SKLEP

Blog użytkownika Laughter

Laughter
Laughter Laughter 07.09.2017, 19:49
WG #182 - w co gracie?
341V

WG #182 - w co gracie?

Dobra nuby, chwalcie się co u Was i w co obecnie gracie. U nas bieganie po Japonii i wyspie Wumpa, a także powrót do klimatycznego Arcadia Bay i paru innych dawno nieodwiedzanych miejsc!

Lato się skończyło, ale w moim przypadku oznacza to, że będę miał więcej czasu na granie. Wszak nic nie motywuje do kończenia kupki wstydu w taki sposób jak zimne i pochmurne jesienne wieczory. W ostatnim czasie udało mi się kilka gier pokończyć. Było świetne Observer od polskiej ekipy Bloober Team - gra po prostu zajebista. Tak sugestywnego i obskurnego cyberpunku już dawno nie widziałem. Atmosfera PRL-u połączona ze zgubnym wpływem technologii okazała się strzałem w dziesiątkę, ale o tym przeczytać możecie w recenzji. Do obowiązków wpadło też X-Morph: Defense. Również dzieło naszych rodaków. Bardzo fajne połączenie dwóch odmiennych gatunków. Nie ma to jak scalić taktyczne tower defense z niezobowiązującym pruciem do wszystkiego co się rusza w strukturze twin-stick shootera. Cudowne Undertale kolejny raz namieszało mi w głowie. Ponownie płakałem ze śmiechu i przeżywałem silnie wydarzenia mające miejsce na ekranie. Tak angażujące i emocjonalne gry zdarzają się raz na wiele długich lat. Każdy z tych tytułów jak najbardziej polecam.

Dobra, ale co teraz? Teraz powrót do przeszłości! Nie tylko w kinie panuje moda na wyciąganie starych marek. Klasyczne gry również zaliczają mniej lub bardziej spektakularne powroty. Kupiłem w końcu Ratchet & Clank z PS4. Grę, którą trudno jednoznacznie uznać za remake. W tym wypadku pasuje bardziej określenie "reimaginacja". Teoretycznie jest to ta sama historia. W praktyce jednak mamy do czynienia z nieco zmodyfikowaną opowieścią. Część wątków fabularnych zmodyfikowano, inne wywalono, niektóre dodano. Gra jest więc nieco krótsza, ale w wielu miejscach jest również ogromnie wierna swojemu pierwowzorowi. Pierwszy Ratchet & Clank to zresztą bardzo ważna gra w mojej "karierze" gracza. Nie będę ukrywał, że znaczną część mojego życia ukształtowały właśnie gry. W erze PS2 to wspomniany Ratchet był jedną z pierwszych i najważniejszych pozycji jakie odcisnęły na mnie swe piętno. Przygody Lombaxa wpłynęły na mój gust i zafundował istny opad szczeny po przeskoczeniu z PS1. Niby "głupia platformówka", ale to właśnie dzięki Crashowi i Ratchetowi zacząłem poszerzać horyzonty i zapoznałem się później z takimi perełkami jak seria Legacy of Kain, Chrono Trigger, Xenogears i wiele innych "ambitniejszych" pozycji. Dlatego właśnie ta seria już zawsze będzie miała u mnie specjalne miejsce.

Wrażeniami z przechodzenia odświeżonej wersji jeszcze się nie podzielę. Zabawa jest dopiero przede mną. Wiem już jednak, że będę bardzo tęsknił za oryginalną ścieżką dźwiękową. Szybkie przesłuchanie nowego OST dało mi do zrozumienia, że jest on utrzymany w zupełnie innych klimatach i kompozytor postawił na typowo filmowe utwory orkiestralne - meh. Koszmar, ja chcę kawałki takie jak ten poniżej!

Dla wspomnianego nieco wyżej Crasha również znalazłem chwilę czasu. Crash Bandicoot N. Sane Trilogy kupiłem w dniu premiery, ale dopiero od niedawna mam trochę więcej luźniejszych chwil, aby sobie w niego pograć. Zremasterowana trylogia nie podoba mi się tak jak oryginały. Pierwsza odsłona nadal jest do dupy i żałuję, że ją w ogóle odpaliłem. Przy dwójce i trójce bawię się świetnie, ale znów nie tak dobrze jak przy klasykach z PS1 odpalonych na PSP. Nie wiem - może to kwestia mobilności, może część zremiksowanych utworów mi tak przeszkadza, a może to wina nieco innej fizyki. Mimo wszystko to nadal super pakiet. Przepięknie odświeżony i dający mnóstwo zabawy. Na razie przeszedłem kilka lokacji z pierwszej odsłony i przerzuciłem się na dwójkę. Powoli będę dążył do wbicia platyn w każdej części. Faktycznie czuć różnice w sterowaniu, ale nie uważam tego za minus. Chociaż zdarzają się sporadyczne sytuacje, gdzie Crash w głupi sposób ześlizguje się z krawędzi.

Na to czekałem prawie 11 długich lat! Powrót do pierwszej Yakuzy w wydaniu Kiwami! Oesu! Jakie to jest dobre! Nie tak genialne jak Yakuza Zero, ale w tym wypadku twórcy byli ograniczani przez materiał źródłowy. Pierwszy rozdział w historii Kazumy Kiryu to bardzo istotny fragment jego opowieści i całego cyklu. Gra jest w niesamowity sposób wierna "jedynce" i pozwala w piękny sposób zobrazować jaką drogę przeszła cała seria. Mam tutaj na myśli podejście do narracji. Charakter prowadzenia intrygi jest nieco inny niż w następcach. Brakuje przede wszystkim absurdalnych zwrotów akcji. Ma to swój urok i oczywiście całość nadal śledzi się jak dobry film.

W Yakuzie przede wszystkim cudownie się walczy! Twórcy serii Batman Arkham powinni skończyć w kryminale za wprowadzenie tak durnego systemu walki, który jest notorycznie wykorzystywany w innych grach. Durnowaty spam kontry, jakieś debilne przeskakiwanie od wroga do wroga. Po prostu koszmar! W takiej Yakuzie mam faktyczną kontrolę nad swoją postacią i jej każdym ruchem. Liczne style walki, specjalne uderzenia, uniki i chwyty pozwalają obrać własny sposób walki i spisują się świetnie w akcji. Czuć tutaj siłę każdego wyprowadzonego ciosu. Szkoda, że inny krytycy uważają go za archaiczny, ale wiadomo - "Press X to Fight" sprawdza się lepiej, gdy nie potrafi się trzymać pada.

Na razie skończyłem fabułę. W najbliższym czasie poświęcę chwilę na zadania poboczne oraz minigry. Platyna jak zwykle jest poza moim zasięgiem, ale postaram się wycisnąć tyle ile się da z tej odsłony. Nie mogę się już doczekać Yakuzy 6 i jej nowej jakości. Część archaizmów daje się już niestety mocno we znaki, a najbardziej irytują mnie te liczne ekrany wczytywania. No, ale taki już urok tej marki. Mam też nadzieję, że Kiwami 2 zostanie wydane u nas najszybciej jak to możliwe! Yakuza co pół roku? Boże, tak!

Kończę już powoli Phoenix Wright: Ace Attorney: Spirit of Justice. Tak - to zdecydowanie "o jedna odsłona za dużo". Niestety, mocno mnie ta gra męczy i nie wzbudza większych emocji. Chociaż, podczas ostatniego epizodu Apollo mierzy się z samym Phoenixem! Starcie dosyć niespodziewane. Mimo wszystko - mam zdecydowanie dość. Przynajmniej tej części. Przyznam się, że powrót Simona był super, ale znów przez większość gry nieustannie towarzyszyło mi poczucie zmarnowanego potencjału. Całe to królestwo Khura'in i trapiące je konflikt wewnętrzny, gdzie rebelianci próbują doprowadzić do rewolucji tutejszego systemu prawnego - nie trafia to do mnie ani trochę. Dobra i tak nie wiecie o czym piszę, więc nieważne. Możliwe, że sam finał jak zwykle zrekompensuje mi słabsze momenty, ale jestem pewien, że to właśnie tę odsłonę będę wspominał najgorzej. Dobrze, że po napisach końcowych czeka na mnie Dragon Quest VIII, bo to będzie istny sztos.

Był jeszcze pierwszy epizod Life is Strange: Before the Storm. Tutaj jednak zabawa kończy się zanim na dobre rozwinie. Potwierdziły się niestety moje obawy - prequel jest gorzej napisany, a pierwszy rozdział chociaż potrafi zaciekawić to sprawia wrażenie totalnie niepotrzebnego fragmentu opowieści, który na siłę dopisano do sukcesu poprzednika. Uwielbiam Chloe, ale jej relacja z Rachel jest strasznie sztuczna. Daje mimo wszystko lekki kredyt zaufania twórcom, ale wątpię by w ledwie dwóch krótkich odcinkach potrafili drastycznie zmienić moje podejście do tej przygody.

No, ale nie jest aż tak źle! Cudowna atmosfera Arcadia Bay dalej potrafi oczarować. Pastelowe barwy i ta mocarna ścieżka dźwiękowa również robią fenomenalne wrażenie. Podobały mi się też smaczki pokroju możliwości rozegrania sesji RPG z nerdami. Problem polega wyłącznie na tym, że poprzednik był tak genialny, że nowi twórcy nie potrafią zbliżyć się do postawionej przez niego poprzeczki. Przynajmniej pierwszy odcinek pozostawił mnie z takim uczuciem - oby dalej było lepiej.

To tyle ode mnie. Na zakończenie podrzucam Wam kilka utworów z gier, które obecnie zaprzątają mi głowę. Chwalcie się co u Was i w co tam obecnie gracie. Elo melo!

Nex Machina jest na liście do jak najszybszego nadrobienia! OST w tym przypadku mocno zachęca do kupna. Wiadomo, że Housemarque to gwarancja jakości. Wielka szkoda, że zabrakło w tym przypadku pudełkowego wydania. Marzy mi się jakaś zbiórcza kolekcja ich gier wrzucona na fizyczny nośnik.

Strafe to kolejna gra, którą twórcy sprzedali mi za sprawą ścieżki dźwiękowej. W tym przypadku wybrałem o wiele spokojniejszy kawałek. Odnośnie samej gry, jest to FPS mocno inspirowany starociami - dla niektórych wręcz przesadnie, co widać po samej oprawie graficznej. Kiedyś będzie trzeba się z tym zmierzyć.

Furi po prostu zabija klimatem swej ścieżki dźwiękowej. Idealnie skrojona muzyka pod charakter niezwykle dynamicznej gry nastawionej na potwornie wymagającą walkę i wyczucie czasu! Cudo!

 

Tagi: ace attorney Crash Bandicoot N. Sane Trilogy life is strange: before the storm Observer ratchet & clank Undertale X-morph: Defense Yakuza Kiwami

Oceń notkę
+ +12 -

Oceń profil
+ +22 -
Laughter
Ranking: 291 Poziom: 53
PD: 19904
REPUTACJA: 1808
Miesięcznik PSX Extreme