardziej was zapraszam. Z mojej strony to już wszystko. Zapraszam was gorąco do dzielia się informacjami co wy ogrywacie w ten weekend. Cześć!

Tagi: assassins creed: origins Piątkowa GROmada reinvented

Oceń notkę
+ +41 -

Emma Watson
Oceń profil
+ +117 -
Reinvented
Ranking: 244 Poziom: 56
PD: 22890
REPUTACJA: 14726