SKLEP

Blog użytkownika Laughter

Laughter
Laughter Laughter 09.02.2017, 18:34
Weekendowe Granie #158
324V

Weekendowe Granie #158

Część i czołem! Nie przedłużając - dzisiaj wyruszamy do Tokio. Najpierw zwiedzimy wirtualny odpowiednik Kabuchiko szalonych lat 80-tych. Potem udamy prosto do zrujnowanego Shinjuku i okolic w postapokaliptycznej wizji Japonii.

Moja przygoda z Yakuzą 0 powoli dobiega już końca. Fabularnie była to bardzo dobra odsłona, której lekko stonowany charakter nadał dodatkowego uroku względem poprzedników. Polityczny wyścig o pozyskanie praw do niezagospodarowanego skweru w środku miasta był pełen emocji i trudno było się oderwać od ekranu przed skończeniem głównego wątku. Uwielbiam te długaśne przerywniki okraszone genialnie rozpisanymi dialogami. Nowi bohaterowie spisali się na medal prezentując swoje świetne kreacje, a starzy pokazali swoje oblicza z nowej strony - narracja historii znowu była jednym z najmocniejszych punktów całości i zgrabnie potrafiła wpływać na mój nastrój. Po skończeniu historii Kamurocho nadal nie chciało mnie wypuścić ze swoich granic. Od 10 stycznia codziennie gram w Yakuzę 0 i nie są to krótkie sesje - dwie godzinny to absolutne minimum a i zdarzają się posiedzenia po pięć godzin, gdy tylko znajdę czas. Uzależniłem się od najnowszych przygód Kiryu i neonowego miasta będącego wiernym odwzorowaniem faktycznego Kabuchiko. Walka jest tak cudownie zrealizowana, że nie potrafię wypuścić pada z rąk.

Yakuza 0

Obecnie jestem na wykończeniu, a licznik przekroczył już 80 godzin gry. Większość zadań pobocznych wykonałem - pozostały praktycznie te, do których dostęp odblokowuje się wraz z postępami w minigrach. Skończyłem wątek "Real Estate" Kiryu za co dostałem czwarty styl walki - kultowy i legendarny Dragon of Dojima. Z zadań pobocznych uśmiechnąłem się pod nosem gdy trafiłem na wróżkę, która przepowiedziała przyszłość Kiryu. Mówiła między innymi o tym, ze nasz bohater będzie wychowywał ośmioro dzieci. Następnie dodała, że zostanie on kierowcą taksówki i bardzo ważną rolę w jego życiu odegra pewne dziecko, z którym będzie go łączyła skomplikowana relacja. Oczywiście Kiryu nie chciał uwierzyć w żadne przepowiednie i uznał je za absurdalne bzdury.

Jeden dzień poświęciłem na polowanie Mr. Shakedownów. Są to gigantyczni wojownicy, którzy od czasu do czasu krążą po mieście i okradają niewinnych obywateli ze wszystkich oszczędności. Walka z nimi jest bardzo trudna, bo olbrzymy potrafią jednym ciosem zabrać 3/4 życia naszej postaci, a gdy wpadniemy w wiązankę ich ciosów, to często kończy się to naszą porażką i stratą wszystkich uzbieranych pieniędzy. Oczywiście jest to też świetny sposób na szybki zarobek. Wykupiłem w świątyni specjalną umiejętność, która zwiększa ilość pozyskiwanych pieniędzy za pokonanie Mr.Shakedowna. Następnie oddałem walkę mając w kieszeniach półtora miliarda yenów. Przy naszym kolejnym spotkaniu majątek zwiększył się kilkukrotnie a ja za zwycięstwo z przeciwnikiem zostałem nagrodzony aż 6 miliardami! Jeszcze kilka razy wykorzystałem tę metodę do pomnożenia kapitału i mogłem bez problemu wykupić wszystkie przedsiębiorstwa w mieście oraz mocno rozwinąć umiejętności postaci. Jednocześnie płakałem ze śmiechu, słuchając coraz to bardziej komicznych motywów każdego Shakedowna - ich historie i motywacje są po prostu rozbrajające.

Postanowiłem, że przejdę jeszcze drugi wątek klubu z hostessami. Chcę też zaliczyć wszystkie walki w koloseum i rozwinąć maksymalnie obu bohaterów - mam nadzieję, że mi się uda. Pomimo tylu spędzonych godzin gra ani trochę mi się nie nudzi i nawet pokusiłbym się o wbicie platyny, gdyby nie żmudne minigry. Po uporaniu się z moimi osobistymi postanowieniami, dam spokój Yakuzię i przejdę na przymusowy detoks - wszak trzeba się w końcu zabrać za coś innego (np za Yakuzę z PS2). Dlatego przejście na najtrudniejszym poziomie trudności zostawię na bliżej nieokreśloną przyszłość.

Shin Megami Tensei IV: Apocalypse

Niegdyś moją ulubioną serią jRPGów było Final Fantasy. Po tym jak zagrałem w V i VI odsłonę byłem pewien, że w tym gatunku nigdy nie spotka mnie nic lepszego. Cóż, myliłem się. Spotkał mnie między innymi Chrono Trigger, a następnie seria, która zdetronizowała Ostateczną Fantazję. Shin Megami Tensei - Prawdziwa Reinkarnacja Bogini, to dla mnie właśnie jedna z serii życia.

Zapewne jak u większości graczy - mój pierwszy kontakt z marką przypadł na Shin Megami Tensei III: Nocturne (u nas znane jako Lucifer's Call) z konsoli PS2. To właśnie wtedy poznałem się na geniuszu i talencie kompozytora Shoji Meguro (seria Persona) i zostałem oczarowany niesamowicie mrocznym i dołującym klimatem całej gry.

Dość powiedzieć, że większość jRPGów, w mniejszym lub większym stopniu, stawia na kolorową stylistykę i wątek ratowania świata. Tutaj było na odwrót. Gra była ciemna, mroczna i miejscami przerażająca. Świat z kolei legł w gruzach na naszych oczach i nic nie byliśmy w stanie na to poradzić. Apokalipsa nastała, a nam przyszło żyć w zniszczonym świecie pełnym demonów, gdzie ludzkie życie nie ma żadnej wartości. Zwiedzanie współczesnej i zrujnowanej Japonii oraz poznawanie bardzo enigmatycznej fabuły z mocno zaakcentowanymi wątkami filozoficznymi było przeżyciem jedynym w swoim rodzaju, które sprawiło, że z miejsca i bezgranicznie zakochałem się w całej serii.

Shin Megami Tensei IV powołało do życia nowe i bardzo ciekawe uniwersum. Dwa kontrastujące ze sobą światy. Tajemnicze królestwo Mikado rządzone przez wygodnych ludzi, którym zdecydowanie bliżej było do średniowiecza. Obok (pod) istniało współczesne Tokio zamieszkane przez niedobitki ludzi i brutalne demony. W oryginalnej grze wcielaliśmy się w mieszkańca Mikado, członka elitarnego oddziału Samurajów, który wziął na barki ciężar decydowania o przyszłości obu światów. Jakby jednak wyglądała historia, gdybyśmy wcielili się w skórę mieszkańca Tokio? Człowieka wychowanego pośród zgliszczy, trupów i demonów, którego jedynym celem jest przeżyć kolejny dzień? Taki scenariusz przedstawia wydany niedawno sequel udekorowany o podtytuł "Apocalypse". Historia dzieje się równolegle do poprzednika. Gra korzysta z tego samego trzonu, ale wprowadza mnóstwo poprawek i liczne zmiany w rozgrywce, jak i opowiada zupełnie inną fabułę. Czyli jeśli komuś było mało oryginalnego SMT IV (mi było!) to Apocalypse powstało właśnie dla niego.

Więcej bezpośrednio o grze nie napiszę, bo dopiero co zaczynam swoją przygodę.Już teraz wiem jednak, że spośród całego bogatego spektrum różnorodnej biblioteki gier 3DSa, to właśnie SMT IV: Apocalypse ma zadatki na zostanie tym moim "najlepszym i ulubionym" tytułem

Tyle ode mnie! Weekend spędzę w dwóch obliczach Japonii i być może wrócę jeszcze do Digimon World: Next Order w celu zwerbowania kilku stworków do miasta. Przydałoby się też sprawdzić siłowo w dodatkowych lochach

Zostawiam Wam komentarze do dyspozycji. Koniecznie pochwalcie się w co obecnie gracie i jakie macie plany?

Tagi:

Oceń notkę
+ +13 -

Oceń profil
+ +21 -
Laughter
Ranking: 282 Poziom: 54
PD: 20384
REPUTACJA: 1809