Czasem coś tam skrobnę na spontanie...

mashi

mashi mashi 30.03.2018, 11:57
Padłem jak kawka...
317V

Padłem jak kawka...

Pęd życia, zmęczenie, rutyna i brak snu. Kiedy odpaliłem konsolę, siły wystarczyło  jedynie na kilka chwil...

Ileż to już razy? Człowiek nastawia się na "mocne" granie wieczorem, ale zwyczajnie nie wyrabia. Mnie przydarzyło się to właśnie ostatnio. Kiedy dzień wcześniej udało mi się miło spędzić czas w doborowym - bo inaczej nazwać tego nie mogę - towarzystwie na "PSNowej" imprezie, kiedy wspólna gra w coopie w Far Cry 5 sprawiała mi tyle przyjemności, kiedy powiedziałem sobie: "Musze to powtórzyć", to coś poszło nie tak. Standard...

5:30 rano - dzwoni ten cholerny budzik. Drzemka - kto tego nie robi? Jedna, potem druga. Praca jednak wyrywa mnie z ciepłego łóżka. Poranna toaleta, prysznic, kawa. Mocna, najlepiej podwójna. Sam nie wiem, czy ona na mnie działa, czy piję ją "bo tak już mam". Spijam "esencję" z espresso, wykrzywiam gębę i popijam szklanką wody. Spojrzenie na zegarek - jest 6:00. Upewniam się czy w domu wszystko okey, czy dzieci są przykryte, czy światła pogaszone. Robię to z automatu. To jak rytuał - tak to działa. Pół godziny nowego dnia zaliczone. Wsiadam w auto i ruszam "do roboty"...

Jeśli jest pogoda to wszystko układa się tak jak powinno. Na budowie bywa różnie i zawsze trzeba być przygotowanym na wszelką ewentualność. Umysł od rana musi być "czysty". Wszystko ustawione, najważniejsze zadania omówione. Można jechać kupić śniadanie i zawieść je do domu. Babka w sklepie zna mnie doskonale. Codziennie ten sam zestaw. Chleb, trzy bułki, mleko, jogurt naturalny, "jakieś smarowanie". Wie, że płacę kartą więc nawet się mnie nie pyta w jaki sposób będę regulował, tylko od razu podstawia terminal. Jest 7:20...

Do domu wchodzę w butach. "Kochanie nie martw się - odkurzę po powrocie z pracy. Dzień dobry". Witam się z żoną i córkami. Kiedy ona jeszcze je szykuje, ja przyrządzam im śniadanie. Młodsza uwielbia kuleczki. Wiecie co to kuleczki? To wyciągnięty z bułki środek, zduszony i ubity w formie "kulki". Kiedy byłem mały też tak robiłem, więc wiem że to normalne. Tak mi się wydaje. Jest ścisk. Starsza jedzie ze mną - po drodze zostawiam ją w szkole. Zawsze kiedy idzie chodnikiem, ja zatrzymuje się, otwieram okno i pytam się jej: "Ścigamy się?" Widzę radość na jej twarzy. Uśmiecham się i proszę, żeby na siebie uważała. 8:00 - wchodzę do biura.

E-mail. Cholera, dlaczego zawsze rano jest ich tyle. Każdy chce coś wiedzieć. Kiedy, gdzie i dlaczego. Odpisuje jedząc kanapkę. Piję drugą kawę. Wiem, że za chwilę rozdzwonią się telefony. Od tej chwili - jest godzina 8:30 - zaczynają się "igrzyska śmierci". Cztery place budowy i - licząc luźnym okiem - jakaś setka ludzi. W większości to osoby, którym nie trzeba nic mówić, bo znają się na swojej robocie jak mało kto, aczkolwiek zawsze coś trzeba wyjaśnić. Tutaj brakuje materiału, tam nie pojawiła się jakaś ekipa na czas, a druga już czeka na wejście. Bez tych pierwszych nic nie zrobią. Zaczyna się gonitwa, która trwa do 17:00...

W międzyczasie oczywiście kilkanaście razy jestem w biurze. Miasto w którym mieszkam jest małe - raptem 20 tyś mieszkańców. W "koło komina" robię jednak czasami 180 kilometrów samochodem. Dziwie się na koniec roku, kiedy na liczniku mojego auta pojawia się przebieg autostradowy. "Pewnie jakiś błąd komputera"...Chyba jednak nie. Kiedy mam chwilę luzu odpalam PPE.pl i panel administracyjny. Zgłoszenia, komentarze do moderacji, uwagi użytkowników co do jakości naszej roboty. Dzień jak co dzień. Godzina 17:30, czasami 18:00 - budowy zamknięte, biuro zamknięte. Czas wracać do domu...

Jem późny obiad. Musze wziąć prysznic żeby jakoś funkcjonować do końca dnia . Dokładam w poniedziałki, środy i piątki siłownie, a we wtorki i czwartki biegam. Kiedy wracam po 20 spędzam resztę czasu z żoną i dziećmi, choć czasami chciałbym iść spać. Zerkam ukradkiem na aplikację w telefonie. Znajomi grają - świetnie - zaraz i ja dołączę! Nie chcąc jednak zostawiać żony samej z domowymi obowiązkami, zwyczajnie po ludzku jej pomagam. Razem szybko ogarniemy dom, wykąpiemy dzieci, a młodszej córce zawsze opowiadam "historię" na dobranoc. To cały czas ta sama opowieść o dziewczynce, która idzie do sklepu po zakupy dla mamy. Czasami musi kupić produkty na śniadanie, czasami na obiad, a czasami na kolacje. Dla zabawy i ku uciesze córki zawsze coś przekręcam - np na śniadanie "dziewczynka" kupuje paczkę czipsów i kolę. Bajka trwa może dwie minuty, ale dla mojego dziecka to rytuał, dzięki któremu zasypia z uśmiechem dla twarzy. A ja? Czuję się jakbym wbił platynę w najtrudniejszej grze. Idę jeszcze ucałować starszą córkę, zamykam jej drzwi od garderoby, żeby nie wyszedł z niej potwór. Mam chwilę czasu dla żony...

Kiedy tak naprawdę uporam się ze wszystkim - w zależności od dnia - jest często godzina 22. Czasami jestem wyrobiony wcześniej. Wtedy - jeśli jeszcze mam siłę - odpalam konsolę, może naleje sobie zimnego piwa, albo zrobię drinka. To ta chwila, kiedy walczę z myślami - spać, czy grać? Ostatnio wybrałem granie. Siły starczyło mi na kilkanaście minut. Zasnąłem na kanapie, w swoim pokoju gracza. Na głowie miałem słuchawki, a z drinka którego wcześniej sobie przygotowałem i zdążyłem zwilżyć usta już dawno wyparowały procenty. Przed północą obudziła mnie żona, "zaniepokojona" tym że od 20 minut nie reagowałem na wołanie...

Padłem jak kawka - czasami tak mam. Mimo to, jest zajeb*ście.

Trzymajcie się.

mashi1986

Tagi:

Oceń notkę
+ +33 -

...
Oceń profil
+ +170 -
mashi
Ranking: 37 Poziom: 75
PD: 53557
REPUTACJA: 43398