SKLEP

Blog użytkownika Laughter

Laughter
Laughter Laughter 25.03.2017, 13:09
Weekendowe Granie #163 - Become as Gods
1018V

Weekendowe Granie #163 - Become as Gods

Zapraszam do kolejnego odcinka WG! Chwalcie się, co u Was i jakie gry macie ostatnio na celowniku?

Weekend już się zaczął, więc nie marnuję miejsca i czasu. Niczym szlachetny ślimak bez skorupy przechodzę do treści odcinka. W dzisiejszym numerze pojawią się  gry dla mnie ważne i unikalne, których nie poruszę już w żadnym z kolejnych odcinków WG.

NieR: Automata

Trudno byłoby mi znaleźć jeszcze jakieś informacje na tema tej gry, o których już nie pisałem. Skupię się więc na osobistych odczuciach towarzyszących mi podczas poznawania tej przepięknej przygody.

NieR: Automata to druga produkcja osadzona w uniwersum NieR. Yoko Taro powołał do życia ten smutny i dołujący świat za sprawą swojej wcześniejszej gry Drakengard. Wizja świata przedstawionego w NieR bardzo do mnie trafia. Ukazuje przemijanie ludzkości, jest przesiąknięta melancholijnym klimatem i atmosferą. Wszystko jest tak płynnie ze sobą powiązane, że wyszukiwanie najdrobniejszych i subtelnych detali sprawiało mi ogromną radość. Tutaj nawet z pozoru nieistotny side quest może być ozdobiony szczegółami, które po poznaniu całości nabierają zupełnie innego znaczenia. 

Yoko Taro mówi otwarcie, że jest zafascynowany zjawiskiem śmierci i widać to w jego najnowszej produkcji. Fabuła pod względem treści jest bardzo egzystencjalna. Główna bohaterka na początku wypowiada monolog o cyklu życia i śmierci. Jednocześnie zastanawiając się, czy będzie jej kiedyś dane poznać osobę odpowiedzialną za tę klątwę, aby mogła ją osobiście zabić.

Przemierzanie zniszczonej ziemi, znajdowanie śladów naszej dawnej cywilizacji i oglądanie pozostałości tego, co niegdyś tętniło życiem. Było to dla mnie przeżycie jedyne w swoim rodzaju i strasznie rozbudzało moją ciekawość. Szczególnie, że tej podróży towarzyszyła przepiękna muzyka. Utwory - o tych z NieR: Automata można napisać osobne blogi. Gdy wszedłem pierwszy raz do obozu rebeliantów nie chciałem z niego wyjść, ponieważ utwór strasznie mi się spodobał. Po paru minutach załączył się wokal - wtedy miałem już autentyczny problem z opuszczeniem tego miejsca.

To co jednak najbardziej podoba mi się w NieR: Automata, to filozofia i kierunek obrany przez twórców podczas tworzenia tej gry. Nasza branża to biznes - od zawsze liczył się zarobek. Można go uzyskać poprzez wiele sposób. Najłatwiej po prostu poddać się obecnym trendom i stworzyć solidne rzemiosło według popularnych schematów. Próba zadowolenia jak największej grupy docelowej ma jednak pewne konsekwencje.

NieR: Automata podchodzi do tematu inaczej. Nie jest to gra zapatrzona w stronę filmów, która próbuje się do nich upodobnić. Nie jest to tytuł próbujący zjednać sobie przychylność jak największej ilości użytkowników. NieR: Automata to produkcja dziwna. Wyłamująca się ze schematów. Tytuł jedyny w swoim rodzaju. Pozycja, która garściami sięga po elementy możliwe do uzyskania wyłącznie poprzez interaktywną formułę gier wideo, a niemożliwe do zaprezentowania poprzez filmy, czy nawet książki.

Bo niby jak za pomocą filmu czy książki przedstawić największe poświęcenie wobec całkowicie obcego człowieka? Można to opisać i zobrazować, ale czytelnik lub widz musi to sobie uzmysłowić za pomocą własnej empatii i wyobraźni. Nie dozna tego bezpośrednio. NieR: Automata z kolei stawia nas przed takim wyborem i pozwala go odczuć na własnej skórze. Zabawa konwencją świadomej gry jest tutaj miejscami bardzo mocno zaakcentowana. Z czymś takim spotkałem się tylko w pierwszym NieR i grze Undertale. Chociaż ze słyszenia wiem, że jest jeszcze kilka tego typu pozycji.

Oczywiście NieR: Automata nie zamyka się na hermetyczne grono odbiorców. Mamy tutaj auto-chipy ułatwiające grę, a sama historia to w gruncie rzeczy osobna przygoda. Nie jest ona bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z poprzednich gier - aczkolwiek świat jest następstwem tego, co się dokonało w przeszłości na przestrzeni poprzednich tytułów.

Automata nagradza jednak w największym stopniu fanów, rzucając im pod nos poszlaki i skrawki, które wychwycą osoby zaznajomione z uniwersum. Są tutaj miejsca, które dla obcych ludzi nie będą posiadały pokładu emocjonalnego, ale fani będą nimi zachwyceni i zostaną wręcz przytłoczeni.

NieR: Automata to również mieszanka gatunkowa wrzucająca nas do otwartego świata. Bardzo dynamiczny oraz efektowny system walki. Ciekawie wykonane etapy które płynnie przeplatają się w perspektywę 2D/3D oraz z gatunkiem shoot 'em up i hell bullet. To samo w sobie przekłada się na bardzo rajcującą grę, dającą masę frajdy z toczenia walk, biegania i pokonywania kolejnych etapów przygody

NieR: Automata to dla mnie jedna z ledwie kilku magicznych pozycji, dla których jestem graczem i przez które kocham gry. Jest to produkt, który zakorzenił się już na zawsze w moim sercu i głowie. Gra jedyna w swoim rodzaju i wdzierająca do moich snów, bo nowy NieR to gra, która parę razy mi się śniła. Produkcja sprawiająca, że siedzę godzinami nad tekstami, poszerzając moją wiedzę na temat tego bogatego uniwersum.

Wiele osób usiądzie do NieR: Automata i potraktuje ten tytuł jak zwykły slasher, nie doceniając wartości jakie gra sobą reprezentuje. Nie ma w tym nic złego. Jesteśmy różnymi ludźmi o różnych gustach i doceniamy odmienne rzeczy. Większość osób nie będzie odczuwała potrzeby zagłębiania się w ten świat, w takim stopniu jak ja. Niektórzy zapewne to zrobią, ale mimo wszystko nie odbiorą go tak pozytywnie i nie zostaną oczarowani w takim stopniu jak ja. Mi pozostaje tylko podziękować Yoko Taro i PlatinumGame za dostarczenie jednej z ważniejszych gier w moim życiu. Czekam i mam nadzieję, że PlayStation 4 zaoferuje mi jeszcze coś o podobnej sile.

999 - Nine hours. Nine Persons. Nine Doors

Swego czasu narzekałem tutaj na zwieńczenie trylogii Zero Escape - Zero Time Dilemma. Chociaż tytuł mi się podobał, to wiele wątków postanowił zignorować lub przemilczeć, a ostateczna konkluzja i jej wytłumaczenie było... wybitnie naiwne i pozbawione mocy. Mimo wszystko tytuł potrafił mnie wciągnąć i zaciekawić. Teraz postanowiłem sobie przypomnieć grę, od której wszystko się zaczęło.

999, to przygodówka z gatunku Visual Novel, która trafiła w 2009 roku na konsolkę Nintendo DS. Historia opowiada o losach 9 osób, które zostają pojmane przez tajemniczego Zero i zmuszone do wzięcia udziału w grze, w której stawką jest życie każdego z uczestników. 


Główny bohater budzi się w kajucie luksusowego statku. Nie pamięta jak się do niej dostał ani przez kogo. Pierwszym zadaniem jest ucieczka z pokoju, do którego zaczyna się wlewać woda. Potem okazuje się, że biedaczek nie jest sam, a Zero poza nim porwał 8 innych osób. Enigmatyczny porywacz w masce gazowej szybko daje się poznać z bardziej sadystycznej strony - psychopata umieścił w ciałach naszych bohaterów bomby, które aktywują się gdy ktoś złamie obowiązujące zasady. Oczywiście szybko podziwiamy prezentację tych możliwości. Nie zdradzając za wiele z fabuły - gra polega na uciecze z miejsca, które po 9 godzinach zostanie zalane razem z wszystkimi uczestnikami gry. Aby uciec trzeba znaleźć odpowiednie drzwi. Brzmi prosto, ale jak to zwykle bywa w japońskich grach - tu nic nie jest proste, a wszystko okraszone jest skomplikowanym motywem.

999 stoi oczywiście świetną i wielowątkową fabułą. Skomplikowanymi relacjami między postaciami. Jak na gatunek jest tutaj sporo rozgrywki. Etapy fabularne przeplatają się z tymi, w których trzeba uciec z pokojów. Rozgrywka ogranicza się wówczas do klikania na co popadnie i zbierania przedmiotów, które następnie próbuje się użyć na każdym elemencie otoczenia. Twórcy są tego doskonale świadomi i często wykorzystują to do eksponowania sarkastycznego i inteligentnego poczucia humoru, wyśmiewając logikę (lub jej brak) gracza.

999 to świetny i trzymający w napięciu thriller psychologiczny. Tutaj każde zakończenie - nawet to złe, jest częścią większej całości i przekłada się na odbiór całej intrygi. Bardzo dobrze rozpisana fabuła sprawia, że to jeden z najlepszych reprezentantów gatunku, z jakim się kiedykolwiek zmierzyłem. Do tego produkcja sięga często po faktyczne teorie naukowe, więc czytanie kolejnych dialogów było dla mnie tym bardziej interesujące. Polecam każdemu i przestrzegam, że chociaż historia rozkręca się powoli, to później nie pozwala się oderwać ani na chwilę. Gwarantuje, że niejednokrotnie sytuacja w grze zostanie postawiona do góry nogami, a próba rozgryzienia kim jest Zero i jakie są jego motywy stanowi wyzwanie, które zapada w pamieć na całe lata.

Shin Megami Tensei IV: Apocalypse

Pozostając w tematach Nintendo i post-apokalipsy rodem z NieR, wkraczamy do zrujnowanego Tokio z czwartej odsłony mojej ulubionej serii jRPG. W końcu poczyniłem znaczące postępy fabularne i ruszyłem z historią do przodu. Zmanipulowany przez Odyna uwolniłem bóstwo Krishnę. Omotany obietnicą wyzwolenia ludzkości stałem się zapalnikiem, który sprawił, że w Tokio pojawiła się kolejna frakcja polityczna. 

Aroganckie bóstwa za nic mające ludzkie życie uczyniły sobie z Japonii plac walki o wpływy. Konflikt na linii Lucyfer-Merkabah najbardziej odbija się na zdziesiątkowanej ludzkości, która teraz jawi się jako mięso dla bardziej prymitywnych stworów. Jedynym wybawicielem ludzkości jest Flynn - główny bohater z SMT IV, który przeze mnie wpadł w ręce Krishny i jego grupy "Divine Powers" - jej zadaniem jest obalić Stwórcę, który niesłusznie określa się mianem wszechmogącego.

Istne political fiction wśród boskiego panteonu! Trudno mi znaleźć jakiś minus w tej grze. Ostatnio blisko trzy godziny szukałem drogi do Shinjuku, ale było to efektem mojej głupoty. Uzależniający gameplay sprawia, że aż czuję przyjemność z ciągłego grindu. Ponieważ progres jest szybko odczuwalny i przez to zdobywanie kolejnych leveli nie wydaje się żmudne, a odblokowuje od razu wiele nowych możliwości. Aplikację do smartfona pozwalające na większą ilość umiejętności, czy demonów. Kolejne fuzje itp.

Mocno zaniedbałem gatunek jRPG w ostatnich latach, ale tytuły takie jak Shin Megami Tensei IV Apocalypse sprawiają, że moja miłość do tej kategorii gier rozpala się na nowo. Świetny i ponury klimat cyberpunku w zniszczonej Japonii, gdzie co rusz trafiamy na martwych ludzi bądź ślady krwi. Takie rzeczy w jRPG są raczej rzadkością i właśnie to sprawia, że aż chce mi się grać oraz badać najdrobniejszy element otoczenia i świata z gry. 

Tagi: 999 emi evans nier playstation 4 shin megami tensei shin megami tensei iv shin megami tensei iv apocalypse Sony Square Enix weekendowe granie yoko taro zero escape: the nonary games

Oceń notkę
+ +15 -

Oceń profil
+ +22 -
Laughter
Ranking: 295 Poziom: 53
PD: 19493
REPUTACJA: 1796
Miesięcznik PSX Extreme