Czasem coś tam skrobnę na spontanie...

mashi

mashi mashi 22.01.2021, 17:23
Nie taki ten Demon straszny, jak go inni malują...
853V

Nie taki ten Demon straszny, jak go inni malują...

Aż dziwnie! Nie skrobałem nic na PPE od niepamiętnych czasów, ale też specjalnej okazji ku temu nie miałem - życie, co zrobić. Teraz jednak ukończyłem grę, która na długo zapisze się w mojej pamięci - podobnie jak zrobiła to już wcześniej we wspomnieniach innych graczy. Panie i Panowie - poznajcie moją historię z Demon's Souls. Spokojnie, nikt nie umrze...z nudów, bo blog będzie krótki i treściwy. Zapraszam.

Zakup konsoli nowej generacji w okolicach premiery zawsze obarczony jest sporym ryzykiem. Wielu graczy uważa, że jest to mało rozsądne rozwiązanie, ponieważ często dochodzi - lub może dochodzić - do awarii sprzętu z uwagi na tak zwane choroby wieku dziecięcego, ale głównym czynnikiem mogącym odwlekać "inwestycje" jest znikoma ilość gier, jakie producenci sprzętów przyszykowują na swoje nowe urządzenia. Nie inaczej jest z PlayStation 5, które na ten moment nie cierpi na nadmiar pozycji wartych ogrania, a perłą w tej skromnej koronie jest remake jednego z najbardziej kultowych tytułów 7 generacji - wspomnianego na wstępie Demon's Souls.

Rachunek sumienia...

Nigdy nie przepadałem za grami typu "soulslike". BA - w żadną nawet nie grałem. Nie ciągnęło mnie do serii Dark Souls, a Bloodborne leży gdzieś na półce z dopiskiem "gra na kiedyś" (teraz gdy pisze te słowa, jestem już świadomy bluźnierstwa i błędu jaki popełniłem omijając taką pozycje). Być może zbytnio żyłem - i ufałem - opiniami innych, a być może obawiałem się nieco tego słynnego już poziomu trudności, jaki serwuje ponoć w każdej pozycji tego typu From Software. W końcu od dawna czuje się "casualem" i czasu na grę przed konsolą mam coraz mniej. Nie wiem - po prostu omijałem gatunek - i tyle. Kiedy więc zbliżała się premiera najnowszej maszynki Sony - a w sklepach przed debiutem sprzętu już pojawiły się gry - nie zwlekałem. Do drugiego pada Dual Sense dokupiłem odświeżoną przez mistrzów w tym fachu - ekipę Bluepoint - ową grę, bo i wyboru za wielkiego nie było...

Jako, że osobiście nie lubię robić czegoś na "odpier*ol" to postanowiłem do Demon's Souls się jakoś przygotować, choć wiedziałem że poradniki do tej gry nijak mogą się mieć do rzeczywistości. W istocie - jak później się okazało - tak było. Jedni gracze na start - lub tez pierwszy kontakt z gatunkiem - polecali wybrać postać silnego i mocnego rycerza (bardziej odpornego na ataki), z kolei inni sugerowali klasę maga, który potrafi atakować z dystansu, ale większość oponentów kładzie go na glebę jednym liściem. Stanąłem gdzieś po środku tego - nazwijmy to - sporu i skusiłem się na "Szlachcica". Pseudo kompromis ale tylko na początku, ponieważ w grze można przypisywać punkty rozwoju do każdego atrybutu - magii, siły, wytrzymałości, itp. Wszystko zależy od Twoich preferencji i umiejętności, ponieważ często będziesz musiał radzić sobie z opresją wroga. Możesz więc zrobić z klasy rycerza wyjątkowego kozaka posługującego się czarami i magią, i analogicznie - "podkoksować" czarodzieja do twardości Schwarzeneggera.

Bądź cierpliwy...

Do końca nie wiedziałem czego mogę - i czego mam!!! - się spodziewać po przekroczeniu pierwszego klińca w grze. Nie nastawiałem się ani na hardcorową przygodę, ani na spacerek po lesie w poszukiwaniu dzikich jagódek - liczyłem na wymagającą, ale nie niemożliwą do przebrnięcia historię. I wiecie co? Dokładnie to dostałem... Już pierwsze kroki po murach Bolatarii i potyczka z oponentami sugerowała coś, czego dawno w grach nie doświadczyłem. Na bok musiałem odstawić stare nawyki, wygodną pozycje na kanapie i inne rozpraszacze. Na dzień dobry musiałem się "zgarbić" (każdy szanujący się gracz wie o co chodzi) i skupić, żeby nie dostać sromotnego wpier*olu od byle łachmana z drewnianym mieczykiem! Nosz kurła Panie - ile mam jeszcze zrobić tych rolek?! - łapy spocone. Wchodzę w to...

Weterani gatunku i najwierniejsi fani oryginału wydanego na PlayStation 3 uważają, że używanie magii w tej grze jest niczym dolewanie Coli z Biedronki do 25 letniego Single Malta. Mają racje, bo w istocie walka bronią białą jest genezą rozgrywki w Demon's Souls i daje największą frajdę. Ja jednak musiałem się wspomagać "czarami" i generalnie nie wstydzę się o tym mówić. Było to dla mnie niezbędne - głównie na początku - gdzie mogłem unicestwić kilku wrogów z bezpiecznego dystansu, by potem móc się dobrać do dupy innym popaprańcom. Używam słowa "popaprańcy", bo tak też się zachowują przeciwnicy w tej grze. Atakują jak wściekłe osy, bez namysłu i w najmniej oczekiwanym momencie. Oczywiście - z biegiem czasu - ich ruchów da się nauczyć i skumać jak działają poszczególne schematy, ale nowicjusz - jak ja - może się zdziwić i najzwyczajniej w świecie kopnąć w kalendarz zanim na dobre wylezie z bunkra. Walczysz, giniesz, tracisz dusze, wracasz, a jak Ci się poszczęści, to zdobędziesz to co utraciłeś. Gra uczy pokory, cierpliwości i wymaga samozaparcia. Jeśli nie poczujesz tego na początku, to raczej później też nie zaiskrzy. Demon's Souls to zdecydowanie zerojedynkowe uczucie.

Naucz się "planszy"

Gra jest liniowa, ale pozwala swobodnie wybierać graczowi świat (kliniec) do którego może się udać ze Spójni - takiej bazy wypadowej, gdzie wpadasz co jakiś czas odetchnąć od zabijania demonów, trupów, czy nawiedzonych potworów. Ów klińców jest pięć, a każdy w zupełnie innym klimacie. Także spotykani w nich wrogowie znacznie się od siebie różnią - nie tylko wyglądem, ale i zachowaniem oraz sposobem walki -  co sprawia że tak naprawdę za każdym razem trzeba obrać nieco odmienną taktykę i przygotować inny set. Są miejscówki wrażliwe na magie, lub ogień gdzie obrażenia zadawane w poszczególny sposób są znacznie większe niż normalnie i tego trzeba się nauczyć. Zwłaszcza kiedy zza winka wyskoczy Ci nie jeden, a dwóch albo i trzech chamów chcących WY PER SWA DO WAĆ Ci, że ten korytarz jest za mały dla Was kilku... W takich sytuacjach miałem jakieś 0,0004 sekundy czasu na podjęcie decyzji o ucieczce. Wystarczająco sporo, aby zrozumieć, że taktyka na "Rambo" nie ma szansy powodzenia. Kluczem do sukcesu okazało się mozolne - ale też wyjątkowo miodne - uczenie się każdej "planszy", rozstawu przeciwników i umiejętności wywabiania pojedynczo kolejnych zwyrodnialców.

Świat który wykreowało From Software i który tak perfekcyjnie odrestaurowało Bluepoint Games potrafi zapaść w pamięć i mocno wryć się w głowę. Będąc w pracy, czy gdziekolwiek indziej myślisz gdzie popełniłeś błąd, jaki niewłaściwy ruch wykonałeś i co mogłeś zrobić lepiej. Gra wygląda rewelacyjnie, a tryb wydajności w którym pozycja śmiga w płynnych 60 klatkach na sekundę jest tym jedynym właściwym. Wrażenie robią projekty poziomów, przeciwników, a dizajn bossów potrafi wprawić w osłupienie! JAK TO WYGLĄDA PANI HALINKO!!! Jeżeli tak może prezentować się startowa produkcja na PlayStation 5, to jestem święcie przekonany że projektanci tej konsoli odrobili zadanie domowe - o ironio - na piątkę i w przyszłości dostaniemy gry, które wizualnie zerwą nam czapki na wysokości - co najmniej - torby! WOW, WOW, WOWWWW...

No dobrze - jest piątek - więc nie będę zbytnio przedłużał. Chciałem tylko powiedzieć, że dostałem w łapy grę o której marzyłem od czasów Wiedźmina 3. Takiej po której poczuję "pustkę" i smutek, że to już koniec (ale w pozytywnym znaczeniu). Takiej o której będę rozmyślał jeszcze długo po jej ukończeniu i do której będę przyrównywał każdą kolejną zaliczoną pozycje. Złapałem wiatr w żagle, spiąłem dupsko i jestem z siebie dumny - a co! - że mimo przeciwności pokroiłem każdego przeciwnika w tym chorym, ciężkim świecie. I wiesz co? Skoro mi się udało (zajęło mi to prawie 50 godzin), to Tobie też się uda. Do roboty!

UMBASA!

 

 

 

 

 

 

Tagi:

Oceń notkę
+ +41 -

...
Oceń profil
+ +168 -
mashi
Ranking: 41 Poziom: 77
PD: 56974
REPUTACJA: 43367