SKLEP

Blog użytkownika Laughter

Laughter
Laughter Laughter 03.08.2017, 22:40
WG#178 - w co gracie?
947V

WG#178 - w co gracie?

No to ten, koniec zabawy - chowamy ślimaki do kieszeni i gramy! Piszcie w co, bo nie wyczymiem!

Upał, skwar, piekło - pogoda za oknem dobija i usilnie stara się uniemożliwić granie na konsoli! To zdecydowanie zły okres by złapać za pada, bo wszystko się lepi. Nikt nie lubi jak się jego pad lepi. Istnieją domowe metody, aby poradzić sobie z nadmiernym poceniem spowodowanym falą gorąca. Można przyrządzić wywar ze ślimaczego śluzu, który działa orzeźwiająco i obniża temperaturę ciała. Wcieranie końskiej śliny również pomaga, bo jej gęsta konsystencja blokuje promienie słoneczne. Dlatego konie liżą się wzajemnie po plecach. Niestety, nie posiadam takich zwierząt, więc przez ostatnie trzy tygodnie mało grałem, a jak już to głównie w Tekkena 7.


Nie oznacza to jednak, że całkowicie porzuciłem granie na konsoli! Pora na platynowy raport, którego dawno tutaj nie było.

Wbrew pozorom - nie lubię trofeów. Psują one obcowanie z grami i często działają w sposób odwrotny od zamierzonego. Niekiedy narzucają też określony styl gry zamiast nagradzać eksperymentowanie. Po wbiciu calaka zdarza się, że mam opory, by wrócić do ulubionych gier, aby ukończyć je ponownie. Ostatnio mnie to złapało przy okazji Alice: Madness Returns - bez dwóch zdań jedna z moich ulubionych gier w życiu i razem z pierwszą odsłoną ma ona specjalne miejsce w moim sercu. No, ale platyna siedzi, 100% widnieje na koncie, to "lepiej" skupić się na czymś, czego jeszcze nie znam. Oczywiście nie jest tak, że trofea wypaczyły mnie całkowicie jako gracza, bo nadal świetnie bawię się ogrywając gry na PSP i 3DSie, gdzie tego systemu nie ma.

Pora wrócić do myśli przewodniej - jakiś czas temu udało mi się wycisnąć ostatnie soki z Ghost Blade HD.

Miałem przyjemność recenzować ten tytuł i bardzo mi się spodobał. Świetny przedstawiciel gatunku shoot'em up przeniesiony z Dreamcasta - o dziwo Ghost Blade pojawiło się na nim w... 2015 roku! Ach, ta konsola już do końca pozostanie fenomenem jedynym w swoim rodzaju. Bardzo żałuję, że nie miałem z nią nigdy do czynienia... ekhm...

Ghost Blade HD to niezwykle satysfakcjonujący shoot'em up, gdzie zostajemy wrzuceni na arene i strzelamy do wszystkie co się rusza. Przy okazji musimy omijać setki pocisków zalewających ekran i lawirować między wrogimi strzałami z chirurgiczną precyzją. Do wyboru mamy 3 statki cechujące się odmiennym typem strzelania. 3 poziomy trudności z czego ostatni naprawdę daje w kość. Ostatecznie jednak tytuł jest wyjątkowo prosty jak na typ gier jakie reprezentuje. Potwierdzeniem tej tezy jest fakt, że udało mi się wbić platynę (już 106 w mojej karierze troficznego wojownika!)

Największą trudność sprawiło mi przejście Score Attack i przekroczenie w nim 1 miliarda punktów. Męczyłem się też z trofkiem polegającym na tym, że przez 9 min nie możemy zostać trafieni - na szczęście da się go zrobić na easy. Cała reszta wpadała praktycznie sama. Uwielbiam tego typu gry i chociaż przejście Ghost Blade HD zajmuje około 20min, to jestem pewien, ze spędziłem z tym tytułem grubo ponad 6h. Polecam go nie tylko fanom gatunku, bo to kawał przyjemnego kodu w idealny sposób wykorzystujący prostotę i esencję automatowych shooterów z salonów arcade.


Na przedostatniej promocji kupiłem kompletną edycję Muramasa Rebirth - jest to moja ulubiona pozycja wyprodukowana przez Vanillaware. Posiadam pudełkowe wydanie, ale pochodzi ono z dystrybucji US, więc nie jest kompatybilne z DLC, które koniecznie chciałem sprawdzić.

Muramasa pierwotnie ukazała się na Nintendo Wii, ale była to wersja z koszmarnym tłumaczeniem. Wersja na Vitę nie tylko prezentuje się obłędnie i dużo lepiej na przepięknym ekranie OLED. Jest także lepsza ze względu na przekład dużo wierniejszy oryginałowi. Przekłada się to na wspaniałą atmosferę Japonii z okresu Edo

Oryginalna ścieżka fabularna przedstawia losy Momohime - kobiety owładniętej duszą złowrogiego ronina Jinkuro Izuna napędzanego żądzą zemsty. Drugim bohaterem jest cierpiący na amnezję ninja Kisuke, który nie pamięta zbrodni przed jakimi ucieka. Dwójka bohaterów prezentuje odmienne style walki i łączy się fabularnie wokół tragedii, która doprowadziła do zniszczenia rodziny Momohime.

Cztery kampanie DLC inspirowane są z kolei japońskim folklorem i opowiadają dzieje oderwane od głównej osi fabularnej. Pozwalają też wcielić się w czwórkę odmiennych bohaterów, gdzie każdy operuje unikalnym stylem walki.

  • Okoi - Nekomanta.  Jest to kobieta, którą razem z bratem zamordowali najemnicy wynajęci przez inny klan. Demoniczny kot przywrócił ją do życia,  aby mogła dokonać zemsty i wykonać ostatnie zadanie powierzone przez jej ojca. 
  • Gonbe - zwykły farmer, który ma dość wysokich podatków wyniszczających jego wioskę.  Razem z towarzyszami i duchem zmarłej żony wyrusza,  aby zmienić swoją sytuację.
  • Arashimaru - ninja wynajęty do zamordowania sławnego samuraja. Podczas zlecenia odkrywa tajemniczy skarb. Ten sprawia,  że odmienia się jego postrzeganie świata i postanawia sprzeciwić się swemu klanowi. 
  • Rajyaki - najmłodsza córka samego lorda Enmy, władcy piekła! Bohaterka dostaje rozkaz zdobycia skarbu,  ale podczas przygody otrzymuje propozycje małżeństwa i wszystko się komplikuje. 

Muramasa Rebirth to przepięknie wykonana gra akcji. Tytuł wygląda po prostu zjawiskowo i malowniczo. Pojedyncze kadry potrafią zrobić wrażenie,  ale w ruchu wygląda to po prostu niczym ożywione dzieła sztuki. System walki jest dosyć prosty - ot mamy jeden przycisk do ataku, uniki, blok oraz możliwość zmieniania stylu. Pojedynki są niesamowicie efektowne i dynamiczne, a w połączeniu z przepiękną muzyką tworzą przecudowne widowisko.

Niektórzy narzekają na monotonnie podyktowaną częstym wracaniem do odwiedzonych już etapów. Mi się jednak walczy tak przyjemnie, że nie czułem irytacji. Całość może się również pochwalić elementami RPG, systemem tworzenia broni oraz sporą ilością zawartości dodatkowej. Wyższe poziomy trudności są diabelnie trudne, a zaliczenie każdego lochu wymaga nie lada umiejętności.

Możliwość schowania Muramasy do kieszeni to bez wątpienia wystarczający argument, aby sprawić sobie Vitę. Tytuł jest po prostu rewelacyjny - szczególnie dla kogoś zakochanego w atmosferze i klimacie Japonii. Brać i grać - tak magiczne gry nie powstają często.

Kolejna gra również dzieje się w Japonii, ale w czasach współczesnych.

Collar x Malice - niedawno mogliście przeczytać (ta...) recenzję tej gry na łamach serwisu. Więc... no tak... jest to gra z podgatunku Otome, czyli produkcja przeznaczona dla pań. Mimo wszystko opowiada całkiem przyjemną opowieść z gatunku kryminału. Główną bohaterką jest młoda policjantka Ichika Hoshina pracująca w Shinjuku - dzielnicy Japonii, którą rząd postanowił odciąć ze względu na ataki terrorystów. Staramy się tutaj rozwiązać tajemnicę brutalnej grupy Adonis, która zamordowała na wizji oficerów policji. Terroryści wyznaczają we własny sposób sprawiedliwość i zapowiadają odrodzenie całej Japonii. Każde kolejne morderstwo odlicza do dnia sądu. Sytuacja komplikuje się gdy sami padamy ofiarą przestępców i budzimy z obrożą. Mordercy grożą nam wstrzyknięciem śmiertelnej trucizny i... więcej nie ma sensu zdradzać. Nie była to zła gra, ale nie otarła się nawet o genialność innych czytanek pokroju serii Zero Escape, Dangaronpa , The Silver Case lub Steins;Gate. No nic - ważne, że 109 platyna wpadła na konto!

Była też platyna numer 108, ale... nie chcę o tej grze pisać. Szkoda zresztą miejsca, bo numer za bardzo się rozrósł!


Kolejna gra także należy do tych bardziej wstydliwych, ale niech stracę! Caladrius Blaze to szalony shoot'em up, który nie bierze jeńców. Wyróżnia się on potwornie wysokim poziomem trudności oraz postaciami wykreowanymi przez Suzuhito Yasudę - artystę, który stworzył projekty bohaterów do Digimon World Re:Digitize, Digimon Story: Cyber Sleuth oraz obu Shin Megami Tensei: Devil Survivor.

Mało tego - te postacie rozbierają się w chwili gdy otrzymujemy obrażenia. Funkcja Shame Brake powoduje destrukcję ubrań odkrywając bieliznę, piersi i pośladki naszych bohaterek... eh.... w co ja, kurde, gram? To ten ślimaczy wywar takie efekty uboczne powoduje. 

Mimo wszystko gra jest świetna i posiada dużo więcej zawartości niż Ghost Blade. Ma nawet tryb fabularny! Jest jednak niesamowicie trudna i oczojebna, więc jeszcze jej nie ogarnąłem. Na razie pierwsze przejście za mną - w przyszłości zajmę się wyciskaniem ostatnich soków. Na razie głowa musi odpocząć. Upał padł mi na mózg i nie myślę, a zacząłem się nawet uwsteczniać!

Skoro jesteśmy przy piersiach to całkowicie bez powodu linkuję świetny mixtape. Słuchać, bo dobre nuty tu są, nuby!

Drugi set muzyczny budujący nastrojowy klimat. W ostatnim czasie mam niesamowitą zajawkę na tego typu utwory. Magia psychodelicznej dystopii polana cyberpunkowym sosem. Idealne do relaksu - szczególnie na słuchawkach.

Wróciła mi również silna chęć na filmy studia Ghibli. Szybki rzut oka i sprawdziłem, czego jeszcze nie oglądałem. Usiedliśmy więc razem z dziewczyną i rozpoczęliśmy seans oglądając po kolei kilka zaległości. 

  • Laputa - podniebny zamek
  • Ponyo
  • Porco Rosso
  • Powrót do marzeń

Nie zamierzam rozpisywać się na temat każdego, więc rzucę szybkimi spostrzeżeniami.

Laputa - totalnie mnie oczarowała. Przepiękne dzieło sztuki i nie byłem w stanie uwierzyć, że powstało w 1986 roku, na 6 lat przed moimi narodzinami! Sztampowa, ale świetnie poprowadzona historia i idealne tempo narracji. Dobrze wyważona powaga i urocze poczucie humoru. Fabuła opowiada o perypetiach chłopca Sheeta i dziewczynki Pazu. Bohaterowie z dwóch różnych środowisk wplątani w niebezpieczną podróż, której celem jest odkrycie legendarnego zamku w chmurach zbudowanego przez antyczną cywilizację.

Ponyo - meh, dzieło inspirowane małą syrenką skierowane głównie dla dzieci. Malownicze, ale zdecydowanie nie w moim guście.

Porco Rosso - kolejny film, który skradł moje serce. Opowiada on o losach włoskiego asa lotnictwa z czasów pierwszej wojny światowej. Został on przeklęty i zamieniony w świnie przez co stał się samotnikiem zarabiającym jako łowca nagród. Jest to bohater cyniczny i trapiony przez wewnętrzne poczucie winy. Bardzo fajne wykreowana postać. Wykorzystanie rzeczywistych modeli samolotów stworzyło cudny klimat. Polubiłem bohaterów - szczególnie relację Porco z młodą Fio.

Powrót do Marzeń - typowe okruchy życia. Urzędniczka z Tokio bierze urlop i wyrusza na wieś, gdzie wracają do niej wspomnienia z czasów szkoły podstawowej. Macie tak, że czasem przypominacie sobie, że 15 lat byliście niemili dla obcej osoby w sklepie i nie daje Wam to spać? No, to wiecie co czuje bohaterka filmu.

To w zasadzie tyle ode mnie - najwięcej czasu i tak poświęciłem pojedynkom w Tekkenie 7 i w najbliższych tygodniach raczej nie ulegnie to zmianie. Parę gier musiałem pominąć - inne zostawiłem na najbliższe numery WG, a w ciągu dwóch dni powinniście otrzymać recenzję Patapon Remastered - tak wiem #nikogo. No, to ten tego - elo melo i bierzcie przykład z Kermita.

Tagi:

Oceń notkę
+ +13 -

Oceń profil
+ +21 -
Laughter
Ranking: 282 Poziom: 54
PD: 20384
REPUTACJA: 1809