Czasem coś tam skrobnę na spontanie...

mashi

mashi mashi 10.08.2016, 08:32
Wyjść z tego cało…
1524V

Wyjść z tego cało…

Świat się zmienia na naszych oczach. Można powiedzieć, że staje na głowie. Coś, co kiedyś wydawało się niemal oczywiste, dziś jest niepewne. Czy przyszłość konsoli do gier właśnie stanęła na wadze, nie informując graczy w którą stronę przechyli się szala?
 

Mamy to szczęście. My – pokolenie które pamięta lata 80’te (a nawet 70’te) dostaliśmy szanse życia w czasach, gdy branża gier video się rodziła, rozwijała i osiągnęła apogeum swojej zajebistości. Mamy też pecha, bowiem rozrywka jaką znamy i jaką pamiętamy z dawnych lat zmienia się bezpowrotnie, a my nie mamy na to wpływu…a może to jednak nasza zasługa?

Konsola do gier to z definicji prosta zabawka. Zamknięta architektura, żadnych konfiguracji, instalacji, czy konieczności dostosowywania sprzętu do wymagań danej gry. Tak było do momentu, aż 6 generacja na czele z PlayStation2 – dla wielu najlepszą konsolą wszechczasów, wyzionęła ducha. Później było już z górki…

Jednak ta górka na początku nie była taka stroma jak dziś. Zaczęło się niewinnie. Xbox360 i PlayStation3 pojawiły się na rynku w dwóch wersjach. Coś co od zawsze było jednolite, zostało rozbite na dwie części. Droższą, teoretycznie lepszą, bo wyposażoną w większy dysk twardy, czy inne mniej istotne rzeczy, oraz tańszą – teoretycznie dostępną dla szerszego grona odbiorców. Gracze to kupili, a producenci oczywiście podchwycili. Jeszcze stromiej zaczęło się robić, gdy gry na konsole (PS3) zaczęły wymagać instalacji (bardzo długiej, jak choćby MGS4) na dysku konsoli. Gracz konsolowy – ten który od zawsze wkładał płytę do napędu i zaczynał grać – zostaje poddany kolejnej próbie. I podobnie jak podczas całego procesu ewolucji, człowiek adaptował się do nowych warunków, tak i tutaj – GRACZ uczy się, akceptuje i siłą rzeczy przyzwyczaja. Zostaje złamana kolejna bariera. Tych barier po drodze będzie jeszcze kilka. Każda na tyle delikatna  żeby gracz się nie przestraszył, a producent gry/konsoli nie przesadził. W ten sposób podświadomie zostaliśmy wychowani przez korporacje. To trochę tak jak z dzieckiem, które w podobny sposób bada granicę wyrozumiałości rodzica – sprawdza na ile może sobie pozwolić, testuje go jednocześnie za każdym razem przesuwając tę linię odrobinę dalej. Jak widać wydawca/producent/deweloper w roli dziecka sprawdza się wyśmienicie. Niestety my gracze – w roli rodzica równie dobrze…

W międzyczasie, wspomniana wcześniej górka stała się już na tyle stroma, że na nikim nie robią wrażenia horrendalnie drogie DLC, edycje deluxe, gold, czy inne dodatki zapowiadane przez wydawcę jeszcze przed premierą właściwej gry. Ewoluowaliśmy, przyzwyczailiśmy się, nauczyliśmy się z tym żyć. Daliśmy świadomie się nabrać naszym „dzieciom”, czego efektem jest złamanie kolejnej bariery – cyklu życia konsoli. Początek 8 generacji tego nie zapowiadał. Każdy mówił – „Hej, zobaczcie jak wygląda RYSE! A to dopiero początek!”. „Spójrzcie na nowego Killzona! Wypala gałki oczne! To gra na start”. „Pamiętajcie, że w konsolach liczy się optymalizacja”. Niektórzy porównywali tę sytuację do smartphonów. Doskonale pamiętamy jak producenci aparatów z systemem operacyjnym Android upychali w swoich produktach coraz to mocniejsze podzespoły po to aby osiągnąć maksimum wydajności, a tymczasem Apple ze swoim iPhonem z dużo słabszym procesorem, dużo mniejszą ilością pamięci RAM zostawiała wszystkie inne topowe słuchawki daleko w tyle. Słowo klucz – OPTYMALIZACJA – zawsze stawiało konsolę wyżej od PC. Coś jednak poszło nie tak i producenci konsol obrali drogę nieco podobną do smartphonów – zaczynają wypuszczać ulepszone wersje swoich konsol…

Niby wszystko ma być pięknie. Konsole mają być teoretycznie „wstecznie” kompatybilne. Gracze nie mają zostać podzieleni na lepszych i gorszych. Każda gra wydana na nowszą konsolę ma zadziałać na starszej maszynie. Pytanie tylko jak ona zadziała i…jak długo będzie działać. Jeżeli pójdziemy dalej tropem smartphonów to zobaczymy to na zasadzie działania aplikacji. Na jednych telefonach wszystko jest ok, na innych już niekoniecznie. Koniec końców może się okazać, że pewna gra wymaga takich zasobów mocy, że niemożliwe stanie się dostosowanie jej wersji do słabszej konsoli. Przynajmniej do tego stopnia, aby zadowoliła ona nas – graczy. A czyja to wina? Chyba po trochu też nasza, bo to przecież my skarżyliśmy się na słabe konsole…Ktoś nas tam na górze widocznie słucha.

Wróćmy na chwilę do teraźniejszości. W tym momencie jesteśmy kibicami bardzo ważnego meczu. Naprzeciw siebie stają Sony z Microsoftem. Ci pierwsi obrali inną taktykę – wydaje mi się że bardziej bezpieczną. Dokonują delikatnych, acz znaczących zmian, które będą miały realny wpływ na moc „nowej” konsoli. Nad przeciwnikiem będą mieli sporą przewagę czasową. Wykorzystają ją. Amerykanie stawiają wszystko na jedną kartę. Należy powiedzieć jasno - Xbox One jest porażką sprzedażową i wizerunkową Microsoftu. Początkowa polityka, słabe podzespoły i kilka nietrafionych decyzji spowodowało że zostali zepchnięci z fotela lidera. Muszą gonić i ryzykować. To ryzyko nazwali PROJECT SCORPIO. Nikt tak naprawdę nie wiec co ma siedzieć w konsoli, ale wielu już podłapało hasło „6 teraflopów”. Cóż, do premiery czasu jest sporo, wiele może się zmienić, ale można powiedzieć, że w tym momencie obraz rynku konsolowego jaki znamy od dawna właśnie został zburzony. Microsoft do czasu przedstawienia nowego zawodnika wpuszcza na boisko młodzika, który ma za zadanie przetrzymać ponad roczny napór Sony w postaci PS4Neo. Czy da on radę? Ciężko jednoznacznie stwierdzić, która taktyka okaże się zwycięska. Być może jesteśmy świadkami sytuacji z początku 7 generacji, gdzie Microsoft zaryzykował i się opłaciło. Jednak coś co miało miejsce 11 czy 12 lat temu wcale nie musi się wydarzyć w czasach obecnych. W czasach gdy każdy deweloper, czy wydawca liczy się co do grosza i z jego kalkulacji wynika, że nie ma sensu inwestować w pisanie nowego silnika, czy dostosowania gry do najsilniejszej platformy…

Musimy zadać sobie pytanie - czy te dzieci (czytaj producenci konsol) w końcu się opamiętają i posłuchają nas – rodziców? Czy kiedyś skończy się badanie i przesuwanie tej granicy w stronę naszych pieniędzy? Nie chcemy nowych konsol co 3-4 lata, bo oczywistym jest, że nauczyliśmy się i przywykliśmy do 5-6 letniego cyklu wydawniczego. Tutaj jednak swoje trzy grosze może wrzucić ewolucja. Pewnie do tego przywykniemy…bo nie będziemy mieli wyboru. Ale gdyby się tak zastanowić to z reguły w życiu bywa tak, że dzieci wracają do swoich rodziców z podkulonym ogonem i proszą o wybaczenie – przyznają im rację, opamiętują się… Tego sobie i Wam życzę, a wtedy może jakoś uda nam się wyjść cało z tej nieco zagmatwanej sytuacji.

Tagi:

Oceń notkę
+ +65 -

...
Oceń profil
+ +168 -
mashi
Ranking: 36 Poziom: 75
PD: 53933
REPUTACJA: 43440