SKLEP

Blog użytkownika Laughter

Laughter
Laughter Laughter 23.06.2018, 16:38
WG#200 - W co gracie?
425V

WG#200 - W co gracie?

Druga stówa przekroczona, więc do trzeciej wchodzimy za sprawą Kratosa i Devilmana - zapraszam do chwalenia się, jak Wam mija weekend i w co obecnie gracie!

Kratos to bohater, który jest dla mnie bardzo ważny, a seria God of War przywołuje niesamowicie pozytywne wspomnienia z okresu mojego życia i młodości. Pamiętam, jakby to było wczoraj, gdy oglądałem zrzuty ekranu prezentujące pierwszą odsłonę z PS2. Czytałem i śledziłem informacje na temat produkcji w kolejnych numerach czasopisma PSX Extreme oraz OPSM. Ten drugi pozwolił mi zresztą zakosztować fenomenalnej wersji demonstracyjnej zwieńczonej równie fenomenalną walką z hydrą - czegoś takiego na PS2 do tej pory nie było! Niesamowicie wykonany deszcz oraz potwornie emocjonująca i efektowna walka przypominająca istny taniec rzezi! Wówczas konsole nie były u nas tak popularne i wszyscy znajomi grali na PC w zupełnie inne gry, wyśmiewając jednocześnie zacofane technologicznie PS2. God of War robił jednak na nich wrażenie i wzbudzał widoczną zazdrość.

God of War

Chociaż osobiście wybrałem w tamtym czasie debiutujące w podobnym okresie Devil May Cry 3, to jednak God of War zasłużenie przeszedł do kultu. Była to gra przyprawiająca o dreszcze i zapadająca bardzo w pamięć. Powołała do życia niezwykle charyzmatycznego i ikonicznego bohatera - mimo, że przez całą grę nie był on za bardzo wygadany i jedynce co robił, to brutalnie napie*dalał wszystko co się rusza. Kontynuacja pod każdym względem została wykonana lepiej i postawiła poprzeczkę nieosiągalną dla nikogo innego. God of War 2 nie jest moją ulubioną produkcją z czasów PS2 (znajduje się w top 5, obiecuję!), ale pod względem wizualnym, technologicznym i spójnością wykonania mało co może się z nim równać. 

God of War 2

Trzecia odsłona serii znów dokonała tego, co pierwszy God of War. Zniszczyła skalą epickości i warstwą wizualną powodującą opad szczeny. Wszelkie zbliżenia na Kratosa porażały szczegółowością i ogólną liczbą detali, emocjonująca praca kamery i starcia z gigantycznymi bossami stanowił wisienkę na torcie. Przede wszystkim była to szalenie grywalna odsłona, która pomimo odtwórczości względem poprzedników nadal nie pozwalała oderwać mi się od ekranu. Piękne zwieńczenie trylogii, gdzie na próżno było mi szukać znaczących wad, czy rozczarowujących elementów. Zawód przyszedł dopiero za sprawą "Wstąpienia" - nudne, chaotyczne i na siłę wplecione multi dorobione na szybko do wyjątkowo nijakiej przygody, która po napisach końcowych wylatywała z głowy. A szkoda, bo systemowo mogła to być najlepsza część i wizualnie ponownie robiła oszałamiające wrażenie. Zabrakło jednak pomysłów na większe zaangażowanie grającego, a przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie.

God of War 3

Pisząc o God of War nie można zapominać o PSP. Chains of Olympus może i nie zapadało za bardzo w pamięć, ale znów dowaliło potężnym sierpowym za sprawą technicznego wykonania gry. Pełnoprawna rozgrywka serii przerobiona na przenośny format o warstwie wizualnej wyprzedzającej swoje czasy. Rozwinęła też wątek córki Kratosa, co również przypadło mi do gustu i nadało zakapiorowi nieco ludzkiej strony. Emocjonalne zwieńczenie tej przygody również uważam za wielki plus. Kontynuacja w postaci Ghost of Sparta, to z kolei moja druga ulubiona część całego cyklu! Świetnie rozwinięcie przeszłości głównego bohatera i wątek Deimosa. Absolutnie perfekcyjny trzon rozgrywki mocno rozbudowany na tle Chains of Olympus i zapożyczający kilka elementów ze stacjonarnej trójki. Ponownie graficzny majstersztyk wyciskający z przenośnej konsolki siódme poty, co niestety powodowało miejscami krztuszenie sprzętu. W ten sposób dochodzimy do reinkarnacji serii na PS4. Kontynuacja dziedzictwa, a jednocześnie świeży początek w nowym formacie i odświeżonych klimatach nordyckich.

God of War PS4

God of War na PS4 miałem kupić w dniu premiery, ale znów postawiłem na coś innego i sięgnąłem po kolekcjonerkę Yakuzy 6. Zaległość udało się szybko nadrobić i stałem się ostatnio posiadaczem limitki kolejnej przygody niegdysiejszego boga wojny. Nie grałem na razie zbyt dużo, ale pierwsze wrażenia już sobie wyrobiłem. Powiedzieć, że produkcja Santa Monica jest ładna, to jak nie powiedzieć nic. Wizualnie mamy do czynienia z niesamowitym kunsztem i absolutnym dziełem sztuki. Nie tylko za sprawą samej warstwy technicznej, ale i operowania kamerą, która zawsze ustawia się pod odpowiednim kątem, aby wydobyć jak najwięcej z przecudownej pracy grafików i programistów studia.Ostre jak żyleta tekstury, świetny AA, a przede wszystkim szczegółowość pierwszego planu i ogólny projekt artystyczny lokacji. Swoje robi też cudowne oświetlenie i elementy cząsteczkowe. God of War zbliża się jak można do fotorealizmu i na wyżyny możliwości konsol współczesnej generacji.

Do*ra, jebać grafikę - nie po to daję rozpikselowanym indykom 10/10, by potem jarać się jak głupi wyglądem gry, która za 3 lata będzie już brzydka i przestarzała na tle nowości. Nowy God of War to typowy schemat The Last of Us i cinematic experience. Oznacza to, że równie ważna, co sama rozgrywka jest treść fabularna i śledzenie wydarzeń rozgrywających na ekranie. Kratos całkiem zgrabnie odnalazł się w tym formacie i nowa przygoda zdążyła już mnie zaciekawić. Jest coś urzekającego w postrzeganiu jego relacji z Atreusem mając w pamięci to przez co nasz heros przeszedł w przeszłości. System walki nie dostarcza mi jeszcze tyle frajdy, co w trylogii, a nawet w przenośnych odsłonach. Bardzo dziwnie wypada detekcja kolizji broni i naszych ciosów na ciała przeciwników. Uderzając Drauga toporem przeciwnik zazwyczaj w śmieszny sposób podrywany jest w powietrze. Oczywiście to całkowicie nieistotny szczegół, którego nie ma sensu się czepiać. Zabawę na poważnie z GoWem dopiero zacznę, a teraz zostawiam Was ze świetnym motywem przewodnim. Jest MOC.

Devilman Crybaby zakończony, a moje oczy zostały otworzone. Spodziewałem się czegoś zupełnie innego i zawsze sądziłem, że ta marka leci na taniej kontrowersji skupionej na brutalności i epatowaniu nagością oraz seksem. Dostałem wyniszczającą emocjonalnie jazdę bez trzymanki, która z miejsca zaczęła przywracać doznania towarzyszące oglądaniu The End of Evangelion - jednej z najważniejszej animacji mojego życia.

Devilman Crybaby

Akira Fudo zostaje połączony z demonem, ale zachowuje ludzkie serce. Staje się tytułowym Devilmanem i razem z Ryo (przyjacielem z dzieciństwa) rozpoczyna osobistą wojnę z demonami żyjącymi wśród ludzi. Brzmi infantylnie i prosto - przez większość czasu nawet takie jest, ale gwarantuje, że im dalej tym więcej ukrytych przesłań można odkryć. Dowiemy się, jak wygląda prawdziwa natura ludzkości, a same relacje między postaciami to wyjątkowo skomplikowany i ciekawy temat. Zwłaszcza, gdy poświęcimy im więcej skupienia i dokładniej przyjrzymy rozwojowi. Podobały mi się liczne nawiązania do chrześcijaństwa, niesamowita ścieżka dźwiękowa, czy kreska. Oprawa narysowana została ręcznie bez użycia komputera. Miejscami sprawia wrażenie celowo niechlujnej i przerysowanej, czy popadającej w zamierzoną groteskę. Co ja zresztą będę pisał - siadać na dupie i oglądać! Ja zabieram się za nadrabianie zaległości i zaczynam zagłębiać w oryginalny materiał źródłowy.  

Mogę bez przerwy słuchać ścieżki dźwiękowej z tego serialu i bardzo żałuję, ze nie ma jej na spotify.

Śledząc temat Devilman Crybaby najwięcej pochwał można znaleźć na temat utworów w klimatach synthwave. Uwielbiam taką muzykę, więc siłą rzeczy i one mi się podobały. Sprowadzanie całej ścieżki dźwiękowej do tego gatunku jest jednak krzywdzące, bo kompozytor (Kensuke Ushio) zafundował też kilka zupełnie innych kawałków o naprawdę super wydźwięku.

Kończymy ten muzyczny odcinek pełen bogów i diabłów. Na pożegnanie utwór z obecnie najbardziej wyczekiwanej przeze mnie gry, która obok Resident Evil 2 Remake mocno namiesza w przyszłym roku. Elo melo i piszcie w komentarzach w co teraz gracie 

Tagi:

Oceń notkę
+ +12 -

Oceń profil
+ +20 -
Laughter
Ranking: 304 Poziom: 51
PD: 17561
REPUTACJA: 1718
Miesięcznik PSX Extreme