Random Sanity

sweet moon sugar

Rankin Rankin 04.01.2018, 18:37
Per aspera ad astra, czyli o technicznych uciążliwościach dnia powszedniego
272V

Per aspera ad astra, czyli o technicznych uciążliwościach dnia powszedniego

Komputery są awaryjne. Nikogo w zasadzie to stwierdzenie nie zdziwi, ale o ile na większe awarie każdy reaguje gniewnie, albo przynajmniej irytacją, te delikatne cuda technologii i inżynierii potrafią też uprzykrzyć życie na mniej lub bardziej nieszkodliwe sposoby. Zapraszam do wspólnego powspominania!

(wpis jest skupiony na komputerach - żeby sprawiedliwie opisać konsolowe buraki i buraczki trzeba by z drugie tyle miejsca poświęcić)

Amiga miga???

Commodore Amiga. Autorskie dzieło legendy projektowania układów scalonych Jaya Minera oraz całej ekipy równie utalentowanych inżynierów i programistów, wyprzedzające wszystko inne o niemal równo dekadę miało bardzo stabil-


(funfakt: kolejne odcienie szarości/bieli oznaczają kolejne pomyślnie przebyte etapy autodiagnostyki)

Osobiście posiadałem, jak paru osobom wiadomo, Amigę 600, czyli niemal ostatni stworzony przez Commodore model, będący w zasadzie krokiem pośrednim między bardzo low-end Amigą 500, a już bardziej zaawansowaną Amigą 1200. Ot, taka chimera, równie już przestarzała technologicznie co A500, ale jeszcze nie w pełni z nią kompatybilna ze względu na nowocześniejszy kickstart (coś pomiędzy biosem a kernelem), zmodyfikowany zestaw czipów, głośniejszą i bardziej awaryjną stację dyskietek Chinon (o tym dalej!), a jeszcze na dobitkę pozbawiona numpada (po dziś dzień nie potrafię korzystać z numpadów, wielkie dzięki Ami) - A600 nie zdobyła wielkiego uznania. Ja swój sprzęt i tak kochałem, posiadał Myszkę, oraz Workbencha 2.1, oraz Dwie Trójwymiarowe Gry!!! Z czasem posiadał gier wiele więcej, ale...

...ale od razu zaczęły się drobne problemy. Moja Amiga wykrywała dyskietkę tylko przy bootowaniu. Ludzie wychowani na IBM PC tego pewnie nie zrozumieją, zresztą ja, dotąd znający tylko atari i c64, wtedy też nie zrozumiałem, więc postaram się wyjaśnić: amigowe stacje dyskietek były niesamowicie giętkim i przebiegłym systemem, który pozwalał na mnóstwo intrygujących tricków. Standardową funkcją takiej stacji było wykrywanie zmiany dyskietki, coś, czego IBM ani chyba C64 nie robił: po wyjęciu dysku ze stacji ta zaczynała w regularnych odstępach cichutko stukać głowicą. Jeśli w międzyczasie włożono nowy dysk, przy stuknięciu głowica wykrywała zmianę, stacja informowała system, odpowiednie rzeczy zostawały aktualizowane, gra kontynuowała ładowanie, system operacyjny objawiał na pulpicie nowy dysk.
Otóż moja Ami tego nie robiła. Nieznany ani mi, ani moim rodzicom (miałem wtedy ile, 8? 9 lat?) defekt stacji dysków oznaczał, że po wyjęciu nie działo się nic - system zmiany nie widział. Na początku to był dla mnie żaden problem bo wszystkie gry jakie przez pierwszy rok (?) posiadałem mieściły się na jednej dyskietce i wystarczył soft reboot (Ctrl - A - A) albo włączenie systemu z dyskietką w stacji i wszystko było git. Nie wiedziałem co prawda co było na innych dyskietkach Workbencha (Extras, Locale, Fonts), ale to nie spędzało mi jakoś snu z powiek. Gorzej było gdy dostałem pierwszą grę na dwóch (!!!!!!!!) dyskietkach (Fly Harder) i gdy gra poprosiła na początku intra o włożenie drugiej dyskietki, zrobił się ferment. Nie pamiętam już ile to czasu zajęło, ale koniec końców ojciec zabrał komputer do serwisu i wrócił już z napędem "stukającym".

Defekt (głośnej jak cholera) stacji Chinon nie był zresztą jedynym problemem mojej Ami. Bardziej przyziemnym problemem było to, że nieuczciwy sprzedawca przed sprzedażą wyjął z niej parę elementów. Jednym z nich była bateria zasilająca zegar systemowy i braku jej nigdy nie odczułem zbytnio bo co mnie obchodziła data czy godzina, ważne były gry! Drugi był już prawdziwym świństwem i tylko fakt, że odkryłem go dopiero po jakichś 12 latach posiadania sprzętu sprawił, że nikomu już w zasadzie o nim nie mówiłem. Odkryłem go wyciągając z maszyny kickstart na potrzeby emulacji - po wsadzeniu go do emulatora, ten go radośnie oznaczył jako 2.05 - Amiga600HD, Model z cholernym. Wbudowanym. Twardym. Dyskiem. Kilka elementów zagadki nad którą z dawna się głowiłem zaskoczyło (czemu manual Workbencha na samym początku mówił o instalacji na dysku twardym???), ale co robić, anonimowy janusz biznesu komputerowego okolic roku 94 żerując na zrozumiałym braku rozeznania moich rodziców już dawno się obłowił sprzedając komuś bateryjkę do mobo, a komuś innemu za na pewno cholernie słone pieniądze rzadki dysk twardy, było po ptokach.

Koniec końców zresztą to były rzeczy drobne, po wymianie stacji dyskietek A600 była mimo wszystko bardzo dobrym i o dziwo solidnym sprzętem i nawet jeśli czasem musiałem użyć relokicka żeby odpalić starszą grę, nie czułem się pokrzywdzony. Czasem wyskoczył mi nowocześniejszy wariant Guru Meditation, kilka razy zobaczyłem ezoteryczny "Recoverable Alert", czyli ramka koloru żółtego, która jednak nie resetowała systemu, czasem wreszcie Workbench walnął mi w nos boksem Software Failure - Suspend / Reboot (w praktyce i tak czekał mnie reboot bo winny program już do resetu wisiał w pamięci i zżerał cenne zasoby, o miejscu na ekranie nie mówiąc), parę razy wreszcie przeżyłem inwazję niesławnego wirusa Saddam Hussein, który raz próbowałem obejść na chama, ręcznie dłubiąc w strukturze sektorów dyskietki (dzięki Filemasterowi, gra potem prawie działała, tylko wyglądała jak żywy glitch bo szyfrowane przez wirusa dane dalej były zaszyfrowane), potem już posiadałem odpowiedni program do usuwania skutków jego działania. Ot, życie.

Ostatnia ciekawostka: niesławne hasło przytoczone u góry, "Amiga miga" było trochę niesłusznie przypiętą łatką. Szydziło ono z przeplotu (interlace), który pewnym trikiem podwajał realną rozdzielczość w pionie (czyli u nas z 640x256 do 640x512). Interlace był ciekawym i fajnym efektem, no ale co z tego jeśli podłączony do polskich elemisów i innych rubinów wywoływał okrutnie męczące oczy migotanie... Na porządnych monitorach nie migotało, ale kto je wtedy posiadał? Amiga migała i tyle.

P.S. Podejrzewam że ludzie nieposiadający A600 albo A1200 nie docenią jak bardzo głośna była stacja dyskietek od firmy Chinon. Spróbujcie mocno dociśniętym grzebieniem przejechać po krawędzi stołu - mniej więcej tak, przy pierwszym odpalaniu niektórych gier miewałem stracha że cały napęd się rozleci, zniszczy dyskietkę i wszystko wokół. Chinony miały ponadto to do siebie, że nie lubiły zbytnio pracy w poziomie, co było przyczyną lekko krzywego ułożenia flopa w A600 i A1200 - stacja firmy TEAC w A500/500+ jest normalnie, równolegle do podłoża.

Na następnej stronie ciąg dalszy - Compaq DESK(niezbyt)PRO.

Tagi:

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +11 -

DA NYA
Oceń profil
+ +84 -
Rankin
Ranking: 245 Poziom: 56
PD: 23350
REPUTACJA: 13030