Czasem coś tam skrobnę na spontanie...

mashi

mashi mashi 04.11.2015, 13:51
Dostać w pysk od nieco starszej gry…
1041V

Dostać w pysk od nieco starszej gry…

Człowiek z biegiem czasu został ogłupiony do tego stopnia, że prawdopodobnie przestał być tego świadomy…
 

Czy dzisiejsze gry są ładne? Oczywiście. Czy w dzisiejszych grach pojawia się fascynująca historia? Czasami. Czy w ostatnim czasie pojawiła się gra, która zapisze się na kartach historii branży jako przełomowa? Śmiem wątpić, choć to kwestia indywidualnego podejścia do danej pozycji. Czy dzisiejsze produkcje wymagają od gracza czegoś więcej, niż tylko wciskania spustu i kierowania się w miejsce zaznaczone na mapie? Pogadajmy o tym…

Wiecie, pisałem ostatnio o zakupie nowej konsoli Microsoftu. Głównym powodem, dla którego chciałem posiadać sprzęt amerykańskiej korporacji, była seria HALO. Sam się sobie dziwię, ponieważ posiadałem wcześniejsze maszyny M$, ale nigdy nie grałem w żadną część tej flagowej serii. Jakoś nie mogłem się przekonać do przygód żołnierza zakutego w zieloną zbroję. Brakowało mi tego kopniaka, który dałby mi sygnał do gry. Ok, przyznaje się - kilka razy próbowałem z czwartą częścią. Na próżno. Po prostu nie podchodziło mi i tyle.Piąta część, która właśnie zadebiutowała na rynku zbiera fantastyczne opinie. Pomyślałem sobie więc – kiedy jak nie teraz i odpaliłem HALO: Combat Evolved…

Pierwszy szok to oprawa graficzna! Nie mogłem uwierzyć w to jak zmieniły się gry, przez ostatnie 15 lat pod kątem wizualnym! Będąc cały czas „w temacie”, płynnie przechodząc na kolejne generacje konsol, człowiek tego nie widzi. Zauważa tylko ładniejsze tekstury, więcej obiektów, bardziej szczegółowe elementy otoczenia, wyższą rozdzielczość. Często brakuje efektu „łał”. Tymczasem „przycisk” w kolekcji HALO pozwalający w mgnieniu oka przełączać się między szatą graficzną oryginalnej części z 2001 roku, a tą z 2014 sprawiał, że co chwila zatrzymywałem się i podziwiałem. I zbierałem szczękę z podłogi! To nie są zmiany kosmetyczne – to rewolucja wizualna, która dokonała się na naszych oczach! Nie jest to może skala przejścia jak z 2D do 3D, ale to olbrzymi krok na przód, jaki niewątpliwie należy docenić.

Z tym, że ja nie o tym chciałem tutaj napisać. Chodzi i o mechanikę i czystą radość jaką niesie ze sobą rozgrywka w pierwszą część Halo. Uwierzcie mi, tutaj nikt nas nie prowadzi za rączkę, nie ma radaru na którym ktoś nam łaskawie zaznaczył, gdzie mamy iść. Istotne elementy otoczenia, czy ważne przedmioty na jakie natrafimy podczas przygody nie błyszczą na kilometr, a amunicja i apteczki to błogosławieństwo jakie należy samemu znaleźć. Dodatkowo w odnowionej wersji, czasami ciężko je zauważyć, bo często leżą w zaroślach i innych trudno widocznych miejscach. W wielu przypadkach posiłkowałem się oryginalnym widokiem, bo po prostu na podłożu nie ma trawy i innych dodatkowych „bajerów” graficznych nadających grze realizmu, dzięki czemu łatwiej zauważyć leżące na podłożu wyposażenie.

Takie smaczki uświadamiają mnie, że kiedyś jednak gry niejako wymuszały na nas „lizanie ścian”. Nie chodziło tylko o to, aby dokładnie zapoznać się z grą dla własnej przyjemności i obejrzeć każdy kąt, ale po prostu był to jedyny sposób na ruszenie fabuły, czy akcji do przodu. Autosugestia nie istniała, a gracz był zmuszany nie tylko do wysiłku fizycznego w sensie naparzania w klawisze/przyciski, ale także intelektualnego. Uwaga, skupienie i szeroko otwarte oczy były kluczem do sukcesu. Uważam, choć to tylko moje zdanie, że wielu graczy, którzy przygodę z rozrywką konsolową zaczynali od PS3/X360 nie czerpałoby z takiej gry radości, a raczej odczuwało frustrację. W chwili „zacięcia” odpalają YouTuba i po sprawie. Albo zobaczy jak to się robi, albo w ten sposób „dokończy” grę, po prostu ją oglądając… Solucje, poradniki w formie pisanej to niestety przeszłość i strata czasu, a szkoda bo kiedyś gdy nie miałem możliwości zagrania w daną pozycję często czytałem takie opisy przejścia, niejednokrotnie mocno wczuwając się w klimat, jakbym czytał dobrą książkę – taka dawna forma Let’s play’ów (chyba to dobrze napisałem).

Myślę, że na PPE oraz wśród czytelników PSX Extreme jest wielu graczy „starej daty”, którzy pewnie doskonale wiedzą o czym mówię. Łapię się dzisiaj często na tym, że nowe gry odpalam i przechodzę. Nie wtapiają mi się w pamięć, a mimo ustawienia poziomu trudności na HARD nie są jakimś szczególnym wyzwaniem. Ot wpadnij do danej lokacji, wybij wszystkich, schowaj się za osłoną, idź dalej i tak w kółko. Klimat jakiś nijaki, cała otoczka i atmosfera potraktowana po macoszemu. Nie zrozumcie mnie źle, nie piszę o wszystkich grach. Piszę raczej o branży, która nas, „starych koni” odsunęła nieco na bok, robiąc miejsce dla bezmózgiej sieczki, tysięcy trupów, wybuchów i rozgrywki oskryptowanej do granic możliwości. Nacisk położony na ciągłą akcję, która jest rozrusznikiem emocji wśród dzisiejszych graczy całkowicie wziął górę, nad historią, fabuła i eksploracją gry, a z nas graczy zrobił maszyny do zaliczania kolejnych pozycji, od punktu A do punktu B.

Bez emocji, bez tej więzi z bohaterem, bez tej magii, którą mają właśnie starsze produkcje. Zadziwiające, że dopiero HALO 1 na konsoli nowej generacji mnie w tym uświadomiło. Dostałem liścia w twarz od gry, która piętnaście lat temu wyznaczyła nowe standardy wśród konsolowych strzelanin. Standardy, do których obecni deweloperzy nie mają jaj żeby powrócić z obawy o to, że biedny gracz pozostanie sam na placu boju, nie wiedząc co robić dalej…

Tagi:

Oceń notkę
+ +55 -

...
Oceń profil
+ +170 -
mashi
Ranking: 37 Poziom: 75
PD: 53533
REPUTACJA: 43397