Czasem coś tam skrobnę na spontanie...

mashi

mashi mashi 17.04.2018, 14:34
Jeden "ex", czy pięć multiplatform?
500V

Jeden "ex", czy pięć multiplatform?

Niby łatwe pytanie prawda? Nie wiem jednak, czy w tym krótkim i niepozornym tekście znajdziesz na nie odpowiedź...

Każdy z nas wie, czym jest konsola. Proste urządzenie z zamkniętą architekturą umożliwiające - a jakże (cytując klasyka) - "granie w gry"! Tych jest zaś masa. Od samochodówek, gdzie prym wiedzie platforma Microsoftu (seria FORZA MOTORSPORT I HORIZON), po przygodówki i gry fabularne, którymi możemy się cieszyć na PlayStation (Uncharted, The Last of Us), aż po cukierkowe "chińskie sztosiki", którymi raczy nas Nintendo... Każda z dostępnych na rynku maszyn oferuje - w większym (PS4 i NS), lub mniejszym (XO) stopniu i urozmaiceniu - coś ciekawego. Bo pomijając aspekty techniczne, w których bryluje Xbox One X, to właśnie gry (przeważnie ;) ) decydują o zakupie danego sprzętu. No chyba, że ktoś z Was ma swój ulubiony kolor - na przykład niebieski, zielony, lub czerwony, które wymienione tutaj zupełnie przypadkowo, odpowiadają poszczególnym "frakcjom" na froncie konsolowego konfliktu...


"Exy nie sprzedajo konsoli" - anonimowy komentator PPE.pl

Sytuacja opisana w pierwszym akapicie nastraja raczej pozytywnie. Mówi nam, że na rynku mamy wybór - to dobrze. Ale, ale - co by było gdyby babcia miała wąsy i wnuki mówiły do niej "dziadku", a jakaś konsola przeważała w ilości gier na wyłączność? Czy nie byłaby to konsola idealna? Czy nie byłaby obiektem pożądania graczy z całego świata? Oczywiście, że tak! Bo mimo, że to właśnie gry powszechnie nazywane, jako "multiplatformowe" sprzedają się lepiej i królują na listach sprzedaży, to w chwili gdy pojawia się jakiś rodzynek - wyjątkowy i ekskluzywny dla danego systemu - sytuacja zaczyna się na chwilę jakby odwracać. Coś zaczyna się dziać - na portalach "growych" wrze. My gracze wypatrujemy newsów, zapowiedzi, czy w końcu recenzji, której najpewniej nie czytamy, tylko od razu zerkamy na ocenę, by zweryfikować nasze oczekiwania. Zaczyna się szamotanina informacyjna mająca na celu wzajemne nakręcanie się - w pozytywnym i negatywnym tego słowa znaczeniu. Do akcji wkraczają "komentatorzy" - specjaliści w dziedzinie grafiki, historii i rozwiązań gameplejowych. Gra w tym momencie zostaje poddana najcięższej próbie - na podstawie analizy "ju tubowej", zbioru recenzji i opinii graczy z całego świata, którzy podobnie jak oni (wspomniani wyżej komentatorzy) jeszcze nie grali, a "już wiedzą" - musi się wybronić. To ten moment, kiedy po skroni - w zwolnionym tempie - spływa kropla potu, napięcie sięga zenitu, a stroną startową w przeglądarce zostaje portal Metacritic z podlinkowaną, zbiorczą oceną serwisów recenzenckich z każdego zakątka globu. Tak moi drodzy - tak właśnie dziś wygląda PREMIERA GRY EKSKLUZYWNEJ. Kiedyś coś normalnego - dziś wydarzenie bez precedensu...

"$%@* na tę grę." - anonimowy komentator PPE.pl (cytat ocenzurowany, nadający się do publikacji)


Dochodzimy tutaj do bardzo ciekawego miejsca. Poza samą wartością dodaną, jaką konsoli zapewnia gra ekskluzywna mamy jeszcze inny, nie mniej ważny aspekt. EMOCJE. Tak moi drodzy, bo to właśnie emocje, jakie ona - w sensie gra - generuje są motorem napędowym dzisiejszego rynku. I nie mam tutaj na myśli wrażeń związanych z bezpośrednim obcowaniem z konkretnym tytułem, ani przyjemności jaką może on dawać. Chodzi mi raczej o całą otoczkę "okołogrową" związaną z pojawieniem się na rynku. Rankingi sprzedaży, wypadkowa ocen, porównania wersji docelowej z wcześniejszymi trailerami, czy próbie doszukania się na siłę błędów w produkcji, która tak naprawdę staje się w pewnym sensie ofiarą własnego statusu. Takiego poruszenia i wrzawy wokół panującej, nie jest w stanie zapewnić, ani zagwarantować - z małymi wyjątkami - żadna gra ukazująca się w tym samym czasie na kilka platform. To jednocześnie zaleta i przekleństwo gier wydawanych "only on..." Coś za coś...

Nie mnie oceniać, czy ów zjawisko jest czymś normalnym. Nie wiem, czy gracze świadomie nakręcają się na tego typu sytuacje. Czy to pewien objaw hipokryzji? Czy dotarliśmy do miejsca, gdzie ważniejszy od zawartości i jakości samej gry jest hałas, jaki wokół niej się tworzy? Czy tak naprawdę zależy nam na dobrej grze, czy na tym, aby ona poległa - tylko dlatego, że nie występuje "na naszej" platformie. Co tak naprawdę daje hejt i "brak ruszającej się trawy"? W czym przeszkadzają księżyce z Mario, skoro i tak ich nie będziemy zbierać? Trudno odpowiedzieć na te wszystkie pytania, jakie co dzień sobie zadajemy jednak na to, które postawiłem w tytule wpisu znam odpowiedź. Zachowam ją jednak dla siebie...

A Wy?

Trzymajcie się.

mashi1986

Tagi:

Oceń notkę
+ +22 -

...
Oceń profil
+ +170 -
mashi
Ranking: 37 Poziom: 75
PD: 53504
REPUTACJA: 43380