Random Sanity

sweet moon sugar
Rankin Rankin 12.12.2018, 07:23
2018 the Podsumowanie
864V

2018 the Podsumowanie

Witam witam w drugim corocznym podsumowaniu roku w giereczkach ogranych (choć niekoniecznie wydanych) w przeciągu ostatnich 12 miesięcy!

W tym roku wpis większy, obszerniejszy, i w ogóle jakoś tak bardziej, więc postanowiłem jednak jakoś treść usystematyzować według platform i indywidualnych tytułów. Dodam też, że prawie wszystkie obrazki można otworzyć w pełnej rozdzielczości, ale trzeba to robić ręcznie ze względu na cięcia w edytorze wpisów. A zatem:

PC

Na koniec zeszłego roku udało mi się nieco zupgrade'ować PC, więc oczywiście wykorzystałem nowe moce obliczeniowe do grania w gry sprzed 10, 20, 30 lat, a także różne indiekupsztale.

Oczywiście.

FPSy najróżniejsze
aka hashtag strzelando

Przede wszystkim w tym roku udało mi się w ogromnym stopniu nadgonić naprawdę wieloletnie zaległości na polu starych i starożytnych FPSów. Czasem, jako posiadacz Windows 10, musiałem naprawdę się nagimnastykować i paru tytułów niestety nie zdołałem pokończyć, ale i tak było nadspodziewanie sprawnie - w szczególności tytuły ery wczesnego windowsa nie marudziły aż tak mocno jak się obawiałem. Owszem, czasem coś się sypało (vide Shogo), ale że Redline, ReVolution, czy inny SiN działały to nic tylko się cieszyć. Albo i nie cieszyć w przypadku ReVolution.

Enslaved: Odyssey to the West (2013)
aka Małpi Król Rządzi

Enslaved jest grą akcji 3D, dość bliskim krewniakiem np. Prince of Persia, czyli dużo walki, dużo skakania, garść zagadek do porozwiązywania i tak dalej. O ile sama walka była w najlepszym razie znośna lecz powtarzalna to Enslaved zapamiętałem bardzo pozytywnie ze względu na naprawdę wspaniałe scenerie, oraz fabułę żywcem zdzierającą zainspirowaną legendarną chińską opowieścią, zwaną Wędrówka na Zachód (Wędrówka zainspirowała również naprawdę multum innych rzeczy, chociażby Dragonball). Bardzo dobrze napisane dialogi, ciekawie nakreślone postacie i niespodziewane zwroty akcji - to są IMO główne zalety tej gry i naprawdę warto się z nią zapoznać. Mój prywatny no. 2 w gatunku, zaraz za Piaskami Czasu.

Pawarumi (2018)
aka my też kochamy Ikarugę

Pawarumi to strzelanka przewijana w pionie, zupełnie nowy tytuł autorstwa małego zachodniego studia. Najbardziej interesującą rzeczą w tej grze, obok dość rzadkiej stylizacji na kulturę majów/inków, jest system kolorów, który jest bardzo pomysłowym rozwinięciem idei Ikarugi. W Ikarudze statek miał dwie "polaryzacje" - czarną i białą - i zadawał większe obrażenia wrogom przeciwnej polaryzacji, jednocześnie absorbując pociski tego samego koloru. W Pawarumi statek posiada trzy odmienne bronie, czerwoną, zieloną, oraz niebieską. Każda z nich, w zależności od tego w jaki kolor wroga trafia, może regenerować tarcze statku, ładować super atak, bądź zadawać zwiększone obrażenia. Z początku zdaje się to być dość chaotyczne, ale bardzo szybko udało mi się opanować ogólne zasady. Poziom trudności gry rośnie może aż za szybko jak na mój gust i na późniejszych etapach trochę trudno jest wypatrzeć w porę wrogie pociski, ale poza tym jest to naprawdę, naprawdę solidna, dobrze zaprojektowana i dopracowana gra, przez co naprawdę mi jest szkoda, że gra w zasadzie przeszła bez echa i mało kto o niej mówi. Warto zagrać!


Pierwszy poziom gry.

Alpha Polaris (2015)
aka gamonie na lodzie

Alpha Polaris zgarnąłem chyba na jakiejś przecenie w ramach nieustającej misji znalezienia dobrej przygodówki-horroru. Niestety po bardzo obiecującym rozpoczęciu i wstępnym klimacie sugerującym The Thing Carpentera gra potyka się, wywraca na metaforyczną twarz i w zasadzie już więcej nie podnosi. Wybitnie nieintuicyjne miejsca triggerów, czasem ekstra upierdliwe zagadki (cholerna TRIANGULACJA) i rosnąca gamoniowatość protagonisty zdecydowanie nie przysłużyły się grze. Finałowy ~potwór~ (ponieważ oczywiście iż jest) też zawiódł na całej linii. Szkoda, ale cóż robić. Takie życie. Także ten. Nie grajmy. Zamiast tego można np. coś od Yahtzeego.

Dark Souls III (2016)
aka visions of amazing chest

Tak jest, lata po wszystkich innych ograłem wreszcie Dark Souls III, które zaiste jest Dark Soulsami Dark Soulsów. Swoją postać budowałem na typowe dla mnie (ultra) greatswordy i szło bardzo fajnie. Z początku było co prawda bardzo dziwnie tak, Soulsy z płynnym framerate w okolicy 60, bez wymaganych modów third party, ale szybko się przyzwyczaiłem i po pierwszym małym falstarcie poszło mi jak z płatka, zdołałem samodzielnie zatłuc prawie wszystkich bossów - jedynie na końcu Archdragon Peak musiałem wezwać kogoś do pomocy (wezwany gracz zabił bossa na dwa czy trzy zaklęcia - oh well). Ogólnie DS3 podobało mi się znacznie bardziej od DS1 pod prawie każdym względem (niezupełnie zgadzam się ze zmianami w magii), fajnie się siekało, fajnie się zwiedzało. Rozważałem przez chwilę zakup DLC, ale ostatecznie po prostu zająłem się kolejną grą i mam chyba dość soulsborne'ów na najbliższy czas.

NieR: Automata (2017)
aka 9S to frajer - A2

Mmm tak. Nier Tomato. "what if robots but people" (a może na odwrót?) ale nie od Cage'a. NA nie jest grą idealną, o nie. Jest niewielka i wypchana do granic dobrego smaku paddingiem (obowiązkowy route B to to samo co A ale z czasem minimalnie innymi cutscenkami), system walki w zależności od dobranego sprzętu oscyluje między żmudnym a trywialnym. Ba, niektóre dramatyczne ujawnienia i objawienia prezentowane przez scenarzystów nie zdołały wywrzeć na mnie chyba oczekiwanego wrażenia. Mimo wszystko nadal uważam, że jest to tytuł, w który po prostu należy zagrać i nie wypada go nie znać, gdyż scenariusz, nastrój i ogólny ładunek emocjonalny są takiej klasy, że ze świecą można szukać czegoś pod tym względem lepszego.

Prey (2016)
aka trust nobody, not even yourself

No cóż, Prey 2k16. System Shock 3 w zasadzie pod każdym możliwym względem i ceniłbym tę grę bardzo wysoko za solidnie otwarty świat ("świat") gry, niezmierzoną uwagę poświęconą projektowi map i misji, a także autentycznie wciągającą fabułę, gdyby nie różne drobne błędy, a także jeden wielki, który niefortunnym zbiegiem okoliczności skutecznie zablokował mi grę pod nieomal sam koniec. Mimo to naprawdę polecam i radzę zagrać - na ślepo, bez spoilowania sobie różnych rzeczy, jedynie zapisując grę w nowym slocie na początku każdej misji, na wypadek jakiegoś błędu właśnie.

 

BATTLETECH (2018)
aka zawód na całej linii

Gdybym miał oceniać BATTLETECH po dwóch-trzech godzinach, niezawodnie byłoby to moje GOTY 2018. Niestety oceniam grę po ukończeniu - po wielu dziesiątkach godzin żmudnego grindu trywialnych projektowo i złośliwych mechanicznie losowych misji, z których każda była podobna do każdej innej. Po wielu dziesiątkach godzin zmagania się z w ogóle nieprzemyślanym interfejsem, gdzie kluczowe rzeczy są nieobjaśnione, zbędne rzeczy zajmują miejsce, a podstawowe funkcjonalności zwyczajnie nie istnieją. Po wielu dziesiątkach godzin wadliwych mechanik, działających inaczej niż to reklamuje gra (procenty trafienia pokazywane graczowi są zupełnie i gruntownie fałszywe). Nie o takiego Battletech nic nie robiłem i absolutnie nie mam zamiaru dalej wspierać twórców którzy wypchnęli taki - trochę ładny bo ładny ale nadal - gniot i nie umieli nic w nim poprawić przez te miesiące gdy jeszcze chciało mi się śledzić czy coś patchują.

The Mummy Demastered (2017)
aka niespodzianka

Mummy Demastered jest zupełną niespodzianką - jest to metroidvania od Wayforward (seria Shantae) wyprodukowana na licencji tej ostatniej (chyba?) filmowej Mumii. Wbrew wszystkiemu jednak jest to bardzo dobra gra!  Solidnie przygotowana mapka, bardzo dużo fajnego strzelania i akcji w stylu raczej Contry niż Metroid, trochę różnego, potężnego ekwipunku do wykorzystania i szereg zróżnicowanych lokacji i bossów - ciężko do czegoś się przyczepić. Co prawda miejscami gra robi się za łatwa, no i do najdłuższych raczej nie należy, ale te kilka godzin bawiłem się bardzo dobrze, tym bardziej że oprawa graficzna i muzyczna naprawdę robi dobre wrażenie.

Everspace (2017)
aka ładne ale płytkie

Everspace, hm. Everspace jest kosmiczną strzelanką / space simem ale takim stawiającym bardziej na rozwałkę, niż jakieś tam symulowanie. Główną cechą gry jest to, że jest to (ugh) roguelite z (double ugh) metarozwojem za itemki zbierane w toku gry. Gra niewątpliwie na screenach prezentuje się absolutnie wspaniale i powalająco, co przekonało mnie do zakupu... W praktyce też gra prezentuje się świetnie, ale bardzo szybko okazuje się że realnej treści w grze jest bardzo niewiele, ot te same z dziesięć elementów wciąż miksowanych w nieco innej konfiguracji, a wielu spośród wyzwań przedstawianych w grze bez długiego, wielogrowego (metarozwój brr) grindu zwyczajnie nie da rady pokonać, gdyż nie i kropka - staty w praktyce jednak są znacznie ważniejsze od umiejętności gracza. Ciekawe były patenty typu postacie pamiętające poprzednie podejścia gracza, ale co z tego, gdy bardzo szybko zaczynałem mieć gry zwyczajnie dość. Trochę szkoda i pewnie jeszcze niejeden raz wrócę do gry, ale raczej nie sądzę żebym w tych powrotach wytrzymał dłużej jak parę godzin. A posiadam przecież wersję z DLC! Toż w podstawce dopiero musi być posucha.

Overload (2018)
aka w każdą stronę i na każdy sposób

Overload było tą grą, na którą czekałem zapychając czas za pomocą Everspace. Po zagraniu w demko gdzieś w zeszłym roku niemal natychmiast zrobiłem preorder / early access gry i cierpliwie czekałem aż zostanie wreszcie wypuszczona w finalnej wersji. To demko było tak dobre. Overload jest w zasadzie Descentem. Jest tak bardzo Descentem, że robili go ludzie, którzy robili Descent (w przeciwieństwie do ogłoszonego jakoś później Descent 4). Kilkanaście poziomów pompującej adrenalinę akcji w kosmicznych tunelach, halach i jaskiniach, szereg broni, sporo najróżniejszych przeciwników, solidna oprawa graficzna - Overload ma wszystko to i jeszcze więcej. Jest to absolutnie mój osobisty top 3 gier wydanych w tym roku.

A Hat in Time (2017)
♪ peace and tranquility ♫

A Hat in Time to "cute-as-heck" platformówka 3D o dziewczynce wyszywającej kapelusze! Kapelusze te mają najróżniejsze moce! Na eksplorację czekają gigantyczne światy, w których pochowane są Klepsydry Czasu! Z reguły omijam platformery-zbieracze (np. żadnego 3D mariana jeszcze nie ruszyłem), ale tutaj się jakoś skusiłem i jest bardzo sympatycznie i pozytywnie. Nie ukończyłem jeszcze (patrz moja ogólna niechęć do gatunku), ale raz na jakiś czas odpalam i bez krzywienia się przechodzę następny etap.

Zarya-1: Świt Diabła (2017)
aka WHAT A TWEEST

Zarya-1 jest może najgłupszym zakupem jaki zrobiłem bo jest to po prostu port darmowej gry z komórek (usunięte jest tylko wymuszane oczekiwanie na kolejne etapy gry, co można zrobić też za odpłatą na telefonie). Niemniej nadal utrzymuję, że było naprawdę warto, gdyż jest to kawał naprawdę wciągającej, dobrze napisanej intrygi. Fabuła jest wielowątkowa, gra jest nieliniowa i posiada szereg najróżniejszych zakończeń zależnych od tego, jakie decyzje zostały podjęte w toku gry. Co więcej, w przeciwieństwie do np. Alpha Polaris, Zarya z powodzeniem wprowadza klimat autentycznego horroru, co jest przecież nie takie łatwe do osiągnięcia. Jak dla mnie - bomba.

 

Ciąg dalszy na następnej stronie~

Tagi: the podsumowanie

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +31 -

DA NYA
Oceń profil
+ +84 -
Rankin
Ranking: 238 Poziom: 56
PD: 23101
REPUTACJA: 12945