Narzekalnia

Czyli czepiam się

Heremis Heremis 19.04.2016, 07:34
Dlaczego nie podoba mi się dzisiejsza branża?
1719V

Dlaczego nie podoba mi się dzisiejsza branża?

Gdy ostatnio siedziałem przed komputerem, szukałem jakiegoś ciekawego tytułu do ogrania i jadłem kanapkę, zacząłem się zastanawiać, za co tak naprawdę pokochałem gry, a później tak bardzo je znienawidziłem. Postanowiłem zebrać wszystko "zusammen do kupy" i skupić się na "ciemnej stronie branży".

Gdy ostatnio siedziałem przed komputerem, szukałem jakiegoś ciekawego tytułu do ogrania i jadłem kanapkę, zacząłem się zastanawiać, za co tak naprawdę pokochałem gry, a później tak bardzo je znienawidziłem. Zorientowałem się, że dzisiejsza branża gier to nie to samo, co ponad 20 lat temu (gdy jako brzdąc na dobre zagłębiłem się w temat). Wielu twórców i wydawców zapomniało o oryginalności i innowacyjności, a zaczęło traktować swoje marki i studia jak maszynki do zarabiania pieniędzy możliwie jak najniższym kosztem. Ale lecąc po kolei...

Zacznijmy od tego, że jest masa rzeczy wyciętych z podstawki, które później sprzedaje się jako pierdyliard DLC (czyli Downloadable Content - Zawartość Do Pobrania) za astronomiczne kwoty. Wydawcy nauczyli się niestety, że można pociąć grę na kilka części i sprzedać ją za większe pieniądze. Mogą to być nieznaczące pierdoły (jak np. mocniejsze zbroje, bronie, itp.), ale też i całe rozdziały danego tytułu. Nauczyli się również, że żeby zminimalizować wydatki, DLC wydaje się (jak sama nazwa wskazuje) tylko w wersji cyfrowej. Jak to pewnie myślą wydawcy - "W pudełku nie wydamy, bo za drogo i będzie mógł komuś pożyczyć, a przez to automatycznie spadną nam zyski".

Do tego wszystkiego większość jest niby wycięta, a tak naprawdę jest na płytce z grą (jak np. postacie w Street Fighter x Tekken, gdzie połowa i/lub więcej postaci jest zablokowana, a ich odblokowanie wymaga zakupu pliku, który kosztuje kilkadziesiąt złotych i waży... 108 KB).

Ewidentnym skokiem na kasę są również comiesięczne dodatki z samochodami do gier z serii Forza Motorsport (gdzie jeszcze 10 lat temu byłyby w podstawce).

Mało tego, czasami do gry może być dodane po pewnym czasie jako DLC nawet i zakończenie! Tak jak np. w Mass Effect 3.

Zobaczcie wszystkie DLC które kupiłem!

Równie ważne jest to, że teraz nie zatrudnia się beta-testerów, bo ich role przejęli gracze (Złóż pre-order na Doom 7, a już od jutra dostęp do zamkniętej bety Doom 5!), przez co gry bardzo często cierpią na nadmiar błędów, jeżeli tym zajmują się niedzielni gracze lub osoby niewykwalifikowane.

Wspomnę też o tym, że przez oferowanie zamkniętej bety w zamian za pre-order, wydawcy próbują bardzo chamsko wyciągnąć nam kasę z portfela i udowodnić, że są tacy wspaniałomyślni że możemy zagrać w tak "elytarnej" grupie.

Jak ciąć koszty i maksymalizować zyski, to po całości.

Żeby było śmieszniej: gra ma być koniecznie łatwa i z podpowiedziami, żeby nam się gracz za szybko nie zniechęcił. Rozumiem takie rzeczy jak mapa (w wielu przypadkach naprawdę ułatwia życie, często jest wręcz niezbędna), ale już podświetlanie przedmiotów (coby długo nie szukał i się nie wysilał), teksty typu "you're leaving playable area" (żeby się nie zgubił), czy inne tego typu "kfiatki", wołają o pomstę do nieba. Co do poziomu trudności: w wielu przypadkach poziom hard z gry tegorocznej, to easy z gry z lat '90 (nie mówię oczywiście że w każdym tytule).

Nawiązując też do sztucznego wydłużania gry: są wydawcy bardzo porządni (tacy jak Rockstar), którzy bardzo dbają o to, żeby gracz się nie nudził nawet i po ukończeniu głównego wątku danego tytułu (vide "Nieznajomi" w GTA). Takie misje poboczne robi się z prawdziwą przyjemnością. Są też i tacy (jak Ubisoft czy Electronic Arts), którzy w wielu przypadkach znajdźki dorzucają na siłę i tylko po to, żeby gracz jak najdłużej nie wyjmował płyty z grą z czytnika (do tej pory śni mi się po nocach szukanie wszystkiego w The Saboteur).

Tak dużo gier, a tak mało grania.

Byłbym zapomniał: koniecznie niech ma jakieś bardzo trudne do zdobycia lub czasochłonne achievementy, których zdobycie graniczy z cudem i masochizmem (ażeby "Achievement Whores" zbyt szybko nie odłożyli gry na półkę i starali się ją jak najbardziej wymaksować).

Są achievementy, których zdobycie graniczy z cudem ("Mile High Club", Call Of Duty 4: Modern Warfare).

Na dokładkę jeszcze te wszystkie śmieszne "Day-One" patche, które są wydawane specjalnie po to, żeby tylko się wyrobić na premierę (najlepiej przed okresem świątecznym, a jakże). Jak to myślą wydawcy - "Nieważne że gra jest niedorobiona i ma pełno baboli, Day-One patch załatwi sprawę, bo inaczej musielibyśmy przesunąć premierę o 2 miesiące i zarobilibyśmy mniej". Kwestię tego, że taki patch potrafi zajmować i kilkanaście GB, pominę milczeniem.

I najważniejsze: po co tworzyć nowe marki i próbować czegoś nowego, lub odświeżyć bardzo stary, dobry tytuł? Przecież to, co wydaje się rok w rok, tylko inaczej ubrane się sprzeda.

Piję tu do serii eksploatowanych bardziej niż dziewczyny na poboczu. Dla przykładu: Assassin's Creed, Call Of Duty, Battlefield, FIFA. Nieważne że to jest to samo co rok temu i że zmiany są tylko kosmetyczne, ważne że omamieni "nową jakością" gracze polecą do sklepów i kupią.

Jest wielu bohaterów, którym powrót by bardzo dobrze zrobił.

To samo tyczy się remasterów: "a po co mamy robić coś nowego, wystarczy tylko podrasować delikatnie grafikę (albo i nie) i mamy grę na sprzedaż". Są tytuły, którym porządne odświeżenie naprawdę bardzo dobrze by zrobiło, a wręcz co najmniej by się przydało (np. seria Medievil czy Syphon Filter),ale twórcy mają to gdzieś, bo za dużo roboty, bo nie wiadomo czy ktoś to kupi. Lepiej wydać remaster czegoś, co się kiedyś sprzedało (Tomb Raider, Hitman).

A nie daj Boże jak konsola posiada wsteczną kompatybilność! Toż to profanacja szybkich skoków na kasę!

Przyznam się szczerze, że jako gracz starej daty, chowany od dziecka na sprzętach takich jak Amiga, SNES czy pierwsze Playstation, jestem bardzo uczulony na dzisiejsze "innowacje" i rozwiązania.

Quo Vadis, branżo?

Podsumowując mój wywód, zacytuję mistrza branży, Erica Chahi (twórcę Another World):

"Gry komputerowe to już tylko przemysł, produkcja, zysk i nic więcej. Zero twórczości. Zapominamy, że gry powstały dlatego, że parę osób miało odwagę, by pójść w nieznane. Niestety, dzisiejsi autorzy przeróbek i sequeli nie mają nic wspólnego z tamtymi pionierami".

Ave!

Tagi: blog gry kocham grać quo vadis

Oceń notkę
+ +55 -

Hail to the King Baby!
Oceń profil
+ +26 -
Heremis
Ranking: 391 Poziom: 53
PD: 19438
REPUTACJA: 1525