Blog użytkownika Hantos980

Hantos980 Hantos980 02.04.2016, 11:47
Wyznawcy Krwawego Orła kontra Władca punktów cz.5
330V

Wyznawcy Krwawego Orła kontra Władca punktów cz.5

Witam serdecznie wszystkich pozytywnie zakręconych i zapraszam na kolejną część mojej wymyślonej powieści. Jako, że już nie jedna a kilka osób pisało mi, że czeka na kontynuację to dzisiaj posiedziałem od rana, żeby skończyć część piątą. 

Jak zawsze na początku każdego, który chce się zaznajomić z powieścią odsyłam najpierw do części poprzednich, żeby wiedzieć co z czym się je i dlaczego.

Wyznawcy Krwawego Orła kontra Władca Punktów cz.1  

Wyznawcy Krwawego Orła kontra Władca Punktów cz.2

Wyznawcy Krwawego Orła kontra Władca Punktów cz.3

Wyznawcy Krwawego Orła kontra Władca Punktów cz.4

                      Zdun przemawiał dalej do zgromadzonych w namiocie:

  • - Zemścimy się też na Midgarczykach, i tamtejszych mnichach.
  • - A jeśli nie dotrzymamy naszej obietnicy - zaczęli znowu razem
  •  - niechaj bogowie otoczą nas pogardą i napiętnują, tak, że nigdy już nie będziemy mogli połączyć się z naszym bratem i przodkami.

Kiedy skończyli, poczerniałe od dymu pochodnie zadrżały od radosnego ryku, który wydobył się nagle z czterystu gardeł: jarlów, kapitanów i szlachty.

  • - A teraz - krzyknął Zdun, uciszając zgiełk.
  • - wynieście na zewnątrz stoły i przygotujcie jadło. 
  • - Musimy wypić za Squaresoftera, wypić jak bohaterowie.
  • - A rano wezwiemy wszystkich ludzi i zbierzemy całą flotę i wyruszymy w drogę do Midgar.
  • - Tam nigdy już nie zdołają o nas zapomnieć.
  • - Nigdy już się od nas nie uwolnią!
  • - Teraz pora się napić.
  • - Ty także usiądź z nami - Zdun zwrócił się do Daaka.
  • - Może opowiesz nam więcej o naszym bracie.
  • - Znajdzie się też dla ciebie miejsce w Midgar, najpierw musimy go jednak podbić.

Bardzo wczesnym jeszcze rankiem Hantos leżał na słomianej macie, okryty tylko cienkim starym kocem. Nad wilgotną ziemią wciąż unosiła się mgła. Od czasu wyjazdu z Midgar  jadało się teraz obficie jak nigdy dotąd. Pieczono i gotowano upolowane na moczarach kaczki i gęsi, nie gardząc też rybami. Teraz, gdy leżał tak z zamkniętymi oczami, znajdował się wciąż na krawędzi snu. Choć może nie był to tylko sen.

Widział rozległe pole, gdzieś na krańcu świata, pole oświetlone tylko szkarłatnym niebem. Na ziemi leżały bezkształtne stosy ludzkich kości. Widział białe czaszki i żebra, które wystawały spod resztek wspaniałych strojów. Krajobraz po wielkiej i niezwykle brutalnej bitwie.

Wokół stosów pełzały szczury żywiąc się resztkami gnijącego mięsa i szpiku kostnego a na ich czele widać było sylwetkę potężnego mężczyzny w długim czarnym prochowcu i z ogromnym dwuręcznym mieczem na jednym ramieniu. Na plecach tegoż płaszcza widniał symbol głowy szczura wystający ze platynowego pucharu..

Kości były już niemal zupełnie oczyszczone i wyschnięte, więc szczury zaczęły atakować siebie nawzajem. Na stosie z kości klęczała piątka mężczyzn w koronach i spoglądała na Hantosa zakrwawionymi twarzami.

Nagle piski szczurze zamilkły i gryzonie rozbiegły się gdzieś w popłochu. Na zalanej krwią łące nieopodal szczury złączyły się w jedną wielką grupę i zaczęły nacierać na kowala jak jeden wielki organizm. Hantos widział dokładnie bezlitosne złote oczy gryzonia, który biegł pierwszy. Zwierzę wyskoczyło w kierunku głowy Hantosa. Mordą wycelowany był prosto w jego twarz, lecz  nie mógł się cofnąć, stał przykuty do ziemi. Jakaś siła przytrzymywała jego głowę. Nagle poczuł, jak szczurze zęby niczym gorący miecz wbijają się głęboko w jego oko.

Hantos przebudził się cały spocony i powiedział:

  • Szczury wyruszyły!

Z samego rana widać było poruszenie w obozie Wikingów. Oddziały szykowały się do wymarszu a szpiegów z Midgar rozdzielono pomiędzy dwa oddziały. Jeden dowodzony przez najmłodszego z Królów Musiela miał cichaczem szybciej wbić się w głąb Midgar i utorować drogę właściwym siłom. Z oddziałem tym wyruszył Flaberobaderous oraz Sułtan Perez. Daaku i Hantos zostali, jako goście Zduna w bazie głównej. Przed samym wymarszem oddziału szpicy Zdun stanął przed młodszym bratem i rzekł:

  • - Pomyśleliśmy, że Midgarczycy i ich mały Władca punktów chcą wciągnąć nas w głupie gierki.
  • - Opierają się, próbują targować.
  • - To niedobrze.
  • - Chcemy żebyś pojechał i pokazał im, z kim mają do czynienia.  Zabierz swoje statki i popłyń, wzdłuż wybrzeża, a dalej skieruj się na zachód.
  • - Wejdziesz w głąb lądu i narobisz tyle spustoszenia, ile będziesz mógł, spal kilka wiosek.
  • - Pokaż im, co może się stać, kiedy nas sprowokują.
  • - Wiesz, co masz robić?
  • - Tak, robiłem to już nieraz bracie.
  • - A co ze zdobyczami?
  • - Wszystko, co zdobędziesz jest twoje.
  • - Ale wiedz, że nie chodzi tutaj o łupy.
  • - Masz zrobić coś, co będą pamiętać. 

Po tych słowach oddział Musiela odmaszerował a wraz z nimi dwójka Midgarczyków.

Dwa dni później o samym świcie pięć jego statków żeglowało już ostrożnie w kierunku ujścia rzeki w Midgar. Po godzinie fala przypływu zaniosła ich tak daleko w głąb lądu, jak tylko było to możliwe bez narażania łodzi. Statki zostały ukryte, a oddział wyruszył na rozpoznanie. Najmłodszy i najszybszy z ludzi Musiela znalazł niewielką stadninę. Wikingowie zaszlachtowali stajennego, zabrali konie i w blasku porannego słońca wjechali na bagnistą ścieżkę, która miała ich doprowadzić do celu. Stu dwudziestu wojowników jechało w zwartym szyku. Trzymali się razem, bez zwiadowców i tylnej osłony. Wiedzieli, że sprzyja im zarówno niemała siła, jak i możliwość zaskoczenia przeciwnika. Kiedy na ich drodze pojawiała się wioska albo jakieś zabudowania gospodarcze, oddział zatrzymywał się na chwilę, a lżejsi jeźdźcy otaczali teren nie pozwalając wymknąć się nikomu, kto mógłby podnieść alarm w całej okolicy. Potem oddział ruszał do ataku.

Rozkaz był ten sam za każdym razem, tak prosty, że Musiel nie trudził się nawet, żeby go powtarzać. Zabijali każdą napotkaną osobę: mężczyzn, kobiety, dzieci, nawet niemowlęta w kołyskach. Czynili to bez zadawania jakichkolwiek pytań, szybko i sprawnie. Potem znowu dosiadali koni i jechali dalej, nie zabierając łupów. Zawsze jednak, trzymając się najsurowszego z rozkazów, unikali ognia. Jednak po kilku napotkanych wioskach zaczęło Króla Wikingów zastanawiać jedno.....Dlaczego w każdej wiosce zamiast tętniącego życiem ludu spotkał głównie kilkoro starców i sporadyczne jednostki? Gdzie podziali się młodzi mężczyźni? Dlaczego praktycznie nie napotkali oporu?

Jadąc tak w pełnym słońcu do kolejnej osady za najbliższym pagórkiem oddział Krwawego Orła wyjechał wprost w sporą jednostkę wojsk Midgarskich.  Na rozkaz Musiela utworzyli szyk bojowy w kształcie strzały wycelowanej prosto w oddział Midgarczyków.

Na czele stanął sam młody Król.

Flaberobaderous wraz z Perezem przewodzili grupie dwunastu zbrojnych, którzy mieli dostać się na tyły wroga w momencie, kiedy linia obronna zostanie przerwana. Ich zadaniem było uniemożliwienie Midgarczykom odwrotu i doszczętne rozgromienie ich oddziałów.

Naprzeciwko Midgarczycy ustawili się w poprzek drogi w potrójnym, miejscami poczwórnym szyku. Problem, jaki stwarzały konie rozwiązali w ten sposób, że porzucili zwierzęta, pozwalając, aby na nich czekały bądź pokłusowały w nieznane. Pomiędzy końmi ukryło się też kilku mężczyzn, którzy po cichu cofnęli się na koniec kolumny, ale tylko kilku.  Nikt nie wydawał już jednak rozkazów.

Kiedy ostrze bojowego szyku Wikingów zbliżało się do Midgarskiej linii, rycerze nieświadomie rozstąpili się nieco na obie strony. Pozostali tylko najbardziej zdecydowani i oni właśnie przyjęli na siebie pierwsze uderzenie.

Jeżeli Midgarczykom nie udałoby się powstrzymać natarcia, oznaczałoby to rychły koniec bitwy. Ze strony podwładnych Władcy punktów zaczęły sypać się włócznie. Niektóre spadały za blisko, inne zatrzymywały się na tarczach wroga. Nagle Wikingowie przyspieszyli gwałtownie i truchtem natarli na pierwszą linię.

Kilka kroków dalej jeden z możnych osłaniał właśnie tarczą brzuch, kiedy kolejny oszczep przeszył mu gardło. Inny z rycerzy klął głośno próbując oswobodzić tarczę od tkwiących w niej trzech włóczni. Zanim mu się to udało, klin przerwał Midgarską linię. Na tyłach Nordyckiej jednostki zaczął się jakiś popłoch. To Flab wraz z Perezem i tuzinem wojskowych nacierali nie na Midgarczyków a na Wikingów. Oddział Musiela był w potrzasku. Młody Król nakazał swojemu oddziałowi dalsze natarcie a sam wraz z dwoma podkomendnymi ruszył w kierunku zdrajców. Na sam początek  dotarł do Pereza. Całą sytuację zauważył dopiero po chwili Flab, który widział jak młody Król wymierza cios Sułtanowi. Perez zdołał przyjąć uderzenie na tarczę, zadając jednocześnie cięcie pałaszem. Wiking uchylił się i zaatakował ponownie wkładając w uderzenie całą siłę. Raz jeszcze Sułtanowi udało się odparować cios. Miecze z brzękiem zwarły się ze sobą, lecz Perez stracił już równowagę. Musiel, obracając ostrze, uderzył rękojeścią w twarz Sułtana i pchnął go do tyłu nacierając tarczą. Kiedy przygotowywał się do zadania ostatecznego cięcia, wyskoczył na niego Flab. Mimo potężnych rozmiarów Król był zaskakująco szybki. Uskoczył do tyłu i wymierzył cios w pozbawioną hełmu głowę szlachcica. Na podstawie krótkiej obserwacji przebiegu walki Flab zdał sobie już sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze, wszystkie czynności powinny być wykonywane przy użyciu całej siły, nie ma tu miejsca na półśrodki. Po drugie, w walce nie ma miejsca na przerwy pomiędzy kolejnymi uderzeniami. Kiedy Wiking zaatakował ponownie, Flab był już na to przygotowany. Tym razem udało mu się podbić miecz wroga do góry. Usłyszał przy tym brzęk i ostry trzask, kiedy ostrze pękło i jego fragment poszybował nad jego głową. To nie moje! - Pomyślał uradowany  i złożył się do tryumfalnego ataku. Ktoś pociągnął go jednak gwałtownie do tyłu.

Był to Perez, który krzyczał mu coś do ucha. Przypominał mu opowiadanie kowala Hantosa i powiedział, że powinni go oszczędzić. Dookoła wojownicy Midgarscy znacząco przejęli inicjatywę i już praktycznie wszyscy żołnierze młodego Króla Wikingów, którzy jeszcze żyli poddali się. Musiel patrząc z pogardą na ludzi, którzy go zdradzili wymamrotał tylko pod nosem:

  • - Niech was tylko dopadną moi bracia!

Siedmioro wojowników wraz ze swoim Królem zostało pojmanych i przetransportowanych do stolicy do lochów, z których wcześniej wydostał się z małą pomocą Squaresofter.

 Tymczasem w osadzie gdzie pozostał Daaku wraz z Hantosem oddział liczący ponad dwa tysiące zbrojnych bawił się w najlepsze czekając na rozkaz wymarszu na wroga. Rozproszeni po całym obozie świętowali i nie przejmowali się niczym. Po zmroku Hantos przechadzał się po palisadzie otaczającej obóz Wikingów i zauważył coś, co zwaliło go z nóg! 

  • -To nie tak miało być!- Powiedział do siebie.

W kierunku osady  zbliżało się około pięć tysięcy zbrojnych Midgarczyków a na ich czele stał sam Władca punktów!

  • -Cholerny Władca punktów! On nie chce ani pokoju ani uczciwej walki! A my?! My byliśmy tylko przynętą, mięsem armatnim w jego planach! Nie jest za grosz lepszy od Barbarzyńskich i zadufanych w sobie Wikingach!

Hantos bił się z myślami, ale po chwili powiedział:

  • - Cholera! Nie tak, nie teraz! Nie oni są naszym wrogiem! Nie mam wyboru...

Zbiegł, co sił w nogach z ogrodzenia bijąc w dzwon na alarm i krzycząc:

  • - DO BRONI, DO BRONI!!! MIDGARCZYCY!!!
  •  

Tagi:

Oceń notkę
+ +4 -

Oceń profil
+ +45 -
Hantos980
Ranking: 150 Poziom: 62
PD: 31185
REPUTACJA: 8573