Blog użytkownika Caladean

Caladean Caladean 29.03.2016, 15:59
Resident Evil 4 - recenzja
2750V

Resident Evil 4 - recenzja

Gdyby ktoś mnie zapytał o moją ulubioną serię gier, bez chwili wątpienia wskazałbym Resident Evil. Przeszedłem chyba wszystko co ma RE w nazwie, włącznie z pasztetami pokroju Gun Survivor czy Dead Aim, przecierpiałem tragiczne filmy, na półce mam całkiem nie najgorsze komiksy a niektóre części mam w 2-4 kopiach. Do tego jestem bardzo bezkrytyczny wobec tej serii, co objawiło się chociażby przy mojej recenzji RE6. Taki fanboj ze mnie, o! A gdybym miał wskazać ulubioną część, bez wątpienia byłoby to Resident Evil ...2. Z tym że dwójką zajmiemy się innym razem, teraz czas na czwóreczkę, drugą licząc od góry najlepszą częścią RE jaka ujrzała światło dzienne.

Ale najpierw nieco historii. Jeśli ktoś tworzyłby artykuł o grach powstających w bólach i cierpieniu, to RE4 spokojnie można by było postawić jako naczelnego męczennika branży. Czwórka była wielokrotnie przerabiana, przemodelowana, tworzona od podstaw tylko po to, żeby później całkowicie skasować wszystkie dokonania i zacząć od początku. Jednak w pewnym momencie coś się ruszyło: udało się stworzyć konkretny projekt, napisać ponad połowę gry, udostępnić pierwsze trailery i screeny by ostatecznie... znów skasować cały projekt. Wczesna wersja RE4 (nazywana często RE3,5) prezentowała się świetnie, z tym że nie pasowała za bardzo do koncepcji serii. Gra przedstawiała historię zarażonego wirusem Leona S. Kennedy'ego który próbował uratować znaną z RE2 Sherry Birkin, dziewczynkę porwaną przez tajemniczy kult. Największym problemem tej wersji było to, że gra bardziej przypominała Silent Hill niż RE. Wszędzie było ciemno, widzieliśmy tylko to co oświetliła nam latarka, główny bohater co krok doświadczał dziwnych majaków i walczył z duchami oraz demonami. Do tego polityka Capcomu nie do końca pokryła się z wizją ówczesnego projektanta, Shinjiego Mikamiego, który to widział że popularność gier spod szyldu Biohazard spada i czwórką chciał zakończyć wszystkie wątki i zamknąć serię. Japończycy jednak mieli trochę inne plany i zlecili ponowne przerobienie całej gry. I tak oto powstał RE4 w takiej formie w jakiej znamy go dzisiaj, a zażenowany całą sytuacją Mikami zwinął zabawki i odszedł szukać szczęścia poza Capcomem. Ze starego RE3,5 zostały tylko wspomnienia i wycinki gameplay'ów na Youtube (zalinkowane niżej).

 

 

Czy to źle?

Zależy. Moim zdaniem absolutnie nie. Resident Evil 4 to część niesamowicie wręcz dobra, ale przy okazji bardzo kontrowersyjna. Przede wszystkim mało w niej Residenta. Gra niemalże pod każdym względem zrywa ze swoimi przodkami, zarówno pod względem fabularnym jak i samej rozgrywki. Umbrella upadła, Wesker zniknął bez śladu, nie ma już Raccoon City, nie ma zombiaków, nie ma STARS, nie ma RPD. Nie ma też sztywno zawieszonych ujęć kamery, niedokładnego celowania i biegania sto razy po tych samych pokojach, raz z kluczem, raz bez klucza. Są maszyny do pisania, roślinki lecznicze, czasem pojawia się jakieś echo dawnych wydarzeń, jednak całość to coś całkiem nowego. Najważniejszym pomostem łączącym część czwartą z poprzednikami to bohater: Leon S. Kennedy. Nie jest to jednak znany z dwójki policjancik o zawyżonym poczuciu obowiązku. Teraz to doskonale wyszkolony agent do zadań specjalnych, człowiek podlegający tylko samemu prezydentowi. Zostaje on wysłany do Hiszpanii, gdzie wg amerykańskiego wywiadu znajduje się obecnie córka prezydenta, porwana przez członków tajemniczej sekty (czyli jednak patenty z RE3,5 nie umarły tak do końca). Cała fabuła kręci się właśnie wokół Leona, prób uratowania Ashley, oraz Las Plagas - pasożyta, przy którym wirusy z poprzednich części to lekkie przeziębienie. Sprawdźmy jednak co konkretnie gra ma do zaoferowania, że mimo kompletnego odcięcia się od poprzedników jest uważana przez wielu za survival horror idealny i najlepszą część serii?

resident-evil-4-hd-na-pc_4b7d.jpg

Przede wszystkim to gra zmieniła całkowicie podejście do survival horrorów, ustalone co prawda przez klasyczne Alone in the Dark, ale skonkretyzowane dopiero przez Capcom, a wykorzystywane przez praktycznie wszystkie survivale epoki PSX i PS2, od Silent Hill przez Clock Tower 3 aż po Kuon. W poprzedniczkach naszym głównym zadaniem było bieganie po z góry określonych strefach (takim półotwartym świecie), szukanie kluczy i w miarę możliwości unikanie walki. Amunicji było mało, nóż zadawał mizerne obrażenia, a ociężałość zombie tylko zachęcała do sprytnego przemykania pomiędzy nimi i oszczędzania cennych magazynków. Zapomnijcie o tym wszystkim, teraz pojedyncze zombiaki zostały zastąpione przez Ganados - hostów las Plagas, wspomnianego we wcześniejszym akapicie pasożyta. Istot sprawnych tak, jak sprawni potrafią być ludzie i inteligentnych, na ile pozwalała wydajność ówczesnych konsol. Ganados planują swoje ruchy, jeśli zamkniesz się w budynku, wyważą okna, jeśli zastawisz je dodatkowo szafą, przystawią drabinę, jeśli uciekniesz na dach, będą rzucać w ciebie toporami i nożami, podczas gdy inna grupa będzie szukała wejścia. Niczym mrówki będą biegać wokół ciebie, zastawiać Leonowi drogę i sprawiać że zimny pot będzie lał się po plecach podczas desperackich prób ucieczki. To już nie jest straszenie trupem z szafy, to czyste uczucie zaszczucia i braku możliwości walki wobec przeważających sił wroga. Idealnie odzwierciedla to pierwsza poważna potyczka, w wiosce, gdzie w pewnym momencie jesteśmy już tak przyparci do muru że pozostaje nam tylko rzucić pada i czekać na śmierć... która nie nadejdzie. Oczywiście bardzo mocno naciągam, bo w porównaniu z niektórymi dzisiejszymi grami aż takich emocji już nie ma, ale te 10 lat temu (przypominam że oryginał na GCN wyszedł początkiem 2005 roku) robiło to niemałe wrażenie i do dziś pamiętam swoją pierwszą walkę z chytrymi wieśniakami czy uzbrojonymi najemnikami.

33118_1_90b2705aa3.jpg

Jednak nie bylibyśmy w stanie nic zrobić, gdyby gra nie przeszła poważnego liftu pod względem samego gameplay'u. I tak jak już pisałem wcześniej, pomysł ze sztywno zawieszonymi ujęciami kamery poszedł do kosza. Zamiast tego akcję cały czas obserwujemy zza pleców naszego bohatera i stale mamy pełny obraz sytuacji. Swoją drogą mogę się mylić, ale to chyba jedna z pierwszych gier które spopularyzowały widok TPP w którym nasza postać widoczna jest od pasa w górę i zajmuje któryś róg obrazu. Coś świeżego i innego niż Tomb Raider czy inny Syphon Filter, w których widzimy całą postać w centralnym punkcie monitora. Mało tego, Leon stał się dużo sprawniejszy niż w poprzednich częściach. Potrafi teraz zastawiać drzwi meblami, zrzucać drabiny przystawione do budynków, niczym Chuck Norris przywalić przeciwnikowi z soczystego półobrotu czy wyskoczyć z okna oblężonego budynku. Potrafi też w końcu porządnie przycelować, co dzięki fenomenalnie jak na tamte czasy zrealizowanym hitboxom nieraz pomaga nam wyjść z sytuacji krytycznych. Nie ma żadnego problemu z ogłuszeniem przeciwnika strzałem w głowę (później mało opłacalne), powaleniem go na ziemię strzałem w kolano, wybiciu mu broni z ręki czy nawet zestrzelenia lecącej w naszą stronę siekiery. Co prawda Pan Kennedy nadal nie potrafi przeskoczyć pudełka zapałek czy przykucnąć, a wszystkie te "interaktywne" elementy są tylko w z góry określonych miejscach ale skok jakościowy jest niewątpliwy i gra była kilometrowym krokiem w porównaniu do statycznych części 1-3.

Gra została przebudowana nie tylko w kwestii samego gameplay'u, ale również w wielu pomniejszych szczegółach. Co prawda nadal mamy do czynienia z lekkim backtrackingiem, jednak pojedyncza, duża lokacja została zastąpiona kolejnymi, liniowo zwiedzanymi poziomami: wioską, zamkiem, kopalniami, prywatną wyspą głównego złego itd. Zapomnijcie też o skrzynkach do przechowywania przedmiotów, teraz Leon ma przy sobie podręczną walizkę, w której wzorem gier w stylu Diablo układamy nasze cenne zasoby. Broni jest zauważalnie więcej, i dodatkowo możemy je ulepszać u pewnego wesołego kupca za zdobywaną po drodze walutę. Możemy też sprzedawać znalezione podczas gry skarby a zarobioną kabzę trwonić na kolejne ulepszenia naszego oręża. Można też zapomnieć o zagadkach i łamigłówkach. Te co prawda nadal występują, ale dzielą się na proste i banalnie proste. Z reguły wystarczy przestawić jakieś dźwignie albo ustawić elementy w odpowiednim układzie i tyle, nic nad czym trzeba by było myśleć. Z rzeczy przeniesionych z poprzedniczek można wyróżnić zapisywanie gry przy maszynach do pisania i apteczki występujące w formie roślinek, które możemy ze sobą mieszać, tworząc w ten sposób silniejsze leki. Reszta to całkiem nowa jakość i nowe pomysły.

RE4%20Screenshot%202-620x.jpg

Również pod względem zawartości było całkiem dobrze, zwłaszcza dla tych co pamiętają bardzo biedną pod tym względem trójkę. Sama kampania starczy spokojnie na jakieś 15 godzin, a w samej kampanii mamy jeszcze strzelnicę do odblokowania kapsli i trochę sekretów do znalezienia. Prócz tego gra zawiera dodatkowy scenariusz w której kierujemy Adą Wong (dokładnie to dwa scenariusze, w jednym widzimy akcję podstawowej kampanii z innej perspektywy, w drugim zbieramy informację o bohaterach gry). No i pojawił się całkiem przebudowany tryb Mercenaries, w którym odpieramy atakujące nas fale wrogów. W nim też mamy nieco postaci do odblokowania i rekordów do nabicia, co dodaje kolejne godziny grania do puli. Ogólnie gra starczy na długo, zwłaszcza jak ktoś pokusi się o dodatkowe przejście na najwyższym poziomie trudności.

Pod względem technologicznym gra prezentowała się niesamowicie. Wyciskała ostatnie poty z zarówno z GameCube'ów jak i coraz starszych i wysłużonych PS2. Animacja postaci, oświetlenie, cieniowanie, wszystko wyprzedzało swoją epokę wielokrotnie. Problemy pojawiły się dopiero przy porcie na PC. Gra ukazała się na poczciwych blaszakach kilka lat po oficjalnej premierze, ale jej jakość była naprawdę tragiczna. Przede wszystkim zniknęło całe oświetlenie i cieniowanie! Coś co robiło największe wrażenie na nieco wiekowych konsolach w ogóle nie było obecne na sprzęcie który ów konsole zjadał na śniadanie pod względem wydajności. Do tego gra osiągała maksymalnie 30fps, co wyglądało jak nieśmieszny żart. Mało? To co powiecie na sterowanie kompletnie nieprzystosowane do klawiatury, niewykorzystujące myszki, rzucające podpowiedzi w formie jakichś niezdefiniowanych liczb zamiast konkretnych klawiszy czy przycisków pada? Albo na brak możliwości zmiany ustawień klawiatury? Albo na skalowanie do 16:9, przez co jeśli graliśmy w innych proporcjach to na dole i na górze mieliśmy obleśne, czarne paski zajmujące dużą część ekranu (a przypominam że to lata w których proporcje 4:3 były w znacznej większości monitorów stacjonarnych). Dorzućmy do tego cut-scenki przerzucone z silnika gry na format MPEG, tragicznie rozpikselowane i utrudniające niektóre QTE i będziemy mieli pełny obraz tragedii jaką był RE4 na PC. Część z tych niedogodności załatwił patch 1.1, część naprawili fani w nieoficjalnych fixach, jednak ogólnie jakość portu była tragiczna, tak samo jak jakość wydanego na PC DMC3, który wyszedł mw. w podobnym okresie. Gra przez wiele lat była dostępna tylko w takiej wybrakowanej formie (której notabene nie dało się uruchomić na niektórych nowszych systemach) aż do tego roku 2014, kiedy to Capcom pod naciskiem Valve (które nie pozwoliło na wydanie takiej wersji na Steamie) przeportował na PC wersję przygotowaną wcześniej na potrzeby PS3, dodając do niej lepsze tekstury i naprawiając to co nie działało w pierwowzorze. I tak dostaliśmy w końcu takiego RE4 na jakiego zasługiwaliśmy. Gra działała w płynnych 60fps, idealnie skalowała się do proporcji obrazu, wyświetlała podpowiedzi do pada i klawiatury, w zależności na czym gramy, w pełni obsługiwała myszkę itd. Wersja HD nie uniknęła kilku przykrych wad, i dość często zdarzało się że np. odstrzelona broń zawisa w powietrzu, ale ogólnie jakość portu jest świetna, co przy dość przystępnej cenie daje graczom pecetowym możliwość pełnego doświadczenia tej gry. Żałuje tylko że nie wykorzystano pełnego potencjału achievementów, i dano tylko 12 osiągnięć, z których większość i tak zdobywa się podczas grania. Przy tylu skarbach do znalezienia, przy trybie Mercenaries aż się prosi o więcej osiągnięć i platynkę do dobicia. Warto również zauważyć że nie jest to remake tylko port po lifcie, nadal nie możemy poruszać się podczas celowania i robić innych rzeczy do których przyzwyczaiły nas nowsze Residenty. Na ten rok zapowiedziany jest kolejny port tej gry, tym razem na konsole obecnej generacji. Podejrzewam jednak że będzie to 1:1 wersji Ultimate HD, w końcu nie jest tajemnicą że Capcom ma ciężką rękę do wydawania pieniędzy na swoje gry.

smalltime.jpg

O RE4 mogę pisać godzinami. Przeszedłem tą grę niezliczoną ilość razy, odkryłem wszystko co było do odkrycia, znalazłem kilka glitchy i taktyk pozwalających przeskoczyć co trudniejsze walki itd. Jedyną wadą tego Residenta jest to, że tak naprawdę... mało w nim Residenta. Brak zombiaków trochę boli, przerzucenie ciężaru fabuły na całkiem nowe rzeczy i wątki również. Podczas gry można odnieść wrażenie że gdyby tytuł był inny, a Leona zastąpiono nowym bohaterem to nikt nawet by się nie połapał że to miał być RE. Jednak jeśli patrzymy na grę samą w sobie, to jak dla mnie jest ona pozbawiona wad. Ma długą i emocjonującą fabułę, masę świetnych rozwiązań i genialne wykonanie, zarówno w wersjach na pierwotne platformy, jak i w wersji HD. Co prawda dzisiejszego gracza mogą odstraszyć rozwiązania które - nie ukrywajmy - są archaiczne, jak np. brak możliwości poruszania się przy celowaniu, ale patrząc z perspektywy lat 2004/2005 to te wady bledną. Resident Evil 4 to nie tylko doskonała gra, to również masa nowych trendów w grach akcji, wykorzystywanych nie tylko w survival horrorach (np. Cold Fear), ale również w wielu innych tytułach, chociażby w Gears of War. Nieco żałuję że nie ma grywalnej wersji RE3.5, ale nie umniejsza to jakości RE4. Grze którą bez wątpienia mogę nazwać genialną.

Tagi: recenzja resident evil 4

Werdykt
Resident Evil 4 - recenzja
Grałem na: PC
  • + Długa i emocjonująca kampania,
  • + Masa nowych dla serii rozwiązań i mechanik,
  • + Grafika wyciskająca ostatnie poty z konsol szóstej generacji,
  • + Ekscytujący tryb Mercenaries,
  • + Sporo dodatkowej zawartości
  • - Brak,
  • - Na siłę, mało Residenta w Residencie
10
Caladean
Caladean Resident Evil 4 to gra przełomowa, jeden z najlepszych horrorów jakie powstały i jedna z najlepszych gier w ogóle. Potrafiąca bawić zarówno dzisiaj jak i 10 lat temu. Pozycja obowiązkowa dla każdego fana gier akcji.
Oceń notkę
+ +30 -

Oceń profil
+ +64 -
Caladean
Ranking: 69 Poziom: 70
PD: 43348
REPUTACJA: 23086