Czasem coś tam skrobnę na spontanie...

mashi

mashi mashi 20.12.2019, 00:31
Piątkowa GROmada #168: Hoł, hoł...kurła hoł!
797V

Piątkowa GROmada #168: Hoł, hoł...kurła hoł!

Stało się! Chwila wolnego i względnego spokoju w życiu każdemu z nas się należy. Chociaż ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy okres świąteczny może oznaczać odpoczynek - wszak roboty w kuchni i nie tylko jest pełno - to warto na chwilę się zatrzymać i rozkoszować błogą beztroską ogrywając to, na co mamy właśnie ochotę. Renifery gotowe, sanie pełne prezentów też już nasmarowane - czas zacząć świętować!

"Jak zwykle..."

- Nie ma już masła.

- Skończyła się mąka.

- Przebiłam śmietanę.

- Skocz do sklepu po goździki, bo mi zabraknie do zupy.

Znacie to z autopsji? Na pewno. A jeśli nie, to wszystko przed Wami. W święta zawsze w rodzinnym domu panuje zgiełk, hałas, każdy czegoś szuka, ktoś odkurza, a przez kuchnie przewija się masa osób, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy. Istne piekło, które jest poniekąd afterkiem tego, co nas czeka za kilka chwil. Magii Świąt Bożego Narodzenia. Dla mnie okres szczególny, ponieważ pozwala mi odciąć się całkowicie od problemów dnia codziennego. Jeden z niewielu momentów w roku, gdzie ten rozpiżdzaj w chałupie wcale mi nie przeszkadza. Zasiadam więc po tym wszystkim - kiedy sernik, klops, karp, kluski z makiem i inne kulinarne przysmaki już są gotowe do wigilijnej kolacji - wygodnie, wciskam symbol "X" na klockowym padzie i wcielam się w Leona S. Kenned'ego występującego w jednej z najlepszych gier tego roku, będącą zarazem jednym z najlepszych rimejków w historii gier wideo. Minęło dwadzieścia lat. Ja pierd*lę - jak ten czas leci...

"Lepiej się nie da"

Większość z Was zapewne już opuściła upiorny posterunek policji i ma grę za sobą, ale założę się, że w głowie nadal przewijają się Wam chwile grozy i przerażające akcje dziejące się w zainfekowanym wirusem G, mieście Raccoon City. Wspomniany wyżej Leon właśnie miał zacząć normalną i nudną służbę w tutejszej policji. Ot zwykła fucha - mogłoby się wydawać - gdzie emocje i adrenalinę może jedynie zapewnić pijany oprych awanturujący się pod monopolowym. Ale nie dziś. Tej nocy zmieni się wszystko, a świat jaki do tej pory znaliśmy pozostanie już tylko pięknym i nieosiągalnym nigdy później wspomnieniem. 

Na pobliskiej stacji benzynowej coś musiało się wydarzyć. Nikt od tak nie porzuciłby radiowozu. Poza tym jest zbyt cicho. Kiedy postanowiłem zajrzeć do środka, wszystko się wyjaśniło. A w zasadzie to jeszcze bardziej skomplikowało. Czy to jeszcze ludzie, czy już potwory? Zaatakowany, szybko chciałem uciec. Kiedy otwierałem drzwi na mej drodze stanęła kobieta. Przerażona i zdezorientowana podobnie jak ja. Bała się chyba nawet bardziej.

- Padnij! - krzyknąłem i oddałem strzał w kierunku monstrum, które chciało ją skrzywdzić.

- Szybko, do radiowozu. Nie ma czasu.

Kiedy już zdążyliśmy się wymknąć z opresji i nieco odjechać, wymieniliśmy parę zdań - poznaliśmy się. Clair - bo tak miała na imię - powiedziała mi, że szuka swojego brata Chrisa. Gdy dowiedziała się, że jestem policjantem poczuła się bezpieczniejsza. Kierowaliśmy się w stronę miasta, na posterunek, gdzie powinno być względnie spokojnie. No właśnie powinno. Nie pamiętam dokładnie co się stało - wszystko działo się bardzo szybko. Zostaliśmy staranowani przez olbrzymią cysternę, a ogień odciął nam drogę ucieczki. Co gorsza zostaliśmy rozdzieleni i każde z nas musiało samo dostać się do celu. Wiedzieliśmy, że nie jest dobrze, ale chyba nikt nie był gotowy na nadchodzący koszmar. Nie życzę tego nawet najgorszemu wrogowi...

"Mame, nie teraz - zesrałem się"

Kultowy już posterunek, to jedna z najbardziej klimatycznych i charakterystycznych miejscówek nie tylko w samym Resident Evil 2, ale - ogólnie rzecz ujmując - w całej historii gier wideo i mam nadzieję, że większość z Was w tej kwestii ze mną się zgodzi. Mając w pamięci to, jak bardzo ekscytowałem się jego eksploracją dwadzieścia lat temu, wiedziałem czego mogę spodziewać się i teraz. Tak to sobie tłumaczyłem, bo przecież to wciąż to samo miejsce, tylko ukazane w innej - unowocześnionej - perspektywie. Tsssaaa...

Jest dużo mroczniej, posępniej i straszniej. Atmosfera na odciętych od zasilania częściach budynku jest tak gęsta, że ciężko opisać ją słowami i pokazać na zdjęciach klimat jaki w tych momentach zaczyna otaczać gracza. Przed każdym krokiem pojawia się chwila zastanowienia, czy iść dalej w kierunku niepokojących dźwięków, czy może się wycofać i zbadać inny rejon w nadziei, że być może znajdzie się tam odrobina amunicji, która ocali nas przed plagą zombie. A tutaj może być różnie, bo nieumarli są dość odporni na obrażenia. Najbardziej skutecznym atakiem jest oczywiście strzał prosto w głowę, ale i to czasami wymaga wpakowania pełnego magazynka. Dużo lepszym rozwiązaniem wydaje się unikanie konfrontacji, ale nie zawsze jest to możliwe. Warto też próbować strzelać w dolne kończyny, by powalić wroga i ewentualnie go ominąć...

Jednak "zwykłe" zombiaki, to nie jedyny problem i przeszkoda na jaką się natkniemy podczas naszej przygody. Powracają bowiem kultowe "Lizacze", czyli ślepe monstra, które mają za to perfekcyjny słuch i tylko czyhają na najmniejszy szelest. Bardzo szybko nas powalą i w konsekwencji odbiorą życie. Poza tym, są jeszcze przemiłe psiny i ON. Najbardziej denerwujący element całej układanki. Z początku - kiedy tylko usłyszałem jego ciężkie kroki - zwiewałem gdzie tylko mogłem, najlepiej do tak zwanych bezpiecznych miejsc, gdzie Pan X nie wejdzie (pomieszczenia z maszynami do pisania). Miałem przy tym spocone ręce. Cholera, sam nie wiem, bo przecież to w pewnym sensie nowość. Postać Tyranta goniąca nas - czy też raczej "patrolująca" posterunek - była oczywiście obecna w oryginale, ale tylko w mocno oskryptowanych sytuacjach i tylko w konkretnych scenariuszach. Tutaj jest niczym Nemesis z trzeciej części. Nie ukrywam, że nieco zaburzyło to mój odbiór gry, ale tylko w początkowej fazie, gdy mutant pojawił się i nie odpuszczał. Spokojna eksploracja właśnie się zakończyła, a ja musiałem nauczyć się żyć z tym - powiedzmy - stalkerem. I o ile na początku był to strach, tak z biegiem czasu - kiedy już nauczyłem się go unikać - zrobiło się z tego coś w rodzaju zabawy w chowanego.

Zastałem Jolkę?

Marvin mnie ostrzegł bym nie popełnił jego błędu. Kiedy tylko zobaczę jakiegoś potwora, nieważne czy ubranego w mundur, czy w łachmany - mam się nie wahać.

- Rozumiesz to Leon? Rozumiesz?!

W pamięci nadal mam jego słowa i ten beznadziejny ton z jakim je wypowiadał. Był ranny i nic już nie mogło mu pomóc. Wiedział, że dla niego to koniec, ale wierzył że mi się uda.

- Wrócę po Ciebie i razem jakoś z tego wyjdziemy. Musisz wytrzymać - starałem się podtrzymać Marvina na duchu, dodać mu sił. Nadaremno. Udałem się więc dalej z nadzieją, że wrócę po niego, kiedy już znajdę drogę ucieczki. Niestety, nie był już sobą. - Cholera jasna Marvin, DLACZEGO?

Nie mogłem go zabić...choć on i tak już nie żył. Kiedy mijałem go w holu - pozbawionego ludzkiego spojrzenia, bezwładnie kroczącego w moją stronę...po prostu nie mogłem. Być może będę tego żałował. Sam już nie wiem...

Sytuacja w której się znalazłem, miejsce i czas całkowicie mnie odmieniła. Kiedy przekroczyłem drzwi do mojego biura, w którym miałem zacząć normalną pracę, kiedy zobaczyłem co przygotowali dla mnie Neil, Elliot, Rita i inni... wszyscy których już nie ma, coś we mnie pękło. Nie miałem pojęcia kto za tym stoi, ale poprzysiągłem go dopaść. W tym wszystkim starałem się nie popaść w obłęd. I te pieprzone kroki - Wciąż je słyszę, jakby wryły mi się w głowę.

Na podziemnym parkingu spotykam kogoś. Tajemnicza osoba - kobieta - chyba z FBI. Gdybym miał być szczery, to powiedziałbym, że uratowała mi dupę - jak się później okaże, nie pierwszy raz. To ona pomaga mi uciec z tego miejsca i opuścić ten przeklęty posterunek. Wtedy myślałem, że najgorsze już za mną, aż nagle...

"Mamusia już śpi Aniołku..."

Chwilę potem rozgrywa się scena, która łapie mnie za mordę i bez pytania o zgodę wyciera twarzą podłogę. Tak się nie robi. Nie bez ostrzeżenia. Wiele w grach już widziałem, a jeszcze więcej się nasłuchałem, ale to w jaki sposób Capcom przedstawił w tej chwili ludzką tragedię - z perspektywy dziecka i ojca - jaka odbywała się w Raccoon, zwyczajnie mną wstrząsnęło i po prostu ruszyło. Ta bezradność i cholerna świadomość, że jest już za późno na jakikolwiek ratunek. I choć może zabrzmi to dziwnie - biorąc pod uwagę okoliczności - Twórcom należą się za to olbrzymie brawa. Nie spodziewałem się, że po The Last of Us, ktoś może mnie jeszcze tak zaskoczyć. Zapada cisza, robi się na chwilę smutno. Bardzo smutno...

Uczciwe należy jednak przyznać, że po opuszczeniu komisariatu klimat nieco się zmienia. Nadal jest strasznie, ale już...jakoś inaczej. Oczywiście - kanały i laboratorium również mają unikalną atmosferę, ale są dwie ligi niżej od wspomnianej wyżej miejscówki, będącej niegdyś miejskim muzeum. Być może wpływ na to ma fakt, że od tej chwili na naszej drodze znajdziemy więcej amunicji i wyposażeni zostaniemy w nieco cięższą artylerię. Wiemy też czego się spodziewać. Zagadki, które przyjdzie nam rozwiązywać po drodze nie są zbyt skomplikowane, ale za to pomysłowe i uruchamiające procesy myślowe. Bez kartki i ołówka się nie obędzie. Prawie jak za starych dobrych czasów, kiedy pod ręką oprócz pada mieliśmy też zeszyt do notatek i słownik języka obcego. Ktoś tu fajnie zagrał na nostalgii, ale w sumie czego można było się spodziewać po rimejku tak kultowej pozycji?

"Gdzie ta pieprzona próbka"

Włóczę się po tym przeklętym laboratorium i znów go słyszę. Jego, lub TO. Sam już nie wiem co jest prawdą, a co tylko sennym koszmarem. Mam nadzieję się obudzić, chociaż wiem że to nie jest możliwe. Za dużo widziałem, za dużo przeżyłem, za dużo mnie to kosztowało, żeby okazało się to tylko snem na jawie. Jestem już blisko i muszę się spieszyć. W myślach cały czas zadaje sobie pytanie - Dlaczego ta tragedia musiała kosztować tyle istnień? Dlaczego tylu niewinnych ludzi musiało oddać życie w tej sprawie? Czy było warto? Nie wiem czy kiedyś tego się dowiem. Nie wiem co z Clair, nie wiem co z Adą. Czy one jeszcze żyją? A może zostałem już tylko ja. Docieram na miejsce. W końcu.

- Mam to, udało się - w ręku trzymałem fiolkę z wirusem. Całe to nieszczęście i zarazem ratunek dla ocalałych jest zamknięty w niewielkiej, szklanej próbce. Chcę wrócić i to wszystko zakończyć. Chcę by winni zapłacili za to co zrobili. Być może jest jeszcze dla nas jakaś nadzieja. Za chwilę się przekonam...

Tak moi mili - pisząc ten tekst i poniekąd przedstawiając go Wam - miejscami - z perspektywy Leona, właśnie docieram do finału tej opowieści. Niby znam zakończenie, ale tak naprawdę nie wiem czego się spodziewać. Wiem natomiast, że mam do czynienia z jedną z najlepszych gier w jakie dane było mi zagrać na 8 generacji konsol i cieszę się niezmiernie na wieść o podobnie odrestaurowanej części trzeciej. Jak widać - i co w sumie było oczywiste - dawne pozycje miały olbrzymią moc i niezliczone pokłady miodu.

To tyle. Może nie było zbyt świątecznie, może zabrakło klimatycznych i ładnie wykadrowanych zdjęć choinki i tym podobnych bzdur. Stwierdziłem, że to nie miejsce i czas. Podobno na tej stronie liczą się tylko gry. Niech więc tak zostanie i całe show skradnie Resident Evil 2. Rimejk jak w mordę strzelił.

Trzymajcie się.

 

 

Tagi:

Oceń notkę
+ +39 -

...
Oceń profil
+ +169 -
mashi
Ranking: 40 Poziom: 76
PD: 55826
REPUTACJA: 43375