SKLEP

Blog użytkownika Laughter

Laughter
Laughter Laughter 31.03.2017, 21:29
Weekendowe Granie #164 - This blog exists between the dream and reality
567V

Weekendowe Granie #164 - This blog exists between the dream and reality

Witajcie zbłąkani podróżnicy internetowych autostrad! Wsiadajcie i opowiadajcie - co obecnie ogrywacie?
Mój weekend rozpoczął się od dziwnego snu. Śnił mi się aksamitny pokój o niebieskawej poświacie. Trafiłem do niego zdezorientowany, a w środku zostałem przywitany przez wielką świnię z ludzkim nosem - był on nienaturalnie długi i wykrzywiony, wyglądał jak haczyk na ryby. Prosiak biegał wściekle po pokoju, depcząc wszechobecne pomidory - ich krwiście czerwone fragmenty lądowały na ścianach, układając się w cyfry od 1-9. Okazało się, że za każdą cyfrą znajdują się drzwi do cel, w których świnia więziła ludzi... Kolana wygięły mi się w drugą stronę kiedy zauważyłem, że wieprz odwrócił się w mą stronę i zaczął patrzeć na mnie nienaturalnie wybałuszonymi i przekrwionymi oczami! Nagle ruszył dziką szarżą w mym kierunku, przewracając po drodze stolik z kartami tarota!
 
Obudziłem się z krzykiem oblany zimny potem i szczęśliwy jak nigdy dotąd! Spojrzałem na telefon i zobaczyłem SMS o treści, że Persona 5 (dzisiejszy temat numeru!) już do mnie jedzie! Minęło kilka godzin i stałem się posiadaczem tej pozycji w pięknym i stylowym steelbooku. Zdążyłem już sobie wyrobić wstępną opinię na temat gry i trochę pograć.
 
Nie napisze o Personie 5 ani słowa.

Przechodzimy więc do kolejnego tytułu, bo o czymś muszę tutaj przecież napisać. Po blisko roku wróciłem do Dark Souls 3.

 
Powrót do tej gry chodził mi już długo po głowie. Splot pewnych wydarzeń sprawił, że zostałem zmuszony do ponownego ukończenia całej gry. Ponownie wcieliłem się w Nierozpalonego i wyruszyłem w podróż po zniszczonym królestwie, aby przerwać klątwę Ognia.
 
Dark Souls 3 to bardzo melancholijna wyprawa ociekająca niesamowitą atmosferą smutku, osamotnienia i beznadziejności. Wiele osób narzeka na minimalizm narracyjny tej serii, ale do mnie styl tych opowieści bardzo trafia. Nieliczni bohaterowie, na których trafiamy, zachowują się jak lunatycy zawieszeni na granicy między życiem a śmiercią. Rozmowy z nimi przypominały mi na swój specyficzny sposób Silent Hill 2. Podobnie jak w kultowym horrorze, poszczególni bohaterowie zdają się nieco inaczej postrzegać otaczającą nas rzeczywistość.
 
Przemierzanie kolejnych splugawionych krain, poznawanie ich zamierzchłej historii i w końcu toczenie wymagających pojedynków z pomysłowymi bossami - to wszystko sprawia, że jest to jedna z moich ulubionych serii. Dark Souls 3 to kolejny etap ewolucji i dopracowanie trzonu rozgrywki niemal do perfekcji. System walki jest tutaj prosty do nauczenia, ale jednocześnie trudny do całkowitego opanowania. Podoba mi się, że twórcy nie traktują gracza jak idioty, nie podsuwają nam pod nos żadnych podpowiedzi. Zamiast tego wrzucają nas na głęboką wodę i każą uczyć się zasad panujących w świece za pomocą prób i błędów. Ja zdążyłem je dokładnie poznać i obecne przejście zajęło mi ledwie 6 godzin. Ponownie grałem postacią dzierżącą potężny miecz wzorowany na Dragon Slayerze z mangi Berserk. Pod koniec drugiego przejścia moja postać miała 105 poziom dusz i sądziłem, że jestem gotów, aby wkroczyć do legendarnego Miasta Pierścienia... cóż to był za błąd... zuchwałość i arogancja z mojej strony.
 

Kolejny tytuł miał się już nie pojawiać na łamach Weekendowego Grania, ale niestety to właśnie w niego najwięcej grałem i muszę o nim napisać. Tym razem spróbuję go nieco dokładniej przedstawić.


 

 
Shin Megami Tensei IV: Apocalypse dzieje się w 2030 roku. Świat został zniszczony przez głowice nuklearne, a dzień sądu nazwano boskim planem. Tokio zostało uratowane przez nagłe pojawienie się kamiennej kopuły, która odgrodziła całą Japonią od świata zewnętrznego i uchroniła kraj od atomowej zagłady. Mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni nie świętowali jednak długo. Okazało się, że zostali zamknięci z demonami i nie mają żadnej możliwości przebić się przez tajemniczą konstrukcję. Tysiące osób umarło, a przez 25 lat całe miasta popadły w ruinę. Pojawiły się ugrupowania kierowane odmiennymi ideami. Ashura-kai, Ring of Gaea i stowarzyszenie łowców. Zdziesiątkowana ludzkość ostatecznie przeżyła, chociaż jej żywot zaczął przypominać egzystencję karaluchów.
 
 
Shin Megami Tensei IV: Apocalypse to klasyczne jRPG działające w turowym systemie walki. Gracz korzysta z magii, broni palnej oraz białej. Wykorzystuje też demony, których jest ponad 450 sztuk i można je uzyskać poprzez rozmowę lub specjalne fuzje. Rozmowy z demonami to bardzo istotny element, często też komiczny. Demony mają swoje charaktery, pragnienia oraz humorki. Powoduje to wiele totalnie nieprzewidywalnych sytuacji. Jeden demon powiedział, że wyglądam brzydko jak na kobietę - odpowiedziałem, że jestem facetem, na co ten rzucił tekstem, że nie muszę tak mówić i wystarczy tylko dbać bardziej o skórę. Obdarował mnie przedmiotem i uciekł z pola walki.
 
Bardzo podoba mi się to, że system walki jest tutaj mocno dynamiczny. Wiele słabości i statystyk obronnych danych demonów sprawia, że gracz musi uważać na to co stosuje podczas pojedynków. Odkrycie słabości demona da nam kolejną turę, a tutaj nawet jeden dodatkowy ruch może być tym decydującym o zwycięstwie, bądź porażce. Mimo wszystko gra jest prostsza od poprzedników. Atmosfera jest nieco lżejsza - widać, że twórcy przenieśli kilka elementów z Persony. Główni bohaterowie mają 15 lat i jest tutaj wyjątkowo sporo żartów. Oczywiście całość nadal jest przygnębiająca i ma miejscami ciężki klimat. Sama historia mocno mnie wciągnęła. Obecnie jestem na etapie, w którym Flynn (wybawca ludzi z Tokio) został porwany przez ugrupowanie Divine Powers- ich celem jest zniszczenie stwórcy. Kamienna struktura została przez nich naruszona, a społeczność zrujnowanej Japonii po raz pierwszy od 25 lat ujrzała niewielkie promyki słońca przebijające się przez dziurę w suficie. Niby dobra wiadomość, ale bogom nie ma co ufać. Divine Powers wysłali na ulicę potężnego węża Sheesha, który zjada wszystkich w zasięgu oczu. Moim zadaniem jest uwolnić Flynna i odeprzeć potężną bestię. W tym celu musiałem zebrać pewnien artefakt - miecz Ame-no- Habakiri.

Przechodzimy tym samym do końca odcinka. W weekend skupię się na Dark Souls 3 i rozszerzeniu The Ringed City oraz Personie 5. Jutro na stronie powinna pojawić się recenzja mojego autorstwa, w której na warsztat wziąłem pewną niszową składankę.

Zostawiam Was z trzema utworami i pytaniem - W co obecnie gracie?

Ostatnio mam straszną ochotę na retro klimaty rodem z gry Scott Pilgrim Vs. The World: The Game. Niestety poza Phantom Breaker nie potrafię znaleźć żadnej produkcji prezentującej podobny poziom wykonania. Dlatego przynajmniej słucham sobie utworów utrzymanych w podobnym tonie.

Boże, jaka ta gra była cudowna! Wielka szkoda, że nie zdążyłem kupić DLC z trybem wieloosobowym, a sama pozycja została usunięta z PS Store. Uwielbiam takie klimaty i nie mogę się doczekać aż zabiorę się za Shovel Knighta z PS4. TO jest dopiero retro!

Tagi: dark souls 3 Persona 5 shin megami tensei

Oceń notkę
+ +18 -

Oceń profil
+ +21 -
Laughter
Ranking: 282 Poziom: 53
PD: 20339
REPUTACJA: 1809
Miesięcznik PSX Extreme