SKLEP

Blog użytkownika Laughter

Laughter
Laughter Laughter 15.04.2017, 16:47
Weekendowe Granie #165 - "You falling in love with a serial killer?"
489V

Weekendowe Granie #165 - "You falling in love with a serial killer?"

Witam Was ponownie po jednym tygodniu przerwy. Zapraszam Was do wszelkiego chwalenia się i pytam w co obecnie gracie?

WG ostatnio ostro wyhamowało - chociaż dla większość od zawsze stało w miejscu!

Tydzień temu nie miał kto napisać odcinka, bo nasi redaktorzy byli zajęci... czymś mniej lub bardziej istotnym w swoich rzyciach. Dzisiejszy odcinek również będzie wyjątkowo krótki, bo i nie będę kłamał,że powstał na ostatnią chwilę i w pośpiechu.

W ostatnim czasie (no w sumie już jakiś czas temu) przeszedłem dodatek do Dark Souls 3 - The Ringed City. Moją recenzję mogliście przeczytać na łamach serwisu, więc nie będę się powtarzał. DLC bardzo mi się spodobało i uważam je za najlepsze rozszerzenie z całej serii. Piękne domknięcie legendarnego cyklu i aż szkoda, że to już koniec. Wyśrubowany poziom trudności dał mi mocno w kość i niejednokrotnie czułem się jakbym po raz pierwszy grał w tytuł z tej serii. Naszła mnie aż ochota, aby dokupić sobie Dark Souls 2 tym razem w wersji na PS4. Ograłem też PaRappa The Rapper Remastered, o którym również rozpisałem się w recenzji. Gra już w dniu swojej premiery nie była niczym nadzwyczajnym. Miała swój urok i taryfę ulgową podyktowaną tym, że gatunek dopiero co raczkował. Niestety tytuł był zepsuty i posiadał opóźnienie w sterowaniu, którego nawet do dziś nie zlikwidowano. Przyznam się, że nie rozumiem czemu nie wypuszczono tego za darmo. Fakt, ktoś musiał to odświeżyć i pobrać za to pieniądze, ale ta gra praktycznie nie posiada zawartości, a taki efekt procesu odrestaurowania można uzyskać na darmowym emulatorze.

Przechodzimy dalej.

Persona 5 - tę grę również miałem przyjemność zrecenzować (wyjdzie na to, że cały blog to autoreklama). Warto było czekać te wszystkie lata. Gra jest absolutnie fenomenalna i stanowi ziszczenie moich najskrytszych marzeń, o których istnieniu nie miałem nawet pojęcia!

To co mi się podoba w Personie 5, to sposób w jaki ten tytuł został stworzony. Mamy tutaj ułatwienia dla nowych graczy i jest ich całkiem sporo. Mimo wszystko twórcy celowali głównie w fanów i to dla nich opracowali ten tytuł. Widać to na każdym kroku. Gra jest przesiąknięta klimatem i duszą poprzednich odsłon. Nie utraciła nic ze swojej unikalnej tożsamości serii. Oczywiście wolałbym powrót do nieco bardziej mroczniejszych klimatów rodem z pierwszych odsłon Shin Megami Tensei i Persony 1/2, ale i tak twórcy obrali świetny kierunek. Wściekła czerwień o wiele bardziej do mnie trafia niż wszechobecna żółć z poprzednika. Podoba mi się również zmiana kierunku muzycznego na bardziej jazzowy, a i cała symbolika złodziei to coś niesamowitego. Zakochałem się w tej grze od pierwszego wejrzenia i z każdą mijającą godziną byłem nią zauroczony coraz bardziej. Potwornie się cieszę, że omijałem jakiekolwiek informacje i materiały promujące ten tytuł.

Persona 5 to istne arcydzieło. Naprawdę nie potrafię wymienić nawet jednego elementu, który by mi się nie podobał lub był źle wykonany. Jest to też kolejna gra pozwalająca mi zwiedzać wirtualne odzwierciedlenie znanych dzielnic z Japonii. Bardzo lubię takie motywy i potwornie miło wspominam cyfrową Shibuyę z The World Ends With You, odpowiednik Kabuchiko z Yakuzy czy Asakuse z Digimon Story i Shinjuku z Shin Megami.

Persona 5 na dzień dzisiejszy zajmuje u mnie zaszczytne miejsce najlepszych gier całej generacji - zaraz obok takich pozycji jak Yakuza 0, NieR: Automata, The Last Guardian, Bayonetta 2. Mam też nadzieję, że na dniach do tej listy dopiszę Gravity Rush 2. Przy P5 spędzę jeszcze kilkadziesiąt godzin i mam nadzieję, że uda mi się ten tytuł wymaksować. Potem pewnie wrócę do drugiej odsłony, bo choć bardzo mi się podobała, to nigdy jej do końca nie ukończyłem.

Dalej gram w Shin Megami Tensei IV: Apocalypse na moim poczciwym 3DSie. Przekroczyłem dopiero próg 25h, ale jestem tym tytułem również zauroczony. Obecnie jestem chyba na końcowym etapie zbierania drużyny - w pewnym momencie towarzyszyło mi 7 osób, co mnie mocno zaskoczyło, bo w serii SMT rzadko kiedy mamy do wyboru aż tylu ludzkich pomocników. Przy takiej ilości osób dramat był tylko kwestią czasu. Wyszło na jaw, że główny bohater to w rzeczywistości zwłoki ożywione przez tajemnicze bóstwo Dagda. Reakcja sojuszników nie była zaskakująca - zaufanie zostało nadszarpnięte, niektórzy zaczęli na mnie patrzeć z obrzydzeniem. Do tego Stowarzyszenie Łowców dowiedziało się, że to my odpowiadamy za uwolnienie bóstwa Krishna i zostaliśmy ogłoszeni zdrajcą ludzkości. Oczywiście w wesołej gromadzie znajduje się przybrana siostra głównego bohatera, która nas wspiera i ciągle nam ufa. Zaskoczył mnie też Navare, towarzyszący nam duch totalnego dupka z Shin Megami Tensei IV. Navare po śmierci udowodnił, że potrafi być miły dla innych, a nawet okazać wdzięczność za odmienienie jego losu. Oczywiście w grze pojawił się jego młodszy (i żywy brat), który okazał się być jeszcze WIĘKSZYM bucem i aroganckim chamem. Cóż, ta rodzina najwidoczniej ma to we krwi.

Pod względem fabuły robi się coraz ciekawiej, a zdziesiątkowana ludzkość zdewastowanego Tokio stanęła przed kolejnym kryzysem. Trzecia nacja - Divine Powers - sprawiła, że w całym mieście przestały działać terminale do szybkiej podróży oraz urządzenia z zainstalowanym programem do przywoływania demonów. Ludzkość tym samym straciła ostatnią linię obrony i stała się całkowicie bezbronna względem wszechobecnych aniołów i piekielnych maszkar. Ruszam więc w drogę do dzielnicy Ginza, gdzie poznam sposób odwrócenia tej niekorzystnej sytuacji. Przy okazji szwendam się po Ikebukuro, bo uwielbiam kawałek, który tam przygrywa.

Mam nadzieję, że przede mną jeszcze co najmniej kilkadziesiąt lub chociaż kilkanaście godzin rozgrywki. Wiem już jednak jedno, zmierzające na Nintendo Switch Shin Megami Tensei V będzie istnym sztosem i tytułem, dla którego kupię nową konsolkę firmy z Kioto.

Zaliczyłem też krótki powrót do klimatów retro. Udało mi się ostatnio spędzić kilka przyjemnych godzin przy Space Invaders Extreme.

Nie wiem czy zdajecie sobie z tego sprawę, ale seria w przyszłym roku będzie świętowała... 40 lat istnienia! Kawał czasu, a ten prosty pomysł na rozgrywkę dalej potrafi bawić. Wersja Extreme z PSP, to stary dobry Space Invaders urozmaicony przez muzyczny aspekt i oczojebne animacje w tle. Proste strzelanie w kosmitów wpływa teraz na odtwarzaną muzykę. Twórcy wprowadzili nowe typy ostrzałów oraz etapy bonusowe z bossami. Bardzo przyjemna wariacja i na pewno sięgnę w przyszłości po drugą odsłonę, która wyszła na Nintendo DS.

Najnowszy tytuł, który obecnie zajmuje mój czas to The Silver Case. Jest to pierwszy oryginalny projekt mojego ulubionego twórcy gier - Goichiego Sudy znanego lepiej jako Suda51.

Tytuł wyszedł pierwotnie na PS1, ale nigdy nie został przetłumaczony. Jest to pierwsza odsłona swoistej trylogii Kill The Past (Flower, Sun, and Rain oraz Killer 7). Będziecie mogli przeczytać o nim w innym tekście, więc napiszę tylko, że świetnie rozpisane dialogi i odrealniona atmosfera to najlepsze elementy tej pozycji.

To tyle ode mnie. Mamy święta, więc szykuje się odpoczynek. Gdy znajdę czas na granie, to spędzę go przy The Silver Case oraz Personie 5. Udało mi się też kupić Splinter Cell Trillogy HD oraz Star Wars: The Force Unleshed na PS3 - ten drugi tytuł niestety z niewielkim, acz brzydkim defektem na okładce. Wyrwałem też Fallout 4 za całe 20 zł oraz przepiękną figurkę Scorpiona z kolekcjonerki Mortal Kombat X - naprawdę super wykonana i wielka.

Zostawiam Wam komentarze - chwalcie się w co gracie i co u Was słychać?

Tagi: Persona 5 the ringed city the silver case weekendowe granie

Oceń notkę
+ +17 -

Oceń profil
+ +21 -
Laughter
Ranking: 282 Poziom: 54
PD: 20384
REPUTACJA: 1809