Blog użytkownika Volfer

Volfer
Volfer Volfer 05.04.2015, 21:20
Moje przemyślenia na temat fabuły w grze The Legend of Zelda: Link's Awakening
832V

Moje przemyślenia na temat fabuły w grze The Legend of Zelda: Link's Awakening

Temat Zawiera Spoilery !!!

     Zaczynając od samego początku,  Link’s Awakening jest oficjalnie pierwszą przenośną częścią serii The Legend of Zelda (wcześniej podajże ukazały się mini gierki z ,,Zelda’’ w tytule na Game & Watch’a ) która swój byt zaczęła w 1993 roku na czarno-białym GameBoy’u. Gra ta była dosyć unikalna w ówczesnych czasach, gdyż prezentowała nam naprawdę duże możliwości ,,prymitywnej’’ już wtedy konsolki od Nintendo. Tytuł ten zmieścił na małym kartridżu świat porównywalny do tego z A Link to the Past,  podobne schematy i rozgrywkę (która według mnie była znacznie przyjemniejsza od części stacjonarnych).

Jak na standardy GameBoy'a ten świat jest ogromny

Jak na standardy GameBoy'a ten świat jest ogromny.

        

          Fabuła gry zaczyna się bezpośrednio po wydarzeniach z serii Oracle, na GameBoy’a Color i opowiada nam dalsze losy Linka po tym jak wypłyną łodzią  na dalsze przygody.  Na samym początku gry, nasz bohater natrafia na sztorm podczas, którego rozbija się na wyspę z wielkim jakiem położonym na wielkiej górze (i  jak tu nie kochać japończyków :D ). Na plaży znajduję nas dziewczyna imieniem Marin (która przy okazji jest bardzo podobna do księżniczki Zeldy). Zabiera ona Link’a do swojego domu gdzie nasz Hero odzyskuje siły. W dalszej części gry będziemy tradycyjnie, jak to w każdej Zeldzie, podróżowali po świecie w poszukiwaniu kolejnych dungeon’ów, item’ów, quest’ów itd. Podczas gry przywiążemy się do wielu postaci co sprawi, że pod końcem gry, będzie nam dosyć ciężko…  przynajmniej mi było…

Nasz główny cel, który przyniesie zagładę...

         

          Gdy w końcu uda nam się zdobyć wszystkie 8 instrumentów, które są ukryte w świątyniach, udajemy się do tego wielkiego jajka by obudzić Windfish i zmierzyć się z głównym bossem, Nightmarem. Po pokonaniu naszego głównego wroga, dowiadujemy się od gadającej sowy (która pełni podobną funkcję jak ta z Ocariny), że cała ta wyspa była koszmarem Windfish i my za pomocą instrumentów musimy ostatecznie pokonać ten sen. I tu właśnie dzieje się coś, strasznie smutnego. Link grając pieśń przebudzenia, można powiedzieć, zabija wszystkich ludzi do, których tak bardzo się przywiązaliśmy. Oni wszyscy przez nas odeszli i to tylko po to byśmy my obudzili się z  tego koszmaru i wrócili do realnego świata, a mogliśmy przecież zostać i ich uratować...  a tak, te dzieci, nasi towarzysze… odeszli i już nie wrócą. Nawet w Majora’s Mask nie było takiego zakończenia, tam zdawaliśmy sobie sprawę, że tak naprawdę do końca świata nie doszło a tu… Nadszedł koniec i to tylko przez nas…

 

 

 

 

Tagi: the legend of zelda

Oceń notkę
+ +9 -

To nie grafika lecz gameplay i fabuła tworzy grę.
Oceń profil
+ +23 -
Volfer
Ranking: 340 Poziom: 52
PD: 19071
REPUTACJA: 1803