Blog użytkownika BlondSpaceBoro

naima2

BlondSpaceBoro BlondSpaceBoro 30.04.2020, 20:04
Game WyPass - Kwiecień
227V

Game WyPass - Kwiecień

Kwiecień plecień po przeplata raz zombiaka raz pirata. Raz rakietą wystartował androida nie żałował, teraz sobie rum popija, miesiąc kończy, bloga wbija. A to wszystko dla was mili, co byście się nie nudzili ;)

Internety przekazały mi pokrzepiającą wiadomość, która mówi nam, że nie ma co się przejmować korona-wirusem. Jest to bowiem stworzonko Boże zabijające TYLKO ludzi!

Spisałem zatem testament dla kota i otwieram szampana.

ech...

Najgorzej jak zaraza dosięga powoli naszych bliskich, przez co moje tegoroczne święta spędzałem przez internet. Ale by przetrwać ten zdołowany czas, uciekałem myślami gdzieś indziej. Żadnych znajomych już nie widuję poza tymi w pracy, a że człowiek istota społeczna, to gdzieś się wygadać musi. Disco, ppe, blogi -> Ja uciekłem w multiplayer.

Na szczęcie Phil wciąż dorzuca nam coraz to nowsze gry do GP więc usługa działa jak poranna kawa. Czasem można się sparzyć ;)

 

 

 


Game WyPass Kwiecień Arrrr

 

 

- Kurtek, Twoja Stara się porzygała jak ją karmiłem robakami.

- Bo ona je tylko smażone. A tak w ogóle to pokaż mi swojego ptaszka Blondi.

- Ale m4tekt patrzy?

- To rozkaz. 

- Ay Ay!

Taka atmosfera towarzyszyła mi przez całą przygodę w Sea of Thieves. Mówcie sobie co chcecie ale w obecnej chwili nie ma lepszej gry o piratach, która całymi garściami czerpała by z klimatu filmowych Piratów z Karaibów. Jest tu wszystko czego piracka gra potrzebuje: poszukiwanie skarbów, bitwy morskie, bitwy lądowe, klątwy, legendy, duchy, szkielety, listy w butelkach, rekiny, świątynie, pułapki, artefakty a nawet kraken. Gra ma już bardzo bogate oraz spójne Lore, które podczas odkrywania dostarcza masę pozytywnych emocji. 

A to tylko początek. Bo z każdą kolejną aktualizacją tytuł ten dostaje nowe fabularne niespodzianki rozbudowujące ten świat, stwarzając wrażenie że wszystko tam żyje razem z nami. W grze spędziłem już dobre 60 godzin, a wiem że to nie koniec. To niesamowite jak twórcy potrafią wziąć nas z zaskoczenia serwując malutki detalik, który sprawi że na chwilę zamilkniesz i oddasz się zupełnie przygodzie. Ostatnio miałem tak w przypadku rozdziału "The Seabound Soul". Przez połowę sesji uganialiśmy się za statkiem widmo a gdy w końcu natrafiliśmy na jego ostateczne miejsce spoczynku nie spodziewałem się, że twórcy w nagrodę za odnalezienie wraku dorzucą nam jeszcze klimatycznie przerobione, znane szanty. Immersja poziom szalony.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I tak mógłbym pisać i pisać, bo przygód było znacznie więcej. Zapowiedziana już jest kolejna aktualizacja i jestem pewien, że będą dodane też kolejne scenariusze. Ja na "Morze złodziei" będę powracał na pewno, zwłaszcza że gra oprócz zawartości potrafi oczarować również grafiką. Patrzenie na morze podczas zachodu słońca lub obserwowanie gwiazd w bezchmurne niebo pozwala czasem zapomnieć, że to tylko gra. W tym momencie po skończeniu 11-tu opowieści podnoszę ocenę o pół oczka, bo ten szpil na to zasługuje. Kto wie co jeszcze przyniesie przyszłość oraz kolejne aktualizacje? A Ty drogi graczu jeśli jesteś fanem pirackich opowieści takich jak "Wyspa skarbów" czy "Pod piracką flagą" (w grze też można obrobić fort tak jak w książce), to nawet się nie zastanawiaj czy warto, tylko zbieraj ekipę stawiajcie żagle i wyruszajcie w przygodę.

8,5/10

A na deser mały klip z naszych podróży z dedykacją dla całej załogi oraz przyszłych korsarzy, którzy po przeczytaniu opinii będą chcieli dać kiedyś grze szansę. Ahoy

 

 

 

Rocket League

Ten miesiąc należał zdecydowanie do gier multiplayerowych. W te święta niestety nie mogłem odwiedzić znajomych ani chrześniaka z powodu pandemii oraz niepokojącej informacji jaką dostałem od przyjaciółki. Ale odezwał się do mnie kumpel z Poznania, który szukał ziomów do pogrania w jego nową zajawkę jaką jest piłka nożna rozgrywana samochodzikami. Ja na PC nie gram ale tak dobrze się składa, że Rocket League jest w Game Passie i obsługuje cross play, zatem nic nie stało mi na przeszkodzie by wskoczyć do gry.

Pierwsze wrażenie niestety miałem okropne, bo Krzychu nie zamierzał mi nawet dać się czegokolwiek nauczyć, tylko zrobił ze mnie chłopca do bicia. Gnębił mnie golami i kasował co chwilę moje autko. Nienawidziłem tej głupiej bezwładności piłki, której nie potrafiłem wyczuć przez prawie dwa dni. Nawrzucałem bluzgów na grę, na Krzycha i już miałem rzucić to w cholerę, kiedy nagle przyszło przełamanie. Powoli zacząłem ogarniać co i jak. Nagle zaczęły mi wychodzić zamierzone akcje, zacząłem wyczuwać tą posraną, randomową fizykę piłki a gra zaczęła w końcu przynosić mi jakąś frajdę. Na tyle, że zacząłem zapraszać innych by do nas dołączyli. Okazało się, że całkiem sporo graczy z ppe lubi tę grę i mają już naprawdę konkretnego skilla. Niestety większość już się chyba w to nagrała więc mało kto znalazł chwilę by dołączyć. Ja jestem wciąż na etapie nauki szukając swego miejsca w teamie. Na razie chyba najlepiej wychodzi mi stanie na budzie. Ale jak widzę dobrą sytuację, to też potrafię już ją dobrze wykorzystać. Satysfakcja ze strzelonych bramek jest ogromna, zwłaszcza grając przeciwko innym graczom. 

 

Myślałem, że te bramki które nagrałem są fajne dopóki nie zobaczyłem na żywo mistrzostw legend. No przyznam się, że faja mi zmiękła. To nie jest już pojedynek aut tylko nietoperzy. Tam wszyscy latają i nikt nie marnuje piłek. Obłęd. No ale Ja jestem w podwórkowej lidze juniorów więc cieszę się ze swoich udanych akcji tak czy siak :) Także jeśli macie podobnego lamerskiego skilla i chcecie się pobawić w to wieczorami, to zapraszam. Myślę, że godzinka do dwóch dziennie zawsze się znajdzie.

Gra zaskoczyła mnie swoją pomysłowością oraz ciekawymi trybami poza meczem standardowym. Koszykówka zmienia podejście diametralnie, ale najbardziej podoba mi się opcja z super mocami, gdzie co 10 sekund dostajemy do wykorzystania jakąś ciekawą umiejętność. Magnes, tornado, kopa w zadek lub piącha na sprężynie. Moją ulubioną umiejętnością jest jeż, który nabija piłkę na auto dzięki czemu można beztrosko dowieźć ją tak do bramki. Wszystko to sprawia, że powoli staję się fanem tej nietypowej sportówki. Ocena wstępna to

8/10

 

 

Resident Evil Revelations

Po ukończeniu dwóch najnowszych remake'ów od Capcom siłą rozpędu postanowiłem ponadrabiać wszystkie części, które sobie kiedyś odpuściłem. Na pierwszy ogień poszło Revelations dostępne w GP. Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się wiele po tym tytule, wiedząc że jest portem z konsolki przenośnej. Przymykając oko na wszelkie braki w grafice, fizyce czy animacji postaci, to zaskoczyło mnie jak dobrze mi się w to grało. Sterowanie jest przyjemne i bardzo intuicyjne. Sama gra chodzi płynnie aż miło. Spodobał mi się pomysł szybkiego leczenia za pomocą przycisku zamiast włazić co chwilę do menu i wybierać roślinkę. Fajnie znów widzieć razem w akcji oryginalnych bohaterów z pierwszej odsłony. Jill i Chris tworzą bardzo zgrany duet, sprawiający wrażenie że mamy do czynienia z zawodowcami w swoim fachu oraz ludźmi, którzy ufają sobie bezgranicznie w każdej sytuacji. Co się również przekłada na to, że mniej się boimy a więcej strzelamy. Przez co RE:Revelations jest bardziej grą akcji niż horrorem, co mi w sumie nie przeszkadza. Kryzys Zombie został zażegnany a uniwersum serii wzbogacają coraz to nowsze poczwary będące wytworem coraz to wymyślniejszych odmian wirusa. I jest to wszystko kanoniczne, bo w pierwszej części wirus mutował również żywych. Nie mam problemu z brakiem zombiaków na rzecz mutantów. Wielkim plusem jest również polska lokalizacja (ucz się Microsoft)

Niestety całe dobre wrażenie niszczy fatalny scenariusz oraz rozbicie historii na kilka wątków. Lubię wielowątkowe opowieści ale tutaj to po prostu nie wyszło. Wszelkie twisty fabularne na temat statków oraz postaci były słabe a nawet lekko żenujące. Cała historia związana z Clive R. O'Brianem oraz jego przekombinowanej pułapce w polowaniu na czarownice jest napisana tragicznie. Ta postać jest po prostu źle stworzona a jeszcze gorzej zagrana. Tak samo jak jego przeciwnik. Chłopaki rozgrywają między sobą jakąś wymyślną partię szachów za pomocą bohaterów tej historii, ale nie ma w tym ani krzty emocji. Suche, jałowe, nudne, nie angażujące. 

Keith Lumley i Quint Cetcham mieli niby wprowadzić odrobinę humoru by zrównoważyć klimat grozy, którego niestety nie było, przez co ich pajacowanie w bazie przyprawiał mnie o ból głowy. Nie chce mi się już znęcać nad grubym i rudym, wiec napiszę tylko że jestem trochę rozczarowany tą odsłoną. Zwłaszcza, że miała kilka niesamowitych momentów jak np nurkowanie we wraku Queen Dido lub kilku-etapowa walka z potworem morskim. Mógłbym naciągnąć na 7- ale sumienie mi nie pozwala, gdyż druga część Revelations jest znacznie lepsza i należy pokazać kontrast między tymi grami.

 

6,5/10

 

NieR: Automata

W to filozoficzno-teologiczne dzieło Yoko Taro grałem na premierę, kiedy tytuł debiutował jeszcze na PS4. Czyli już dość dawno temu. Ukończyłem tę grę tylko raz, czyli wg założeń twórców przeszedłem zaledwie 1/3 zawartości. Dlatego postanowiłem sobie odświeżyć przygodę by tym razem zrobić wszystkie zakończenia. Niestety nie udało mi się ponownie. Nie z braku czasu tylko po prostu braku chęci. Uwielbiam sci-fi, to mój najukochańszy gatunek literacki, filmowy oraz growy dlatego sexowny android z okładki był mocnym wabikiem by sięgnąć po ten tytuł. Niestety ale bohaterów tej gry równie dobrze można by zastąpić kotami lub małpami, bo to nie jest opowieść o androidach tylko o ludziach. Nawet maszyny zachowują się jak ludzie. Główna bohaterka w jednym zdaniu poucza młodego, że wszelkie emocje są zakazane a 5 minut później sama drze japę i szlocha jak człowiek. Niekonsekwencja, to w przywara ludzka. Ale widocznie takie miało być założenie twórcy. Wszystko można tłumaczyć i podciągać pod swoje tezy.


Jako gra sama w sobie podobała mi się bardzo. System walki był wciągający oraz dający dużą satysfakcję. Wszelkie zmiany położenia kamery, z tyłu, z góry albo klasycznie z boku dodawały tylko pikanterii do całej zabawy. Wszystko to było oblane fantastyczną muzyką, którą można było sobie słuchać nawet po ukończeniu gry. System progresji, ulepszeń był prosty ale zadowalający. Natomiast główna bohaterka poruszała się z gracją baletnicy ciesząc me oczy swym śmiertelnym tańcem. Radość z gry była spora. 

Fabuła to już inna para kaloszy. Yoko Taro w formie gry hack and slash udzielił mi bowiem jeszcze lekcji filozofii, metafizyki, transcendencji, teologii,  dogłębnie poruszając problemy egzystencjalne. Jedynie co łączy tę grę z gatunkiem sci-fi, to androidy i wspomniani najeźdźcy z kosmosu, którzy wybili ludzkość. Cała reszta to zbiór rozkmin filozoficznych znanych bardziej lub mniej filozofów aż od czasów greckich. Już prawie na początku gry autor porusza problem tzw "Statku Tezeusza" kiedy handlarz nie chce wymienić ostatniej oryginalnej części w swoim ciele, pomimo, że jest zepsuta. Boi się, że nie będzie już tym samym kim był stając się czymś zupełnie nowym. (No ma chłopina problem). Taka ciekawostka, nasz organizm ewoluuje cały czas, stare komórki umierają, produkują się nowe i gdyby porównać stan naszych ciał z czasów kiedy mieliśmy lat 10 a teraz 30 to okaże się, że będziemy zupełnie nowymi istotami. To może być ciekawe lub nie w zależności od upodobań naukowych. Tak samo jak można się zastanawiać, czy jak będę obgryzał paluchy i niechcący połknę kawałek odgryzionej skutki, to czy jestem kanibalem? Ktoś kto uwielbia takie dywagacje grając w tę grę będzie w siódmym niebie, gdyż rozważań egzystencjalnych, sensu istnienia, wiary itd jest w tej grze od groma.

Zgrzytają mi zęby jak ktoś nagminnie eksponuje temat samobójstwa czy ludobójstwa. A już słabym zagraniem było nawiązywanie do samobójstw z powodu religii. Takie rzeczy tylko w sektach a tu podjęta krytyka kościoła (słuszna z resztą) a w tle rytualne samobójstwo. I to 2x. LOL. Ale czego się spodziewać po narodzie, który przez wieki z samobójstw czynił coś na miarę sztuki. Kiedyś było to czymś honorowym a dziś czymś pomysłowym. Jak się zabić by uprzykrzyć życie innym? Np rzucić się pod pociąg, paraliżując tym samym komunikację. A nóż, widelec ktoś się spóźni do roboty i go szef wywali - koniec dygresji.

Filozoficzny styl Yoko Taro będzie pewnie dobrym początkiem w podróży po problemach o jakich nam się nie śniło, bo twórca ma ostrą zajawkę w tym temacie. I wierzę, że dla takich osób Nier Automata będzie fantastycznym doznaniem duchowym a kto wie, może i zmieni niektórym sposób myślenia czy postrzegania pewnych kwestii. Jeśli filozofia cię nudzi na dłuższą metę tak jak mnie, to zawsze zostaje ci świetna systemowo gra, która dostarczy ci kilku niezapomnianych momentów i której ścieżka dźwiękowa będzie ci towarzyszyć jeszcze długo po zakończeniu.

 

Ja transcendencji nie doświadczyłem ale bawiłem się dobrze.

7,5/10

 

 


Game Pass Kwiecień

 

a) Journey to the Savage Planet - Jedna z niewielu grywalnych gier w tym miesiącu. Platformówka z nieco osobliwym humorem, który czasem do mnie docierał a czasem nie. Ale przyznam, że jakiś swój urok ta gra mimo wszystko posiada. Możliwe że pogram w to dłużej i zobaczę co z tego wyniknie. Zwłaszcza, iż gra ma zaimplementowany tryb kooperacyjny. Jakby ktoś chciał się w to pobawić, to śmiało może do mnie napisać. Z chęcią wypróbuję.

 

b) Totally Reliable Delivery Service - W święta Bożego Narodzenia, stare dziady siedziały przy stole i gapiły się w Tv jak dzieciaki grały w Human Fall Flat. Każdy dziad (w tym Ja) to gracze z ponad trzydziestoletnim doświadczeniem i nie mogliśmy się nadziwić jak takie coś może się teraz komukolwiek podobać? No ale chłopaki po 8 lat każdy zachwyceni i uhahani więc chyba gra dobra. Ja bym kijem nie dotknął. Ale skoro podjąłem się opisywania gier, które wpadają do XGP, to siłą rzeczy musiałem sprawdzić TRDS. Dawno nie grałem w bardziej frustrującą i nie przynosząca mi żadnej radości grę. Byłby pomidor ale...

 

c) Alvastia Chronicles - ...odpaliłem tego szrota, który zdecydowanie wygrał w tym miesiącu -> 

 

d) The Long Dark - Gra jest brzydka i ma mało wciągającą fabułę, przynajmniej na początku. Zobaczymy jak dalej.

e) Gato Roboto - Naprawdę szanuję Devolver Digital za wspieranie oraz wydawanie małych gier, ale wolałbym żeby jednak ustanowili jakieś standardy, które będą zachowane. A wiem że mają nosa do prawdziwych sztosów i fajnie by było gdyby skupiali się na wypuszczaniu takich gier jak Ruiner czy Obserwation (skończyłem przed chwilą, ale opiszę w następnym blogu. Ogień).  Gato Roboto przespało jakieś 30 lat i spóźniło się na epokę pikseli w dwóch kolorach. Nie wiem komu można polecić ten tytuł. Może "kociej mafii"?

f) Hyper dot - Serio Phil? 

g) Levelhead - Phil! Pytanie było...

h) Yakuza Kiwami - Zerówka mi nie siadła. Dałem sobie szansę ponownie z Kiwami i rezultat ten sam. Nie wiem co mnie od tej seri tak odpycha. Jest to dziwne, bo jak patrzę na trailer oraz gameplay z Judgment, który jest bliźniaczo podobny, to ten podoba mi się bardziej. Jestem przekonany, że Judgment pewnie przeszedłbym do końca. 

i) NieR Automata - Niektórzy mówią, że arcydzieło. Ja mówię, że po prostu dobra. Warto sprawdzić samemu, bo akurat w moim przypadku oceniam przez pryzmat nie tylko gustu ale i poglądów.

j) Street of Rage 4 - Rozumiem, że to zadośćuczynienie za brak Gears Tactics na Xboxie? No cóż, przeprosiny przyjęte, przynajmniej w tym miesiącu. Gra trochę za późno wpadła by napisać coś więcej niż tylko tyle, że jest całkiem dobrze. Bitka w starym dobrym stylu. Szkoda, że nie wszystkie postacie mają rozbieg, czyli coś co cechuje ten gatunek gier. Ale już mam swojego ulubieńca. W następnym miesiącu ściągnę kumpla, strzelimy kapslami od piwa i rozjedziemy tę grę w kanapowym Coopie. Hell Yeah! Dzięki Phil.

 


Deliver us The Moon

 

Jak pisałem wyżej za filozofią nie przepadam, zdecydowanie wolę nauki ścisłe jak fizyka, biologia, matematyka czy astronomia. Obserwacja świata i wszechświata a potem na tych postawach puszczanie wodzy fantazji co by było gdyby? Jeśli interesują was nowe sposoby pozyskiwania energii oraz problemy z tym związane, to nauka dostarcza najwięcej tematów.

Z tego punku wyszli developerzy z KeokeN Interactive opierając swoją grę na prawdziwych naukowych odkryciach. Akcja w głównej mierze toczy się na powierzchni księżyca, którego ludzkość skolonizowała w celu pozyskiwania rzadkiego na Ziemi pierwiastka jakim jest Helium-3. Jest to izotop helu, znany u nas jako hel-3.

* Ciekawostką naukową jest fakt, że Hel-3 emituje nasze kochane słoneczko a od miliardów lat absorbuje go nasz księżyc.

* Ciekawostką nr 2 jest fakt, że 25 ton Helu-3 zaspokoiło by roczne zapotrzebowanie na prąd całego USA. Natomiast szacowana ilość helu-3 na księżycu, to kilka milionów ton.

Naukowcy od lat dyskutują nad sposobem pozyskiwania tej niesamowicie wydajnej energii oraz transportu na Ziemię. Jednym z pomysłów, który brany jest pod uwagę to wykorzystanie M.P.T. czyli transmisji energii za pomocą mikrofal. Technologia znana nam od wielu lat, tylko tym razem miałaby przesyłać prąd. System z wiązkami, zaczynający się od źródła prądu stałego, przekształcanego w wiązkę mikrofalową do transmisji w przestrzeni kosmicznej, a kończący się na mocy wyjściowej prądu stałego na końcu odbiorczym. Takie próby już przeprowadzono ale strata była w granicach 40%.

 

Ale wróćmy do gry. Wg fabuły technologię dopracowano i w 2032 roku wprowadzono w życie. Niestety kilkanaście lat później dostawa energii z księżyca zanikła, a ludzkość została z minimalnymi rezerwami, które szybko się wyczerpywały. Doszło do tzw  "Zaciemnienia" w wyniku którego dwójka astronautów była zmuszona opuścić stację kosmiczną i udać się na księżyc w celu ewakuacji. Niestety w wyniku pewnych dziwnych zdarzeń jeden z astronautów został uwięziony w stacji księżycowej a drugi ewakuował się na Ziemię. Sytuacja na naszej planecie przypomina nieco tę z Interstellar. Burze piaskowe, braki w żywności ale największym jednak problemem są braki energetyczne. Księżyc pełni w tym przypadku rolę respiratora dla umierającej Ziemi. Widok na nasz dom z powierzchni księżyca był naprawdę smutny. 

5 Lat później naszemu bohaterowi (astronaucie, który uszedł z życiem) udaje się doprowadzić do podjęcia ponownej misji zbadania sprawy oraz podjęcia próby odnalezienia zaginionej astronautki. Punkt wyjściowy ma szybkie tempo jest bardzo wciągający a do tego widowiskowy, gdyż oferuje nam niezapomniane doświadczenie uczestniczenia w starcie rakiety. By zaraz potem znaleźć się w tarapatach w jakich była Sandra Bullock w "Grawitacji". Gra daje nam również możliwość poprowadzić łazik księżycowy i mówię wam, że widoki oraz efekty dźwiękowe podczas takiej przejażdżki zapierają dech w piersiach. Ja w dzieciństwie marzyłem o tym by zostać astronautą dlatego takie gry w małej części spełniają mi te marzenia. Tytuł dostarcza wiele intensywnych chwil, gdzie tempo napędza np wyczerpujący się tlen przy zerowej grawitacji, a my jako gracze-astronauci musimy trzymać nerwy na wodzy, próbując skupić się na zadaniu. 

 

"Ofiaruj nam księżyc" jest dla mnie ogromną, pozytywną niespodzianką. Gra łączy całe doświadczenie przerażającej, kosmicznej izolacji jakie dawał adr1ft z prowadzeniem śledztwa na opuszczonej stacji jakim była Tacoma. A wszystko z fabułą opartą na prawdziwych naukowych odkryciach oraz tendencjach na przyszłość. Z przyjemnością wlepiam 

 

8/10 


 

 

 

 


Passowicze Polecają

 

Grzeczny - Witam serdecznie czytelników bloga, Grzeczny się kłania.

Gdy kwarantanna była jeszcze tylko plotką, wyobrażałem sobie, że gracza nic lepszego spotkać nie może niż przymusowe spędzanie czasu w domu. Wiecie, druga połówka nie ciągnie was outside, a jak ciągnie to przecież nie wolno, do tego spadają koszta życia i transportu. Czas wręcz idealny na nadrobienie growych zaległości. Niestety, dobra pogoda i obowiązki pracownicze jednak skutecznie odciągały mnie od chęci na granie.

Aż do czasu niedawnego upgrade’u jedynego sprzętu w moim domu bedącego w stanie jako tako wyświetlać gry – mojego PC-ta. Moment który zgrał się z premierą spin-offu gry z uniwersum Gears of War, gdzie w żyłach wszystkich mieszkańców płynie testosteron zamiast krwi.

Gears Tactics (PC – ograne dzięki usłudze Xbox Game Pass) – materiał po kilku godzinach z gry

Prequel do pierwszej gry z serii, stworzony wspólnymi siłami przez The Coallition i Splash Damage, to taktyczne podejście do tej kilkunastoletniej już marki i od czasu Judgement chyba najodważniejsza zmiana w jej mechanice. Znany już widok TPP zastąpiony został widokiem z lotu ptaka, a standardowa akcja na taktyczne zarządzanie drużyną i zasobami. Jak to pogodzić?

Historię poprzedzającą pierwsze Gearsy z 2005 poznajemy z perspektywy Gabriela Diaza oraz grupy jego towarzyszy, pieczołowicie zbieranych w trakcie kolejnych misji. Początkowa misja mająca na celu odzyskanie ściśle tajnych dokumentów okazuje się tylko pretekstem do czegoś znacznie ważniejszego... Jak na razie historia to standardy Gearsowe. Nie jest to raczej motor napędowy. Jest nim gameplay. Ten dzieli się na tury w której postaci którymi gramy (w zależności od misji od 2 do 5 Gearsów na raz) mają do wykorzystania 3 punkty akcji oraz szereg aktywności, które zbiorczo opiszę jako: ruch, atak, zdolności specjalne.

Ilośc punktów które przeznaczymy na ruch zależna jest od odległóści jaką zamierzamy pokonać, a nasze manewry finalizujemy albo w środku pola bitwy (nie polecam, boli) albo chowając się za osłonami. Postaci mogą też wspinać się na wyższe lokacje dla przewagi taktycznej.

Atak niczym w klasycznych Gearsach wykonujemy za pomocą broni palnej, której jest kilka rodzajów od pisoletów, przez broń automatyczną, snajperki, a kończąc na ciężkich karabinach maszynowych. Tu punkty akcji przeznaczamy na strzał (1 strzał = 1 punkt) lub rzut granatem. Postaci mogą nosić przy sobie na raz do 3 sztuk oręża. 

Jak już wspominałem w tej części zawsze kierujemy grupką Gearsów, a każdy z nich oprócz wyglądu (który modifikować możemy z dużą dokładnością), ilością zdrowia czy procentowej redukcji szany na bycie trafionym posiada też szereg zdolności specjalnych dostępny dla danej klasy którą gramy.

Co? Jakie klasy? Jakie zdolności, uniki i zdrowie? Otóż nowe Gearsy mają w sobie więcej z RPGa niż klasycznych odsłon. 

Każda próba ataku jest opisana jest szeregiem statystyk opisujących szanę na trafienie, włącznie z modyfikatorami typu broni, chwilowych wzmocnień, rodzaju przeciwnika i kąta nachylenia pod jakim próbujemy trafić wroga, co może skończyć się pudłem, draśnięciem przeciwnika lub pełnym atakiem, mogącym skończyć się nawet obrażeniami krytycznymi. Za ukończone misje Gearsy otrzymują punkty doświadczenia, a po zdobyciu nowego poziomu także punkty które rozdajemy w drzewku talentu rozchodzącym się centralnie na cztery różne specjalizacje. Do tego ze znalezionych w kampanii skrzynek zdobyć możemy elementy pancerza wpływające na statystyki wojaków oraz broń. Co warto podkreślić, gra nie ma żadnej formy multiplayera ani mikrotransakcji. 

Zmiana mechanik tytułowi swieżości nie zabierając praktycznie nic z jej charakteru, tej który tytuł tak bardzo potrzebował po rozczarowujących zmianach w Gearsach 5. Plusem dla fanów klasycznych odsłon będzie z pewnością fakt, że gra nie straciła nic na swojej brutalności: wrogowie zabici obrażeniem krytycznym rozrywani są na strzępy, egzekucje (pokazane na zbliżeniu) są bardzo efektowne, a wróciła też kolorystyka znana z pierwszych odsłon. To nie jest wesołe strzelanie z początkowych etapów Gearsów 4, a często desperacka walka o przeżycie będąc otoczonym przez o wiele liczebniejsze siły wroga i będzie to moja rekomendacją dla tej gry.

 

 

Cichociemny -   Cóż można powiedzieć o NieR:Automata?

Dla jednych będzie to jedynie kolejna japońszczyzna od której po godzinie się odbiją, dla innych podróż i przygoda najwyższych lotów, wręcz generacji jak było w moim przypadku. Z okazji, że gra wpadła do Xbox Game Pass (to ta usługa nikomu nie potrzebna i gdzie lądują...Pozwolę zacytować sobie klasyka „popierdółki”)

Jako fanowi twórczości Yoko Taro zaproponowano mi podzielenie się w kilku zdaniach moich wrażeń i refleksji nt. gry.

Tak więc uważam że Japończycy po mistrzowsku zmiksowali kilka gatunków w jednej grze co sprawia że nie ma tu miejsca na nudę. Trzonem NieR: Automata jest opowiadana historia, historia głęboka i pełna egzystencjonalnych przemyśleń androidów stworzonych na nasze podobieństwo i zostawionych samym sobie na zniszczonej wojnami ziemi, historia która potrafi w jednej chwili rozbawić jak i wzruszyć. Osobiście myślę że to jedna z niewielu tak dobrze napisanych gier, zostawiających wyraźne piętno w mojej świadomości na długie lata.

Trzeba pamiętać też, że aby docenić tytuł trzeba niemało czasu a żeby ją sprawiedliwie ocenić tego czasu trzeba jeszcze więcej, mniej więcej tyle ile trzeba poświęcić na trzykrotne przejście. Pewnie każdy o tym już wie ale ścieżka dźwiękowa w tej grze jest fenomenalna.

Grę polecam z całego serca i jednocześnie wracam do odkrywania kolejnej chińskiej bajki:

Persony 5 Royale...

 

 PrzemQ - Kwiecień upłynął mi głównie pod znakiem Xbox Game Pass. Najpierw razem z vorim przetestowaliśmy Bleeding Edge. Moje wrażenia raczej nie są pozytywne. To gra, której oprócz duszy brakuje samej zawartości. Pomimo tego ja się cieszę. Dla wszystkich będzie lepiej, jeżeli Ninja Theory przejedzie się na trybach wieloosobowych, bo dobra historia dla pojedynczego gracza to właśnie to, czego od nich oczekuję. Później było już lepiej. Guacamelee! Super Turbo Championship Edition mimo kilku wad było całkiem ciekawą chociaż trochę irytującą metroidvanią. Nie będzie to mój ulubiony reprezentant gatunku, bo ten tytuł na pewno otrzymuje Ori and the Will of the Wisps. Genialna platformówka, cudowny soundtrack i piękna, bajeczna oprawa graficzna. Dosłownie wszystko w tym zagrało. Wiem, że mamy dopiero końcówkę kwietnia 2020 roku, ale wyczuwam tu moją grę dekady. Teraz po bardzo słabym Crackdown 3, którego raczej nikomu nie polecę. Teraz gram w interesujące Silence – The Whispered World 2. Trochę szkoda, że nie miałem okazji zagrać w jedynkę, ale sama dwójka i tak bardzo zachęca. Najbardziej przypasowała mi muzyka. To są zdecydowanie moje klimaty

 

 

m4tekt - Kwietniowy Game Pass minął mi pod znakiem PC-towego grania. Tym razem nie zagrywałem się w żadne nowości dodane w tym miesiącu a swój czas przeznaczyłem głównie na Age of Empires: Definitive EditionForze Horizon 4 oraz Sea Of Thieves. SoTa nie będę tu opisywał, bo na pewno zrobi to blondi a było kilka ciekawych przygód, było... :) 

Age of Empires: Definitive Edition

Ogromnie przyjemny powrót do legendarnej już serii AoE, gdzie pierwsza część została gruntownie przebudowana i wygląda wręcz fenomenalnie! Nowa szata graficzna prezentuje się WYBORNIE i każdy element został dostosowany pod dzisiejsze standardy. Poprawione elementy interfejsu, sterowania jednostkami, efektowne destrukcje budowli oraz animacje jednostek sprawiają, że dziś gra wygląda lepiej niż w naszych wspomnieniach. Czy jest możliwa lepsza rekomendacja?

Forza Horizon 4

Forze zainstalowałem dla sprawdzenia jak z nią poradzi sobie mój laptop. Przejechałem jeden wyścig, drugi, trzeci, dziesiąty i tak już od kilku dni cały czas szlifuje swoje czasy bądź wygrywam nowe, nie przejechane wcześniej wyścigi. Zawartości od premiery doszło bez liku i bez problemu znów wsiąkłem w świat Wielkiej Brytanii. Gra pochłonęła mnie na tyle, że wczoraj postanowiłem kupić DLC LEGO... Zagrałem kilka wyścigów i... Jakie to jest dobre! Miniaturowy świat klocków wygląda pięknie a realne samochody zostały świetnie zamienione na wersje klockowe. W niedługim czasie spodziewajcie się recenzji tego DLC ale na tą chwilę mogę napisać, że jest EKSTRA!

Dziękuje za gościnę na tym zacnym blogu i pozdrawiam wszystkich serdecznie :)

 

Z wyrazami histerycznego śmiechu oddaję głos naszej (słusznie) zbanowanej gwieździe :D

 

karate_koks - Od razu napiszę, że po świetnym marcu kwiecień w Game Passie wypadł bardzo średnio moim zdaniem. Zabrakło mi choćby jednego dużego głośnego hitu i mam problem, aby wskazać grę miesiąca. Dla mnie kwiecień to przed wszystkim Resident Evil 3 i to jest największy hit miesiąca oraz być może całego roku 2020. Pomijając braki w fizyce nowy RE3 przebija zeszłoroczną dwójkę. Gra się fenomenalnie. Zróżnicowane poziomów robi robotę. Tempo akcji jest dużo lepsze, a każde spotkanie z Nemesisem na długo zapada w pamięć. Całości dopełnia dobrze napisany scenariusz pełen smaczków, świetnie nakreślone postacie i grafa wypalająca gałki oczne! Wszystkie wyzwania, wszystkie bronie, wszystkie aczivki, wszytko odblokowane. Ta gra to cudo 1010.

Po ukończeniu RE3 postanowiłem jednak wybrać coś z zestawiania, które zaserwował nam Microsoft na ten miesiąc i ostatecznie padło na NieR: Automata Become as Gods Edition. Średniawka straszna, ale coś w sobie ma, że wciąga i chce się grać. Graficznie to późne PS2, projekty przeciwników to jakiś żart. Całość ratuje jedynie klimatyczna muzyka i przyjemny system walki. Grę ukończyłem po 11h zabawy. Później można grać innymi postaciami i w sumie można grę przejść łącznie cztery razy, ale dla mnie wystarczył raz. Daję 7,5/10.

 

 


Chwycił Hita za Kapitał

Resident Evil 3 Nemesis

Do zagrania w drugą część odnowionego hitu z przed lat przekonało mnie dopiero demo trzeciej części po liftingu. Dwójka okazała się na tyle dobra, że w Nemesiasa postanowiłem zagrać już na premierę. I było to szaleństwo, które nawet sprowokowało bardzo ciekawą dyskusję na bardzo ważny temat jakim jest cena-zawartość. Gra jest króciutka i da się ją skończyć nawet w jeden dzień. Mi zajęłą dwa wieczory (6 godzin). Lecz były to baaaardzo intensywne 2 wieczory, ponieważ gra jest świetna. Narracja jest bardzo filmowa, tempo nie zwalnia prawie wcale a bohaterowie są wyraziści.

Ta częśc podobała mi się bardziej niż poprzednia. Być może dlatego, że bardziej mi odpowiada akcyjniak niźli horror. Choć i tu było całkiem dużo momentów grozy. Mimo, że to Nemesis był tu głównym elementem nadającym tempa całej przygodzie, to najbardziej zapadła mi w pamięci akcja w szpitalu i obrona sali na której leżała Jill. Carlos to kozak. Sam Nemesis był najfajniejszy w początkowych etapach zanim jeszcze zaczął mutować. Śćigał mnie bezlitośnie a Ja trzaskałem uniki niczym Jackie Chan. Walczyłem z nim tylko kiedy gra mnie zmuszała. I to chyba było też zamiarem twórców tej części. Bać się go i uciekać na sam widok. Wyszło znakomicie. Ostatnie wcielenie, to już było totalne przegięcie łącznie z bronią jaką dano nam do użytku -> I love it :D

Grę mogę serdecznie polecić każdemu tylko nie za cenę premierową. Jest tu spory recykling lokacji z poprzedniej odsłony i samo to już pewnie obniżyło im koszty produkcji, dlatego dziwię się że gra nie kosztowała np 169zł. Powinna być taka cena zwłaszcza dla graczy, którzy zakupili poprzednią odsłonę. Ale to tylko marzenia. Każdy kto powie, że 250zł na premierę za 6 godzin zabawy jest nie warte, będzie po cześci miał rację. Tacy gracze muszą uzbroić się w odrobinę cierpliwości i zakupić na jakiejś dobrej obniżce. A zakupić koniecznie, bo gra jest warta poświęconego jej czasu.

8,5/10

 

Resident Evil Revelations 2

 

Zaskoczyło mnie, że ta część jest podzielona na epizody z czego pierwszy jest darmowy. Na szczęście kolejne są dostępne w akceptowalnej cenie 22zł za około 3-4 godziny zabawy każdy. Czyli tak jak wypad do kina. Najważniejsze dla mnie w tym momencie było to, że wszystkie były już dostępne i mogłem jechać siłą rozpędu. A chciałem, bo pierwszy odcinek był rewelacyjny. Druga odsłona Revelations naprawia wszystko to co nie wyszło w poprzedniej grze. Znów mamy narrację wielowątkową ale tym razem wszystkie wątki splatają się znakomicie bez niepotrzebnych zapychaczy. Kolejny raz mamy twisty fabularne, które tym razem jednak robią to co do nich należy, czyli zaskakują (w pozytywnym znaczeniu). Powrócił też klimat grozy, cechujący dwie pierwsze odsłony z PSXa. Tylko w nieco  innym settingu.  

Mam przeczucie iż twórcy mocno inspirowali się serią "Piła. Gdyż główna bohaterka jest odizolowana od świata i bierze udział w jakiejś chorej grze o przetrwanie. Każdy z uczestników wyzwania ma wstrzyknięty nowy rodzaj wirusa i bransoletkę na nadgarstku, która mierzy poziom strachu danego gracza. Jeśli ten poziom przekroczy punkt krytyczny wirus przejmuje władzę nad ciałem gospodarza zmieniając go w opętanego świrusa. A wszystko to obserwuje nowy protagonista o dość znanym nazwisku ;)

Gra podzielona jest na dwa wątki, gdzie w jednym sterujemy Claire Redfield oraz Moirą Burton (nazwisko już wam się pewnie kojarzy) a w drugim kierujemy poczynaniami Barry'ego Burtona oraz jego małej towarzyszki, która tekże jest uczestnikiem tej gry. Każda z tych czterech bohaterów jest grywalny i w zależności od wątku można się szybko przełączać między np Claire a Moirą albo Barrym a Natalią. Jedna z postaci jest chodzącym arsenałem a druga tropicielem oraz zwiadowcą, wyszukującym sekretów czy pochowanych znajdziek. Fajny patent zwłaszcza, że można wydawać towarzyszowi proste komendy typu, zostań lub chodź za mną. Pozostał również patent z natychmiastowym leczeniem za pomocą jednego przycisku. 

Mnie wciągnęło i podobało mi się bardziej niż poprzednia odsłona. Wciąż mamy do czynienia z fabułą horrorów "klasy b" ale o to tu przecież chodzi. 

8/10

 

Doom Eternal

Byłem napalony na tę grę odkąd skończyłem poprzednią odsłonę w GP. Podobała mi się tak bardzo, że nie zamierzałem czekać aż sequel wpadnie do usługi. Uszczupliłem oszczędności i wziąłem na premierę. Niestety trochę żałuję. Gra jest niesamowicie grywalna, ma rewelacyjną oprawę graficzną, super grywalność i generalnie jest och i ach...

Tylko całość psuje jeden malutki detalik-> notoryczny brak amunicji.

To tak jakby kupić Ferrari i nie móc nim pojeździć, bo nigdzie nie można znaleźć do niego paliwa. Co mi po takiej zajebistej strzelance jeśli nie mam czym strzelać? Całą radość z mordowania demonów jest hamowana przez twórców, którzy postanowili niepotrzebnie utrudniać nam zabawę przez Żydzenie na nabojach. Szlag człowieka trafia, kiedy uda mu się przejść drugą falę na ostatnim pocisku i nagle pojawia się kolejna a my nawet noża nie mamy. Bezsens.

Ja wiem, że taki jest zamysł twórców by podchodzić taktycznie, obliczać, planować itd ale czy nie można było zrobić tego jako dodatkowy tryb? Dla mnie jest to ogromna wada, która zniechęciła mnie do dalszego grania. Póki co tytuł wylądował w limbo i czeka na odpowiedniego patcha poprawiającego tę niedogodność. Jeśli nie będzie, to nie. 

 

 

W chwili kiedy m4tekt pisał dla mnie swoje opinie o GP znalazłem w jego kapeluszu wyrwaną stronę z mojego dziennika pokładowego. Co za @%#$#. 

 

 

 

Uwaga, SPOILER!
[Pokaż]

 

 

Ahoy i do przeczytania za miesiąc.

Tagi:

Oceń notkę
+ +16 -

Najpierw GRY, potem sprzęt
Oceń profil
+ +125 -
BlondSpaceBoro
Ranking: 32 Poziom: 77
PD: 56596
REPUTACJA: 36725