Blog użytkownika ATeciak

ATeciak
ATeciak ATeciak 22.05.2015, 19:08
[Gry niedocenione i zapomniane] #1: "Vampire The Masquerade: Bloodlines"
824V

[Gry niedocenione i zapomniane] #1: "Vampire The Masquerade: Bloodlines"

Dziś będzie troszkę o tytule, który powinien być wzorem jak przenieść papierowy system RPG na język poligonów.

Nocy, kiedy VTM: Bloodlines wyszedł z mroku na żer, a było to 16 listopada 2004 roku, ja, zarówno jak wielu moich znajomych, niewiele o nim słyszałem. Był to tytuł dwojaki, ponieważ takich produkcji jak on na rynku wiele, a zarazem nic, zaiste nic, nie mogło się z nim równać. Wyobraźcie sobie, że tytuł ten mógł się pochwalić tym, co w dzisiejszych czasach bywa rzadkością: oryginalnym pomysłem. Każdy zna opowieści, jakie wychodzą spod pióra największych sław gatunku cRPG: te zwykle tyczą się rycerstwa, magii i smoków, czy kosmicznych podróży między gwiazdami. Nieliczne są jednak te gry, które próbują odkryć przed nami zupełnie nowy zestaw kart. Sięgnąć w ten najgłębszy zakamarek umysłu i poruszyć temat drzemiącej w człowieku bestii.

Jak pewnie domyśliliście się już, tytuł, o którym dziś mowa, natychmiast wrzuca nas na głęboką wodę i stawia po odmiennej, niż dotychczas, stronie barykady. Kierujemy bowiem poczynaniami potwora. Krwiopijcy, Wąpierza, Vampyra czy jak go tam popularnie zwą w uczonych miejscach. Stoker, choć podbił osinowym kołkiem serca wielu zapalonych czytelników Draculą, nikt nigdy nie wpadł na to, by uczynić to samo z cRPGową bracią.

Poznajcie Jacka. Jack jest jedną z wielu interesujących postaci, które spotkamy zwiedzając L.A.

 

Historia tejże krwawej ballady dzieje się w czasach nam bliskich, gdzie dystanse pokonuje się pędzącymi samochodami, a rozwój technologiczny znacznie wpłynął na jakość naszego życia. I to właśnie tutaj mamy możliwość wcielenia się w nowonarodzonego krwiopijcę, zupełnie niezaznajomionego z mrokiem otaczającego go świata, gdyż już po poczęciu został w brutalny sposób pozbawiony swego rodziciela. Postać ta, zupełnie jak i my jest gołowąsem w okowach ciemności, co daje nieliche pole do popisu względem interpretacji zasad panujących w przysłowiowej Maskaradzie - grze cieni prowadzonej od wieków i w której wampirze klany wodzą za nos śmiertelne istoty, oszukując i mamiąc ludzkość, by ta nigdy nie mogła poznać prawdy o ich istnieniu.

Kreacja dziecka nocy zaczyna się już na początku historii, kiedy podejmujemy pierwszą i chyba najważniejszą decyzję, od której zależeć będzie sposób rozgrywki. Mianowicie od wyboru klanu i płci naszego alter-ego. Dlaczego ma to tak duże znaczenie? Bo nie tylko pochodzenie naszego wampira definiować będzie jego relacje z napotkanymi postaciami, ale też sprawi, że bohater posiądzie zgoła odmienny zestaw specjalnych umiejętności i predyspozycji. I nie jest to zwykłe +10 do mroczności czy +20 do odporności na zimno. Wspomniane zdolności pomogą w rozwiązywaniu questów, a także narzucą nam pewne ograniczenia. Przypuśćmy, że wybierzesz klan wampirzych arystokratów - Ventrue, którzy od dawna już wykazali się niepodważalnymi cechami przywódczymi. Potrafisz znacznie łatwiej przekonać kogoś do posłuszeństwa, jednak kiedy twoim priorytetem stanie się jak najszybsze zaspokojenie żądzy krwi, będzie trzeba ograniczyć grono potencjalnych ofiar. Bezdomni, stojące na ulicach panie lekkich obyczajów czy wszędobylskie szczury nie zaspokoją twojego pragnienia. Nieczysta krew spowoduje wymioty, a one negatywnie wpłyną też na twoje zdrowie. Ciekawie? Spróbujcie zagrać członkiem klanu Nosferatu, których natura nie obdarzyła zbytnią urodą. Wyjście na ulicę sprawi, że nie tylko wezmą was za potwora, ale też złamiecie pierwszą i najważniejszą zasadę Maskarady: Nie ujawnianie się. Takiemu osobnikowi pozostaje jedynie wędrówka po podmiejskich kanałach nierzadko przypominających labirynty, czy też zatopionymi w ciemnościach uliczkami. Za tą niedogodność otrzymujemy jedną, ale dość ważną cechę: jesteśmy niesamowici w sztuce skradania się i pozostawania niezauważonymi.

Z taką gębą też bym się nie pokazywał na mieście.

 

Po wyborze klanu to od nas tak naprawdę zależy, jakim Wampirem się staniemy. Czy ten brzydki Nosferatu będzie gardził ludźmi z powodu tego, jak na niego patrzą? A może będzie niczym Dzwonnik z Notre Damme - odrzucony osobnik o złotym sercu? Wybór należy do nas. Podobnie ma się kwestia umiejętności ogólnych. Tutaj też mamy pełną dowolność w podejmowaniu decyzji w czym specjalizował się będzie nasz wampir – może otwierać zamknięte drzwi czy skarbce, włamywać do komputerów czy doskonalić się w sztuce uwodzenia i perswazji. Choć przy wyborze swej rodziny zostajemy w pewien sposób nagrodzeni i ograniczeni, to DOWOLNOŚĆ w sposobie podejścia do tematu, jest jedną z najmocniejszych stron tego tytułu.

O samej fabule rzecz można, że składa się z wielu sprawdzonych, nakładających się na siebie czynników, takich, co to wzajemnie się przeplatają, by wspólnie zapewnić kompletnie nowe doznania. Żadne z wytłoczonych stalowym dłutem na kamiennej płycie sarkofagu zadanie nie jest identyczne. Nigdy się nie powtórzy. Raz to będziemy rozwiązywać tajemnicę złowieszczej kasety VHS, o której ponura legenda głosi, że każdy kto ją obejrzał zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach, by chwilę później spróbować schwytać seryjnego mordercę nawiedzającego pogrążone w mroku dzielnice Miasta Aniołów. Różnic w zadaniach jest co niemiara, a zapomniałbym rzec jeszcze o tym, że niejednokrotnie problem rozwiązać można na kilka sposobów, nie zawsze z góra oczywistych. Co więcej, nagroda za rozwikłanie konkretnego questa jest dwuznaczna. Owszem, jak w każdej dobrej historii bohater staje się sprytniejszy, bardziej zaprawiony w bojach, a jego umysł robi się ostry niczym brzytwa. Jednak wspomniane problemy poszerzają nasze pojęcie o świecie, a to narzuca wręcz nieodparte wrażenie, że zadania nie są tylko wymyśloną naprędce stertą prac do wykonania, lecz wraz z główną osią fabuły tworzą nieodparte poczucie spójności.

 

Każde zadanie poszerza naszą wiedzę o świecie mroku.

 

Każdy kto lubował się w tytułach takich jak Deus Ex czy Dishonored, i cenił sobie ich dowolność podejścia do pokonywania przeszkód napotykanych na drodze, niech wie, że zabawa okraszająca wampirzą balladę mocno czerpie z takiego modelu rozgrywki. Wszędzie dostać się można na kilka sposobów, zależnie od wykupionych umiejętności. Komputerowe zabezpieczenia można łamać, by potem wykorzystać je przeciwko naszym wrogom, a nawet odkryć przejście, którym pominiemy większość czających się na nas przeciwników. A kiedy hakowane nie jest naszą dziedziną ekspertyzy, możemy zacisnąć pięści, chwycić za broń białą bądź karabin i utorować sobie przejście do celu. Oczywiście, nie każdego trzeba od razu zabijać, a gra w pewnych miejscach sama nagradza takie starania bardziej, niż kiedy dokonamy krwawej rzezi. Wiele, zaiste wiele zależy od eksploracji i tego jak podejdziemy do tematu.

 

Tak dużo możliwości, a tak mało punktów...

 

Teraz, patrząc dziewięć lat wstecz, widać, jak siermiężnie prezentuje się gra, która swego czasu działa na silniku tej samej maszyny co pobudziła do życia Half-Life 2. Choć ściany przy bliższym obaczeniu pozostają rozmazane, to napotkane postaci, paradoksalnie, wciąż wykazują pełnię wigoru, a wiele z odwiedzanych miejsc wyryje się głęboko w ludzkiej pamięci. Takie lokacje jak Ocean House Hotel czy klub nocny Confession powinny znaleźć się w zestawieniu „najlepiej przygotowanych miejsc w grach wideo”. Jednak tym, co najbardziej wyróżnia tą grę, jest ponura, pełna niepięcia atmosfera niepewności, która potrafi przyprawić gracza o dreszcze. W tym uczuciu utwierdza pełna gotyckich brzmień, doskonała ścieżka dźwiękowa i fenomenalnie podłożone głosy aktorów. Ci, których odstrasza już jedenastoletnia grafika (Chryste, jak ten czas leci) będą szczęśliwi, wiedząc, że we wnętrznościach gry wciąż grzebią moderzy. Wyczarowują i tworzą coraz to lepsze tekstury, które w porównaniu z pierwowzorem wyglądają wręcz zniewalająco, a wierni grze fani wciąż łatają niewyłapane przez twórców błędy. A tych było co niemiara, bo... Troika wypuściła grę niedokończoną.

 

Gra po modach wygląda fenomenalnie.

 

I wierzcie lub nie, ale Wampir przepełniony był błędami, zarówno mniejszymi, jak i większymi. Gra nie mogła się od nich odpędzić, psuły nawet zadania, więc kiedy firma odpowiadająca za wykonanie Wampira zbankrutowała, wydawało się, że losy produkcji były przesądzone. Przynajmniej dopóki do pracy nie wzięli się kochający tytuł fani. Oni to skrupulatnie, niczym dr Frankenstein przyszywali nie współgrające ze sobą członki, metodycznie sprawdzając czy wszystko wreszcie działa jak należy. I nawet teraz, kiedy to czytacie, po tylu latach prowadzą swe mroczne badania ulepszając porzuconą kreację. Mimo to, nadal pozostaje im trochę do zrobienia: AI przeciwników często pozostawia wiele do życzenia (szczególnie podczas prób skradania - są ślepi jak krety), a przy jednym zadaniu pobocznym natrafiłem na błąd i nie mogłem go ukończyć. Są to jednak delikatne problemy, które dziś, wiedząc jak tytuł ten wyglądał w oryginale, napawają mnie radością.

 

Na koniec zostawiłem sprawę modów, jakie można do gry doinstalować, gdyż nie każdy jest ich zwolennikiem. Istnieje kilka fanowskich rozszerzeń, lecz chyba najważniejszym i najbardziej godnym polecenia jest Clan Quest Mod, który dodaje kilka nowych zadań zależnie od tego, do jakiego klanu należy nasza postać. Co więcej, CQM posiada w swoim instalatorze jeden z najnowszych nieoficjalnych patchy przygotowanych przez fanów, oraz inne, opcjonalne i kompatybilne modyfikacje, jakie można doinstalować według własnych widzimisię. Z całej paczki świadomie mogę zachęcić do zapoznania się z Camarilla Edition, które w znaczący sposób podkręca i zmienia niektóre aspekty rozgrywki. Sprawia m.in., że broń palna staje się bardziej śmiercionośna, a poziom spożytej krwi  (potrzebny do używania umiejętności specjalnych) stopniowo opada, zmuszając nas do poszukiwania i zaspokajania własnych potrzeb.

Wspomniany Ocean House Hotel - dłuuuugo będziecie go wspominać.

 

Dobrze, dość już tego gadania po próżnicy. Po prostu idźcie i zapoznajcie się z tym tytułem. To bowiem gra jedyna w swoim rodzaju, taka, w którą nigdy nie graliście i raczej nigdy już nie zagracie. Gęsta atmosfera, wiarygodnie napisany scenariusz i ponura wizja świata przepełniona niezapomnianymi postaciami, to tylko nieliczne z pozytywnych aspektów tej gry. Baczcie jednak: Wampir wyssie z was chęci do życia, przez co zapomnicie o calutkim świecie i znikniecie w gąszczu betonowej dżungli, gdzie dla miłej odmiany tym razem to wy jesteście łowcą, a miasto stało się zwierzyną.

Tagi: ATeciak bloodlines crpg gry krew masquerade niedocenione rpg vampire wampir wampiry zapomniane

Oceń notkę
+ +20 -

Always neon & always stylish
Oceń profil
+ +10 -
ATeciak
Ranking: 433 Poziom: 50
PD: 16501
REPUTACJA: 2840