SKLEP

Blog użytkownika drPain

drPain drPain 27.06.2018, 00:06
Level Up! Czyli co zawdzięczam grom
755V

Level Up! Czyli co zawdzięczam grom

Granie w gry. Czynność, która pozornie sprawia wyłącznie przyjemność. Taka zabawka dla dużych dzieci. Czy jednak ta ,,zabawka’’ może wpłynąć pozytywnie na nasze życie? Możliwe, że nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo.

Do spłodzenia tego tekstu zmotywował mnie jeden z poprzednich Hyde Parków (https://www.ppe.p(...)gry.html). Tam ograniczyłem się do króciutkiej odpowiedzi na zadane pytanie. Nadszedł jednak czas na troszkę dłuższą wypowiedź. Podsumuję wszystko to co zawdzięczam grom oraz jak pozytywnie wpłynęły one na moje życie.

Moim pierwszym growym sprzętem był kultowy Pegasus. Nie było to granie świadome. Nie pamiętam ile miałem wtedy lat, ale z pewnością nie była to spora cyfra. Doskonale jednak pamiętam jak dobrze się przy tym sprzęcie bawiłem. Była to zabawka zupełnie inna, świeża. Później pojawił się u mnie pierwszy komputer, a także konsola od Sony. Odchudzone PlayStation jest moją najmilej wspominaną platformą. I na tym zakończymy ten sentymentalny powrót do moich początków z grami. Odpowiedni materiał ukaże się niebawem. Czemu jednak przytoczyłem temat moich pierwszych kontaktów z branżą? Wtedy traktowałem to medium jako zabawkę. Coś co sprawiać ma mi wyłącznie rozrywkę. Z każdą kolejną grą, z każdym tygodniem, dniem, czy rokiem się to jednak zmieniało. Małymi, acz znaczącymi, kroczkami stawałem się coraz bardziej świadom potęgi cyfrowego świata. Zacząłem dostrzegać w tym coś więcej niż tylko sposób na przyjemne spędzanie wolnego czasu. Oddawałem się stale rosnącej pasji jak tylko w danym okresie życia mogłem. Było ciężko! Otoczenie nie było przychylne moim działaniom. O gronie nauczycielskim nawet żal wspominać. ,,I co Ci te głupie gierki dadzą w przyszłości?’’, ,,Chwilowe zainteresowanie. Znudzi Ci się to’’, ,,Do niczego nie dojdziesz grając tylko w te gry’’. Oj wiele takich tekstów skierowanych w moją stronę słyszałem. Pomimo paru momentów wątpliwości, nie poddałem się. Brnąłem w to dalej. Co mi to dało? Chyba możemy już zakończyć ten przydługi wstęp i odpowiedzieć sobie na to pytanie.

1. Opanowanie języka angielskiego.

Będąc w temacie pozytywnego oddziaływania gier, chyba zawsze wspomina się o ich pomocy w przyswajaniu sobie języka angielskiego. Nie inaczej było ze mną. Zaczynałem od durnego przeklikiwania wszelkich rozmów w niezrozumiałym wtedy języku. Później do pomocy wykorzystywałem braciszka. W miarę możliwości tłumaczył mi tekst pojawiający się na ekranie. Harry Potter and the Chamber of Secrets z pierwszego Xboxa. Chyba od tego momentu zacząłem korzystać z pomocy słownika. Coraz więcej chciałem rozumieć, coraz więcej rozumiałem. Im więcej grałem tym było lepiej. Ostatecznie skończyło się na tym, że takie L.A Noire, czy rpgi (np. NieR: Automata) łykam bez większych problemów. Nie jest to oczywiście język, którym posługuję się na co dzień, ale potrafię się w nim dogadać. Rozmowa z klientami (czasami przychodzą do mnie osoby anglojęzyczne), czy luźna gadka przepełniona żartami, którą przeprowadziłem podczas jednego z turniejów karcianki Magic the Gathering niech będą na to dowodem.

2. Stale rozwijana pasja, która napędza mnie do działania.

Wstaję rano... Dobra, może niekoniecznie rano. Wstaję z łóżka. Rozglądam się po pokoju i widzę półki wypełnione grami. Na mej twarzy mimowolnie pojawia się zaciesz. Poranne ściąganie swojego cielska z wyrka uprzyjemniane jest, mniej lub bardziej, dokładnym obadaniem zbiorów. Autentycznie dodaje mi to energii. Powiększanie kolekcji, a co za tym idzie, pielęgnowanie pasji, jest dla mnie szalenie ważne. Jako, iż mogę to uskuteczniać i widzę tego efekty, czuję się lepiej. Człowiek bez pasji jest człowiekiem bez duszy. Więcej o moim podejściu do zbierania znajdziecie tutaj: https://www.ppe.p(...)lka.html. Zaliczanie/poznawanie kolejnych tytułów również odbija się na moim codziennym życiu. Ukończenie danej produkcji, bądź sympatycznie spędzone z nią chwile sprawiają, że mam poczucie dobrze zagospodarowanego czasu. Oddaję się czemuś co uwielbiam. Gorszy dzień? Kilka godzin z jakimś sztosikiem i od razu humor się polepsza. Pisanie tekstów? Cholera, lubię to. A coś takiego także zalicza się pod pojęcie rozwijania tego konkretnego zainteresowania. Pisząc, napalam się na granie i na odwrót. A wszystko to dodaje sił na następny dzień.

3. Poznanie i przeżycie rewelacyjnych przygód.

Nie zliczę ile ekscytujących, pięknych, wzruszających, czy zabawnych przygód, udało mi się dzięki grom przeżyć. Droga od zera do bohatera w pierwszej odsłonie Fable’a. Wzruszenie podchodzące pod rozpacz po stracie lubianej towarzyszki w drugiej części przygód pani komandor Shepard. Emocjonujące momenty podczas kanapowego grania w FIFE, czy CTR’a. Eksploracja ogromnego Skyrim, bądź niezwykle klimatycznych lokacji w grach z serii Fallout. Poznawanie tych wszystkich historii jest fenomenalnym zjawiskiem. Przeżywanie całym sobą interaktywnych doświadczeń, takich jak niedawno wydany Detroit (mój gamingowy mesjasz) sprawia, iż chcę się w to ,,bawić’’ dalej. Granie dostarcza mi genialnych emocji.

4. Możliwość poznania fantastycznych osób.

O poznanych ludzikach z PPE mógłbym się potężnie rozpisać. Wspólna pasja sprowadziła nas właśnie w to miejsce. Długie godziny spędzone na mniej lub bardziej ambitnych wymianach zdań. Do tego dochodzą wszelkie zloty. Siedem godzin spędzonych w pociągu, aby tylko zobaczyć się i wypić ,,kilka’’ głębszych z tymi ludźmi. Nawiązanie bardzo dobrego kontaktu z jednym znajomym, a także poznanie paru członków ulubionego pisma. Pięknie pokazuje to ogromną, łączącą moc tego hobby. Zacieśnianie relacji dzięki giereczkom... Kiedyś bym w to chyba nie uwierzył.

5. Praca, którą lubię.

Czy moje oddanie się temu hobby przyniosło w końcu jakieś finansowe korzyści? Jak zapewne część z Was wie –tak. Rozwijana przez lata pasja zapewniła mi posadę w sklepie z grami. Dzięki ogrywanym przez lata tytułom nierzadko jestem w stanie przeprowadzić z klientem ciekawą rozmowę. Kiedy dana osoba powie mi w co jej się dobrze grało, potrafię bez większych problemów zaproponować kolejny tytuł. Wstając rano nie czuję wku#wienia, które towarzyszyło mi w poprzednich pracach. Tutaj faktycznie lubię to co robię. Sprawia mi to sporą przyjemność. Jasne, nie zawsze jest tak kolorowo, aczkolwiek po pewnym czasie można się przyzwyczaić do minusów tego zajęcia. Czy gdyby nie moje wiara w to, że w końcu połączę hobby z pracą to byłbym tu gdzie jestem teraz? Szczerze wątpię.

I to tyle. Grom zawdzięczam cholernie dużo. Nawet nie chcę wiedzieć jak wyglądałoby moje życie gdyby nie one. Lepiej? Gorzej? Tego już nie da się ocenić. Z pewnością można jednak stwierdzić, iż odcisnęły na mnie niesamowicie pozytywne piętno. Aktualnie wszystko się u mnie kręci wokół nich. Nawet ustawianie nowych pudełek mnie zmieniło. Wszystko muszę mieć ładnie ułożone. Fajnie się to przekłada na moją pracę, gdzie również staram się dbać o ogólny porządek. Tyle się słyszy o negatywnych skutkach grania w gry. Wydaje mi się, że jestem tego żywym zaprzeczeniem. Jasne, mogło być u mnie inaczej, lecz konsekwencja sprowadziła mnie do tego miejsca, w którym się właśnie znajduję. Co będzie dalej? Zobaczymy. Pozwolę sobie na sam koniec powrócić do tytułu tego wpisu. Jak go rozumiem? Level Up, czyli ciągły rozwój.

Znaleźć mnie można również na: https://www.facebook.com/drPain97/

drPain

Tagi:

Oceń notkę
+ +33 -

Oceń profil
+ +156 -
drPain
Ranking: 120 Poziom: 60
PD: 28365
REPUTACJA: 20527
Miesięcznik PSX Extreme