Blog użytkownika ATeciak

ATeciak
ATeciak ATeciak 15.03.2016, 21:06
Wojna, wojna się zmieniła.
299V

Wojna, wojna się zmieniła.

Gdzie ta szarość, gdzie ten brud?

Kiedy pierwszy raz zasiadłem do grania w Fallouta, nie wiedziałem jeszcze, że będzie to gra, która na zawsze wryje się głęboko w moją pamięć. W jednej chwili z odmętów umysłu jestem w stanie przywołać setki anegdot z rozgrywki, świetnie napisanych i zrealizowanych zadań oraz fenomenalnie umiejscowionych lokacji.

W tworze firmy Interplay urzekała dorosła, postapokaliptyczna sceneria inspirowana Wojownikiem Szos z Gelem Mibsonem. Co ciekawe, właśnie ta ponura, dojmująca atmosfera biła na łeb wszystko z czym wcześniej się spotkałem – Nie było tam kolorowych miast rodem z Wrót Baldura i błyszczących czarów czy śnieżnobiałej zimy z Doliny Lodowego Wichru. Nie, świat zatopiony był w odcieniach szarości i brązu, a jedynym żywym kolorem na jego padole były radioaktywne wycieki i przelana krew.

Był nawet pies.

Wkraczając wraz z towarzyszami do takiego Nekropolis czy The Hub, na własnej skórze dało się odczuć ten element zaszczucia, tą nieustępliwą świadomość, że wystarczy tylko jeden zły krok, jedno nie tak wypowiedziane zdanie, by rozpętało się piekło, z którego najprawdopodobniej wyjdziemy nogami do przodu.

Pamiętam, jakie wrażenie zrobiło na mnie New Reno.

Nie dość, że ukradli mi samochód, to jeszcze na każdym kroku napotkać mogłem naszpikowane Jetem prostytutki o przekrwionych oczach i zachwalających swój towar dilerów. Narkotyki przechodziły z rąk do rąk, a morderstwa i mafijne porachunki były na porządku dziennym. Wszyscy odwiedzający mieli to gdzieś, bo w New Reno liczyły się tylko cztery rzeczy: Seks, narkotyki, pieniądze i władza. A ja, naiwny, myślałem, że coś zmienię.

 I to chyba właśnie dlatego granie w Fallout 4 tak bardzo boli.

Początkowe zderzenie z tworem Bethesdy nie jest jeszcze takie złe. Tym bardziej, że dostajemy możliwość zobaczenia świata, jeszcze zanim ludzkość zahartowała go w atomowym ogniu. Zabieg ciekawy, choć jak na mój gust stanowczo zbyt krótki. Pierwszy zgrzyt pojawił się już po zejściu do Krypty. Nie zdążyłem się nawet rozejrzeć, zaznajomić z otoczeniem i rodziną (!), a tu w ciągu kilku minut wymagano ode mnie, bym wyruszył na osobistą vendettę w poszukiwaniu zaginionego syna.

Potem jest już tylko gorzej, bowiem z każdą następną odwiedzoną miejscówką, uniwersum Fallouta traci to, czym mnie od zawsze przyciągało. Tą dorosłość i surowy wydźwięk, to niedające się nawet opisać uczucie, że jesteśmy maluczcy i naszymi decyzjami zmieniamy poznawany świat drobnymi, niepewnymi kroczkami. Nie wszystko było proste: nie każdy napotkany bandyta był szaleńcem, nie każdy strażnik świętym. Wszystkie z żyjących tam osób miały swoje racje i jasno postawione cele. 

Przykłady "żywych" kolorów na załączonym obrazku.

Natomiast w ostatniej odsłonie, paradoksalnie najbardziej barwnej wizualnie, wszystko jest czarne lub białe. Zawsze istnieje tylko dobro i zło. W mieście zawsze będzie handarz, lekarz czy zbieracz całej reszty złomu i innego tałatajstwa. Wokół same udziwnione lokacje (przywodzące bardziej na myśl Wodny Świat z Kevinem Costnerem niż ten postatomowy), wypełnione pustymi skorupami poruszającymi się bez celu. Zupełnie, jak te Syntki, których tak bardzo się boją.

I tym nieszczęśnikom zawsze możemy pomóc, albo i nie. Nic więcej im nie powiemy, bo mimo, że mamy 4 kwestie dialogowe i tak w konsekwencji trzy z nich to odpowiedzi twierdzące, a tylko jedna pozostaje tą negatywną. Właściwie wybór w F4 ogranicza się do tego, w którą stronę skierujemy lufę naszej broni, bo tak istotna dla serii zdolność, jak przekonywanie innych istot żywych do naszych racji to relikt zamierzchłej przeszłości.

Sama walka jest również porażką. Już na starcie rozwalam Super Mutantów z Laserowego Muszkietu. Pokonuję grupy, których w pierwszych częściach nigdy bym nie tknął, bo starły by mnie na miazgę gołymi pięściami. Tutaj zmutowane wirusem FEV stwory to nic więcej, jak tylko mięso armatnie.

Co więcej, po Bostonie kręcą się przejaskrawione postaci, których motywacje są skandalicznie idiotyczne, bo nie mają pokrycia w ich działaniach:

Bractwo Stali, obrońcy ludzkości i strażnicy technologii, Paladyni Pustkowi, którzy wypowiedzieli otwartą wojnę Enklawie, teraz przypominają na wskroś swoich starych wrogów. Chcą oczyścić ludzkość z plugastwa, jakim są Supermutanci, Ghule czy Syntki. I nie przetłumaczysz im, że wśród tych istot, żyją takie, z którymi naprawdę da się dogadać.  Że mogłoby to przynieść obopólne korzyści. Lepiej powiedzieć „nie, oni muszą zginąć”, a na pytanie dlaczego, odpowiedzieć: „Bo tak.” I w tenże sposób, Bractwo Stali, które pragnie zachować technologię dla dobra ludzkości, postanawia zrównać z ziemią Instytut obfitujący w dobrodziejstwa najnowocześniejszej techniki. Czy tylko mi coś tu nie gra?

Tym panom już podziękujemy.

Każda frakcja w F4 jest nic nie warta i uparta jak osły. Rozumiem, że może chciano tym sposobem wskoczyć na wyżyny dorosłego podejmowania decyzji, jak w Wiedźminie, ale aż dziw bierze, że nikt z Bethesdy nie wpadł na rozwiązanie, aby choć niektóre z tych organizacji nie mogły się ze sobą dogadać. Zawsze górę bierze konflikt interesów, a fakt, że główny heros czy heroina zdobyli w obu takich obozach posłuch, nie znaczy tutaj kompletnie nic. Pozostają tylko dwie strony barykady (tutaj nawet cztery), a my musimy wleźć na jedną z nich. I wymordować resztę. Niewinnych ludzi, z którymi handlowaliśmy, rozmawialiśmy, którym pomagaliśmy czy tworzyliśmy wspólnie pancerze. Dlaczego? „Bo tak”.

Brakuje mi dorosłego podejścia twórców do uniwersum. Brakuje mi New Reno i jego ponurego klimatu. Możliwości dogadania się ze Złym i wskazania dziury w jego logice. Konsekwencji podejmowanych wyborów. Zamiast tego latam po kolorowych krzakach za byle pierdołą, dźwigając przy tym na plecach ogromne działo plazmowe. Jestem herosem, którego nikt nie słucha. Którego każdy ma gdzieś. Dlaczego?

„Bo tak”.

I jeszcze będą mi wciskać kit, że wojna nigdy się nie zmienia.

Tagi: ATeciak fallout Fallout 2 fallout 4 nowe porównanie Stare gry vs

Oceń notkę
+ +6 -

Always neon & always stylish
Oceń profil
+ +10 -
ATeciak
Ranking: 434 Poziom: 50
PD: 16732
REPUTACJA: 2825