Abipogląd z krzywego zwierciadła.

Abi Abi 20.05.2017, 21:21
Relacja z lubelskiego zlotu!
1593V

Relacja z lubelskiego zlotu!

Zlot w Lublinie odbył się 6 maja. Byliście? To wiecie jak się bawiliśmy. Nie byliście? To zaraz dostaniecie teaser tego jak się bawiliśmy.

Dzień dobry!

Miałam już nigdy blogów nie pisać, ale... relacja ze zlotu musi być! Plus, pseudo-reklama na następny :D Troszkę już co prawda czasu minęło od zlotu, który odbył się w Lublinie, ale wraz z paroma uczestnikami postanowiliśmy podzielić się wrażeniami z tej imprezy ze wszystkimi, których to wydarzenie ominęło. Ogromne podziękowania należą się Muminkowi, który praktycznie wszystko poskładał (i banner zrobił i opisy przygotował), ale także dziękuję wszystkim tym, którzy postanowili napisać parę słów o minionym zlocie, czyli Dorotekkk, Hienamas oraz REALista. Ode mnie tylko króciutki akapit wstępu, a potem przechodzimy do ciekawszej części - relacji zlotowiczów! 

Mnie miało na zlocie nie być. Nie zapowiadałam się, ani nie obiecywałam. Dlaczego zmieniłam zdanie? Stwierdziłam, że czasami trzeba podjąć decyzję, której normalnie by się nie podjęło. I, że czasami trzeba być ponad niektóre wydarzenia. Przyjście do tak dużej grupy ludzi jest dla mnie zawsze niesamowitym wyzwaniem, ale po raz drugi udało mi się przezwyciężyć stres i przyjść na zlot. Cieszę się, że przyszłam do Padbaru, cieszę się, że ponownie spotkałam ludzi z PPE, cieszę się, że poznałam parę nowych osób i cieszę się, że dobrze spędziłam ten dzień. Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję przyjść na zlot - zróbcie to. Poznanie prawdziwych osób, które kryją się za obrazkami awatarów to coś pięknego i na pewno nie będziecie tego żałować. Nad kolejnym zlotem będę sprawować pieczę wraz z paroma innymi osobami, więc już mogę zaprosić do mojego wspaniałego miasta w czasie wakacji!

Ale koniec wstępu, głos oddaję ludziom, którzy się na ów zlocie pojawili!

PS: Jestem beznadziejna w robieniu takich rzeczy, więc wybaczcie layout bloga. Da się wszystko czytać, więc tragedii nie ma, ale dało się lepiej.

 

Dorotekkk:

Tegoroczny zlot, a zarazem mój pierwszy (tak, w końcu!) Był mega kozacki! W sobotę o 12 poszłam odebrać nerdów ze stacji. Mieliśmy iść do hotelu z buta, ale mój GPS pokazywał rzeczy które w Lublinie jeszcze nie istnieją i chyba ich nie będzie przez kolejna dekadę, więc pojechaliśmy taksówką. Kupiliśmy sobie coś do picia. Wypiliśmy bo było gorąco, a pragnienie gasić trzeba :p zjedliśmy pizzę (Plackarnia, polecam), wróciliśmy znowu do wódopoju, następnie skierowaliśmy się do centrum, modnie spóźnieni. Impreza się zaczęła. Pokazywaliśmy sobie zdjęcia z kotami, Real przyniósł ognistą, ktoś wyciągnął Talizman, rzuciłam raz kostką, stwierdziłam, że nudne i uciekłam :D Później urwał mi się film. Real wywalił mi papierosy bo mówił, że śmierdzę, a ja na niego krzyczałam :p jedliśmy vege burgery (a przynajmniej ja), zgwałciłam Damiana na łóżku bo nie chciał wstać. I poszłam do domu. Tyle pamiętam :D A morał z tego taki, żeby nie mieszać pewnych tabletek z alkoholem, których się nie powinno mieszać z alkoholem :D Dziękuję, dobranoc :D Kaca nie miałam, żeby nie było!

 

Hienamas:

Zlot w Lublinie rozpoczął się już dla mnie w Warszawie przy przesiadce na pociąg do lublina, tam spotkałem główną duszę towarzystwa czyli Realiste współlokatora na pokój i już wtedy wiedziałem że ta sobota będzie udana. Po dojechaniu na miejsce spotkaliśmy Dorotekkk (aktualnie już dziewczynę Reala) i Muminka z Polskiego trójkąta bermudzkiego (czyli Sosnowca) oczywiście jak zwykle ubranego na biznesmena (trzeba się wyróżniać jak się pochodzi z miasta gdzie palą na stosie za herezje :D) po krótkim gubieniu się po mieście (tak wiem to nie był najlepszy pomysł by iść do hotelu na piechotę) wróciliśmy na dworzec i pojechaliśmy taksówką do hotelu, niestety okazało się że pan z recepcji nie może dostawić jeszcze jednego łóżka do naszego dwuosobowego pokoju gdyż NIE MIAŁ DO TEGO UPRAWNIEŃ więc poszliśmy na inny układ z naszym trzecim współlokatorem czyli Muminkiem, postanowiliśmy połączyć nasze dwa łóżka w jedno i jak wtedy był to jeszcze znośny pomysł tak spanie jeszcze z wojtekmarchewką nie było za przyjemnym doświadczeniem ale nie mieliśmy wyjścia gdyż marchewa po after party uciął sobie drzemkę (to zdjęcie oraz parę innych znajdziecie w galerii, bo się trochę z opóźnieniem ogarnęłam z tymi zdjęciami - dop. Abi) z resztą Damiantt też postanowił się przekimać.

Na szczęście nie musieliśmy spać w piątkę gdyż Damiantt zaliczył zmartwychwstanie i został odesłany do siebie.

Ale wracając do wydarzeń z przed głównej imprezy która odbywała się w pad barze musieliśmy jeszcze coś wypić i odstawić następną butelkę żeby się chłodziła w odpowiednim miejscu i czekała na nasz powrót (dobrze że lipton nad tym czuwał).

Potem trzeba było coś zjeść, Dorotekkk wybrała bardzo dobrą pizzerie i była by to udana wyprawa gdyby Muminek oszukał przeznaczenie i nie został oblany sokiem (na szczęście mi się udało :D).

Ale w końcu doszliśmy na główną imprezę witając się ze wszystkimi czyli: liptonem (a miał pilnować naszej wódki) i lady lipton, Dario123, Damiantt, wojtekmarchewka, sqeresofter (organizator), Arystoteles a potem doszli jeszcze Salt the fries (były baron xboxa) Edyta i Tomek (koledzy sqera) i bonus czyli osoba której się nie spodziewałem czyli Abi.

Na samej imprezie jedni grali w grę talizman (planszówka dla nerdów) a inni gadali o różnościach przy akompaniamencie wódki, piwa, szotów i wody sqera.

Z sqerem pogadałem na temat tego że nie umi grać w soulsy i nikt nie czeka na jego co gracie w ten weekend, z Muminem na wszystkie tematy ogólne bo jestem według niego specjalistą od wszystkiego, z Saltem na temat tego dlaczego zdradził obóz xboxa i dlaczego nie kocha go już Phil spencer, z marchewą na temat jego "ruskich jajek" (chodzi mi o elektroniczną zabawkę z lat 80-tych chore zboki :D) i niestety nie wyciągają one 60 fps-ów.

Z Realem można było wypić do czasu aż Dorotekkk przedawkowała alkohol i musieliśmy ich odprowadzić z Abi i Muminkiem do hotelu gdzie zostawiliśmy ich na 18+, i bardzo fajnie rozmawiało mi się z Abi na tematy growe, mango-zjebowe :D i inne różnokolorowe tematy niestety nie dałem rady powiedzieć jej coś szowinistycznego jak do każdej kobiety może to przez alkohol bo wtedy staje się milszy dla ludzi  ehh.... może następnym razem ;D (szkoda że nie byłaś z nami na after party).

Ci co co byli jeszcze w stanie iść potem z nami na aftera do hotelu niestety sqere nie dał rady bo wypił ze mną honorowe piwo i poczuł się już ukontentowany gdyż wygrał z pijanym już hieną w mario karty przy przeszkadzajkach takich jak Mumin który robił za wibrujące krzesło za mną, ale za to byli przyjaciele sqera którzy zrekompensowali nie stawienie się jego osoby, po przyjściu do hotelu w bodajże 10 osób zaczęło się dalsze picie i gadanie na tematy 18+, niestety ja już wtedy przedawkowałem ale i tak dzielnie się trzymałem już nie pijąc i broniąc Edytę przed wygłodniałymi oczami facetów wokół niej bo Tomek (jej chłopak i przyjaciel naszego ukochanego organizatora) odprowadzał w tym czasie zombie Dorotekkk do jej koleżanki.

I tak mijała noc zlotowa ludzie się porozchodzili oprócz pana Marchewy, który nie przetrwał upojnej nocy alkoholowej więc przygarnęliśmy go do naszego wspólnego dwuosobowego łoża na czterech (tak było bardzo parówkowko) niestety obudziła nas córka tego pana o 4.00 pytając się ojca czy dobrze się bawi i zaczęło się czterogodzinny maraton słuchania jak Real wpada pod łóżko, Mumin na szczęście zagroził Marchewie i Realowi nie dającym nam spać że jak się nie zamkną to dostaną kose pod żebra i w tym momencie pomyślałem czy pomógłbym Muminowi czy po prostu miał gdzieś i spałbym  z trupami do rana, ale w końcu nastał świt żywych trupów po kilkugodzinnym pojękiwaniu pół żywych ludzi zebraliśmy się na pociąg powrotny do naszych odległych miast.             

 

Zlot w Lublinie uważam za równie udany co poprzedni zlot w Warszawie chodź było dalej (600 km zamiast 300 km) to warto było wspólnie ze wszystkimi spędzić ten czas na wspólnym piciu, rozmawianiu o pierdołach i wspólnej zabawie przy jednym stole.

Dziękuję wszystkim i do następnego może tym razem na północy Polski i tym razem o jeden dzień dłużej bo z taką ekipą to zawsze można się bawić.

 

Muminek:

                Jak prawie każdego poranka, pierwszą moją myślą po przebudzeniu byłą chęć dalszego spania i poinformowanie przełożonego, że biorę urlop na żądanie. Dopiero po chwili uzmysłowiłem sobie, że jest sobota, a ja muszę wstać, ponieważ jadę na kolejny Zlot naszej społeczności. Jakimś cudem dałem radę. Ból głowy spowodowany był małą ilością snu, a nie kacem. Ten miał dopiero nadejść.

                Godzinę później przysypiałem ładując się do pociągu. Podróż umiliła mi książka („Czy możliwe jest życie przed śmiercią?”; chyba polecam) i Vitold, z odpalaną Personą 4 i Gravity Rush. Naprzeciwko usiadł kielecki dresik słuchający Popka. Na szczęście miał słuchawki.

                W Lublinie zjawiłem się przed południem i z miejsca pobiegłem do Żabki, która przy każdym zlocie zaopatruje mnie w ulubione napoje ze skrzydłami. Opróżniając puszkę wymieniłem kilka wiadomości SMS z Realem i Hieną, którzy mieli zjawić się za kilka minut. O dziwo nie walili wódy w pociągu.

                Chłopaki zjawili się z uśmiechami na twarzach i po wymienieniu czułości, zaczęliśmy zastanawiać się gdzie jest Square. Hiena wspomniał, że miał czekać na nas z kwiatkami włożonymi w dupę. Po raz kolejny przekonałem się, że nie mam czego szukać na „szałcie”; to nie moje klimaty. Po chwili zjawiła się też Dorota – Pani „realowa” i wszyscy razem udali się kupić bilety powrotne. W międzyczasie padło też pytanie, w jaki sposób dostaniemy się do hotelu? Pewny siebie odparłem, że pojedziemy taksówką dla biedoty, znają jako Uber. Niestety aplikacja na telefonie zaczęła wariować i powoli ruszyliśmy na piechotę, zaopatrując się w trunki wyskokowe i pytając ludzi o drogę. Problemem było to, że każdy z nas podawał inny adres, a GPS Doroty informował o chodniku, którego nie było. W międzyczasie odszukałem newsa, który informował o tym, że Uber i Lublin nie mają ze sobą po drodze. Śmiejąc się wróciliśmy przed Dworzec, z zamiarem władowania się do taksówki. Sam taksówkarz okazał się fajnym gościem i Real już po chwili opowiadał mu o traktorze, aucie w rowie i „butelce”. Chodziło o mleko?

                Hotel i kolejny zgrzyt. Hiena straszył mnie, że będę spał „na suficie”. Okazało się, że będę spał na ulicy… Chyba, że zdecyduje się zapłacić równowartość dwuosobowego pokoju i wtedy znajdzie się dla mnie trzecie łóżko. Pracownik recepcji plątał się w zeznaniach, a jego finalna analogia naszego problemu, w której porównał nas do pomarańczy w sklepie, rozłożyła mnie na łopatki. Bezczelnie machnęliśmy ręką i jakby nigdy nic ruszyliśmy w górę do dwuosobowego pokoju. Jestem mistrzem dialogów od czasów Tormenta i drugiego Baldura, więc szybko przekonałem chłopaków, że przekimam się jakoś u nich. Walnęliśmy kilka kielichów, pstrykając pierwsze zdjęcia. Jedna z butelek została umieszczona w elektrycznym czajniku. Dorota upierała się, żeby robić zdjęcia z Musielem. No… właściwie to z jego zdjęciem. Taka zdjęciowa incepcja, camerocepcja. Nadszedł też czas, żeby zrobić „podkładkę”, w pobliskiej pizzerii. W windzie zaczepiłem Panie sprzątaczki, pytając dlaczego na liście pięter „zero” znajduje się na górze. Każdy kto oglądał „Seksmisję” powinien być niezdrowo zainteresowany czymś takim. Odpowiedziały śmiejąc się, że to tajne piętro dla pracowników i nie mogę tam wejść, ponieważ straszy.

                Tutaj powinien znajdować się opis posiłku, ale clue programu było oblanie mnie sokiem pomarańczowym, co zostało uwiecznione na zdjęciach -  tak więc zapraszam do galerii. Dopowiem tylko, że tradycji oblania mnie stało się zadość, co wywołało u mnie szaleńczy śmiech. Szybko zacząłem zapierać koszulę w toalecie, widząc kątem oka suszarkę. Jak się potem okazało był to podajnik papierowych ręczników, a te nie wystarczyły, żeby ją dokładnie osuszyć. Potraktowałem to jako dodatkowe chłodzenie.

                Po kolejnej dawce alkoholu dotarliśmy do Baru i szybko przywitaliśmy się z resztą ekipy. Lipton uśmiechał się złowieszczo… Czułem, że będzie grubo! Szybko zaczęliśmy się przekrzykiwać i zamawiać piwa. Główna klientela tego dnia przybyła. Było coraz głośniej, skończyłem pierwszy kufel nie odchodząc od lady, ktoś okrutnie głośno zaryczał mi do ucha, krzycząc coś o koźle… a Square pił wodę! PPE zwierzaki! Nagle uzmysłowiłem sobie, że na telefonie mam powiadomienia o kilku nieodebranych połączeniach i jedną wiadomość. Wybiegłem wychodząc na spotkanie niezapowiedzianego gościa i już z daleka dojrzałem malutką istotę o wielkim sercu. Gościem była oczywiście Abi! Wyposażyliśmy się w mojego ulubionego Jagger Bomb i zaczęły się dalsze rozmowy. Trochę drętwy klimat przerwała nagła wymiana połowy zlotowiczów zdjęć z kotami i decyzja o zakupie królowej polskich trunków. Co z tego, że chciały pić ją tylko cztery osoby? W szybkim tempie wskoczyliśmy w imprezowy klimat. Co dalej? Arystoteles okazał się sympatycznym gościem. Abi szepnęła kilka słów o najnowszej Personie. Wojtek Marchewka zjawił się na miejscu z popularnymi wiele lat temu „ruskimi jajami”. Hiena widząc je jak zwykle zaczął bredzić, że da się grać mimo, że nie ma „1080p i 60 fps”, po czym pograł minutę i odłożył. Na miejscu pojawił się też portalowy „Fryta”, który okazał się spokojnym i całkiem fajnym gościem. Sam Salt pochwali się kilkoma zdjęciami i cicho przyznał, że sprzedał swojego X1. Potem pomyślałem, że sprzęt miał pewnie spory przebieg i z racji tego mógł odsprzedać go tanio… mnie! Real w międzyczasie opowiadał o zajęciach ze sztuk walki. Karate po polsku ścięło z nóg pierwsze osoby, więc postanowiliśmy odeskortować Dorotę do hotelu. Zacząłem zamęczać towarzyszącą mi Abi i Hienę o czymś tam… Szybko wróciliśmy i kontynuowaliśmy zabawę. Kilka osób grało w „Talizmana”. Szybko uznałem jednak, że nie zdradzę papierowego Cyberpunka 2020. Co z tego, że grywałem też w Wampira, Neuroshimę i Star Wars… Nadszedł moment, w którym każdy zaczął gadać z każdym wychodząc też na świeże powietrze, a niektórzy próbowali swoich sił w Mario Kart. Ja robiłem za dodatkowe wstrząsy… trzęsąc krzesłami. Kilka osób wykruszyło się, więc podjęliśmy decyzję, że wracamy na „after” do hotelu. Nie wiem, w którym momencie zacząłem cytować piosenki Nagłego Ataku Spawacza, myląc wersy i łącząc ze sobą chyba cztery kawałki jednocześnie… za namową Liptona.  Okazało się, że „za łebka” zasłuchiwaliśmy się w tych samych kawałkach, które krążyły po polskich podwórkach na kasetach – pirackich oczywiście. Chciałbym kiedyś zmierzyć jaka ilość alkoholu wyzwala w nas chęć gadania o muzyce.

                Po dotarciu do hotelu zaczęła się umieralnia i bredzenie o rzeczach ambitnych… Wojciech upadł na łózko w dziwnej pozie. Niewzruszony Real położył się na moich kolanach, ponieważ na złączonych łóżkach zabrakło miejsca. Ktoś wszedł do szafy i zaczął przysypiać. Chyba chciałem przeprowadzić z nim wywiad. W międzyczasie zadzwoniłem do siostry Damianka, poinformować ją, że jej brat ponownie nie żyje. Usłyszałem w odpowiedzi, że jestem gnojem i będę „dojechany”. Do dzisiaj nerwowo spoglądam się za siebie. Damianek, ona jednak nie chce za mnie wyjść?

W tym miejscu utnę relację. Więcej grzechów nie pamiętam, a już na pewno nie wlicza się w to poranne śpiewanie pod prysznicem. Dziękuję wszystkim za przybycie i świetną zabawę. Dziękuję też Abi, że znalazła w całym tym chaosie czas, żeby pożyczyć mi najnowszą Personę. Podróż pociągiem do Lublina jest mordęgą, ale w wypadku kolejnego zaproszenia mojej skromnej osoby… zjawię się na pewno!

Z poważaniem,

Bartosz.

SLAYER KURWA!

 

REALista:

Weekend zaczął się w piątek o 20:00 jako, że w sobotę miał odbyć się zlot PPE w Lublinie stwierdziłem, że muszę być wypoczęty, a więc pójdę wcześnie spać, żeby się wyspać na pociąg. Plan był dobry wykonanie już nie. O 4:00 nad ranem stwierdziłem, że chyba coś nie do końca wyszło…

Po trzech godzinach snu wstałem życząc wszystkim budzikom na świecie śmierci w męczarniach. Trzeba było jechać na PKP. Na dworcu Centralnym spotkałem Hienamasa, który czekał na ten sam pociąg co ja. Z resztą nie tylko pociąg nas łączył, ale też pokój, w którym mieliśmy spać po zlocie. Gdy już wsiedliśmy do wagonu znaleźliśmy pusty przedział. Byłem pewien, że za jakiś czas wpadnie do niego kółko różańcowe, albo coś takiego przez co nie będziemy mogli sobie spokojnie pogadać. O dziwo to się nie stało i przez całą drogę prowadziliśmy rozmowy o wszystkim i o niczym dzięki czemu podróż minęła szybko.

W Lublinie spotkaliśmy Muminka i Dorotę. Po raz kolejny byłem w szoku, że wszystko układa się tak jak to było zaplanowane. Wiedziałem, że musi nastąpić jakiś zgrzyt i rzeczywiście tak się stało. Otóż wpadliśmy na genialny pomysł: mieliśmy iść do hotelu w mieście, którego kompletnie nie znamy na pieszo. Całe szczęście szybko porzuciliśmy ten plan, gdy GPS w telefonie Doroty zaczął pokazywać chodnik, którego nie było. Podjechaliśmy taxą.

Na miejscu szybko okazało się, że pani z hotelu, która gadała z Muminem o dostawieniu łóżka do pokoju Hieny i mojego go oszukała. Złożyliśmy dwa jedno osobowe łóżka do kupy dzięki czemu uzyskaliśmy więcej miejsca do spania, ale i tak wiedziałem jedno: będzie ciasno. Poszliśmy do plackarni, w której zamówiliśmy pizze, a Dorota do pizzy zamówiła sok pomarańczowy, którym w całości został oblany Muminek przez niezdarną kelnerkę :D

Po zjedzeniu wróciliśmy do hotelu chwila przygotowań i wybiła godzina zero: idziemy na zlot. Co tam się działo? Kto był na chociaż jednym zlocie zapewne wie, a kto nie był temu współczuje. W każdym bądź razie powiem tyle: warto było, chociaż to, że ludzie naprawdę zaczęli grać w talizman mnie zaskoczyło. Około 20:20 stwierdziłem, że należy się ewakuować, ale spoko wiedziałem, że to nie koniec imprezy, gdyż czekał nas jeszcze after party. Nie wiem, o której się zaczął, ale było to gdzieś koło północy. Jako, że na afterach ludziom puszczają hamulce nie będę pisał co tam się działo, bo być może ktoś sobie tego nie życzy.

Obudziłem się w szczelinie między dwoma łóżkami i nie wierzyłem, że mogłem spać tak całą noc… Wstałem wcześnie, bo o godzinie 5:30. Nie z własnej woli, gdyż jeden z użytkowników postanowił zostać z nami na noc (nie do końca był to świadomy wybór, po prostu nie dało się od niego dowiedzieć gdzie mieszka, a nikt nie wiedział). Obudziła nas jego komórka na, którą dzwoniła jego córka, która chciała się dowiedzieć czy tacie podobała się impreza. Dość powiedzieć, że 5:30 to była godzina o, której on wreszcie odebrał, bo córka dzwoniła do niego kilkanaście razy mniej więcej od godziny czwartej. Miałem ochotę zniszczyć ten telefon…

Rozejrzałem się po pokoju i wyglądał dokładnie tak jak się spodziewałem, że będzie wyglądał (kto był na afterze po zlocie w Wawie wie o czym mówię). O 11:00 wydobyliśmy się z ruin naszego pokoju i pojechaliśmy na PKP. O 12:00 wsiadłem w pociąg i w sumie przez resztę niedzieli zdychałem.

 

Abi:

Dodam jeszcze parę zdań od siebie odnośnie zlotu. Całkiem przez przypadek spóźniłam się troszkę, ponieważ wyszłam nie na ten autobus co trzeba. Ale pomyślałam sobie, że spóźnię się tylko o kilka minut i na pewno nie będzie to problemem. Trafiłam akurat na oberwanie chmury, więc przesiedziałam z 5 minutek pod parasolką podziwiając jak dziesiątki ludzi pod zamkiem moknie. Cała zestresowana, jak to zwykle miewam przed spotkaniami z ludźmi, czekałam na wiadomość od Mumina, żeby upewnić się, że na pewno grupa przeniosła się do Padbaru.

Tak też się stało i po chwili byliśmy na miejscu. Bardzo było mi miło, gdy zaczęłam się ze wszystkimi witać i, chyba!, nawet niektórzy się leciutko ucieszyli, że zobaczyli mnie ponownie (ja tam się cieszyłam, że zobaczyłam parę znanych twarzy!). Po zamówieniu alkoholu i prawie oblaniu się tymże trunkiem (czy tradycja Muminka zaczyna przechodzić na innych?) zaczęły się rozmowy na temat wszyyyystkiego! Bardzo dobrze spędziłam czas gadając o kotach, o grach, o muzyce, trochę też było o życiu i o pokrewnych tematach, a nawet odbyła się wycieczka do hotelu i z powrotem. Z niektórymi gadałam trochę dłużej, z niektórymi mniej, ale mimo wszystko dyskusje się toczyły i było super!

W pewnym momencie zaczęły się wyjścia na zewnątrz, bo niestety (a przynajmniej mnie) zaczynało być zbyt duszno w podziemiach i potrzeba było trochę świeżego powietrza. Wróciłam do domu dość wcześnie, ponieważ byłam zmęczona po maratonie Strażników Galaktyki, który odbył się... w sumie tego samego dnia w nocy. Na pewno będę chciała taki zlot jeszcze powtórzyć. Zachęcam raz jeszcze do pojawiania się na tego typu imprezach, bo naprawdę warto, a nikt nikomu krzywdy nie zrobił mimo odmiennych poglądów :)

Ogromne dzięki dla Muminka za wiele rzeczy (i gry i dobre słowo) oraz podziękowania też dla ludzi z którymi rozmawiałam na zlocie (chyba ci co ze mną gadali pamiętają :D). Dobrze było napić się i pogadać w tak fajnym gronie ludzi, którzy mają tę samą pasję co ja :)

 

I to wszystko od nas! Aby dowiedzieć się więcej, musicie pojawić się na następnym zlocie i sami to przeżyć :D Lublin zaprasza w czasie wakacji, sonda pomoże wybrać dogodny termin.

PS2: Za wszystkie błędy przepraszam, jak coś to zawsze poprawię, wyrzucę lub zmienię. Zaraz idę spać :D

Trzymajcie się ciepło i pozdrowienia od Abi!

Tagi:

Oceń notkę
+ +35 -

Sometimes you need time to heal.
Oceń profil
+ +109 -
Abi
Ranking: 243 Poziom: 56
PD: 23711
REPUTACJA: 13631