Blog użytkownika BlondSpaceBoro

naima2

BlondSpaceBoro BlondSpaceBoro 30.05.2020, 17:17
Game WyPass - Maj
291V

Game WyPass - Maj

Śmieszny miesiąc. Wydawało mi się, że więcej siedzę u znajomych niż przy konsoli ale podsumowanie mówi mi co innego. Pogoda robi się coraz ładniejsza więc chwytam każdy wolny dzień, bo jak się przyssam niedługo do Cyberpunka i nowych hiciorów od Sony, to w tym roku słońca już latem nie zobaczę.

 

Gram sobie beztrosko w Mutanta i ktoś zaprasza mnie do grupy by pogadać. Nawet nie patrzę kto, tylko odruchowo klikam i łączę. Nagle widzę Gamer Tag którego nie znam.

Ja: - Witam. Znamy się?

Lenka Świat: - Nie. Jestem Lenka. (na ucho lat 7-8)

Ja: Miło mi cię poznać. Coś się stało?

Lenka świat: - Tak, szukam kogoś kto pogra ze mną w Minecrafta 

Ja: - Oj, Ja to nie bardzo bo nie mam tej gry.

Lenka świat: - Szkoda. To dowidzenia

Ja: - No hej

 

Dobra, przyznawać się kto napuścił na mnie swoją córkę? :D

 

Maj to moje urodziny więc sporo czasu spędziłem na grillach oraz wypadach  rowerowych z kumplami. Choć w tym roku to bardziej hulajkowych, które są naszą nową zajawką. Najpierw namówiliśmy kumpla, który nie ma prawka, by olał autobusy i kupił jakiś skuter, rower tudzież hulajkę elektryczną. No to kupił hulajnogę. Jak ją przetestowaliśmy, to za dwa dni drugi ziomek kupił sobie także.  A za tydzień Ja dołączyłem do tego gangu. Jest coś niesamowicie kojącego podczas jazdy rowerem, skuterem czy teraz hulajką. Mijani ludzie, pasy na drodze, zmieniający się krajobraz, to wszystko mi oczyszcza umysł nastrajając optymistycznie na kolejny dzień.

Tym samym mniej siedziałem przed TV i nie ogrywałem wszystkiego jak popadnie. Choć jak teraz biorę się za podsumowanie miesiąca to sam się zastanawiam kiedy wbiłem 3800 GS i 33 dzbanki na PSN? 

Mało też korzystałem z portali społecznościowych oraz komunikatorów bo raka można dostać od czytania niekończących się wojenek i wyzwisk. Nie ma to jak dowartościowywać się za pomocą sukcesów i porażek jakiś korporacji. To niesamowite jak ludziom swędzi zadek, kiedy coś się komuś podoba albo nie. Zapamiętajcie drodzy pieniacze stare chińskie przysłowie mówiące, że "kiedy nocą swędzi dupa, wtedy rano śmierdzi palec" :P

 

 

 


Majowy WyPass to

 

Mutant Year Zero: Road to Eden

Z usługą  GP jestem już równo roczek i powoli dochodzę do punku, w którym większość tego co mnie interesowało dawno ograłem. Ale została jeszcze spora grupa gier, które mnie nie interesowały. Z braku laku odpalałem i potrafiłem przepaść na kilkanaście godzin. Taką jest właśnie opisywana przeze mnie turowa gra taktyczna z elementami RPG. Rozstawianie drużyny, przyczajka za osłonami a potem zaatakowanie w odpowiednim momencie przynosiło mi tak dużą frajdę, iż tytuł ukończyłem w dwa dni. O ile sam świat post apo jakoś w ogóle mnie nie wciągnął, tak sam gameplay był na tyle uzależniający, że nie potrafiłem się oderwać od pada. Można tu grać na tzw Rambo dając wszystkim najmocniejsze giwery i zobaczyć kto szybciej padnie. Albo eliminować przeciwników pojedynczo za pomocą cichych broni jak kusza czy pistolet z tłumikiem. To mój ulubiony sposób. Najpierw zdjąć po cichu wszystkich wędrujących ścieżkami a potem na rambo pozostałych co stoją w grupie. 

Na początku mamy w drużynie tylko dwie postacie, ale po jakimś czasie dołącza trzecia i gra nabiera jeszcze większych rumieńców. Potem dołączają jeszcze dwie ale drużyna może składać się maksymalnie tylko z trzech więc trzeba sobie tasować w zależności jak chcemy grać. Każdy z bohaterów w miarę upływu czasu ewoluuje zdobywając nowe umiejętności z czego Ja najbardziej wykorzystywałem dwie. Unieruchomienie grupy przeciwników za pomocą pnączy oraz przywalenie dzikiem z bara i wyautowanie wroga na dwie tury. Większość gry przeszedłem w ten sposób ale jakoś mi się to nie nudziło. Taktyka dawała mi 100% gwarancję sukcesu. 

Grze brakuje jakiejś wciągającej fabuły ale potrafi utrzymać przy ekranie na dłużej gdyż nadrabia charyzmą oraz tekstami naszych mutantów. 

7/10

 

What Remains of Edith Finch

Pamiętam swój pierwszy tzw sim-walk. Był to oceniony przez Gołębia na 9/10 szrot pt Everybody's Gone to the Rapture. To była ostatnia recenzja jaką kiedykolwiek się wspomagałem przy kupnie gier. I jest to jedyny tytuł w moim życiu jakiemu wystawiłem 1/10. Na szczęście do samego gatunku jakoś bardzo się nie zraziłem. Bardzo mnie to cieszy, gdyż ograny przeze mnie tytuł z Game Passa jest najlepszym sim-walkiem jakie do tej pory powstały. Kropka.

W grze wcielamy się w córkę tytułowej bohaterki, która przyjeżdża do rodzinnej posiadłości swoich przodków by złożyć kwiaty na grobie matki. Ale zanim do tego dojdzie poznajemy w krótkich historiach życie i śmierć wszystkich członków tej rodziny aż do trzech pokoleń wstecz. Brzmi nudno? Może. Ale nie jest. Gra jest krótka gdzie eksploracja ogranicza się do jednego domu przez co bardzo szybko przechodzimy od jednej akcji w drugą. Mając na myśli akcję piszę o ostatnich chwilach życia poszczególnych Finchów. I to jest kwintesencja całej tej historii, gdyż okoliczności w jakich odchodzili z tego świata poszczególni członkowie tej rodziny przypominają nieco serię "Oszukać przeznaczenie". Zawał serca? Nic z tych rzeczy. Śmierć jest bardziej pomysłowa niż nam się wydaje.

Ale najfajniejsza w tym wszystkim jest narracja poszczególnych historii. Każda jest inna, każda ciekawa i każda na tyle pomysłowa, że chcemy poznać natychmiast kolejną by znów dać się zaskoczyć. Moimi faworytami są -> wszystkie historie. Nie potrafię wybrać jednej. Pomimo, że chyba szczytem pomysłowości była fabryka konserw rybnych, to historia np Barbary przedstawiona na stronach komiksu przyprawiła mnie o szybsze bicie serca. Przypomniała mi bowiem o mojej ulubionej grze z Segi Mega Drive jaką był Comix Zone. Gdyby kiedyś powstała druga część, to wyglądałaby dokładnie tak jak historia Barbary. Rewelacja.

Po ukończeniu gry doznałem znów tego uczucia pustki, że to już koniec. Od tej pory wszystkie symulatory chodzenia będę przyrównywał do tej gry więc nie będą miałyby łatwo. What Remain's of Edith Finch to najfajniejszy oraz najbardziej pomysłowy sim-walk ever. 

9/10

 

 

Street of Rage 4

Uwielbiam scrolowane bitki więc ogranie nowego Street of Rage potraktowałem jak obowiązek. Natychmiast zadzwoniłem do kumpla by przyjechał bo jest nowy Beat'em up do pokonania. Oporów nie miał i był u mnie po godzinie. 

O dziwo zdania na temat tej gry mieliśmy podzielone. Jemu grało się wyśmienicie a mi tak sobie. Gra wygląda ok jak typowa flashówka, ale mechanika leży. Jest tylko jedna postać, która robi to co powinna robić każda z wybranych postaci -> czyli wpierdziel z rozbiegu. 2x przód i jazda z wyskoku, kolana, łokcia, bara, dyni itd. Tego nie ma. Jedynie laska z gitarą zachowuje stary sposób na rozróbę. Dlatego grałem właśnie nią. I o dziwo, dzięki właśnie temu sposobowi udawało się nam (tzn mi) przechodzić kolejnych bossów. Kumpel mimo że jest dobry w takie gry nie nadążał za Bossami, bo nie miał rozbiegu.

Gra jest klasyczna i nie wprowadza do gatunku nic nowego ani nic ciekawego tak jak np WulverBlade, w którym chciało się przynajmniej poznawać fabułę oraz szukać znajdziek, by później pooglądać i poczytać o tamtych czasach. W Street of Rage nawet nie wnikaliśmy w fabułę bo szkoda na to czasu.

Jestem lekko zawiedziony tym tytułem.

6/10

Moją ulubioną grą z tego miesiąca jest:

Warhammer 40k Inquisitor Martyr 

 

Gra nie załapuje się do zestwienia kandydatów na złotego Phila, bo wleciała do Golda a nie GP. Ja mam opłaconego GP w wersji Ultimate więc tych gier do testowania mam zawsze nieco więcej. Z czegom rad. 

Martyr to dla mnie taki krwawy Reloaded z PSXa tylko w lepszej oprawie i z elementami RPG, których niestety jest dla mnie za dużo. Przesyt tego wszystkiego tylko szkodzi zamiast dawać frajdę. Po każdej misji zdobywamy tyle przedmiotów, że sztucznie tracimy czas na przeszukiwanie czy aby nie wpadło nic lepszego od tego co już mamy. A sprawdzić trzeba by sprzedać i zrobić miejsce na kolejne przedmioty za kolejna misję. Ale to chyba moja jedyna aluzja do tej gry. No może czasem  jeszcze zbyt podobne do siebie miejscówki. Natomiast sam gameplay jest cudny. Syndrom "jeszcze jednej misji" jest tak silny, że kończy się dopiero po 15-tu lub 20-tu dziennie. I tak zamiast ogrywać pożyczonego od lukszu33 Judgment na PS4 katuję non stop Inkwizytora. (wybacz brachu, że tak przedłużam) Często dołącza do mnie m4tekt i katujemy specjalne misje w coopie, bo samemu to chyba strata czasu oraz nerwów. Są masakrycznie przegięte ale jak się je przejdzie to frajda jest ogromna...a potem dotyka nas lekkie rozczarowanie, że nie wpadło za to nic ciekawego. Wtedy bierzemy następną i żyjemy nadzieją, że tym razem dostaniemy coś lepszego. Czysty hazard, tylko na szczęście zamiast kasy, tracimy czas. :D

O dziwo nawet dałem się wciągnąć w fabułę. Zwłaszcza w wątki poboczne nie związane z Martyrem. Po każdej takiej mamy możliwość wybrania czy chcemy dokonać egzekucji czy oszczędzić ściganego delikwenta. Wybór skutkuje tym, że odblokowuje nam to odpowiednie gałęzie drzewka rozwoju postaci. Raz chciałem dokonać samosądu (podejście radykalne) ale pewna umiejetność w drzewku purytańskim bardziej mi pasowała więc postanowiłem oszczędzić wroga dla skilla. Fajny patent.

Przyznam, że jedyny związek z tym Universum miałem za pomocą gry planszowej Relic. Wcześniej o Eldarach i innych rasach nie wiedziałem nic poza nazwą na planszy. Teraz dzięki Martyrowi, każda kolejna rozgrywka w Relic będzie jeszcze bardziej klimatyczna.

Ocena wstępna

7/10


Game WyPass - Maj

 

1) Read Dead Redemption 2 - Nie chce mi się o niej pisać, były blogi opinie i jaki jest koń każdy widzi. Napiszę tylko że nie jest to gra dla mnie. 10 godzin mnie w tym zupełnie utwierdziło.

2) Final Fantasy IX - próbowałem się wciągnąć i póki co próba nieudana. Ale pogram jeszcze trochę i zobaczę, może historia mnie jednak porwie.

3) DayZ - To kolejna gra, której wystawiłbym chętnie pałę, gdyby chciało mi się na nią tracić czas. A czasu mi szkoda więc i fartem oceny uniknie. Ale nie uniknie tego ->  

 

4) Minecraft Dungeons - Pograłem trochę i jest tak średnio. Na razie zrobiłem dwie misje. Tryb multi wciąż nie wypróbowany więc z oceną się wstrzymam. 

5) Fractured Minds - Kolejny sim-walk, tym razem podejmujący temat choroby psychicznej. Nie grałem jeszcze ale po trailerze jakoś chęć mnie opuściła. Prawdopodobnie wyląduje w worku "z braku laku", ale kto wie, może zaskoczy mnie pozytywnie jak Edith. 

 


Z racji braku czasu oraz chęci na ogranie wszystkich nowości z GP, w tym miesiącu macie szansę zadecydować sami, która z majowych propozycji jest wg was najlepsza. (ankieta na końcu)

 


Sztosy za kokosy

Observation

To jest tytuł, który od pół roku zawracał mi w głowie aż w końcu doprowadził do ponownego zakupu PS4. W zeszłym miesiącu opisywałem znakomitą grę jaką jest Deliver Us the Moon. I tak się nakręciłem na kolejne kosmiczne przygody, że w końcu uszczupliłem oszczędności i skosztowałem tego sztosa. Dzieło KeokeN Interactive było mocno inspirowane Interstellar. Natomiast gra od No Code czerpie całymi garściami z Kubricka i jego Odysei Kosmicznej 2001.

Ostatnio miałem fajną dyskusję o tym dlaczego oprócz fabuły ważna jest również narracja w grach i dlaczego takie Days Gone nie zrobiło na mnie większego wrażenia, pomimo fajnie napisanych postaci. A np takie Observation czy The Outer Wilds już tak. To jak jest opowiadana historia i z czyjej perspektywy ją poznajemy jest ważne. Tu wcielamy się w SI pokładowe o nazwie S.A.M. wykonując polecenia dla jedynej ocalałej załogantki międzynarodowej stacji kosmicznej.

Pamiętacie pewnie dobrze tą bezduszność i apatię jaką charakteryzował się HAL w Odysei Kosmicznej. S.A.M. jest bardzo podobny. Jego bezemocjonalne komunikaty niesamowicie budują klimat opowieści podkreślając grozę w jakiej znalazła się główna bohaterka. Otóż już na początku gry cała stacja z orbity ziemskiej przenosi się na orbitę Saturna. Nie wiadomo jak długo to trwało. Dzień czy kilkanaście miesięcy? Niezaprzeczalnie Emma Fisher znalazła się w czarnej dupie i nie ma możliwości powrotu na ziemię. Został jej tylko S.A.M. oraz próba rozwiązania zagadki co tu się odpierdzieliło. O ile na początku zalatuje dziełem Kubricka tak później czuć nawet inspirację filmem "Ukryty wymiar". 

Całość zajebistości dopełniają ujęcia ciasnej, klaustrofobicznej stacji na przemian z bezmiarem pustki podczas spacerów kosmicznych na orbicie Saturna.

Sam gameplay to poruszanie się SAMem po stacji za pomocą zainstalowanych kamer oraz hakowanie różnych instalacji czy komputerów. Twórcy przygotowali mnóstwo puzzli oraz łamigłówek, które będą popychać fabułę do przodu. Dadzą nam również możliwość poruszania się w mechanicznej sferze na zewnątrz stacji, by znajdować i ewentualnie naprawiać pewne wady w konstrukcji tej kosmicznej klatki w jakiej znalazła się Emma.

Fabuła ryje banie i jest satysfakcjonująca lecz niestety nastawiona na kontynuację. A ta powstanie tylko wtedy kiedy Observation na siebie zarobi. Mam cichą nadzieję, że gra jednak na siebie zarobiła a twórcy już dłubią przy kolejnej części. Życzę sobie więcej gier w podobnym klimacie, ze znakomitym aktorstwem i fantastyczną narracją jak tu.

9/10

 

Days Gone

Nie byłem zainteresowany tym tytułem, bo to kolejny nudny Open World, ze wszystkimi bolączkami jakie nękają ten gatunek. No ale tyle osób na ppe zachwalało jakie to och i ach GOTY i ciemnoty. Dałem się namówić. No i rację mieli wszyscy łącznie ze mną. Tak, jest to fajna gra ze względu na dobrze napisanych bohaterów. Jestem wielkim fanem serialu "Synowie Anarchii" dlatego zrobienie z motocyklisty głównego bohatera bardzo mi podpasowało. Charyzma oraz cała aura Deacona napędzała kolejne wydarzenia, które przez jakiś czas chciałem poznawać. Aż w końcu dopadała mnie zmuła robienia w kółko wciąż tego samego i mordowania innych w imię zasad, że Ja dobry a cała reszta zła. A potem znów robiło się fajnie kiedy konflikt między wieczystymi się zaostrzył, pojawił się zdrajca i trochę napędziło to opowieść. Trwało to niestety chwilę i znów wróciliśmy do nudnych zadań. I tak w kratkę aż do końca. 

Pierwsze wrażenie to Mad Max w lesie i tak właśnie jest. Tylko, że Mad Max miał o wiele fajniejsze mechaniki jak chociażby ta zaczerpnięta z serii Arkham. Miejsce akcji, to w zależności od tego kto jaką apokalipsę lubi bardziej. Mnie zombie apo już tak bardzo się przejadły, że nie czerpałem radości z klimatu. Było to wtórne. Mad max bardziej mi podszedł. Fabuła ok, ale bez fajerwerków. Szablon/klisza/kalka -> ale ok.

Jeśli chodzi o technikalia, to mogę napisać oddzielnego bloga jakie jaja działy mi się podczas tej przygody. Ale szczerze -> dzięki Bogu, że te jaja się działy, bo przerywały monotonnie, powodując u mnie wybuch niekontrolowanego śmiechu. Nie chcę wspominać o błędach uniemożliwiających dalsze granie ale takie kwiatki jak Deacon podróżujący motorem, wrzeszcząc do pasażera swoje kwestie, dalej wrzeszczy mimo, że się zatrzymałem i zlazłem z motoru :D

Innym fajnym glitchem było zblokowanie rozmowy na jednym słowie Jezuu, powtarzanym w kółko bez końca przez uratowanego mechanika. Oraz o Jezuuu..., o jezuuu..., o Jezuuu..., wypowiadanym przez Deacona kiedy się od tego mechanika oddalałem. Ryłem jak norka, ale to pozytywne wspomnienia :D

(Pomimo, że musiałem zrestartować misję i ubić niedźwiedzia ponownie)

Za błędy i glitche punktów nie odejmuje, zwłaszcza jak gra jest fajna. A ta jest pomimo wszystko. Słabsza od Mad Maxa i na pewno nie GOTY ale trzymająca odpowiedni poziom.

8/10

 

Moons of Madness

Lovecraft na Marsie. Przedwieczny i czerwona planeta całkiem nieźle do siebie pasują. Gra jest trochę takim Sim-Walkiem z kilkoma zagadkami oraz jedną czy dwoma sekwencjami ucieczki. Jest też kilka okazjonalnych zagadek i sekwencji QTE. Ale żadnych większych mechanik ta gra nie posiada. Idziesz i poznajesz fabułę, klikając czasem w jakieś urządzenie by je uruchomić. Dostępny jest łazik ale jeździć nim nie można a jedynie odpalić i poczekać aż cie dowiezie. Wszystko jest tu mocno uproszczone. Ale pomimo wszystko gra potrafiła mnie wciągnąć na tyle by zobaczyć zakończenie. A są nawet dwa. 

Największym atutem jest oczywiście Lovecraftowy klimacik z kontrolą umysłu i zbliżającymi się mackami w tle. Cthulhu wciąż ma w sobie moc przyciągania. Ja bawiłem się całkiem nieźle. 

7/10

 

 

That's all Folks. 

Do przeczytania za miesiąc a Ja lecę pośmigać ;)

 

 

 

Tagi:

Oceń notkę
+ +15 -

Najpierw GRY, potem sprzęt
Oceń profil
+ +142 -
BlondSpaceBoro
Ranking: 30 Poziom: 80
PD: 63680
REPUTACJA: 42512