Blog użytkownika nadol

nadol nadol 10.01.2019, 11:19
Tańczący z gierkami. 2018.
268V

Tańczący z gierkami. 2018.

Następne podsumowanie 2018 roku z grow'ej perspektywy nadola, bo kot tak kazał, tak - ten bez futra.

Witam wszystkich fanów, 2018 rok był ciężkim rokiem, chociaż dopiero w retrospekcji. Camele niebieskie podrożały, wódka zaczęła niszczyć organizm i człowiek leczy się już parę dni próbując przeprosić Jezusa Betlejemskiego za wszystkie złe czyny życia. Muzyczne kąty zaprowadziły człowieka do wrót z napisem citypop, kpop, synth i inne dziwadła prosto z Korei - Japonii. W końcu obejrzałem całe JOJO i chcę więcej, jedno z lepszych anime, z pięknym hołdem i odwołaniem do muzyki popularnej 20 wieku jak i całej popkultury oraz sztuki. Chciałem odpalić fajkę, napisać coś czego nie było, bo w 21 wieku liczy się oryginalność, ale skończyłem na odpaleniu tylko fajki, bo mam to głęboko w du... nosie. Zapraszam serdecznie do mojej grow'ej przygody w roku 2018.

 

Szczerze powiedziawszy, zagłębiłem się w okowach gaming'u jako takiego jakoś na początku roku 2016, a to za sprawą takich ludzi jak Ciapo, Jana84, Ivo, Ciwas, Flaberek, Dżony, Zdunek, MSaint, Dajzner, Koma, Square, mechaDaaks, czy też Repip bądź Flaczek, a nawet filar portalu Muminek (chociaż tutaj więcej o muzyce) - w większości dzięki blogosferze/shoutboxowi, no i mojej dziewoji (siostry, pozdrowienia dla kumatych) również, która podziela to hobby i ładnie wspomaga w zakupach/ogrywaniu mesjaszów. Chociaż z wieloma z tych ludzi gusta zacierają się dosyć często, to w większości jednak każdy idzie swoją wydeptaną ścieżką. Za to dzięki Panowie, bo o wiele łatwiej przyszło mi poukładanie sobie zaległości, które odpuściłem pogrywając po czasach szaraka raczej epizodycznie w gierki nazwijmy to "dla wszystkich". 

 

Tak więc wybija 1 stycznia roku panieńskiego 2018, kac przeplatany z zatruciem, zaś w głowie kontynuacja jednego z hobby jakim jest kolekcjonowanie gier oraz nadrabianie zaległości. Czasy najgorsze jakie można było sobie wybrać - dlaczego? ze względu na straszne ceny niektórych szpili na wybrane platformy. Jednakże, jak to się mówi co się odwlecze, to wiadomo. Ograne gry, będę opisywał platformami, łatwiej będzie mi to skategoryzować i jakoś podsumować na koniec.


WII
 


1. Dzieło Sudy, No More Heroes, które broni się nie tyle fajnym wykorzystaniem kontrolerów konsolki Nintendo, co głównymi złymi. Dawno nie widziałem tak świetnie nakreślonych bohaterów w tak oszczędnej formie. Bez zbędnych notatek na miliony stron z całym życiorysem etc. Każdy z bossów jest wyrazisty i ma duszę, każdy z nich działa sentymentalnie na odbiorcę. Jest to jedna z niewielu gier, w których udało mi się ze względu na wyrazistość i przepiękną specyfikę nakreślania postaci przez autora zapamiętać każdego z bossów z imienia i nazwiska, a moją ulubienicą była Holly Summers, przekozacki finał walki z nią porobił mnie doszczętnie. Co oprócz tego? Wkurzające ujeżdżanie motocyklem, które w połowie gry zaczyna sprawiać frajdę, zabawne mini gierki, od szukania min na plaży po pracę na stacji benzynowej i tankowanie paliwa klientom. Gra, którą trzeba ograć na tej platformie za wspaniały klimat i wciągający gameplay, nie mówiąc już o tym, że genialnie parodiuje aktualne wtedy czasy w branży i największe tytuły tamtego okresu. Na koniec wspaniała Sylvia Christel jako Femme fatale serii. Co ciekawe grę udało mi się dostać w pakiecie razem z konsolą za grosze.


Czas ogrania - 18 H


2. Pandora's Tower była ciężkim orzechem do zgryzienia, ze względu na dosyć spore sumy wołane przez sprzedawców za tego szpila. Co zrobić, takie czasy, a człowiek nahajpował się mocno na jednego z " Top 3 Jrpgów na Wii". W końcu udało się dorwać swoją kopie dzięki po pierwsze - wspaniałemu promo bonusowi na Ebay (bodajże minus - 20 % kupon wtedy rzucono użytkownikom tego serwisu) oraz bardzo dobrej ofercie na edycję limitowaną wrzuconą przez jakiegoś anglika. Koniec końców zakupiłem za niecałe 180 zł z przesyłką wersję limitowaną, która otwierana była może z raz bo wygląda do dzisiaj jak mint. Co do gry, najłatwiej określić ją jako jeden z dramatów Szekspira z świetną aranżacją muzyczną oraz wrzutami Sim niczym jakaś visual novel. Na czym gra polega? Na uratowaniu ukochanej, którą opanowała dziwna zaraza/klątwa, aby to zrobić należy karmić ją... mięsem z przeciwników zamkniętych w potężnej posiadłości na odludziu przypominającej labirynt. Dramaturgia sama w sobie przerzucona na łamy gry oraz relacja między bohaterem a ukochaną porobiły doszczętnie i nie raz zbierałem szczenę z podłogi. Gra sama w sobie ma jeden mankament, ze względu na to, że musimy utrzymywać naszą miłość przy życiu, trzeba wracać dosyć często, szczególnie pod koniec gry do wieży, w której jest zamknięta z posiłkami zebranymi z bossów/przeciwników - co implicite prowadzi do ograniczeń czasowych przy eksploracji zamczyska. Mimo wszystko przy opanowaniu lochów/poziomów i jakimś tam obeznaniem z środowiskiem, w którym przyjdzie nam zagrać jesteśmy w stanie bez problemu sobie z tym poradzić. Grę fajnie można nazwać trójwymiarową Castlevanią z dodaniem relacji między bohaterami, na który mamy bezpośredni wpływ. Zakończeń jest 5, zależnych od poziomu relacji z ukochaną. Na początku, po pierwszym przejściu udało mi się zdobyć jedno z gorszych, za wiele nie dbałem o kobitkę jak widać. Trochę się przełamywałem, czy próbować jeszcze raz i o małe co nie skończyłem na yt z oglądaniem reszty endingów. Mimo wszystko udało mi się wbić każdy, na co jest fajny patent. Teraz wspominając najlepsze gry na tę generację konsol, bez problemu Pandora wpada do top 10 ze względu na artyzm i dramaturgię przekazu skrajności jakie występują w grze np. miłość do osoby, którą jesteśmy zmuszeni karmić padliną, aby uratować jej życie oraz świetnych twistów fabularnych w postaci wybranych endingów. Chociaż w wydaniu PAL, gra nie ma oryginalnego języka japońskiego, to pierwszy raz spotykam się ze świetnym dubbingiem typowo brytyjskim, a ost to czysta poezja dla uszu.

 


Czas ogrania - 28 H

 

 

3. Xenoblade Chronicles. Z serią Xenoblade zacząłem od końca, a to za sprawą dwójki, którą ograłem przed tą częścią. Więc wbiłem się w uniwersum trochę z innej strony, mimo wszystko i tak porobiło mocno. Uwielbiam Jrpgi, które za główną tematykę zarzucają sobie takie pojęcia jak boskość, nieskończoność, człowieczeństwo oraz problem stwórcy. Strasznie poważna tematyka w stylu raczej filozoficzno - teologicznym tutaj jest główną osią fabularną całej serii. Coś pięknego, niesamowita podróż, przepotężne tereny do ogarnięcia i w porównaniu do drugiej części średni jednak system walki. Możliwe, że nie ogarnąłem go w stu procentach, ale za wiele zależy tam dla mnie od poziomu postaci co narzuca ostre grindowanie przy praktycznie każdej końcówce etapu/rozdziału. Historia dwóch tytanów, Monado, stwórcy, walki świata maszyn z światem "życia" - ludzi oraz dramaturgia twistów fabularnych, wszystko podane to w jednej z najlepszych aranżacji muzycznych na tę konsolę. JRPG pełną gębą, warty ogrania nawet dla ludzi nie lubiących się w tych klimatach. Za najlepsze oddanie boskości samego soundtrack'u warto zaznaczyć, że odpowiedzialni za niego są tacy ludzie jak Yoko Shimomura, czy Yasunori Mitsuda. Dla mnie potężny ex i arcydzieło, którego się nie zapomina po paru miesiącach/latach. Grę kupiłem dzięki Janie, stan mint, 3 x A i pięknie zdobi półkę.


Czas ogrania - 96 H

 

4. Super Mario Galaxy. Jeden z najlepszych platformerów generacji? Oczywiście! Galaktyczny Mariano Italiano rusza na podbój wszechświata w celu uratowania tej tam księżniczki co romansuje z Bowserem. Soczysty gameplay, miodność map, genialny platformer z lekkim mankamentem - poziomem trudności. Ok, ok, dodatkowe światy i postgame już trochę robił, ale dalej mi było mało. Mimo wszystko gra, którą trzeba ograć mówiąc o Wii i boję się co mnie czeka w drugiej części. Dobite to wszystko świetnym ost'kiem daje grę prawie, że idealną dla młodych jak i dorosłych odbiorców. Nie lubisz przygód Mariana? Nie lubisz platformerów, pozdrawiam SuperMario. Grę dorwałem na zakupach w cexie uk, dzięki dobremu człowiekowi na portalu za niecałe 25 zł. Nie ma sensu się za bardzo rozpisywać na temat Galaktycznych Marianów, je po prostu trzeba ograć.

 
Czas ogrania - 56 H

 

5. Fatal Frame 2 Wii Edition. Strzelanie do duchów z aparatu i zamknięcie portalu do innego świata jest jedną z najlepszych serii japońskich horrorów jak i dreszczowców w ogóle dla mnie i muszę ograć każdą z części do końca swego marnego żywota. Kontrowersyjnie, dla mnie nie jest to najlepsza część serii, możliwe, że przez ogrywanie rimejku na Wii. Ponoć na PS2 wygląda to lepiej, może będzie okazja, żeby sprawdzić. Świetne grywalne postacie i jak zawsze kozak historia, mimo wszystko zamiast zupełnej grozy, wpadałem raczej w melancholię, może to przez siostry bliźniaczki, którymi gramy, a może coś mi się ubzdurało. Must have dla wszystkich lubiących się w survival horrorach, w szczególności z dozą japońszczyzny. Grę udało się dostać w pakiecie z konsolą oraz NMH wspomnianym wcześniej za grosze.


Czas ogrania - 12 H

 

6. Fatal Frame: Mask of the Lunar Eclipse. I czwarta część serii Fatal Frame, którą musiałem ściągać z Nipponu. Suda potrafi w horrory!! Ta część ma klimat, ma duszę i piękny finał. Świat ma czego żałować z brakiem wydania tej gry po za granicami Japonii. Umiejscowienie historii w szpitalu, wrzucenie nowej broni do walki z maszkaradami i zjawami przeszłości oraz świetna historia prawie, że wybiły z tronu pierwszą część w moim topowym rankingu, prawie... bo gra ma trochę bugów, na które nie każdy przymknie oko i trzeba spiracić swoją konsolkę jeżeli chcemy zagrać z angielskimi napisami. Na koniec można doczepić się jeszcze do poziomu trudności, ani razu nie udało mi się paść, dodatkowo cały motyw survivalu psuje możliwość kupowania itemów na życie czy też amunicję do aparatu przy każdym punkcie zapisu gry.


Czas ogrania - 13 H



GAMECUBE


7. Eternal Darkness. O ja cię pitole, co to za był za szpil. Chcecie niezapomnianego exa na Magiczną Kostkę? Uderzajcie w ciemno w Eternal Darkness, Lovecraftowski styl i klimat z świetnie ułożonym logicznym światem gry. Motywy z historią członków rodu głównej bohaterki oraz wysiadanie psychiki postaci, którą sterujemy i konsekwencje tego to coś tak unikatowego, że ciężko nie wymieniać Wiecznej Ciemności w szeregu obok największych gier szóstej generacji. Nie grałeś? Nadrabiaj!! Tylko nie szykuj się na dreszczowiec, to świetnie opowiedziana historia w lovecraftowskim stylu, bez sikania w pampersy. Dla samej historii i formy jaką przybierają twórcy w celu opowiedzenia jej po prostu należy bić wieczne brawa.


Czas ogrania - 14 H


8. Resident Evil. Rimejk Resident Evil na GC to jedna z najlepszych rzeczy w historii. W tym roku ograłem kampanię Chrisa dwa razy i jeden raz Jill. W roku 2019 ponownie zawita w konsoli, to pewne. Klasyk nad klasykami idealnie odrestaurowany. Rezydencja zła pełną gębą.


Czas ogrania - 15 h


9. Metal Gear Solid: Twin Snakes. Twin Snakes, czyli tak zwany rimejk wyklęty. Szczerze powiedziawszy bardziej od samej gry interesowało mnie pudło w celach kolekcjonerskich, które powoli staje się dosyć dużym białym krukiem na tę platformę. Po nasłuchaniu się jak psuje klimat legendarnej pierwszej części i innych pierdół, powiem szczerze, że dla fana metalgirsolizmów to dalej must have, fakt faktem gra stała się sama w sobie łatwiejsza przez zmianę kamery (wykorzystanie mechaniki i systemu drugiej części), mamy trochę chorych wstawek, ale koniec końców warto było w to zagrać i przeżyć to trochę z innej perspektywy. Hideo, nie obrażaj się już, no chodź, daj się pogłaskać.Grę udało się dorwać jak większość zacnych szpili opisywanych tutaj dzięki Jankowi84 i jego wtykach w kartelu growym z UK.


Czas ogrania - 15 H



MINI-SNES


10. SuperMetroid. Yoshio Sakamoto stworzył coś tak wielkiego, że chyba sam nie wiedział co robi. Gra idealna, z świetną stylizacją, niezapomnianym ostkiem, porytym twistem na koniec i co najważniejsze podręcznikowym schematem jak winna wyglądać tego rodzaju gra. Co ja napłakałem robiąc wall jumpy w jednej pułapce dla ciekawskich to już nikt raczej nie zabierze. Był to 3 kontakt z grą, w końcu udało się ją przejść po latach. Cieszę się, że wróciłem do tej gry na normalnym padzie Snesa i co najważniejsze do wersji USA, która działała płynniej niż ta europejska. Mini Snesik okazał się świetnym sprzętem, w 2019 nadrobię na pewno więcej 16 bitowych majstersztyków.

Czas ogrania - 6 H

 


WII U


11. Bayonetta 2. Ograna po raz kolejny w poprzednim roku druga część wiedźmy największym exem Wii U (no jeszcze 2 lata temu śmiało można było tak pisać), dla której kupiłem znienawidzoną konsolę Ninny. No i nie zawiodłem się, jest szybko, jest japońsko i jest cool. Czyli wszystko to, co chciałoby się żądać od slasherów. Jest jednak jedno ale, dalej brakuje mojej ulubionej wiedźmie do Dante'go, ze względu na zbyt duży chaos tego co się dzieje na ekranie. Pokaz fajerwerków to jedno, ale mechanika też musi robić Panie Kamiya!! Tymczasem opieramy cały wachlarz możliwości na dobrym/złym timingu wciśnięcia uniku i zaczynamy rzeź niewiniątek. Mimo to najbardziej cool wiedźma w historii gamingu jest nadal potężnym szpilem i śmiało można wymieniać ją w gronie najlepszych slasherów ever. Pozostaje czekać na trzecią część od platynowych.

Czas ogrania - 8 H

12. The Legend of Zelda: The Wind Waker HD . Kto igra z wiatrem, temu coś tam jak mawia jeden z mnichów przed jubilatem. Co by tu dużo pisać, jedna z najlepiej wykreowanych Zeld 3D, sprawiająca radość eksploracja, piękna oprawa w kolorowej stylistyce cel shadingu i jeden z najlepszych momentów w historii serii - komnata z sami wiecie czym. Ganon rozpykany jak ta lala i muszę przyznać, że chętnie wrócę do tej przygody ponownie w swoim czasie, ze względu chociażby na Tetrę i wesołą ekipę piratów.

Czas ogrania - 52 H

13. Donkey Kong Country: Tropical Freeze. Z tą serią zawsze miałem pecha, pamiętam jak w reklamach za dzieciaka oglądałem co rusz nowe przygody małpki branży, ale nigdy nie było za bardzo okazji aby zagrać, po latach marzenie się można powiedzieć ziściło. Najnowsza część Donkeya to najprościej ujmując oaza zbalansowanej rozgrywki w sosie tego co najlepsze może dać platformer 2D (nie będę bawił się w 2,5 D, pre3D etc.) - wymagająca, zręcznościowa, dynamiczna w pełni oddająca satysfakcję pozycja. Nie mogę się doczekać poprzedniczki na Wii, która ładnie czeka na swoją kolej. Oczywiście diabelne świątynie zaliczone i ładnie zmasterowane mimo paru krzyków i bólu podczas niektórych z map. Retrosi znają się na rzeczy i warto obstawiać na nich przy każdej gierce w ciemno.

Czas ogrania - 40 H



SWITCH


14. Xenoblade Chronicles 2. Najlepszy Jrpg póki co na najnowszą konsolę N, można narzekać na animu bohaterów i Pyre z cycami jak donice zakrywającą połowę każdej cutscenki, ale mimo wszystko gra jest K O Z A K I E M. Jeden z lepszych, skomplikowanych systemów walki, dzięki któremu przy odrobinie umiejętności neutralizujemy grind do minimum. Świetnie napisana historia z końcówką, która niszczy beret (rozpisałbym się na ten temat, ale nie chcę spoilować). Każda końcówka aktu to w większości fajerwerki i epickość przyprawiająca o szybsze bicie serca. Uniwersum Xeno samo w sobie jest już wystarczającą dewizą do polecania gry każdemu kto wsiąkł w część chociażby pierwszą. W to po prostu trzeba zagrać mając w domu przełącznika. Dodatkowo świetna zabawa z dołączaniem Blade'ów, każdy z nazwijmy to rare blades ma swój charakter i osobowość. Tak jak w pierwszej części mieliśmy do czynienia stricte z dwoma biegunami mecha - życie, w drugiej mamy dualizm w postaci "Blejdów" - ludzi i tego jak taka korelacja wygląda oraz jakie są/będą konsekwencję takiego podziału świata. Nahajpowany byłem konkretnie, dzięki Dajznerowi udało się zakupić edycję kolekcjonerską po fajnej cenie nie posiadając jeszcze Switcha w domu!!. Dopiero tydzień później nakręceni z dziewczyną potężnie zakupiliśmy konsolę, aby móc ograć tego szpila.

Czas ogrania - 88 H

15. Legend of Zelda: Breath of the Wild. Maksymalne noty prawie wszędzie, GOTY roku 2017 i gra startowa konsolki Ninny budziła dla mnie spore wątpliwości przed rozpoczęciem gry. Problemem był potężny świat i założenia czystej piaskownicy w pełnym tego słowa znaczeniu. Mam problemy z tego typu grami, w większości dzięki p r o d u k o w a n y m i na jeden bat wielkimi blockbusterami na maszynkę Sony przez zachodnich wydawców. W końcu udało się przełamać, zakupiłem pudło japońskie ze względu na ładniejszą okładkę ( ta europejska ssie jaja potężnie, jeszcze dodajcie do tego USK i można się pakować do spowiedzi) oraz fajną cenę na jednym z portali aukcyjnych. Co tu dużo pisać, gra jest wielka, fakt, możemy tam zrobić prawie wszystko w kolejności jaka nam pasuje z zadbaniem o każdy szczegół z możliwych. Nawet ja nie lubiąc za bardzo piaskownic, wsiąknąłem z dziewczyną w najnowszą odsłonę jak dziecko i nawet nie wiem kiedy, skończyliśmy wbijając Ending z Master Swordem oraz zebranymi wszystkimi wspomnieniami. Mając Switcha i nie spróbować chociaż pograć w najnowszą odsłonę serii Linka to grzech. Gra, do której można wracać co jakiś czas i być ciągle zaskakiwanym przez ewentualne novum, którego nie odkryliśmy za pierwszym przejściem. Szacunek.

Czas ogrania - 90 H

16. Axiom Verge. Najprościej powiedzieć, że to współczesny SuperMetroid stworzony przez jednego człowieka. Hołd dla metroidvanii, genialny OST, który przykuwa wręcz do ekranu. Przygody Trace'a i Rusalek to w miarę konkretna historia z świętną ostatnia walką oraz lekkim twistem. Wspaniała grafika wrzucająca w retro styl gracza i na prawdę świetni bossowie, chociaż nie tacy trudni jak zwykło się o tej grze mawiać. Zakupiłem w premierę tego kozaka w wersji Multiverse Edition z paroma pierdółkami dodanymi do pudełka.

Czas ogrania - 18 H

17. Super Mario Odyssey. Najnowszy Mariano Italiano wyrusza w świat, tańcząc w Nowym Jorku, przemierzając pustynię, penetrując kosmos. Wciągająca i uzależniająca od księżyców rozgrywka dla każdego fana platformerów. Radość i ogromna satysfakcja po zmasterowaniu mapy oraz przejściu w końcu Darker Side of the Moon to najlepsze wspomnienia z tej części. Co ciekawe gierka nie jest na 8h jak pisał jeden z recenzentów na portalu.

Czas ogrania - 42 H

18. Ultra Street Fighter II: The Final Challengers. Jeżeli chodzi o bijatyki w zestawieniu, to wrzucam jako ukończone tylko te, w których udało się przejść każdą z postaci "story mode" w możliwej od danej gry formie. Co by tu mówić, SF 2 to klasyk nie do ruszenia wydawany co rusz pod innymi podtytułami z zróżnicowanym balansem/postaciami. Mówiąc o latach '90 i wybrać jedną grę, która najlepiej oddaje tamte szaleństwo oraz boom gamingowy śmiało można wybierać SFII. Synonim pięknej dekady, w której młody nadolek dopiero wychodził z piaskownicy i grał w gry bez rozumienia co się za bardzo w nich dzieje kreując na podstawie obrazu wraz z kumplami szereg historii na temat danych postaci i tego co widzimy. Jeżeli chodzi o wersję na switcha, oprócz dodatkowego trybu Way of the Hado mamy obszerną encyklopedię artów oraz możliwość grania w dwóch trybach graficznych - klasycznym oraz "współczesnym", którego nawet nie było okazji sprawdzać, bo Boskości definiującej pokolenia się nie rusza, nawet dla młodszego nieświadomego gracza. Hicior, który pierwszy raz mam w pudełku na jakąkolwiek konsolę u siebie w domu, oprócz pogrywania na automacie graliśmy w Sfa wyłącznie u dobrego kumpla z bloku. Piękne czasy. Warto wspomnieć jeszcze o opcji grania online, który działa bardzo dobrze i co dziwne dla niektórych, dalej znajdzie się drugiego gracza z niesamowitym skillem gdzieś tam w jakimś miejscu na naszej planecie.

Czas ogrania - 25 H

19. Shining Resonance Refrain. Zremasterowany szpil z PS 3, wydany w 2014 roku wyłącznie w Japonii w końcu po latach doczekał się wizyty w Europie. Po pierwsze należy o tym pamiętać kiedy sięgamy po ten tytuł, ze względu na standardy japońskich niszowych jrpgów w tamtych czasach. Przestrzenie wydają się sterylne, zaś mapa gry jest bardzo skromna. Fajnym patentem jest umieszczenie rdzenia gry w sferze audio, nasi bohaterowie tworzą można powiedzieć Band, których moce buffują się dzięki danym utworom odgrywanym przez zespół naszych postaci. Zresztą pieśni i piosenki są standardową mechaniką ze względu na linie fabularną. W świecie, którym przyjdzie nam podróżować służyły one do ukojenia smoków. Nasz główny bohater sam potrafi się w takowego zamienić. Typowy action-jrpg, niestety dosyć krótki i w miarę prosty, a po za linią fabularną za bardzo nie ma co tam robić. W wersji na najnowsze konsole mamy dodatkowy tryb gry w postaci dwóch bohaterów, którzy w podstawce stali po drugiej stronie barykady do pewnego momentu i były niegrywalne. Fabularnie nic nie zmienia, więc contentu jako takiego nie dodano. Fajny szpil, kiedy przyswoimy i zdzierżymy zasady typowych japońskich rpgów z poprzedniej generacji konsol.

Czas ogrania - 40 H

20. Azure Striker Gunvolt: Striker Pack. Mega Man wannabe wydany w pudle wyłącznie po za granicami Europy dwupak serii napakowanego prądem Gawrona Gunvolta. Wymagająca z fajnymi mapami i patentami pozycja dla lubiących wymagające gierki w stylu niebieskiego bohatera od Capcomu. Wstępnie gry wyszły na poprzedniego handhelda Nintendo (3DS). Plusem jest, że śmigają w 60 fps. Historia jest średnia, ale nie o to tutaj chodzi. Dla samych walk z bossami warto ograć, jednak nie jest łatwo, więc szykujcie się na ostre jadki i powtarzanie tych samych sekwencji po parę razy. Druga część daje do wyboru grywalną dodatkową postać. Oby dwie gry mają ukryte True Endingi, które odblokowujemy przy odpowiednich warunkach, nie będę wam jednak ich spoilerował. Mi grało się wybornie i nie żałuję sprowadzenia dwupaku z Kanady.

Czas ogrania - 20 H

21. RXN - Raijin -. Wydany w pudle wyłącznie przez Play Asie shmupik w japońskim sosie mechapodobnym. Wymagający i fajnie skonstruowani bossowie, niestety powtarzający się co 3 misję. Tytuł broni się obfitą grywalnością oraz stroną audio, za którą odpowiadał jedyny, prawdziwy Bóg naszej branży - Yuzo Koshiro. Dla zachęcenia wrzucam jeden z fajtów z bossem w linku.

Czas ogrania - 11 H

22. Samurai Aces. Pierwszy shmup kultowego Psikyo, pod nadzorem Shin Nakamury, jeżeli ktoś chciałby poczytać na ten temat trochę wypocin to zapraszam do wciśnięcia w link. Mega grywalny, z świetnym designem i wieloma endingami szpil. Wydany w składance Psikyo Collection Vol.1 na pstryka, dostępny wyłącznie przez Play Asie.

Czas ogrania - 10 H

23. Gunbird. Gra dostępna również w paku Psikyo, Piękne preludium do kultowej drugiej części, którą próbuję dorwać na Dreamcasta. Mechanika nie podlega wybitnym rozprawkom, to prawdziwy, dobry, soczysty shmup, w którym liczy się miodność gameplay'u i co najważniejsze wszystko gra tam jak powinno. Świetna stylistyka od baronów shmupingu oczywiście w cenie. K u l t.

Czas ogrania - 10 H

24. Last Resort. Następny shmup, tym razem z stajni SNK, o którym rozpisałem się w jednym z moich wspaniałych blogów - link. W stylizacji anime "Akiry" z wspaniałym ostkiem, jeden z 3 wielkich tytułów shoot'em upów na konsolę/automaty Neo-Geo. Warto, warto, jeszcze raz powtórzę - warto sprawdzić!!

Czas ogrania - 12 H

25. Prehistoric Isle 2. Siedziałem akurat w Nowym Jorku odpalając cygaro i wspominając czasy, kiedy szanowało się pilotów śmigłowców. Byłem wtedy kimś - pomyślałem sobie i splunąłem na przechodzącego obok psa zdegustowany dzisiejszym światem. Małe co nie wpadłbym w alkoholizm przez tęsknotę za byciem potrzebnym, kiedy na ratunek przyszły... Dinozaury!!!!!! Tak, w tym shmupie siadamy za sterami śmigłowca i zmierzamy w nieznane broniąc naszego świata przed atakiem dino dino dino asów. Naprawdę fajny szpil, tylko jak na shmupa trochę za łatwy. Bardzo fajny patent z ratowaniem ludzi i wciskaniem ich na nasz śmigłowiec. Rozpiszę się o nim w najbliższym czasie, póki co wystarczy wam taka o to krótka historia.

Czas ogrania - 5 H

26. Taiko no Tatsuijin. Ciężko mówić o obejrzeniu napisów końcowych w grze rytmicznej, ale spędziliśmy z dziewczyną kilkadziesiąt godzin na masterowaniu utworów dostępnych w wersji na pstryka klasyka z Japonii. Dodatkowy bębenek w bundle'u robi robotę i gra się z feelingiem. Najlepsze utwory to japońska wersja utworu Twice - TT (btw ostry hicior proszę państwa) oraz Train Train świetnego zespołu Blue Hearts, szkoda, że nie ma utworu Linda, Linda. Mam nadzieję, że się w końcu odblokuje albo dadzą to w jakimś DLC. Prosem nie jestem, póki co normal poziom to maks, ale idzie coraz lepiej. Oprócz wystukiwania na bębenkach dostępnych utworów z listy mamy również do wyboru mini gierki w postaci zabaw rytmicznych, dzięki którym również odblokowujemy dodatkowe utwory. Świetna zabawa i dające wiele frajdy napierdzielanie w bębeny!

Czas ogrania - 30 H
 



 


Playstation 2


27. Castlevania: Lament of Innocence. Sporo wątpliwości było przed odpaleniem Castlevanii w 3D, jednak skończyło się tylko na obawach. Genialny szpil, który mimo zmiany formy przekazu o 360 stopni dalej zachowuje ducha serii, eksploracja wciąga jak bagno, a bossowie są na bardzo przyzwoitym poziomie. Motyw z poświęceniem ukochanej i historia rodu Belmont'ów od podszewki z początkiem odwiecznej walki z Draculą. Naprawdę jedna z lepszych gier ogranych w poprzednim roku i czaję się po przejściu tej pozycji na Curse of Darkness, które strasznie urosło jeżeli spojrzymy o cenę. Koji Igarashi rlz!

Czas ogrania - 12 H

28. ICO. Piękna przygoda małego chłopca wprost od mistrza głębi w branży growej Fumito Uedy. Krótka, ale jakże wymowna, wydawałoby się oszczędna w formie opowieść. Dzięki Janie dostałem info o przejściu ponownie i odblokowaniu dialogów dziewczynki. Grafika musiała wyglądać obłędnie w tamtych czasach i do dzisiaj prezentuje się zjadliwie. Gameplay, jak to gameplay w grach od Uedy, postać potrafi się zbugować, praca kamery jest na niedzisiejszych obrotach, ale mimo wszystko szpil dalej się broni klimatem. Wrażenie artyzmu i głębi gwarantowane.

Czas ogrania - 6 H

29. Fatal Frame III: The Tormented. Zwieńczenie trylogii, do którego stosunek mam ambiwalentny. Z jednej strony motywy w domu w przerwie między snami, które robiły za znakomity suspens, zaś to co się wyrabiało tam w miarę progresu potrafiło doprowadzić mnie do zakładania pampersów na noc. Z drugiej strony misje w snach, gdzie zwiedzaliśmy miejscówki z poprzednich części i wydawałoby się, że twórcy nie mieli za bardzo pomysłu. Powrót starych bohaterów, chociażby protagonistki z pierwszej części trochę więcej wyjaśnia na temat poprzedniczek i w spójny sposób łączy całą trylogię w jedność. Ta część dodatkowo wprowadza multum bohaterów, którymi gramy na zmianę i poznajemy tajemnicę klątwy snu z różnych stanowisk.

Czas ogrania - 10 H

30. Haunting Ground. Nieładnie nazywany hidden gem od Capcomu - spinoffem Clock Towera 3, na pewno nie zasługuje wyłącznie na takie miano w historii gamingu. Mimo wykorzystania patentów zaszczucia i ciągłego uciekania przed czyhającymi na nas napastnikami gra wprowadza nowy patent w postaci pomocnika - dokładnie w tym przypadku - psa. Przyjemna bohaterka z swoim psim towarzyszem przemierza wielkie zamczysko próbując dowiedzieć się co tutaj robi i dlaczego ktoś ją więzi. Świetna historia z unikatowym klimatem, z teorii męcząca forma uciekania non stop przed przeciwnikiem w praktyce okazuje się fajnym patentem i na pewno warto mieć tę pozycję w kolekcji.

Czas ogrania - 8 H



 


PlayStation 3


31. NIER. Po ograniu Automaty i Drakengarda 3 przyszedł czas na pierwszą część szalonego Yoko Taro. OST na najwyższym poziomie, niczym niewyróżniający się gameplay i wspaniała, wzruszająca historia, która przy każdym następnym przejściu i wbiciu następnego endingu wrzuca nas w wyższy meta-poziom odbioru. W wersji zachodniej gramy oczywiście ojcem, zaś w wersji japońskiej pod tytułem Replicant bratem małej dziewczynki, co samo przez się nadaje zmiany odbioru opowieści w kwestii emocjonalnej podczas gry. O grze powstało wiele blogów i komentarzy na temat fabuły, formy przedstawienia historii etc. Powiem na koniec tylko, że Yoko stworzył coś tak niekonwencjalnego, że szkoda odpuszczać i warto z czystej ciekawości sprawdzić co tam się odjaniepawla.

Czas ogrania - 45 H

32. Deadly Premonition: Director's Cut. Do you feel it, Zach ? My coffee warned me about it. Czyli opus magnum generacji wprost od Hidetaka Suehiro (szerzej znanego jako SWERY) z przecool Francis York Morganem w roli głównej. Genialnie wyreżyserowane dialogi, klimat Twin Peaks wylewający się z ekranu i przekozacki OST. To wszystko podane w zepsutym kodzie z milionami bugów i grafiką rodem z początków PS2. Piękne połączenie, które o dziwo sprawdza się w tym klimacie, mimo, że było efektem nieudolności japończyków. Gra kultowa w pewnych kręgach i po ograniu tego szpila śmiało zaliczam się do tej społeczności. Najlepszy szpil poprzedniej generacji i artwannabe hidden gem do kolekcji, do dzisiaj brakuje mi dialogów z Zachiem na temat kinematografii podczas podróży samochodem. 

Czas ogrania - 21 H

33. Lollipop Chainsaw. Suda i jego pomysły. Szalony slasher z zabawnym contentem w postaci chociażby żyjącej głowy chłopaka przyczepionej do skromnie ubranej bohaterki. Szalona rodzinka, amerykańska szkoła pełna zombie i jedna wielka rzeź. Zabawne i zarazem głupkowate dialogi podane w szalonej rytmicznej muzie z średnim jak to na Sude przystało gameplayem i mechaniką jak na ten gatunek. Mimo wszystko świetna gra, którą warto sprawdzić i ograć na poprzednią generację.

Czas ogrania - 8 H

34. Devil May Cry 4. Czyli niekończący się płacz - Dante, Dante dlaczego tak ciebie mało i czemu wracasz wyłącznie na backtracking po tym amatorze z dziwną ręką!!!! No nic nie zrobimy, mamy nowego bohatera, który wskakuje do gry, Nero potrafi robić to w ładnym stylu, mimo wszystko to dalej dzieciak z dziwnymi jazdami w głowie i buntowniczym nastawieniem. Podobały mi się strasznie tła i praca kamery, które nadawały oldskulowego klimatu. System walki to dalej ten sam niezniszczalny satysfakcjonujący geniusz cięcia. Jestem tak podjarany systemem walki i możliwością rozłożenia combosów w jeden wielki taktyczny Stylish!, że jak na fanbojkę przystało nie widzę powtarzających się bossów i uciążliwego backtrackingu od połowy gry. IT'S STYLISH BEJBE!!!!!!!

Czas ogrania - 18 H



PlayStation 4


35. The Evil Within 2. Druga część "wielkiego powrotu" Shinji Mikamiego. W porównaniu do części pierwszej otwieramy trochę świat i idziemy w deseń sandboxa. Nie podobało mi się oczywiście takie rozwiązanie, ale koniec końców wyszło dobrze. Mikamiemu udało się zbalansować podział między formą korytarzową i otwartym światem, co za tym idzie nie wkrada się zmęczenie podczas gry. Oczywiście nazwanie tego horrorem, to lekka przesada, szczególnie po znajomości części pierwszej. Powiedziałbym, że to raczej konkretna opowieść w stylu gore. Świetne skonstruowani i ukształtowani bossowie, dziwaczne maszkarady i parę pamiętliwych momentów. Naprawdę świetny szpil i chyba najlepszy dreszczowiec na nową konsolę Sony.

Czas ogrania - 21 H

36. Shenmue I i II20 lat, potężny okres czasu. Po 20 latach człowiek czytając jedynie o tych pozycjach i słysząc co nie co na ten temat w końcu miał okazję w nie zagrać. W czasach kiedy mesjasze branży rodziły się w bólach porodowych twórcy, Nadolek nie wiedział nawet co to Sega i Nintendo, ograniczony w małej miejscowości do zasobów, jakie posiadał handlarz na targowisku, czyli kultowe kasety na Pegasusa i wszelkiej maści piraty na szaraka, które się kiedyś nawet kolekcjonowało (haha sic.!) przez wydrukowane w pięknym stylu okładki na pudełku od CD. Po konkretnym szmacie czasu, kiedy człowiek już bardziej świadomie podchodził do możliwości tego co działo się na około elektronicznej branży, nie było za bardzo środków na jakieś egzotyczne w tamtych czasach dla młodego chłopaka z małej miejscowości dziwne konsole nieodSony. Takim sposobem dwa potężnego kalibru dzieła przeszły obok nosa do połowy 2016 roku, kiedy przypomniał mi o nich ktoś na sb, prawdopodobnie podczas dialogu Jany i Ciwasa na temat exów z Dreamcasta. Odwiedzając wtedy portale aukcyjne zaskoczony byłem sumami jakie życzą sobie sprzedawcy za dwie części potencjalnej sagi mistrza Yo Suzukiego. Klasycznie odpuściłem czekając na okazję, aby zakupić Dreamcasta (który w dzisiejszych latach jest loterią jeżeli chodzi o dobry stan i funkcjonowanie z gwarancją na parę lat chociażby) i łyknąć Shenmue. Niestety zmarnowałem parę okazji i jakoś nie po drodze było mi z zakupem magicznej ostatniej konsoli Segi. Wtedy zapowiedziano 2 części klasyków na konsolę nowej generacji. Myślałem wtedy, w końcu będzie okazja ograć te legendarne pozycje, nie musząc wydawać około 1000 zł na pakiet gier z konsolą, która nie wiadomo jak długo podziała. Co się oczywiście stało. Powiem szczerze, że nawet dobrze się stało z czekaniem tylu lat na możliwość ogrania tych szpili. W 99' miałem 9 lat, ogrywając takie Shenmue jakimś cudem w dniu premiery, jedyne co bym zapamiętał zapewne to "realistyczna", piękna grafika. Nie oczekujmy zbyt wiele od dzieci. Wg mnie, do takich pozycji jaką są te dwie części warto podejść jako ukształtowany, w miarę zapoznany ze światem/sztuką człowiek. Te gry to życie, jak mawia jeden z użytkowników i w pełni się z nim zgadzam. Jednak życie ostatniego 20 lecia poprzedniego wieku. Historia młodego człowieka i ukształtowania go mimo przeciwności losu, przejście w dorosłe życie, które dotyka każdego z nas w końcu, w tle motywu zemsty, sztuk walki i lat '90. Ogrywając te gry, wracałem bezpośrednio do czasów dzieciństwa, gdzie popularne były automaty, kasety vhs, dziwne ubrania i noszenie ajfonów do muzyki w postaci walkmanów, czy też co najważniejsze boom jeszcze wynikły z lat '80 w postaci masy filmów kategorii B, biorących za główne motywy sztuki walki. Nie wiem jak u was, ale ja nie raz wychodząc na dwór po filmach z Jean Claude Van Dammem bądź Stevenem Seagalem w roli głównej wciskałem sobie na głowę, że będę tacy jak oni i próbowałem ciosów obejrzanych w filmach na kolegach... co kończyło się w większości porażką haha. Epopeja Suzukiego, mydlana opera w sosie klimatycznego stylu lat '90. Wszystko podane w potężnym ostku, w którym maczał palce genialny Yuzo Koshiro, z zapadającymi w pamięć utworami, które śmiało wbijają się do głowy i zmuszają do nucenia. Soundtrack jest tak dobry, że sprowokował mnie do zakupu wydania na analogu. Nie będę bawił się w recenzję, chodzi raczej o odczucia w tym tekście. Porty są na tyle dobre, że jest opcja grania z dubbingiem japońskim. Cieszę się, że w tym przypadku nie poszli w jakieś rimejki, bo casuale krzyczą, że sterowanie kulawe i grafika już nie ta co kiedyś. Tak jak w przypadku Street Fightera II, nie dotyka się i nie miesza w kwestii produktu definiującego pokolenia. Końcówka drugiej części i recytowanie wiersza przez jedną taką pięknie oddaje metaforę całej gry i do czego to wszystko będzie zmierzać, dawno nie przechodziły mnie ciarki jak podczas tego motywu. Ciekawa sprawa, grające dzieci na premierę w pierwszą część, zasiądą do trzeciej jako dorośli z bagażem lepszych bądź gorszych wspomnień. Niesamowita sprawa. Yo Suzuki to geniusz. Ciekawa anegdota na koniec, po ograniu szpili na PS4, w końcu udało dorwać mi się Dreamcasta po super cenie w świetnym stanie, przyszły rok to kwestia załatwienia oby dwóch części i zapewne wyruszę w tę podróż jeszcze raz!!.

Czas ogrania - 55 H

37. Root Letter. Jedyna Visual Novel, jaką ograliśmy w poprzednim roku. Naprawdę dojrzała, mroczna historia z świetnym rozwinięciem sprawy. Spodziewałem się po okładce jakiegoś dziwactwa z lolitkami jak to w dzisiejszych czasach, a dostałem spójną, powoli nabierającą prędkości, żeby wybuchnąć w finałowym momencie historię. Warto spróbować, jeżeli ktoś nie miał nigdy styczności z VN, a dla tych co mieli i lubują się w tych klimatach a jeszcze nie nadrobili tej pozycji to brać się do roboty.

Czas ogrania - 15 H

38. Yakuza 0. Ostatnią częścią historii japońskiej mafii i przygód pewnego smoka klanu jaką ograłem była czwarta część. Po zachwytach na portalu w końcu udało mi się dorwać prequel do całej serii od dobrego użytkownika na portalu. Nowy system walki, świetnie rozwinięty zresztą, japan style wszędzie i filmowe wstawki gdzie się da z świetnie napisanymi dialogami. No nie ma sensu za bardzo się rozpisywać i wyrzucać rozprawek na temat gry, która była wałkowana przez wszystkich w ciągu roku na portalu. Najlepsza część Yakuzy (nie wliczam w to szóstej części i piątej których nie ograłem) z historią przemiany Majimy i ukształtowaniu przyszłej drogi Kiryu.

Czas ogrania - 40 H

39. Horizon: Zero Dawn. Nudne g**no obes*ane w ładnym opakowaniu z potencjalnie fajną historią spapraną przez brak jakichkolwiek emocji w stosunku do plastikowych bohaterów.

Czas ogrania - 41 H

40. Ni No Kuni II: Revenant Kingdom. Druga część gry dekady wybranej przez Ojca - Gracza to przyznam bardzo dobry szpil z jednym problemem, twórcy chcieli za dużo nawrzucać nowości w system i trochę to nie grało jak powinno. Jednym zdaniem najłatwiej opisać to przerostem formy nad treścią. Mimo wszystko przyjemna gierka na wieleeeeeeee godzin.

Czas ogrania - 65 H

41. Shadow of the Colossus (2018). Rimejk idealny klasyka z PS2, z galopowaniem na trójkącie!!!!!!!!! Zepsuło to cały feeling i odbiór gierki i już nigdy nie wrócę do tego crapa... Oczywiście żartuję, kto nie miał okazji ograć na konsolach szóstej generacji, może śmiało spróbować na przepięknie wyglądającym rimejku pełną gębą. Świetna produkcja i wisienka na torcie poprzedniego roku. Oczywiście człowiek odpowiedzialny Fumito Ueda, więc odczucie głębi i artyzmu w pełni zachowane.

Czas ogrania - 9 H

42. Guilty Gear Xrd -REVELATOR-. Wymagająca, z dużym marginesem wejścia jeżeli chodzi o mechanikę, gierka do której musiałem ściągnąć arcade sticka bo na padzie nie ogarnąłem i co najważniejsze... dalej jestem słaby haha. Udało się przejść każdą postacią kampanię i obejrzeć story mode. Online niestety prawie nie istnieje. Może się w końcu kiedyś nauczę w to ładnie szpilać. Tak czy owak świetna gra, tylko trochę zbombardowana okrojonym contentem bez DLC.

Czas ogrania - 25 H



Dreamcast


43. Daytona USA 2001. W końcu udało zakupić się ostatnią konsolę Segi, razem z pakietem dwóch gier. Pierwsza to dodawana do konsol Chu Chu Rocket, druga zaś znana zapewne wyjadaczom na automatach Daytona. Powiem wprost, zmęczony jestem wyścigami i od lat nie próbuję nawet zaczynać zabawy z tym gatunkiem, ostatnia gra, którą maniaczyłem w tym kierunku było Gran Turismo 2 bodajże. Nie mając wyboru za bardzo na wstępie oraz dodatkowo nahajpowany lekko dzięki Dżonemu, który wypowiadał się o Daytonie w samych superlatywach, odpaliłem tego klasyka arcade, próbując sobie przypomnieć kiedy ostatnio i czy w ogóle miałem okazję popykać w Daytone na automatach. Pytanie czy to magia nowej konsoli w domu, czy wspomnień czar, ale wsiąknąłem potężnie. Chyba brakowało mi po tych wszystkich jrpgach i fabularnych tworach, typowej rajdówki arcade. Na dodatek utwór The King of Speed przygrywający pięknie w tle. Niesamowita podróż do przeszłości. DAYTOOOOONNNNNAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!

Czas ogrania - 20 H



No i to by było na tyle, udało ograć się wspólnie z dziewczyną 43 pozycje, spędziliśmy przed dziesięcioma konsolami ponad tysiąc godzin, co na ciągłą pracę i ogarnianie swojego podwórka jest w miarę porządną liczbą. Przyszły rok (w sumie aktualny, kiedy to piszę) to domykanie kolekcji na GC i Wii U oraz rozpoczęcie inwazji na ostatnią konsolę Segi, która jest po prostu piękna. Za ewentualne błędy stylistyczne bądź językowe - komenasai.

Tagi: podsumowanie roku

Oceń notkę
+ +31 -

戦争は決して変わらない
Oceń profil
+ +84 -
nadol
Ranking: 446 Poziom: 50
PD: 16540
REPUTACJA: 2323