SKLEP

Blog użytkownika drPain

drPain drPain 26.07.2018, 00:06
Demo One – Moja przygoda z demami
939V

Demo One – Moja przygoda z demami

Chyba każdy posiadacz Szaraka spotkał się magiczną płytą ''Demo One’’. Nośnik ten zapewnił graczom wiele przyjemnych chwil. Jednak nie tylko on będzie bohaterem tego tekstu. Powrócę na chwilę do czasów, w których z bananem na ryjcu odpalałem kolejne wersje demonstracyjne z płyt dołączanych do pewnego magazynu.

Demówki zawsze były przeze mnie szanowane. To dzięki nim wiedziałem czym warto się zainteresować, a przed czym uciekać od razu po zobaczeniu okładki. To również im zawdzięczam możliwość poznania wielu kultowych dziś tytułów. Wiecie, dzieciak chodzący do podstawówki raczej nie był w stanie kupować sobie nowych gierek. Co z tego, że na rynku już szalały kolejne generacje, ja się doskonale bawiłem z Szarakiem. Otrzymane od wujaszka płytki z Oficjalnego PlayStation Magazynu były dla mnie bramą do nowych, nieznanych światów. Niektóre z dostępnych tytułów potrafiłem katować całymi dniami, mimo iż grywalny był np. tylko jeden level. To była prawdziwa magia. Cieszyłem się z każdej chwili spędzonej z nowym programem. Jak tak się zastanawiam, to chyba właśnie w tym miejscu na poważnie wkręciłem się w gierki. Zajawkowy płomyczek zapłonął potężnie i do dzisiaj nie gaśnie. Nim przejdziemy do omówienia moich ulubionych demówek, sprawdzimy zawartość tytułowego ‘’Demo One’’. Trochę dobra się znajdzie, więc nie przedłużajmy już.

Co skrywa moje ‘’Demo One’’?

Mamy tu dwie zakładki. ‘’Games’’ oraz ‘’Videos’’. Nigdy tej drugiej nie lubiłem. Zbyt wiele razy przejechałem się na tym, że napalałem się na ogranie interesującej mnie produkcji, a do dyspozycji miałem ,,tylko’’ jej trailer. Teraz jednak z przyjemnością obejrzałem dostępne zwiastuny. Metal Gear Solid, Spyro, trzeci Crash, czy... Spice World. Te wszystkie rozmazane filmiki skrywają w sobie niesamowity, oldschoolowy klimat. Warto było do nich wrócić.

A jak z gierkami? Jest dobrze, jest nawet zajebiście dobrze! Pierwsze Gran Turismo z nałożonym limitem czasowym i trzema samochodami do wyboru. Jakiś czas temu udało mi się dorwać w atrakcyjnej cenie egzemplarz tej ścigałki. Odpaliłem go wtedy na chwilę i byłem w ogromnym szoku. W to nadal gra się wybornie. To samo zdziwienie towarzyszyło mi teraz. Model jazdy sprawia sporą przyjemność. Po dwukrotnym zaliczeniu demka uznałem, iż chyba nadchodzi czas ogrania tego samochodowego sztosika.

Mniej zaskoczył mnie za to Tekken 3, którego nigdy jakoś specjalnie nie lubiłem. Dwie grywalne postacie były mi doskonale znane. Może i nie przepadałem za tą gierą, tak jednak demo odpalałem często. Czasami trzeba obić jakiś cyfrowy pysk.

MediEvil jest najlepszą rzeczą jaka spotkała mnie podczas przygotowań do tego materiału. Wcześniej grałem tylko w wersję na PSP i dość szybko ją porzuciłem. Nie zaiskrzyło między nami. Uznałem więc, że za oryginalną odsłonę nie ma co się zabierać. To był błąd. To był cholernie wielki błąd. Demko kupiło mnie w ciągu chwili. Płynna rozgrywka, sympatyczna walka oraz fenomenalny klimat. Obie części już sobie wpisałem na listę zakupów.

Kula World, czyli bardzo grywalna gra logiczna, lata temu mnie od siebie odrzuciła. Tym razem jednak było inaczej. Spędziłem z tym tytułem kilka miłych chwil. Czemu tylko kilka? Kolejne poziomy sprawiały, iż zaczynało mnie mdlić. Levele są tak poprzewracane (trzeba ogarniać górę i dół), że natychmiastowo musiałem odpuścić dalsze granie.

To teraz możemy przejść do moich ulubionych wersji demo, w które srogo się zagrywałem. Przed napisaniem tego tekstu planowałem szybkie przypomnienie sobie poszczególnych pozycji. Skończyło się na dobrych trzech godzinach spędzonych przed telewizorem. Czułem niemal dokładnie to samo co kiedyś. Magię, czystą zabawę oraz rodzącą się zajawkę. Fenomenalne doświadczenie.

T’ai Fu: Wrath of the Tiger - Nie jestem w stanie powiedzieć ile razy razy tą demóweczkę skończyłem. Uwielbiałem w to grać. Klimacik i nieprzyzwoicie przyjemny system walki. Teraz bawiłem się równie dobrze co wtedy. Niestety udało mi się już zaliczyć pełną wersję. Zawiodła mnie ona potwornie. Była nudna i krótka. Wersję próbną wspominam jednak cieplutko.

R-Type Delta - Zawsze lubiłem gry tego typu. Kiedy pierwszy raz miałem styczność z tym demem, już wiedziałem, że kiedyś piękne pudełeczko zostanie przeze mnie nabyte. I stało się! Doskonale pamiętam jak tydzień po ograniu dostępnego na płycie urywka udało mi się dorwać kompletne wydanie tejże giery.

Ridge Racer Type 4 - To się nadal broni! Grywalność stoi tutaj na przerażająco wysokim poziomie. Muzyka i model jazdy tworzą cudowną atmosferę, która sprawia, iż ciężko oderwać się od ekranu telewizora. Kiedyś potrafiłem zarywać nocki z tym demem. Gdyby nie inne obowiązki, pewnie teraz byłoby podobnie.

Monaco Grand Prix – Tutaj już ciężko mi na chłodno ocenić te wyścigi. Sentyment ma nade mną pełną kontrolę. Zagrywałem się tak samo jak w przypadku Ridge Racer’a. Fanem F1 nie byłem nigdy, lecz dobrą ścigałką nie jestem w stanie pogardzić.

Driver – Wystarczyła tylko ta króciutka sesyjka podczas, której musiałem zgubić ścigający bohatera radiowóz, abym zapragnął pełnej wersji Driver’a. Kiedy już udało mi się go kupić, męczyłem długo. Pamiętny garaż i cholernie satysfakcjonująca rozgrywka. Jedna z moich ulubionych gier z ery PSX’a.

Colin McRae Rally – Moja sympatia do rajdówek zaczęła się właśnie od pierwszego Colina. Wizyty u wujka zawsze kończyły się przynajmniej krótką partyjką w ,,samochody’’. Pamiętam jak wujo nie wytrzymał drugiej godziny katowania tej jednej dostępnej trasy. Najpierw wyłączyłem dźwięk, a potem zostałem już zmuszony do zmiany gry. Tak, dobrze przeczytaliście. Potrafiłem dwie godziny śmigać po jednej trasie.

Bloody Roar 2 – I to jest bijatyka, którą zawsze stawiałem nad Tekkenem. Dwóch fighterów wystarczało mi do kilkugodzinnych posiedzeń. Zachwyt jakiego doznałem po pierwszej przemianie w stwora był niezapomniany. Nigdy nie miałem przyjemności sprawdzić większej ilości zawodników. Chyba czas to zmienić.

Crash Bandicoot 3: Warped – Ten jeden poziom ogrywałem do znudzenia. Jaki Crash jest, chyba wie każdy. Arcymiodna platformóweczka. Moje pierwsze poważniejsze kroki w stronę świata gamingu były stawiany w towarzystwie uroczego jamraja. Jedna z moich ulubionych gier i z pewnością jeden z symboli plejstacji pierwszej.

Millenium Soldier: Expendable – Najpierw demko, potem pirat, a aktualnie poszukuję kompletnego wydania. Więcej o tej perełce napisałem w jednej z GROmad, więc też tam Was odsyłam (https://www.ppe.p(...)-78.html).

O grach Yaroze nie wspominałem, gdyż możliwe, że w przyszłości wypluję z siebie osobny materiał o nich. Dzięki demkom poznałem jeszcze wiele świetnych tytułów (Rollcage), a także, tak jak pisałem na początku, udało mi się uniknąć kilku zakupowych rozczarowań (Lego Racers). Płyty z demami są już niestety reliktem przeszłości. Coraz mniej osób o nich pamięta. Szkoda, ponieważ są one częścią growej historii, mojej historii. Ilu z Was męczyło do rana dostępne na nich tytuły? Macie jakieś swoje ulubione demóweczki?

Znaleźć mnie można również na: https://www.facebook.com/drPain97/

drPain

Tagi:

Oceń notkę
+ +33 -

Oceń profil
+ +145 -
drPain
Ranking: 139 Poziom: 58
PD: 25561
REPUTACJA: 18243
Miesięcznik PSX Extreme