SKLEP

Blog użytkownika Laughter

Laughter
Laughter Laughter 26.05.2018, 19:46
WG#197 - W co gracie?
264V

WG#197 - W co gracie?

Witam i o zdrowie nie pytam, bo mnie to nie interesuje. Zadaje ważniejsze i niecierpiące zwłoki pytanie - w co teraz gracie?

Przez ostatni tydzień byłem mocno zapracowany, więc pograć za wiele nie mogłem. Spędziłem za to sporo godzin w przestrzeni kosmicznej za sprawą Everspace i dodatku Encounters. Kocham kosmos i wszechświat od zawsze był silnie obecny w moich zainteresowaniach. Wszelkie ciała niebieskie, życie pozaziemskie, konstrukcja otaczającej nas czasoprzestrzeni i złożoność rzeczywistości to tematy, o których chętnie czytam, gdy nadarzy się okazja i wolna chwila. Sama fantastyka naukowa bardzo do mnie trafia. Dzięki temu z miejsca zakochałem się w Elite: Dangerous, któremu niestety nie jestem w stanie poświęcić tyle życia ile pragnę. Everspace to jednak bardzo miła alternatywa, by na chwilę oderwać się od naszej planety i wyruszyć w gwiazdy. W przeciwieństwie do "Elitki" jest to gra mniej angażująca i skomplikowana, a przy tym nadal grywalna i niewątpliwie piękna dla oka.

Everspace

Everspace nie przygniata skalą i jest doświadczeniem dla jednego gracza. Bardziej skupia się też na zręcznościowej walce, a sama zabawa sprowadza się w gruncie rzeczy do powtarzania kolejnych cyklów. Całość sprawdza się lepiej jako produkcja, do której siadamy z doskoku. Wsiadaj, leć, walcz, giń, ulepsz statek - powtórz, ot cały trzon zabawy. Mój największy problem z tym tytułem polega na tym, że stosunkowo szybko zacząłem odczuwać Déjà vu. Brakuje mi też potwornie wsparcia dla PS VR, bo oddałbym wiele, aby móc podziwiać pieczołowicie wykonane kokpity z perspektywy wirtualnej rzeczywistości i w prawdziwym 3D. (Autoreklama - ON) Więcej o tym tytule możecie przeczytać w mojej recenzji, która niedawno pojawiła się na stronie. (Autoreklama - OFF).

Reverie to nieślubne dziecko The Legend of Zelda i kultowej serii Earthbound (aka Mother). Kiedyś uznana byłaby za brzydki plagiat, ale czasy się zmieniły i teraz mówimy o inspiracji legendarną klasyką. Wsiadamy do wehikułu czasu i przenosimy do ery GBA, bo gra zatrzymała się w tamtym okresie nie tylko za sprawą archaicznej retro-oprawy, ale i pod względem samej mechaniki.

Reverie PS VIta

Jako Tai z Nowej Zelandii przyjdzie nam odwiedzić malowniczą wyspę Toromi (nie szukajcie jej na mapie, twórcy ją zmyślili!). Nasza rola sprowadzi się nie tylko do pomocy przedstawicielom tutejszej społeczności, ale i do wypędzenia agresywnych duchów niepotrafiących zaznać spokoju w zaświatach. Jest kolorowo i z absurdalnym poczuciem humoru oraz niewątpliwym urokiem - o ile nie straszna Wam oprawa. Mi najbardziej do gustu przypadła ścieżka dźwiękowa i sama rozgrywka, o których rozpiszę się na dniach w recenzji.

Dragon Ball FighterZ, czyli najlepszy Marvel vs Capcom od czasów genialnej trójki w wersji Ultimate! Ten genialny szpil nie daje mi spokoju i nieustannie siedzi w głowie. Bardzo mnie cieszy dodanie mojego ulubionego Saiyanina, więc sporo walczę Bardockiem, który trafił do drużyny kosztem Kid Buu. Oczywiście różowy sk**wiel nie powiedział ostatniego słowa i zamierzam do niego wrócić składając drugi team, w którym na pewno pojawi się Beerus.

Dragon Ball FighterZ Bardock

Zaglądanie do Dragon Ball FighterZ opłaciło się ze względu na nowe eventy. Wprowadzono tryb kooperacyjny, w którym gracze walczą razem przeciwko bossowi - pierwszy z nich to Frieza. Każda osoba steruje tylko jedną z trzech postaci i musi się zmierzyć z rosnącym poziomem trudności. Jest to wariacja przetrwania, więc nasze życie nie regeneruje się do końca. Miły odpoczynek od kolejnych godzin w treningu i starć w trybach rankigowych. Drugie urozmaicenie to Z-Cup, czyli walki o punkty ligowe dla swojej reprezentacji. Przypomina to frakcje z Mortal Kombat X i pozwala zdobyć nieco więcej Zeni. Ta waluta to ostatnia rzecz, która mnie powstrzymuje przed zdobyciem platyny, więc będę się starał ugrać jak najwięcej. Liczę na jak najdłuższy żywot tej gry i drugi Season Pass, do którego załapałby się Genialny Żółw, Janemba, czy Raditz i Kid Goku z pierwszej serii anime.

Yoshimitsu znajduje się na okładce nie bez powodu. Tekken 7 to oczywiście ostatnia produkcja, na którą znalazłem czas. Dłuższa przerwa odbiła się bardzo negatywnie na mojej grze i poziom strasznie podupadł - zwłaszcza takimi postaciami jak Gigas, Kazumi i Josie. Jedynie mój ulubiony Space Ninja dzielnie się trzyma i potrafi coś ugrać. Staram się udoskonalać jak tylko potrafię i wydaje mi się, że pod tym względem pojawiają się pewne postępy. Znacznie częściej trolluje przeciwników i wplatam do walki ryzykowne unblocki, na które wrogowie się łapią. Zmieniłem kilka schematów, a parę rzeczy zoptymalizowałem i czuję znacznie pewniej w sytuacji, gdy zagonię przeciwnika do ściany. Mówiąc krótko - nadal bawię się przednie i bez krzty nudy, a licznik godzin dobija powoli do 600!

Yoshimitsu Tekken

Tydzień temu pisałem o remoncie obiecując, że pochwalę się efektem końcowym. Musicie jednak wiedzieć, że rzadko dotrzymuje słowa, więc tym razem podbiję statystki i wrzucę popisówę, wszak potrzebuję atencji!

Nie jest to jeszcze finalny efekt, bo brakuje półek i sporo rzeczy (gier, mang, książek...) nie jest wystawionych. Metamorfoza jest jednak gigantyczna - zwłaszcza jeśli ktoś widział wersję sprzed miesiąca. Potwornie jestem zadowolony z soundbara, który sprawdza się idealnie w tymczasowym i małym mieszkaniu. Poza potężnym subwooferem dostałem w zestawie dwa bezprzewodowe głośniki dzięki którym uzyskuję pełnoprawny dźwięk przestrzenny w formacie 5.1. Sprawdza się to idealnie jako kompromisowa alternatywa dla kina domowego i zajmuje znacznie mniej miejsca. 

Ostatnie zakupy growe - trzeba nakarmić 3DSa, więc wpadły mi dwa RPGi. Spin-off genialnego Monster Hunter. Tym razem w turowym i bardziej kolorowym wariancie przypominającym nieco Pokemony. Pomysł i wykonanie pierwsza klasa, jestem bardzo miło zaskoczony - świetne uzupełnienie stacjonarnego Worlda. Shin Megami Tensei to mój niemały fetysz, więc wersję Redux kupiłem z miejsca pomimo tego, że posiadam oryginał z DSa - o grze napiszę na pewno za tydzień, a dziś się tylko pochwalę zdjęciem.

*Paradoks kolekcjonera polega jednak na tym, że im więcej kupuje, tym więcej egzemplarzy brakuje do skompletowania idealnego zbioru. Iście syzyfowa praca.*

Tyle ode mnie! Wracam do przechodzenia Reverie i mocno męczę Netfliksa, więc za tydzień będzie sporo o serialach i filmach. Skończyłem genialne Happy i Aggretsuko. Zacząłem Zagubionych w Kosmosie i Altered Carbon, a powoli do przodu posuwam też Devilman Crybaby oraz Ash kontra Martwe Zło. Został mi ostatni odcinek pierwszego sezonu Ricka i Mortyego - od razu zabieram się za drugi, bo w pierwszym dosłownie się zakochałem. Szkoda, że doba nie trwa dwukrotnie dłużej, bo życia nie starcza, aby to wszystko ogarnąć wzrokiem i słuchem. Ogarnijcie się i chwalcie - przy czym walicie w dżojstik?

Tagi:

Oceń notkę
+ +13 -

Oceń profil
+ +20 -
Laughter
Ranking: 305 Poziom: 51
PD: 17552
REPUTACJA: 1718
Miesięcznik PSX Extreme