SKLEP

Blog użytkownika drPain

drPain drPain 11.04.2018, 00:06
#alwaysoffline
1150V

#alwaysoffline

Nie podpinam konsol do internetu. Nie pobieram aktualizacji. Tak, gram w nowości. Nie siedzę tylko przy starszych sprzętach. Skąd takie podejście? Czy jestem aż tak popie#dolony? O tym dalej

Jedna ważna uwaga. Jest to tylko i wyłącznie moje w pełni subiektywne spojrzenie na ten temat. Ja wiem, że może się ono wydawać ,,dziwne’’, ale przecież każdy ma prawo do własnego zdania. Szanujmy to.

Przyznam szczerze, iż początkowo nie planowałem tego tekstu. Ku memu zdziwieniu okazało się, że moje zachowanie wzbudza wśród paru osób zaskoczenie. O co dokładnie chodzi? Nie podpinam swoich growych sprzętów do internetu. Kilka lat temu zdarzyło mi się połączyć z siecią poprzez PSP, w celu pobraniu wersji demo kilku interesujących mnie wtedy produkcji. Tak samo było w przypadku Xbox’a 360. Reszta moich urządzeń (odkąd je posiadam) nigdy nie była w trybie online. Tak, PS4 również. Jak w takim wypadku aktualizuję konsolę? Odpowiednie pliki znajdują się na płytce z grą, tak jak miało to miejsce np. przy PSP. A co z nowszymi wersjami gier? No cóż... Zazwyzczaj gram w wersje 1.0. Tak, posiadam w domu internet. Jest to tylko i wyłącznie moja decyzja.

Może wpierw przedstawię Wam moje postrzeganie gamingu. Coś co było normalnością, aktualnie postrzegane jest jako skrzywienie. Nigdy nie byłem na bieżąco z growym światem. Kiedy królowała PS2, ja bawiłem się wujaszkowymi piratami na PS1 (ta, nie mam honoru gracza), kiedy PS3 było w prawie każdym domu, ja cieszyłem się z zakupu PS2. Trzeciego plejaka kupiłem w momencie, w którym czwóreczka była już jedyną słuszną maszyną do grania. Dopiero od niedawna (od ponad roku) jestem w stanie ogrywać interesujące mnie tytuły w okolicach ich premier, no ale nie o tym miało być. Granie konsolowe zawsze było dla mnie jednoznaczne z włożeniem płytki i konsumpcją nowego nabytku. Przy trzeciej plejce dochodził jeszcze, znany z pecetów, motyw instalacji. Nie przeszkadzało mi to, ponieważ doskonale rozumiałem, iż w zamian otrzymuję produkcje jakościowo lepsze. No a przynajmniej tak było w większości przypadków. Do czego powolnymi krokami zmierzam? Kupione gry zawsze stawały się moją własnością. To ja decydowałem kiedy i na jakich warunkach zamierzam z nich korzystać. Internet nigdy nie był mi potrzebny. Oczywiście kompletnie inaczej jest w przypadku grania pecetowego. Tam panuje nowotwór w postaci Steam’a i jemu podobnych. O mojej niechęci do tego typu programów, i dystrybucji cyfrowej ogólnie, zamierzam wrzucić osobny tekścik. Przejdźmy już zatem do najważniejszej części tego materiału. Czemu jestem #alwaysoffline?

Skupię się wyłącznie na graniu konsolowym. Komputery niestety przegrały walkę o grową niezależność i bez Steam’a itp. raczej sobie nie pogramy. Konsole na szczęście nadal się trzymają. No prawie... Need for Speed (2015) i For Honor. Co łączy te dwie gry? Wróć, gry to za duże słowo. Co łączy te dwie usługi? Obie wymagają stałego połączenia z internetem. W przypadku FH jest to jak najbardziej zrozumiałe. Jest to przecież produkcja stricte multiplayer’owa. A NFS? Tu już niestety jesteśmy zdani na łaskę internetu. Awaria, małe problemy z połączeniem, cokolwiek? Nie pogramy. Co z tego, że zapłaciliśmy pełną cenę za dany produkt. Ostatecznie nie jesteśmy jego właścicielami. Jak można posiadać coś, z czego nie możemy korzystać na naszych warunkach. W tym wypadku jedynie wykupiliśmy sobie dostęp do usługi o nazwie Need for Speed. Sądzę, iż ciężko się tutaj nie zgodzić. Tytuły wymagające bycie always online, są złem, z którym trzeba walczyć. Do tego samego wora wrzucam pozycje zmuszające do pobrania danych. NBA 2k18 i L.A. Noire (obie w wersji na Switch’a), zdechnijcie. Przejdźmy zatem do, chyba najciekawszego, elementu tego tekstu. Czemu nie nie pobieram patchy.

Przykładowa sytuacja. Idę do sklepu, a następnie wybieram sobie jakąś grę. Kupuję ją i, w teorii, staje się moja. Skoro miałem możliwość zakupu danej produkcji, to normalnym jest dla mnie, iż jest to program skończony, czekający tylko na odrobinę wolnego czasu ze strony nabywcy. Coś się niestety popsuło. Obecnie znaczna większość gier dostaje w dzień premiery patcha. Łatka naprawiająca wszelkie niedoróbki itp. Ku#wa serio? Sprzedano mi wybrakowany, niedokończony produkt? Ciężko mi to jednoznacznie określić. Jeszcze nie spotkałem się z tytułem, który byłby niegrywalny bez pobrania łatki (AC: Unity nadchodzę). Tak, wolę spędzać czas z grą niedorobioną, niż pobrać plik z poprawkami. Czemu? Składa się na to kilka powodów.

1. Kłóci się to z moją filozofią posiadania gry.

Tak jak już wspominałem, kupując grę oczekuję od niej prawidłowego działania po włożeniu do napędu. Oceniam produkt, który kupiłem. To, że on później inaczej wygląda, czy lepiej działa kompletnie mnie nie obchodzi.

2. Nie ufam aktualizacjom.

Pobrana łatka nie zawsze wprowadza tylko pozytywne zmiany. Poprawi ona stabilność programu, zlikwiduje błędy, ale również może wyciąć kilka piosenek ze ścieżki dźwiękowej, czy wprowadzić irytujące zmiany. Jakieś przykłady? Pecetowa wersja popularnego Talismanu. W ciągu kilku dni nabiłem z bratem koło 25 godzin. Po pewnym patchu odpuściliśmy sobie dalszą grę. Interfejs uległ zmianom na gorsze. Stał się niesamowicie nieczytelny. Kolejny przykład, The Binding of Isaac: Rebirth. Jeden z przedmiotów został znacząco osłabiony przy aktualizacji. Okej, był mocny, lecz jest to gra typowo singlowa. Jak już chciano coś z tym zrobić, to uważam, iż gracze powinni dostać wybór. Używać nowej wersji tego itemka, albo zostać przy starej, ale nie dostawać przy nim kolejnych osiągnięć. Byłoby to zachowanie fair play.

Chyba już kwestię mojego specyficznego podejścia mamy za sobą. Można się kłócić, iż jest to głupota, ale również można po części się z nim zgodzić. Niech każdy gra tak jak mu dobrze. Nim zakończę ten tekścik, poruszę jeszcze jeden temat. Co jeśli gry przejdą na model always online? Z ogromnym bólem będę musiał odpuścić sobie poznawanie nowości. Nie zamierzam uczestniczyć w tym patologicznym cyrku. Dzięki olbrzymim zaległościom, raczej tytułów do sprawdzenia nie zabraknie mi zbyt szybko. Mam w co grać. Nie będę z czegoś takiego specjalnie zadowolony, aczkolwiek będę gotowy. Staram się nie dopuszczać takich myśli do głowy, lecz wiem, że ta wizja jest niebezpiecznie blisko spełnienia.

I to by było na tyle. Długo zmuszałem się do skończenia tego materiału. Od końcówki zeszłego roku regularnie dopisywałem po kilka zdań. W końcu przysiadłem i postanowiłem go zamknąć. Chyba jakoś to wyszło.

Od niedawna można mnie również znaleźć na: https://www.facebook.com/drPain97/

drPain

Tagi:

Oceń notkę
+ +42 -

Oceń profil
+ +146 -
drPain
Ranking: 148 Poziom: 57
PD: 24503
REPUTACJA: 18243
Miesięcznik PSX Extreme