SKLEP

Blog użytkownika Caladean

Caladean Caladean 12.11.2017, 18:53
Pół roku z Nintendo Switch - wrażenia i wspominki
1141V

Pół roku z Nintendo Switch - wrażenia i wspominki

Życie czasami bywa przewrotne. Jakby mi ktoś w styczniu powiedział że większą część roku spędzę zagrywając się na konsoli od Nintendo to bym się po głowie popukał. Lubie Nintendo, ale od dawna nie było mi z nimi po drodze, zwłaszcza jeśli chodzi o konsole stacjonarne. Kontrolery ruchowe w Wii, nieudane WiiU, marne wsparcie w PL itd. Mimo że posiadałem ich handheldy to w kwestii dużych konsol bardziej kolegowałem się z Sony. Więc jak to się stało że większość część roku grałem na konsoli od N?

Zaczęło się niewinnie

 

Zakup Switcha był w sumie trochę niespodziewany i spontaniczny, a zaczął się od... poważnych planów zakupu WiiU. Wcześniej pojawiały się mało poważne myśli o zakupie tej konsoli (z reguły poprzedzone zapowiedzią jakiejś fajnej gry), ale nigdy nie było to nic wiążącego. Faktyczne poszukiwania zainicjowały dwa wydarzenia: pojawienie się konsoli u mnie w firmie i premiera nowej Zeldy. Firma w której pracuje stara się być wyjątkowo user-friendly i postanowiła nam sprezentować jakąś konsolę, co byśmy mogli sobie robić przerwy od klepania kodu i zrelaksować się na kilkanaście minut przy wspólnym graniu. I nie, nie kupili nam WiiU, kupili nam PS4. Ale jako że dostaliśmy zielone światło na pojawienie się sprzętu grającego w firmie, sprawiliśmy sobie również zabawkę od Nintendo. I co ciekawe, okazało się że ten drugi sprzęt jest dużo bardziej oblegany. W tym również przeze mnie. Ilość typowo imprezowych gier pokroju Mario Kart, Smash czy Mario Party pokazała mi całkiem inne podejście do grania w gry, stawianie na fun i czystą zabawę, coś czego w sumie od dawna nie doświadczałem w gąszczu gier z dorosłą fabułą, moralnymi wyborami i innymi pseudo mądrymi frazesami. Grami które są teraz modne i wyznaczają trendy. Drugi katalizator to właśnie Zelda. Pierwsze zapowiedzi nie ruszały mnie jakoś specjalnie, ale jak gra się ukazała i zacząłem oglądać gameplaye to oszalałem na jej punkcie. No a że WiiU było tańszą alternatywą żeby sobie w to zagrać to rozpocząłem poszukiwania.

...które jakoś specjalnie owocne nie były. Bo okazało się że premiera Zeldy, w połączeniu z naprawdę niewielką ilością konsol WiiU w Polsce (znalazłem nieoficjalne kalkulacje mówiące o kilkuset egzemplarzach) wywindowały ceny do absurdalnych wartości. Używane konsole latały po portalach aukcyjnych po 1100-1300 zł, z reguły w zestawach z samym tylko tabletopadem i niczym więcej. Jak tylko pojawiała się jakaś okazja to z reguły schodziła w kilka minut. A że hype na Zeldę rósł zamiast maleć to do rozważań wrzuciłem Switcha. No bo tak, czy lepiej dać 1300 za konsolę która co prawda ma już całkiem fajną bazę gier ale jest martwa, nic na nią nie wychodzi a gry i sprzęt są coraz trudniej dostępne? Czy może dorzucić 200 zł. i kupić konsolę nową, ale bardziej przyszłościową, z gwarancją i większą szansą na sukces, która natomiast nie ma wielu gier w które zagrałbym na WiiU (Fatal Frame, Smash itd). No i to jednak handheld, a z tych się doszczętnie wypstrykałem sprzedając DSa i PSP. I ostatecznie padło na opcję drugą. W przeddzień urodzin postanowiłem sobie zrobić prezent i pojechałem do lokalnego elektromarketu po Nintendo Switch Starter Pack, czyli konsolę, Zeldę, jakiś pokrowiec i szkło ochronne na ekran. Z takim zestawem wróciłem do domu i rozpocząłem ponownie swoją przygodę z konsolą Japończyków.

 

Ale powoli...

 

 

Najpierw trochę na temat samej konsoli. Ogólnie zawartość pudełka była moim zdaniem ok. Stacja dokująca, dwa joy-cony, grip robiący z nich pada, przewód HDMI brandowany logiem Nintendo, no i sama konsolka. Ta na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykły tablet z dziwnymi szynami po bokach, ale jednocześnie jest bardzo poręczna i kompaktowa jak na swoje rozmiary. Zarówno konsola jak i joycony sprawiały wrażenie solidnych i dobrze wykonanych. Niestety nie da się tego powiedzieć o stacji dokującej, która wygląda jak bryła taniego, chińskiego, rakotwórczego plastiku. Żadnych gumowanych warstw chroniących ekran przy wsuwaniu (do tego wrócę później), żadnych dodatkowych przycisków usprawniających korzystanie z zadokowanej konsoli, nic. Kawałek plastiku z HDMI i USB. Za docka niestety od razu wpadł minus. W ogóle odniosłem wrażenie że konsola jest jakby mało przemyślana i ma sporo innych, upierdliwych niedoróbek. Na pewno należy wymienić brak dodatkowego kanału Bluetooth do podłączenia słuchawek bezprzewodowych. Kurde, przecież już PS Vita miała taką możliwość te kilka lat temu. Konsola super sprawdza się jako handheld (lepiej niż jako stacjonarka), ale brak możliwości sparowania jej ze słuchawkami bezprzewodowymi to błąd. Kolejne braki widać w sofcie konsoli, który jest niesamowicie wręcz ubogi. Prócz eshopu, albumu ze screenshotami i możliwością uruchamiania gier to praktycznie nic tam nie ma. Żadnej przeglądarki internetowej, klientów YT, Twittera czy Facebooka, żadnych aplikacji dodatkowych, nic kompletnie. Nintendo nawet nie zaimplementowało swoich własnych patentów jak np. dokładne śledzenie czasu w grach. A  miał to nawet 3DS! Część z tych rzeczy teoretycznie miała zastępować aplikacja na smartfona, ale po pierwsze, to nie wiem czemu to rozdzielać i pozbawiać konsoli części przyjemnych funkcji, a po drugie apka też mocno kuleje i sporo rzeczy w niej nie ma. No i niestety, ale inżynierzy Nintendo dalej tkwią chyba w czasach PS2 i nie dali nam praktycznie żadnych opcji społecznościowych. Niby jest lista znajomych ale nie wyślesz do nikogo wiadomości, nie zaprosisz do gry, nie utworzysz pokoju do rozmów (bez aplikacji na smarta). Ot możesz podpatrzeć kto w co gra i tyle. Wielki, naprawdę wielki krok wstecz nie tylko w porównaniu do innych konsol na rynku, ale nawet w stosunku do WiiU! O takich rzeczach jak Virtual Console też można zapomnieć.

Dobra, ale czy konsola ma same tylko błędy? Absolutnie nie! Rzeczy które wymieniłem są lekko niezrozumiałe bądź upierdliwe ale nie świadczą o tym że konsola jest zła czy nieudana. Co najwyżej pokazują że twórcy wyjątkowo spinali się z premierą. Do tego sporo wad to tak naprawdę kwestie które może naprawić aktualizacja softu. Warto też zaznaczyć że konsola była krytykowana za rzeczy które tak naprawdę nie miały miejsca. Chociażby twierdzenia że konsola rysuje się przy wkładaniu w docka. Owszem, jak ktoś tłucze nią jak porąbany to jakaś rysa się załapie, jednak sam od kwietnia regularnie wkładam i wyjmuje ją nawet kilka razy dziennie i nie ma na niej ani jednej ryski. Nie rozumiem też narzekania na umiejscowienie portu słuchawkowego na górze, skoro to właśnie ta krawędź wystaje ze stacji dokującej. Wyjątkowo rozdmuchany był również problem z desynchronizacją joyconów. Sam nieszczęśliwie trafiłem na taki właśnie "upośledzony model", ale jest to na tyle mało uciążliwe że nawet nie chce mi się tego reklamować. Ot raz na kilka(naście) godzin gałka przestanie reagować na 2-3 sekundy. Nic tragicznego, poza tym serwis gwarancyjny wymienia joycony na nowe, z tego co słyszałem. A pomijając te wszystkie wady to konsola jest świetna i naprawdę solidnie zrobiona. Do tego świetnie działa jako hybryda. Po wpięciu/wypięciu konsoli w dock obraz przeskakuje błyskawicznie, także można bez najmniejszych przerw kontynuować granie w dowolnym trybie. Sama konsola działa podobnie jak smartfon, przez co wystarczy ją wybudzić i od razu jest gotowa do grania, bez zbędnego czekania na bootowanie systemu. I co ciekawe, praktycznie w ogóle nie ciągnie wtedy prądu, kilka razy miałem ją prawie cały dzień w plecaku i po skończeniu pracy i powrocie do domu miałem tylko kilka procent mniej niż kiedy ją do tego plecaka pakowałem. Wynik naprawdę niezły.

No ale dobra, przejdźmy w końcu do gier, bo to to jest w tym wszystkim najważniejsze. Konsola konsolą, sprzęt sprzętem, ale to nie jakość plastików sprawiła że prawie codziennie siedziałem do późnych godzin nocnych i próbowałem się oderwać od grania. Nintendo zrobiło ciekawy ruch i jakby wyskoczyło z samonakręcającej się pętli technologicznej w którą wpadło Sony i MS. Podczas gdy konkurencja coraz mocniej tłucze się na rozdzielczość, tekstury i technikalia, Nintendo tworzy sprzęt który pod względem mocy można przyrównać co najwyżej do poprzedniej generacji. Ma to dwa bardzo fajne i bardzo ciekawe skutki. Po pierwsze, Nintendo nie może startować w wyścigu technologicznym, więc musi zachęcić potencjalnych graczy czymś innym. Ciekawą mechaniką, interesującą fabułą, zachęcającym i oryginalnym gameplayem. Technicznie żadna gra nie podskoczy nawet do pierwszego Xboxa 1, więc limity graficzne trzeba nadgonić pomysłami. I to wychodzi jak na razie świetnie, ale szerzej opowiem o tym przy grach w które grałem. Drugi efekt słabszych podzespołów to skrócenie procesów wydawniczych. Silne konsole to nie tylko więcej mocy do rozdysponowania ale również więcej pracy. Nad dokładniejszymi modelami, efektami, teksturami w wysokiej rozdzielczości, nawet grafikami interfejsu. Brak mocy = mniej pracy nad technologią. Oczywiście nie znaczy to od razu że gry będą powstawać w dwa tygodnie, bo scenariusz czy skrypty same się nie napiszą, ale same gry mogą powstawać zauważalnie krócej i ważyć mniej. Zwłaszcza że Nintendo nigdy nie próbowało cisnąć w fotorealizm i ich bajkowe stylizacje pomagają ukryć mniej zaawansowane technicznie gry. No i mówcie co chcecie, ale kurde, to działa! Jak już wspomniałem na początku, najwięcej czasu w tym roku spędziłem właśnie przy konsoli Nintendo. Po raz pierwszy od bardzo dawna czułem taki zwykły fun, czystą radość z grania. Orgie wizualne mają swoje plusy, ale mainstreamowe gry wpadły w pewną stagnację i powtarzalność ze swoimi otwartymi światami czy survival/crafting/early access. Nintendo oferuje całkiem inne doznania i zamiast skupiać się na wypalających oczy technikaliach poszli w ciekawe pomysły gameplayowe. Ale te już przedstawię na poszczególnych przykładach, czyli...

 

W co grałem

 

Postaram się skupić na samych grach od Nintendo, dlatego że one są w tym wszystkim najważniejsze. Switchowi udało się dokonać jeszcze kilku innych rzeczy, np. przekonać mnie do grania w indyki, które paskudne na dużym ekranie, rozwijają skrzydła na handheldowym ekraniku. I mimo że sporo ze switchowego czasu zabrały mi takie gry jak genialne Axiom Verge czy Stardew Valley, to jednak odpuszczę pisanie o tym. No i nie będą to jakieś recenzje czy coś, po prostu opinia dlaczego akurat te gry mną zawładnęły. Na pierwszy rzut leci:

 

The Legend of Zelda: Breath of the Wild

 

 

Gierka która tak naprawdę spowodowała to całe zamieszanie. Początkowo jakoś mnie nie ruszała, nie chciało mi się wierzyć w zapowiadaną jakość na WiiU (na które gra początkowo została zapowiedziana), a informacje o przeniesieniu tej serii w otwarty świat niespecjalnie mnie podniecały. No ale w końcu gra się ukazała a ja zacząłem czytać recenzje, opinie i oglądać gameplaye. No i się zakochałem. Mimo że akcja gry rozgrywa się w otwartym świecie to jest to całkiem inny otwarty świat niż widzieliśmy do tej pory. Tak na dobrą sprawę tak mogłaby wyglądać pierwsza część Zeldy (ta NESowa) gdyby ukazała się w dzisiejszych czasach. Mamy krótki tutorial uczący nas podstaw poruszania się, dostajemy podstawowe umiejętności i runy i wyruszamy w świat, w którym tak naprawdę robimy co chcemy. Nikt nas nie prowadzi za rączkę, nikt nie pokazuje gdzie mamy iść dalej, z kim porozmawiać itd. W ogóle to jest to chyba jedna z niewielu tak naprawdę nieliniowych gier. Przyjęło się że gry takie jak np. Wiedźmin 3 są nieliniowe, ale jednak składają się one z sekwencji kolejnych questów a wpływu na fabułę tak naprawdę nie mamy, bo jeśli coś się musi wydarzyć to się wydarzy, a losy postaci zawsze poznamy w podobny sposób. W Zeldzie tak naprawdę w miarę obowiązkowy jest tylko tutorial, który można oznaczyć jako punkt startowy naszej przygody, mamy punkt końcowy w postaci pokonania Calamity Gaonon a wszystko pomiędzy tak naprawdę zależy od gracza. Nawet główne questy są w większości nieobowiązkowe, możemy pomijać całe etapy i sekcje w grze i nie uniemożliwi nam to progresu. Jak ktoś jest kozak to może iść nawet prosto na Ganona, droga wolna. W całej tej wolności gra nie zapomniała o tle fabularnym, a historia, mimo że niespecjalnie oryginalna, robi niezły background i sprawia że gra nie jest tylko symulatorem zwiedzania świata. Także nieliniowość i otwartość to jedna rzecz, kolejna to mechanika i masa zależności pomiędzy postacią a elementami środowiska. Potrzebujesz przejścia przez przepaść? Zetnij drzewo, jak się przewróci to zrobi most. Potrzebujesz ognisko? Rzuć gałęzie na ziemię i zapal (ale pamiętaj że jak pada deszcz to zgaśnie). Masz jakąś zagadkę z wykorzystaniem elektryczności? Pamiętaj że metal dobrze przewodzi prąd, na pustyni jest ciepło więc lepiej założyć coś lekkiego, ale już noce są zimne i trzeba cieplej się ubrać. Mógłbym stworzyć wpis podobnej długości, wymieniając tylko to co można zrobić w tej grze a i tak bym nie wymienił wszystkiego. Dość powiedzieć że od premiery minęło kilka ładnych miesięcy a ja dalej dowiaduję się całkiem nowych rzeczy które można zrobić. Sam otwarty świat również kładzie mocny nacisk na zwiedzanie, nie jest to jednak odhaczanie haczyków niczym z Assassin's Creed. Co prawda mamy wieże na które musimy się wspiąć, ale służy to tylko odblokowaniu topografii terenu, nie pokazują nam się miejsca w które możemy zajrzeć. Te musimy znaleźć sami, niektóre są widoczne wprost, niektóre wymagają nieco kombinowania, ale jak w całej grze, nikt nic nam na tacy nie podaje, wszystko musimy odkryć i oznaczyć sobie sami. Gra miała trochę wad (chociażby durny system niszczenia się oręża), ale ogólnie to moje niekwestionowane GOTY i pierwsza gra od czasów pierwszego Dark Souls w którą tak wpadłem.

 

Splatoon 2

 

 

Największą wadą gier sieciowych, zwłaszcza shooterów, jest wysoki próg wejścia. Owszem, można wbić i casualowo sobie postrzelać, ale zawsze trafimy na jakiegoś 11-latka który sponiewiera nas niczym śmiecia, poniży i napisze na koniec "lol l2p noob". Każda sieciowa gra wymaga jednak jakichś konkretnych umiejętności, czy to shooter, czy wyścigi czy bijatyka. Jak więc zrobić grę w którą zagrają nawet casuale? Trzeba zrobić Splatoon. Pomysł na grę jest prosty, trzeba zebrać wszystkich graczy, nawet tych którzy nie potrafią grać, i dać im coś do roboty. Tym samym gracze którzy mają jakieś wyższe, manualne umiejętności mogą walczyć na pierwszej linii, podczas gdy ci mniej sprawni stoją z tyłu i zajmują się malowaniem podłogi. Tak, to gra w której chodzi o chlapanie farbą i zamalowywanie mapy, wygrywa ten który na koniec czasu ma więcej swojego koloru. Pomysł banalny w swojej prostocie ale świetny, bo pozwala się bawić tak naprawdę wszystkim. Grze jednak przeszkadza słaba warstwa socjalna Nintendo. Ciężko jest np. zagrać ze znajomymi, upierdliwy czat głosowy (obsługiwany przez aplikację mobilną) bardziej nie działa niż działa, do tego gra ma sama w sobie kilka głupich rozwiązań, np. niepotrzebna rotacja map (w danej godzinie gramy tylko na jednej z dwóch). Ale ogólnie to bardzo fajna i pomysłowa gierka która ukradła mi kilkanaście godzin życia. Niestety, jej prostota i brak jakiegoś głębszego celu ostatecznie trochę mnie znudziły.

 

Mario Kart 8

 

 

Krótko: chyba nie ma obecnie lepszej gry imprezowej na NS. Banalne zasady, responsywne sterowanie, ładna, kolorowa grafika i możliwość grania nawet we 4 graczy na jednej konsoli. Giera do której może zasiąść absolutnie każdy i niemal z przyłożenia bawić się dobrze. Z drugiej strony, gra ma kilkanaście postaci i możliwości poskładania bolidu, przez co w grze sieciowej wymaga naprawdę dobrej znajomości tras i naszego pojazdu żeby zająć miejsce na podium. Kiedyś grałem w to więcej, ale ostatnio odpalam głównie jak znajomi wpadną :)

 

Mario & Rabbids

 

 

Ubisoftowe kórliki i Mario? Połączenie na pierwszy rzut oka kompletnie bez sensu, ale w tym szaleństwie jest pomysł. Gra to taktyczna gra turowa która na pierwszy rzut oka przypomina trochę serię X-Com. Ale to naprawdę mylne wrażenie. Owszem, gra czerpie trochę pomysłów z taktycznej serii o walce z kosmitami, ale znów stara się tworzyć coś nowego i pomysłowego, tworząc i realizując pomysł "co by się stało jakbyśmy zrobili turową platformówkę". W grze kontrolujemy zespół złożony z maksymalnie 4 postaci, zarówno z uniwersum Mario jak i kórlikowego. Cały fun polega na tym że w jednej turze możemy wykonywać nawet kilka ruchów, zamykając całe mecze nawet w 3-4 turach. No bo tak, bierzemy postać, przemieszczamy ją w miejsce w którym jest przeciwnik, kopiemy go, wracamy, wybijamy się od innego towarzysza na wyższy poziom, chowamy się za osłoną, strzelamy do innego przeciwnika, odpalamy jeszcze jakiś skill i przechodzimy do następnej postaci. Tura to po prostu festiwal skoków, kopniaków i strzałów a dobrze poprowadzona postać może w jednej turze zadać nawet kilkanaście punktów obrażeń kilku przeciwnikom, przy okazji przemierzając pół mapy. Do tego cała otoczka inspirowana Mario, czyli różnokolorowe światy, eksploracja z prostymi zagadkami logicznymi, rozwijanie postaci itd. Z potencjalnie idiotycznego pomysłu wyrosła całkiem sensowna i oryginalna strategia turowa która nadaje się idealnie na kilkuminutowe sesje jak i długie posiadówki. No i gra ma opcjonalnego co-opa, także można sobie powalczyć we dwoje.

 

Super Mario Odyssey

 

 

Najnowszy nabytek w mojej kolekcji. Gra na którą w sumie nawet nie czekałem, kupiłem ją trochę z ciekawości "o co tyle hajpu". No i już się dowiedziałem. Gra to niemalże platformówkowy ideał! Masa pięknie i pomysłowo stworzonych światów, bardzo przyjemnych wyzwań zręcznościowych i naprawdę dużo contentu. Samą grę da się przejść w 10 godzin, jednak dopiero po przejściu zaczyna się prawdziwy fun. Odblokowują się wszystkie światy, wszystkie wyzwania i dodatkowe aktywności, których nie ma w podstawowej grze. No i niby jest to tylko zbieranie księżyców po światach, ale nie jest to Ubisoftowe czy Horizonowe "odhaczanie znaczków", oj nie. Księżyce są bardzo sprytnie pochowane i niczym w ostatniej Zeldzie musimy szukać, kombinować, albo łamać sobie palce na przeróżnych etapach zręcznościowych czy łamigłówkach przestrzennych. Zebranie wszystkiego to nie lada wyzwanie bo trzeba się wykazać naprawdę niezłą zręcznością i pomysłowością. W osiągnięciu celu pomaga nam nasza czapka za pomocą której przejmujemy i kontrolujemy przeciwników. Wprowadza to kolejne możliwości w tworzeniu coraz to bardziej zróżnicowanych zagadek, bo o ile w samej "fabule" mamy większość księżyców podane na tacy, o tyle później trzeba się czasami zadumać jakie umiejętności użyć żeby dorwać się do naszego upragnionego księżyca. Także gra niemalże idealna i spokojne 9,5/10. Na razie skończyłem całą fabułę i wymaxowałem dwa światy, ale w przyszłym roku planuję zabrać się za zbieranie księżyców i zrobienie całości.

Chyba tyle z gierek. Co prawda był jeszcze Fire Emblem: Warriors, ale to w sumie typowe Musou, podlane lekko taktycznymi naleciałościami z podstawowych FE (zależności broni, kontrolowanie jednostek na mapie itd.). Także myślę że ogólnie całkiem spoko zestaw jak na tak młodą konsolę. Bo tak naprawdę każda gierka oferuje coś ciekawego, nowego i oryginalnego. A to tylko początek, bo jeszcze lepiej zapowiada się...

 

Przyszłość...

 

bo tak naprawdę to Nintendo nawet nie wyciągnęło jeszcze najsilniejszych dział. Zelda to niewątpliwie killer, ale jest też dostępna na WiiU, Splatoon 2 to w sumie duży dodatek to jedynki a MK8 to również remake z poprzedniej konsoli N. Jak ktoś miał bądź ma WiiU to na NS zostają w sumie bardzo specyficzne kórliki i Mario. Przyszłość jednak jawi się bardzo różowo. Tuż za rogiem wychyla się już nowy Xenoblade, który ma szansę pozamiatać fabularnie niemniej niż jedynka. Niedawno wydane demo Project Octopath Traveller pokazuje naprawdę świetnego, klasycznego jRPG od autorów Bravely Default (ze swoją dawką ciekawych mechanik, jak charakterystyczne postacie ze swoimi unikatowymi umiejętnościami). Mamy zapowiedź Metroida, mamy zapowiedź nowych Pokemonów, dziesiątki różnych przecieków i zapowiedzi. Jeśli Nintendo utrzyma taką tendencję jak w tym roku i będzie wydawać przynajmniej jeden duży tytuł miesięcznie to sprzedaż popłynie jak szalona. Czego sobie i wam życzę, a konsolę polecam, bo po stokroć warto.

Na tym koniec, bo trochę za bardzo się rozpisałem. Podsumowując, Nintendo Switch przywróciło mi trochę radość z grania. Na chwilę zapomniałem o tych wszystkich wojnach i wojenkach konsolowych, o lootboxach, o nudnych otwartych światach czy kolejnych shooterach. Na chwilę mogłem znów poczuć się jak dzieciak który siedział z oczami wlepionymi w ekran telewizora na którym setny raz przechodziła się Contra czy Mario. Polecam przynajmniej na chwilę odwrócić się ok "for kej" i "cinematic experience" i spróbować czegoś innego i ciekawego.

Tagi: gierki mario mario kart nintendo nintendo switch rabbids splatoon wspominki zelda

Oceń notkę
+ +49 -

Oceń profil
+ +44 -
Caladean
Ranking: 161 Poziom: 54
PD: 20889
REPUTACJA: 12659
Miesięcznik PSX Extreme