SKLEP

Blog użytkownika Laughter

Laughter
Laughter Laughter 08.07.2017, 19:23
Weekendowe Granie #176
971V

Weekendowe Granie #176

Standardowo - zapraszam i zachęcam do chwalenia się w co gracie.

W dzisiejszym odcinku wyruszamy w kosmos i niezbadane zakątki Drogi Mlecznej - dzisiaj poczytacie w głównej mierze o Elite: Dangerous. Najpierw jednak naprawdę krótko o historii:

Gra o tytule Elite pojawiła się w zamierzchłych czasach 1984 roku. Pozycja stworzona przez Davida Brabena i Iana Bella okazałasię jednym z najistotniejszych kosmicznych symulatorów na rynku, gdzie odcisnęła ogromne piętno na postrzeganie tego typu gier. Była wręcz dziełem pionierskim, od którego wszystko się zaczęło. Niecałą dekadę później w 1993 roku zadebiutowała kontynuacja o nazwie Frontier: Elite II, gdzie pokuszono się o próbę wykorzystania trójwymiarowej grafiki. Trzecia cześć cyklu pojawiła się po dwóch kolejnych lata i zaliczyła ogromny skok jakości sfery wizualnej. Każdy z tych tytułów cechował się ogromną skalą i dynamiczną symulacją zachowań ciał niebieskich. Elite: Dangerous to już czwarty rozdział tej marki, który powstał dzięki platformie do społecznościowego finansowania projektów. Sama premiera nastąpiła w 2014 roku. Od tego czasu tytuł nieustannie ewoluuje i dostał po drodze duże rozszerzenie "Horizons" umożliwiające graczom lądowanie na niektórych planetach. Teraz przyszła pora na podbój kolejnej platformy w postaci PlayStation 4.

Elite: Dangerous jest naprawdę ambitnym dziełem i tak jak poprzedniczki - celuje bardzo wysoko, a nawet o poziom wyżej. Twórcy nie idą na kompromisy i oddają graczom do dyspozycji całą galaktykę Drogi Mlecznej. Ta wykonana jest w olbrzymiej skali 1:1 i posiada ponad 140 tysięcy ciał niebieskich, które dokładnie odwzorowano za sprawą map NASA. Nie są to jednak zwykłe i puste punkty na mapie - wszystko możemy zbadać i poznać z bliska. Każdy z takich elementów może się pochwalić pieczołowitym wykonaniem i cechuje własną orbitą, składem chemicznym i wieloma innymi wyróżnającymi szczegółami. Mało tego - twórcy idą jeszcze dalej. Wszystko jest symulowane w czasie rzeczywistym od dnia wielkiego wybuchu. Lądując więc na danej planecie możemy zacząć misję nad ranem, a skończyć ją w egipskich ciemnościach. Planety, gwiazdy i galaktyki poruszają się dynamicznie po swojej osi, mają własną grawitację i między tym wszystkim zachodzą odpowiednie zależności znane ze świata rzeczywistego. Do tego twórcy ciągle rozwijają i aktualizują grę. W ostatnim czasie do uniwersum Elite: Dangerous dodano chociażby system planetarny TRAPPIST-1, którego odkryciem pochwaliła się agencja NASA, twierdząc, że aż trzy jego planety znajdują się w ekosferze rzekomo sprzyjającej powstaniu życia. Tak, wiem - można dostać od tego wszystkiegozawrotu głowy, szczególnie gdy znajdziemy się w samym środku tej olbrzymiej piaskownicy. 

Swoją kosmiczną wyprawę zacząłem o niewielkiego układu I Bootis należącego do władz Federacji. Otrzymując pożyczony statek zacząłem zajmować się drobnymi misjami, aby szybko zarobić pierwsze pieniądze. Były to głównie zadania transportowe polegające na przewiezieniu danych umiejscowionych w moim komputerze. Zarobione pieniądze niemal od razu przeznaczyłem na wykup statku i odblokowanie napędów, które następnie rozwinąłem, by móc wykonywać dłuższe skoki międzygwiezdne.

Było to ponad tydzień temu i od tego czasu spędziłem w kosmosie kilkadziesiąt długich godzin wypełnionych najróżniejszymi aktywnościami. Opuszczając rodzinny układ planetarny byłem pełen obaw, ale i nadziei oraz oczekiwań wspaniałych przygód. Nie zawiodłem się. Widok jaki towarzyszyły mi w chwili, gdy podczas skoku międzygwiezdnego zostałem wyrwany przez pole grawitacyjne pięknej, ale i równie niebezpiecznej gwiazdy neutronowej, był absolutnie bezcenny. Podobnie jak poczucie paniki gdy systemy mojego statku zaczęły wariować, a komputer pokładowy wściekle symbolizował przegrzewanie tarcz ochronnych. Cóż, byłem laikiem - nadal nim w sumie jestem.

Wspaniałe uczucie towarzyszyło mi również gdy postanowiłem zboczyć z celu misji. Trafiając na niezbadany i niezidentyfikowany sygnał postanowiłem zbliżyć się na odpowiednią odległość. Okazało się, że niedawno miała tu miejsce bitwa. W przestrzeni kosmicznej lewitowały odłamki zniszczonego statku i materiały - część z nich postanowiłem przejąć. Wtedy własnie ujrzałem kapsułę ratunkową z człowiekiem w środku. Otworzyłem właz i starałem się ją złapać. Ujrzałem jednak, że na horyzoncie pojawia się zarys jakiegoś statku. Ten zaczął mnie namierzać i po chwili rozpoczął ostrzał uprzedzając mnie wiadomością "Widzę, co zamierzasz zrobić". Czy był to osobnik, który został wezwany sygnałem ratunkowym przez człowieka w kapsule? Nie miałem czasu się zastanawiać i musiałem odpowiedzieć siłą. Walka była dosyć długa i pełna manewrów - ostatecznie jednak udało mi się pokonać przeciwnika. Zebrałem materiały i przejąłem kapsułę z nieszczęśnikiem w środku. Niestety, moja zachłanność dała się we znaki i nie udało mi się dotrzeć do stacji, bo po drodze trafiłem na kolejny sygnał. Również postanowiłem go zbadać i trafiłem w sam środek wielkiej bitwy kosmicznych piratów, którzy szybko wzięli mnie na cel i nie dali szans na ucieczkę... Kim był jegomość,  którego starałem się uratować?  Pewnie nigdy się tego nie dowiem. 

To i tak tylko niewielki wycinek - ledwie krótki fragment jednego dnia. Podobnych i równie nieprzewidywalnych sytuacji w tej grze jest cała masa i to one motywują do dalszej gry. Brak tutaj odgórnie ustalonego celu - ten nadajemy sobie sami i z reguły takie podejście nie do końca do mnie trafia. Tutaj jednak czuję się wspaniale i nie potrafię odczuwać nudy. Kocham kosmos i wszechświat, a ta gra pozwala mi przyjrzeć mu się z bliska i spełnić marzenie, które w rzeczywistym świecie nigdy nie dojdzie do skutku. Możecie być pewni, że Elite: Dangerous będzie się często pojawiało w kolejnych numerach WG.


Kryzys i rozpacz! Kryzys, który przechodzę wpędza mnie w istną rozpacz! Ogrywam dalej Guilty Gear Xrd Rev 2, ale ostatnio idzie mi tak tragicznie źle w trybach sieciowych i trafiam na ciągle lagujących przeciwników. Frajda z gry znika pod istną nawałnicą kolejnych porażek i błędów przeze mnie popełnianych. Nie pomagają nawet niewątpliwe walory estetyczne mojej ulubionej Baiken.

Idzie mi źle - chociaż uczę się coraz lepszych i ciekawszych combosów. Grając przeciwko konsoli potrafię je nawet wprowadzić życie. Gorzej jednak sprawa wygląda w starciach sieciowych, gdzie kompletnie się gubię i panikuję. Nie pomaga brak stałego sparing partnera, więc poziom gry stoi w miejscu lub idzie bardzo powoli do przodu.

Nie poddaję się jednak i jestem zdeterminowany, aby coraz lepiej opanowywać grę i moją postać! Kiedyś nastąpi ten moment, że będę mógł powiedzieć, że idzie mi naprawdę dobrze i potrafię w to grać na podobnym poziomie co w Tekkena. Ogarnąłem już tryb Episode wszystkimi bohaterami, więc fabularnie poznałem wszystko co Xrd, Rev i Rev 2 mają tylko do zaoferowania. Nie brakuje mi też dużo do platyny - ot rozegrać trochę meczy w sieciowych trybach lobby oraz rankingach. Przejść tutorial w odpowiednim czasie i wymaksować M.O.M. Calak jest więc na wyciągnięcie ręki i być może uda mi się go zdobyć jeśli zdobędę 150 medali przyznawanych za określone czyny w walkach (mam coś koło 100).

To w zasadzie tyle ode mnie. Chciałem jeszcze opisać moje doświadczenia z Alienation, Ghost Blade i Darius Burst, ale na dniach prawdopodobne wpadną mi dwa inne shoot'em up'y. Opiszę więc wszystko w osobnym numerze, który poświęcę specjalnie temu gatunkowi. Były też zmagania w Tekkenie 7, ale również szło mi wyjątkowo źle, więc szkoda to przytaczać. Na półce złowrogim spojrzeniem łypią na mnie pudełka z Gravity Rush 2, Crash N.Sane Trilogy oraz Prey - pocztą idzie kolekcjonerka Xenoblade Chronicles X oraz mam już zaklepaną limitowaną edycję Pandora's Tower. Będzie grubo i nie wiem kiedy znajdę na to czas. 

 
 

I krótki muzyczny bonus w postaci Ewy w wydaniu złotej wiedźmy Beatrice z Umineko no Naku Koro ni. Kocham.

Tagi: Elite: Dangerous Guilty Gear Xrd: Rev 2

Oceń notkę
+ +11 -

Oceń profil
+ +21 -
Laughter
Ranking: 282 Poziom: 54
PD: 20384
REPUTACJA: 1809