SKLEP

Czasem coś tam skrobnę na spontanie...

mashi
mashi mashi 18.12.2017, 12:57
PUBG. "Pół-płynny" miód w 15 klatkach na sekundę...
960V

PUBG. "Pół-płynny" miód w 15 klatkach na sekundę...

Niedzielny - spokojny i zwyczajny - wieczór. Wchodzę na PPE - w miejsce, gdzie zwykłe rzeczy nie dzieją się zbyt często. Luźna rozmowa na shoutboxie - o grach. Rzucam słowem "PUBG", bo pełnej nazwy wymówić nie umiem. Ktoś łapie temat i wywiązuje się rozmowa. "Kupujemy?" Ot - nieco spontanicznie -padło hasło. "Okey, niech będzie" - pokażcie co to jest, ten cały "Plejerunkołs......coś tam, coś tam"...

Pozycja na naszych dyskach wylądowała dość szybko - waży nieco ponad 5 GB. Przyszło nam grać we dwójkę. Kompletnie ciemni, jeżeli chodzi o system operacyjny Xboxa One i kompletnie ciemni, jeżeli chodzi o "założenie imprezy", czyli zwyczajnego czatu głosowego. Ponoć jest łatwo -  jakieś100 lat świetlnych przed PlayStation - więc damy radę. "Naduście tylko guzik" - mówili. "Będzie fajnie" - mówili...No tak, tylko jaki guzik? Gdzie? Na padzie, czy w opcjach? "Załóż grupę?" To chyba to...

Okey - jakoś się udało - słyszymy się. Cholera - ten, kto to zaprojektował już chyba nie żyje. A może to wieloletnie przyzwyczajenie do rozwiązań Sony? Czort wie - odpalamy grę, której nazwy, jak już wspomniałem na wstępnie - wymówić nie umiem...hmm tak sobie myślę, że ten kto ją wymyślił, chyba też dołączył do gościa od projektowania rozwiązań systemowych XO...Obaj nie żyją, a my - Ja i Muminek - jesteśmy nadzy. Dosłownie (nie licząc gaci) ubieramy naszego "wojaka", wybieramy fryzurę, kolor skóry i inne pierdoły. Nieważne, jakoś się udało - JESTEŚMY W MENU!

Zaczęło się zgodnie z przewidywaniami - od kilku niecenzuralnych słów pod adresem oprawy, która wita nas w "menusach":

- Kur@%, oczy mi krwawią! Powiedział Muminek

- A więc to co widzę, to nie błąd mojego telewizora...Odpowiedziałem

- Taa, chyba nie...

Przełknęliśmy to - jak na prawdziwych twardzieli w przepoconych podkoszulkach przystało - jednak po chwili pojawiły się kolejne schody. Musimy "połączyć się w grze".

Wydawać by się mogło, że nie będzie nic prostszego, aczkolwiek zanim zauważyliśmy w górnym rogu ikonkę "X", która na to pozwala, minęło nieco czasu. Echh - gdzie...KUR%@ GDZIE (!!!) do jasnej cholery byli UXowcy, jak to projektowali? Mniejsza z tym - "widzimy się", więc jest dobrze. Klikamy w - tym razem bardzo widoczny - napis "ZACZNIJ". Nasze chłopaki podnieśli niezdarnie gardy, a my przed odpbiornikami przyjęliśmy pozycję zgarbioną - tak dla zwiększenia imersji...


Ów imersja, jednak szybko minęła, gdy przenieśliśmy się do miejsca, które pełni funkcję przedmeczowego lobby...choć może użyłem złego słowa. Powinienem napisać "przedmeczowa tekstura" - bo tak wygląda miejscówka, w której setka graczy czeka na rozpoczęcie pojedynku. To nie jest mało śmieszny żart - podłoże pamięta czasy Nintendo 64. Nie wierzycie? Ja też przecierałem oczy ze zdumienia...

- Kur@$, mashi, czy Ty to widzisz?

- Widzę, ale może jeszcze "się wgra"...

Jak pewnie się domyślacie - nie wgrało się. W teksturze...tzn, w lobby "rodzimy" się z obok rudego typa z gołym torsem. Lejemy go dla zasady. Gość dopiero po chwili orientuje się, "że coś jest nie tak" i tylko koniec odliczania ratuje go przed publicznym linczem ze strony dwóch Xboxowych świeżaków.

- Dobra Mumin, nasz samolot startuje...

- Rozumiem. Tak więc lecimy...


W tym momencie, czyli w chwili, kiedy wzbiliśmy się w przestworza - zamilkłem. Spojrzałem na telewizor, a zaraz potem na podpiętą do niego konsolę. Powtórzyłem to jeszcze kilkukrotnie...

- Ładuje się? Zapytałem Muminka...

- Bardzo mi przykro Mashi, ale chyba wszystko już się zaczytało.

No dobrze - przecież nie grafika jest najważniejsza. Lecimy z dużą prędkością w kierunku mapy, a animacja wyciąga - na oko - jakieś 15 klatek na sekundę. Gry z definicji mają bawić i dawać radość, tak więc śmiejemy się. Jednocześnie nie widzimy jak inni gracze opuszczają pokład, ponieważ robią to akurat w momentach, w których wspomniane wyżej klatki animacji przeskakują o pięć, czy może dziesięć do przodu. Po prostu niektórzy zaczęli znikać...Pomyśleliśmy, że na nas też już czas:

- To co? Katapultujemy się? Zapytał mnie Muminek 

- To lecimy... Odparłem


Lot w dół to apogeum "zajebistośći" PUBG. Być może kojarzycie sceny z horrorów gdzie postać "zbliża" się takimi szybkimi przeskokami do bohatera. Tak właśnie to wygląda - w dużym skrócie, choć to nie "teleexpres"... Spadochrony otwarte. Lądujemy i - umówmy się - pomijamy już kwestie wizualne...choć na chwilę...


Nie mamy pojęcia o niczym. Nasza wiedza opiera się na tym co widzieliśmy na dotychczasowych filmach. Kierujemy się instynktem. Wchodzimy do pierwszego lepszego domu.

-Nic tu nie ma. To słowa Muminka skierowane do mnie chwilę po wylądowaniu i wejściu do pobliskiego pomieszczenia.

-Ja mam sierp! Wychodzę na zewnątrz.

Chwilę potem Muminek padł ofiarą jakiegoś uzbrojonego żniwiarza, a mi -niczym ślepej kurze ziarno - napatoczył się bezbronny jegomość. Bez butów i w zwykłej podkoszulce, aż prosił się o łomot...

- Kur$@! Gonię Chu$a! Krzyczałem do słuchawki.

Typek uciekał jak oszalały, a ja nie odpuszczałem. Goniłem go jak cygan pięć złotych kulające się po deptaku. Kiedy już go miałem, zza winkla wyskoczył jakiś rzeźnik załatwiając mnie jednym strzałem... GAME OVER.

-Mashi, musimy zdobyć broń...

Zaczęliśmy więc od początku...

Drugie podejście to już zupełnie inna bajka. Zdobyliśmy giwery, jakiś drobny ekwipunek i trochę ubrań, które w teorii powinny pozwolić nam przetrwać w tej dziczy...Nie wiedzieliśmy jednak o jednej, dość istotnej rzeczy:

-Cholera, jak się przeładowuje spluwę?

Odparłem Muminkowi, że nie mam pojęcia, ale w "normalnych grach" przeważnie robi się to "kwadratem"...czyli w XO będzie to "X".

-Nie działa. Pewnie trzeba coś jeszcze mieć...

Zanim "skumaliśmy", że ten "X" jednak przeładowuje broń, ale należy go przytrzymać, z naszych ust wyleciało kilka słów na "K", "Ch" i im podobnych. Nie było łatwo, bo gra kompletnie nic nie podpowiada. Nie ma samouczka, a rozwiązania nie są podawane graczowi na tak zwanej tacy. W pewnym sensie jest to fajne, ponieważ zmusza do kombinowania i samodzielnego odkrywania gry. Może na początku jest to frustrujące, ale ma swój urok...


W tym momencie dochodzimy do sedna produkcji. Czystej miodnośći, którą gra ocieka, mimo całej swojej archaiczności. Co z tego, że trawa  i reszta szczegółów podłoża doczytuje się 100 metrów przed oczami. Co z tego, że postacie to ciosane kołki z ery PS2. Co z tego, że animacja szarpie jak Tarpan na mrozie, skoro grając z kumplem zauważasz to:

- Cholera Mumin! To DACIA!

-Wsiadamy. Ja idę na tyły!

Nie potrafię opisać frajdy, jaka towarzyszyła nam w momencie rozbijania się po mapie tym rumuńskim, kultowym już sedanem. Chwila w której dwóch typów ściga nas swoimi "gazikami", a Muminek załatwia ich z tylnej kanapy, wychylony przez otwarte okno była bezcenna... W takich sytuacjach zdajesz sobie sprawę, że to całe 4K, 60 klatek i HDR to tylko dodatki i upiększacze, tego co najważniejsze - FUNU -, jaki gra powinna sobą prezentować i sprawiać, że mimo zmęczenia i późnej pory chce się w nią nadal grać.

Nieważne, że nie mamy - o ironio - zielonego pojęcia o systemie Xboxa i że nie wiemy jak się robi screeny z gry (dlatego powyższe zdjęcie zostało wykonane telefonem). Wsiadając do tej "wirtualnej" Daci czuliśmy GNÓJ...i to taki najwyższej próby, który paruje, a cała okolica musi zamykać okna, bo nie da się oddychać. Ten gnój ma jednak w sobie coś takiego, że po chwili te okno uchylasz, a następnie otwierasz na oścież i przez nie wyskakujesz, by jeszcze chwile się w nim potaplać. To właśnie magia tej gry...

W naszej rumuńskiej limuzynie są jeszcze dwa miejsca - czekają na Ciebie! 

Widzimy się na teksturze!

mashi1986

Tagi:

Oceń notkę
+ +38 -

Trzy metry bana :)
Oceń profil
+ +159 -
mashi
Ranking: 40 Poziom: 70
PD: 43289
REPUTACJA: 39063
Miesięcznik PSX Extreme