SKLEP

Blog użytkownika Laughter

Laughter
Laughter Laughter 22.12.2016, 20:23
Świąteczne Granie #151
547V

Świąteczne Granie #151

Witajcie w przedostatnim tegorocznym krótkim odcinku specjalnym z okazji świąt! Zapraszam poniżej do chwalenia się co u Was słychać?

Święta to, w moim przypadku, zabiegany okres, gdzie na nic nie mam czasu. Mało grałem, więc wpis trzeba zapchać czymś innym. Dzisiejszy harmonogram prezentuje się następująco:
1. Prawnicy i desery - morderstwo w czekoladzie.
2. Kosiarz Umysłów - wirtualna rzeczywistość zniewala zmysły.
3. Odchamienie i rozwinięcie kulturowe - Człowiek "Kochający i kochany przez Boga" 
4. Narkotyczny odlot i wędrówka po snach - Jean-Pierre Jeunet.
5. Osobliwi X-Meni od Tima Burtona
6. Kilka słów od kolekcjonera.

Jak więc widać będzie więcej filmów niż gier, ale przynajmniej zacznę tematycznie, bo nie dość, że od naszego hobby to i od tytułu, którego akcję częściowo osadzono w okresie świąt.

Ace Attorney: Investigations 2

Zauważyłem ciekawą tendencję. Zawsze pod koniec roku nieświadomie sięgam po tytuły, które w jakimś stopniu zahaczają o tematykę świąt. W poprzednim była to Yakuza 5, gdzie w przebraniu Świętego Mikołaja biegałem po zaśnieżonych metropoliach Japonii. W tym było to Steins;Gate 0, w którym również bohaterowie obchodzili Boże Narodzenie. Podobnie jest w obecnie ogrywanym przeze mnie Ace Attorney: Investigations 2

Smutek przepełnia mnie na samą myśl, że moja prawnicza przygoda zapoczątkowana w pierwszej połowie tego roku zmierza ku końcowi. Druga cześć spin-offu "Investigations" jest zdecydowanie przyjemniejsza i ciekawsza od swojego poprzednika. Głównie z powodu bardziej osobistej fabuły. Obecnie jestem w trakcie kończenia trzeciej sprawy, gdzie podczas konkursu kulinarnego doszło do morderstwa jednego z uczestników zabawy. Denat został znaleziony w wielkiej skrzyni zrobionej z czekolady. Sprawa jest na tyle skomplikowana, że nawet po 18 latach słychać jej echo. Aby rozwikłać w pełni tajemnicę tej zagadki, Miles Edgeworth i jego szef Raymond Shields muszą się cofnąć w przeszłość do ostatniego śledztwa Gregory'ego Edgewortha - ojca naszego charyzmatycznego prokuratora. Wróci również świetnie napisany detektyw Badd oraz sam Manfred Von Karma.

Ostatnie wydarzenia sprawiły, że nasz prokurator przechodzi lekki kryzys tożsamości i zaczyna rozmyślać o swojej profesji oraz o istocie bycia adwokatem - stoi jakby na rozdrożu tych dwóch zawodów. Brakowało mi tego w głównej serii. Wszak każdy kto zna historię tego człowieka wie o jego problemach oraz motywach, które zaprowadziły go do miejsca, w którym obecnie się znajduje - nie była to prosta przygoda a raczej dzieło okrutnego losu i przypadku. Nic więc dziwnego, że w jego sercu zaczęła kiełkować niepewność. Oczywiście dalej jest wierny swoim ideom, w które skrupulatnie wierzy.
Do gustu przypadł mi również nowy duet przeszkadzający naszym bohaterom. Chłodna służka bogini sprawiedliwości - sędzia Justine Courtney oraz Sebastian DeBeste - samozwańczy najlepszy prokurator. Całość może się również pochwalić typowym dla serii poczuciem humoru i paroma usprawnieniami w rozgrywce. Dla fanów jest to pozycja obowiązkowa, którą gorąco wszystkim polecam.

To w zasadzie tyle z mojego grania. Gdyby nie pewna wyprawa do Media Markt, gdzie mogłem przez blisko dwie godziny na spokojnie pobawić się hełmem wirtualnej rzeczywistości od Sony.

Playstation VR

Uwielbiam nowinki technologiczne - bardzo ciepło wspominam kontrolery ruchowe w postaci Wii lotów i (mniej, ale nadal ciepło) Playstation Move. Wirtualna rzeczywistość to jedno z moich dziecięcych marzeń, które co jakiś czas rozpala się na nowo za sprawą filmów czy książek poruszających jej tematykę.

Mocno kibicuję technologii VR i trzymam za nią kciuki nawet pomimo tego, że sam podchodzę sceptycznie co do jej rozpowszechnienia w branży gier - ot gry muszą zarabiać, te pod VR nie zarabiają więc wniosek jest prosty.

Przed zakupem na premierę powstrzymały mnie kwestie ekonomiczne oraz chęć koniecznego przetestowania hełmu przed jego zakupem. Był to błąd, bo po niespełna dwóch godzinach zapragnąłem mieć to na własność.

Spokojne testy pozwoliły mi odpowiedzieć na kilka pytań i rozwiać wątpliwości, które pojawiły się po przeczytaniu kilku recenzji i wrażeń z gier.

Czy VR działa?
Działa i to cholernie dobrze. Dość powiedzieć, że czułem się wyrwany z fotela i żywcem wsadzony do kokpitu statku w Eve Valkyrie. Ogrywając Rigs czułem, że jestem faktycznie zawieszony w powietrzu sportowego mecha. Przy Until Dawn mój umysł został oszukany w takim stopniu, że ciało mimowolnie i naturalnie reagowało na wszelkie zjazdy kolejki górskiej - ot bezwarunkowo odchylałem plecy do tyłu, a na twarzy malował mi się szeroki uśmiech. W Driveclub i Battlezone oglądałem wnętrza z każdej możliwej perspektywy, przysuwając i odchylając głowę, odwracając się do tyłu, badając każdy możliwy zakamarek wirtualnej przestrzeni. Najlepsze jest to, że kompletnie zapomniałem o tym ustrojstwie na głowie - tego W OGÓLE nie czuć, jest bardzo wygodne i niesamowicie lekkie.

To nie tylko obracanie kamerą za pomocą ruchów głowy. Zmienia się cała perspektywa, bo zaczynamy odczuwać faktyczną wielkość i skalę wykreowanych światów oraz modeli. Drzewo stojące przed nami to już nie tylko zwykły element krajobrazu zrobiony w 3D - to faktyczne i potężne drzewo, przy którym czujemy się maleńcy.

Czy VR męczy?
Na to pytanie niestety każdy musi odpowiedzieć sobie sam - właśnie dlatego przed zakupem uparłem się na porządne testy. Osobiście czasem dopada mnie choroba lokomocyjna, więc obawiałem się, że nie będę kompatybilny z wirtualnymi światami. Na szczęście po półtorej godzinie zabawy nie czułem ani krzty zmęczenia i negatywnych efektów. No, Quake'owe skakanie w Rigs faktycznie potrafiło poruszyć żołądkiem, ale było to pozytywne doznanie, wzbudzające we mnie przyjemne ciarki na plecach. Świetna i szybka rozgrywka z bardzo intuicyjnym celowaniem głową - dla mnie bomba! Mnie VR nie męczy, moja dziewczyna niestety wytrzymała kilka minut i musiała odpuścić.

Czy konsole są na to za słabe?
Nie są. Rozdzielczość jest paskudna i pierwsze wrażenie jest okropne - gry są po prostu nieostre i poszarpane to jest fakt.  Ale... faktem jest również to, że gdy tylko zacząłem ruszać głową to wszelkie uszczerbki graficzne stały się totalnie nieistotne. Gry same w sobie są ładne i niezwykle płynne. PS4 radzi sobie znakomicie z VR i obstawiam, że kolejna generacja sprzętu będzie na tym poletku radzić sobie "perfekcyjnie". Obecna jakość jest dla mnie jak najbardziej zadowalająca.

Czy VR ma fajne gry?
Ma, nawet bardzo. Oczywiście nie chcę zakłamywać rzeczywistości i postawię sprawę jasno - na VR nie wyszedł żaden killer czy system seller, który powinien zostać ograny przez każdego szanującego się gracza. Niestety, ta kategoria jest nadal pusta. Mimo wszystko na obecną chwilę są już bardzo grywalne produkcje, które bez przeszkód usprawiedliwiają w moim przypadku niemały wydatek. Co więcej VR samo w sobie jest na tyle fajne i urozmaica doznania, że nawet przeciętne gry potrafią zyskać ogromne pokłady miodu. Wyobraźnia z kolei rozpala mi się na samą myśl o zagraniu w Resident Evil VII, czy nadchodzące Ace Combat.

Czy nadal jest na to za wcześnie?
Teoretycznie nie. Sprzęt działa, gry działają, technologia jest tania i na wyciągniecie ręki. Niepewność wzbudza jedynie brak softu w przyszłości, bo ten się nie pojawi jeżeli ludzie po prostu nie sięgną po gogle. Ot wyniknie błędne koło, z którego nie ma ucieczki.

Podsumowując. Pierwszy kontakt z konsolowym VR okazał się dla mnie tym o czym marzyłem - świetną zabawą i relaksem, powodującym szczery śmiech radości z grania. Istny powiew świeżości na skostniałym i nieco hermetycznym rynku. To jest przyszłość, na którą czekałem i mam nadzieję, że ludzie szybko się do tego przekonają. VR nie zastąpi mojej konsoli, bo i nie jest to żadnym celem tej technologii. Będzie za to egzystować z innymi środkami grania i znajdzie sobie miejsce wśród mojej kolekcji sprzętów.


Przechodzimy do kolejnego punktu, pora się odchamić!

Wolfgang Amadeusz Mozart. XVIII-wieczny kompozytor i wirtuoz pochodzenia Austriackiego. Geniusz, który w swoim krótkim życiu zdążył skomponować kilkaset utworów, symfonii, koncertów fortepianowych oraz kilkanaście oper. Człowiek, którego śmierć była punktem zaczepienia wielu historii i teorii spiskowych. Jedna z najbardziej znanych mówi, że Mozart został otruty przez swojego przyjaciela - Antonio Salieriego. Wspominam o tym, bo był to istotny element historii Steins;Gate 0. Ów plotka to również materiał źródłowy dla filmu "Amadeusz" z 1984 roku

Amadeusz

Jest to amerykański film fabularny oparty na sztuce Petera Shaffera. Trwający trzy godziny spektakl w reżyserii Miloša Formana, to kino nie tylko wypełnione wspaniałą muzyką i ciekawostkami z życia Mozarta, ale i świetny film psychologiczny przedstawiający upadek geniusza oraz jadowitą zazdrość Salieriego, którego kreacja skradła cały film.

Amadeus - imię oznaczające umiłowanego przez Boga. Film przedstawiony jest z perspektywy Salieriego, który zwierza się księdzu ze swojej zbrodni, przedstawiając jednocześnie życie Mozarta i ich wzajemne relacje. Salieri od dziecka marzył o zostaniu sławnym muzykiem, modlił się do Boga o chociaż odrobinę jego łaski, by ten mógł go przekuć w narzędzie do jego wychwalania - muzykę. Modlitwy zdają przynosić efekty gdy Antonio trafia do Wiednia i zostaje nadwornym kompozytorem. Wszystko zmienia się jednak w chwili gdy poznaj młodego Mozarta. Okazuje się, że jest to krnąbrny, arogancki i dziecinny młokos, obdarzony niesłychanym talentem. Salieri oczarowany twórczością Mozarta zdaje się być przekonany o tym, że przemawia przez niego sam Bóg. Wówczas w jego sercu pojawia się żal i toksyna. Dlaczego Bóg postanowił obdarować swoim światłem kogoś tak krótkowzrocznego?

Większość pewnie zna ten film z lekcji języka polskiego, więc nie będę się niepotrzebnie rozpisywał. Seans bardzo mi się podobał i oceniłem go na prawię maksymalną ocenę w serwisie Filmweb.

Kolejny film, który pragnę przytoczyć to specyficzne dzieło reżysera z Francji. Jean-Pierre Jeunet to bardzo ciekawy artysta. Jego filmy są nietuzinkowe i surrealistyczne. Amelia podobała mi się ze względu na całą wyobcowaną i dziwną atmosferę, która jednak biła ciepłem i szczerością. Zapragnąłem cofnąć się w czasie do 1995 roku i poznać jego "Miasto zaginionych dzieci". Cóż...

Miasto zaginionych dzieci​


Miasto Zaginionych Dzieci było dla mnie narkotyczną jazdą bez trzymanki. Przyznam się, że wizja reżysera sprawiła mi mały zawrót głowy. Świetna scenografia przeniosła mnie do świata wyciągniętego z wyobraźni naprawdę szalonego umysłu!

Film prezentuje się świetnie. Jest mroczny, nieco makabryczny, bije z niego zepsucie i wykręcone szaleństwo. Zarys historii wygląda następująco - pewien nieszczęśliwy mężczyzna szybko się starzeje ponieważ potrafi spać lecz nie potrafi śnić. Z tego powodu porywa dzieci z okolicznego miasta i za pomocą maszyny przenika do ich podświadomości. Niestety pociechom śnią się jedynie koszmary. Głównym bohaterem jest średnio inteligentny mięśniak z cyrku dziwactw, któremu porwano przybranego braciszka. Jak nietrudno się domyślić wielkolud postanawia za wszelką cenę uratować dziecko. Przygoda wypełniona jest naprawdę ciekawymi postaciami. Kult cyklopów trzeciego oka, którzy noszą na twarzy jakieś dziwne urządzenie mające poszerzyć pole widzenia. Syjamskie siostry Octopus złączone trzecią nogą. Obłąkany introwertyk mieszkający pod wodą czy sztucznie wyhodowany mózg w zbiorniku o imieniu Irwin. Plejada postaci jest równie szeroka, co pokręcona.
Uwielbiam takie klimaty. Przesiąknięte atmosferą nie z tej ziemi i szaleństwem, które tutaj jest czymś normalnym i powszechnym. Mimo wszystko jest to pozytywny film o oddaniu i miłości. Gdyby nie tragiczny "Obcy: Przebudzenie" to Jean-Pierre miałby zadatki na zostanie moim ulubionym reżyserem. Zamierzam poznać więcej jego filmów i cofnąć się jeszcze bardziej w jego karierze do 1991 roku, gdzie czeka na mnie film o tytule "Delikatesy" - czarna komedia w klimacie horroru.

Osobliwy Dom Pani Peregrine

Jestem ogromnym fanem Tima Burtona, więc i ten film z chęcią nadrobiłem. W gruncie rzeczy mało tutaj Burtona, przynajmniej tego "pierwotnego". Jest to bardzo młodzieżowy film, który miejscami ma kilka groteskowych elementów jak sceny z wyjadaniem oczu (nie obraziłbym się za więcej takich momentów). Historia opowiada o młodym chłopcu, który zafascynowany opowieściami dziadka trafia na wyspę, gdzie znajdował się pewien specjalny sierociniec. Przytułek był niczym innym jak domem dla dzieci o specjalnych osobliwościach. Te przejawiały się w najróżniejszy sposób - ot jeden dzieciak był niewidzialny, inny podpalał wszystko co dotknie. Jak to zwykle bywa, w społeczności ludzi osobliwych pojawiła się grupa, która w jakiś sposób wyłamywała się z ustalonych zasad i reguł. Brzmi jak zarys historii X-Menów i trudno patrzeć na to w inny sposób. 

Ogólnie film mi się podobał. Lekkie, miejscami zbyt lekkie, kino o fajnym charakterze i ładnych widoczkach. Najbardziej w pamięć zapadła mi scena "resetu pętli" - cudo pod względem muzyki i wyglądu. Muszę też pochwalić rolę dwóch głównych bohaterek płci pięknej - kreacja Pani Peregrine to pierwsza klasa, tak samo jak postać blond Emmy.
 

Zbliżając się do końca poruszę krótko kwestię kolekcjonowania i pochwalę najnowszym nabytkiem - The Last Guardian


Kalwa w poprzednim numerze napisał, że The Last Guardian to jego pierwsza edycja kolekcjonerska, ale jest pewien, że nie będzie ostatnią. Ucieszyło mnie to, bo od pewnego czasu można zauważyć trend, gdzie fizyczne wydania gier tracą na znaczeniu. Nie oszukujmy się - kolekcjonerzy od zawsze byli w mniejszości. Większość osób nie darzy sentymentem gier i ich wydań. Liczy się przede wszystkim kod, sama gra, pudło można odsprzedać - całkowicie rozumiem takie podejście. Spotkałem się nawet z kolekcjonerami, których bogatsze wydania gier kompletnie nie interesują. Szkoda, ja od zawsze byłem ich fanem. Najnowszy nabytek jest jedną z ciekawszych kolekcjonerek jakie posiadam. Figurka Trico prezentuje się naprawdę przecudnie, jest o wiele większa i masywniejsza niż myślałem a samą bestię wykonano starannie - szczególnie jej pysk. Śpiący i odpoczywający Trico wygląda po prostu przeuroczo i już się nie mogę doczekać aż zacznę grać w przyszłym roku w ten nieszablonowy tytuł.

Nie zamierzam dalej przedłużać. Kolejne dni to święta, więc grać najpewniej nie będę. Plany kręcą się wokół spędzania czasu z bliskimi, co najwyżej obejrzy się wspólnie jakiś film. Nie pozostaje mi nic innego jak wykorzystać okazję i podziękować Waszemu niewielkiemu gronu za towarzyszenie pod tym blogiem oraz życzyć wszystkim wesołych i spokojnych świąt!

Chwalcie się co tam u Was! Może część z Was została obdarowana jakimś ciekawym prezentem?

Tagi:

Oceń notkę
+ +17 -

Oceń profil
+ +21 -
Laughter
Ranking: 282 Poziom: 54
PD: 20384
REPUTACJA: 1809