Blog użytkownika BlondSpaceBoro

naima2

BlondSpaceBoro BlondSpaceBoro 29.01.2020, 21:35
Styczeń na Game Wypasie
1137V

Styczeń na Game Wypasie

To musiało nastąpić. Usługa się rozrasta, użytkowników przybywa, więc powołuję do życia nowy cykl (o ile starczy mi zapału) dotyczący usługi Microsoftu. 

Heya,

Postaram się raz w miesiącu ogarnąć i wyszperać kilka tytułów z Game Passa, które później w kilku zdaniach opiszę w tych blogach. Co miesiąc będę również wyłaniał tzw Super HIT danego okresu na podstawie swojego zdania :P  Bardzo mile widziane i opisywane będą również gry wyłonione przez innych Passowiczów o ile będą chcieli przedstawić swoje 3 grosze na łamach tego (miejmy nadzieję) cyklu.

Ale zanim przejdę do meritum muszę poruszyć dość żenującą dla mnie kwestię maila od Sony, która to firma trochę na bezczela żebra o moją kasę. Nie tęsknią za mną jako użytkownikiem ich konsoli, tylko za moimi pieniędzmi.

Uczciwe podejście to ja szanuję, zatem:

 

Drogie Sony,

Przez chwilę przestraszyłem się, że chcecie mnie wystawić w swoim sklepie. Pomyślałem sobie, że musi być u was cienko z kasą, skoro już użytkowników chcecie sprzedawać. Na szczęście przeczytałem dalej i trochę się uspokoiłem. Nie rozumiem tylko wzmianki o "obowiązkowych grach". Przecież ja nie mam żadnego obowiązku wobec was. Jestem wolnym graczem więc gram w co chcę i kiedy chcę. Wierzę, że macie w ofercie jakieś gry ale tych mi nie brakuje. Wręcz przeciwnie, aż zmusiłem się zrobić jeden dzień przerwy by oderwać się od grania, bo to aż nieprzyzwoicie by tyle tytułów poznawać w jednym miesiącu. Wręcz nie po chrześcijańsku jak to mówią. 

Rozumiem, że trapią was jakieś problemy finansowe ale żebranie mailowe nie jest dobrym sposobem na rozwiązanie tej kwestii. Tworzy to tylko niezręczną sytuację dla kogoś, kto takiego maila otrzymuje. Zwłaszcza, że zwracacie się do biednego Xbota, którego nawet na gry nie stać i zadowala się jedynie wypożyczaniem tego co mu magiczny Phil zaoferuje. Ja bardzo chętnie poratowałbym was kilkoma cebulionami, gdybyście mieli jakąś ciekawą ofertę. A tak? Wasz amerykański konkurent w tym momencie jest znacznie łagodniejszy dla moich finansów. A jeśli liczycie na jakąś nostalgię to cóż...Moje przywiązanie do marki Playstation, tudzież bezwarunkowe oddanie tejże niestety skończyło się jeszcze w erze PS2, kiedy dwukrotnie wasz serwis nie chciał mi naprawić nowiuśkiego odtwarzacza DVD w waszej konsoli. Od tamtej pory poznałem i wyznawałem inne growe religie. Obecnie należę do tzw "Sekty Game Passa". A wiadomo jak to jest z sektami. 

Także trzymajcie się ciepło, twórzcie nadal tak wspaniałe gry jak dotychczas a na pewno kiedyś znów odwiedzę wasz sklep.


Ale wracając do meritum.

Uwielbiam gry, w których mam możliwość kreować fabułę za pomocą dokonywanych wyborów moralnych. Takie tytuły jak Detroit, Wiedźminy, The Walking Dead od TT i tym podobne sprawiają mi największą radochę, bo najbardziej mnie angażują w poznawanie historii. Dlatego po ograniu Wojny Krwi: Wiedźmińskie Opowieści znów poczułem głód na stres związany z wyborami fabularnymi. Szukałem, szukałem i znalazłem. Serię, a właściwie Sagę, przez którą prawie osiwiałem.

Jest to przepięknie narysowana powieść graficzna, którą cechuje mnóstwo czytanego tekstu, oraz walk na podobieństwo Final Fantasy Tactics. Użyty styl graficzny sprawia, że nie jesteśmy w stanie oderwać od gry oczu. Obrazy są ogromne z masą detali w tle oraz na bliskim planie. W kwestiach artystycznych będzie się rozwodził każdy miłośnik komiksów a w szczególności fani Thorgala. Zwłaszcza, że fabuła The Banner Saga również ociera się o mitologię celtycką i nordycką a nawet węża oplatającego świat. Tylko tu ma zupełnie inną funkcję niż ten z God of war. Całość dopełnia piękna skandynawska muzyka stworzona specjalnie na potrzeby produkcji. Każdy utwór i dźwięk idealnie wpasowuje się w wydarzenia na ekranie potęgując klimat wielkiej wyprawy.

 

Grając w takie gry nigdy nie staram się rozegrać jak najlepszej fabuły czytając jakieś solucje. Moje pierwsze przejście wygląda tak, że nawet jak dopuszczę się jakiejś niefortunnej decyzji, to nie staram się zakończyć w tym miejscu i próbować od nowa. Nie. Zawsze dźwigam ciężar swoich wyborów, przez to jeszcze bardziej angażując się w kreowanie własnej historii.

Jeśli chodzi o tę trylogię, to schemat gry wygląda tak, że jest animacja w której nasza karawana porusza się w jakimś kierunku a na środku górnej ramki mamy kółko odliczające mijające dni wędrówki. W każdym dniu dosięga nas jakieś zdarzenie, w którym czeka nas jakiś problem moralny do rozwiązania. Czasem po prostu atakują nas wrogowie w tym przypadku drążyciele, (rasa dziwnych istot zamieszkując podziemia)

Do tego mamy podaną liczbę członków naszego klanu, w tym wojowników i Varlów (olbrzymów z którymi dawien dawna ludzie prowadzili wojny, a teraz muszą wspólnie stawić czoła zagrożeniu o rozmiarach globalnych). Nie chcę tu zbyt dużo spoilerować ale te liczby nie są tylko liczbami i już na początku gry powinno wam zależeć aby były one jak największe, gdyż to one zdecydują pod koniec trzeciej części o tym....sza. Niestety fabuła oraz poznawane po drodze osoby nie ułatwiają nam zadania i przez podjęte decyzje możemy stracić naprawdę wielu członków karawany. A będziemy tracić ich namiętnie jeśli nie będziemy utrzymywać morale na wysokim lub średnim poziomie. Kiedy morale będą złe, codziennie ludzie będą się odłączać lub umierać. Można o nie zadbać odpoczywając podczas podróży lecz tracąc przy tym zasoby. Jak zasobów nie będzie, to morale będzie spadać. Błędne koło. Morale można podbijać również poprzez podejmowane decyzje. I nie zawsze te tzw moralnie prawilne będą tymi właściwymi w danej sytuacji. 

Bitwy wyglądają tak, że każda postać ma pasek życia oraz pancerza. Pasek życia jest również wyznacznikiem siły z jaką atakujemy daną jednostkę. Np mój bohater ma 8 pancerza i 11 życia/siły a wróg 7 pancerza i 12 życia/siły. Mam wtedy wybór na co przypuszczam atak. Na życie czy na pancerz. Jeśli zdecyduje się zaatakować na życie, to zadam mu tylko 4 obrażenia (11-7 = 4) ale obniżę mu tym samym siłę ataku w następnej turze na 8 czyli tyle ile mój pancerz. Walka polega na ciągłym liczeniu oraz decyzjach co kto komu ma zaatakować i kiedy aby wszyscy wyszli w miarę bez szwanku. W innym wypadku, kiedy jakaś nasza postać polegnie w walce, to przez kolejne 3 dni wędrówki musi odpoczywać by wrócić do formy. Może walczyć  jak mu rozkażemy ale jego wydajność jest zmniejszona i to dużo. Na szczęście w tej grze można zdobyć naprawdę mnóstwo wojowników i odnowicieli, więc nie warto inwestować tylko w kilka ulubionych postaci. Walka zadowoli wszystkich taktyków ale i sprawi, że będą nieraz rwać sobie włosy z głowy w przeliczaniu jak rozwiązać problem przewagi liczebnej i siłowej wroga. Tutaj pomogą specjalne zdolności odpowiednich postaci i klas. A jest tego trochę. Ja bardzo lubiłem swoje łuczniczki i Varlów ale z czasem mocno doceniłem siepaczy z siekierami, którzy mieli specjalne ataki o wymownej nazwie "krwawa jatka". 

To jest dość specyficzna gra, w której dużo się czyta i prowadzi dialogi a magia polega na tym, że decyzje jakie podejmujesz nieraz przesądzają o życiu i śmierci twoich bohaterów. Expisz sobie beztrosko jakąś łuczniczkę lub Varla, wywalasz na nich wszystkie punkty sławy jakie wywalczysz i możesz to przekreślić jakąś jedną decyzją, którą podjąłeś kilka dni wcześniej. Lub po prostu podczas wymiany zdań. Postać ginie albo odchodzi bezpowrotnie. Permanentna śmierć jest w tej grze czymś co szybko daje ci do zrozumienia, że decyzje są ważne jak w grze o tron. Nawet główna postać może nie dożyć końca opowieści. Każda rozmowa to stres, że pójdzie coś nie tak, autosave się robi i dupa.  

Przyznam, że pod koniec trzeciej części byłem już tak zestresowany i zły na niektórych swoich bohaterów, że opieprzałem każdego, który odważył się mieć własne zdanie :D Co ciekawe w jednym z takich przypadków bohaterka uszła dzięki temu z życiem. Byłem w szoku, że podczas nawet tej kontrolowanej rozmowy wyskoczył mi rzadki achievement, który decydował o tym, że bohaterka tu i teraz przeżyje lub nie. Po prostu tak wczułem się w opowiadaną historię oraz tak zżyłem z bohaterami, że autentycznie martwiłem się o każdego z nich. Uwielbiam takie wczuwy. 

Gra jest spolszczona ale do pełni szczęścia brakuje mi tu trochę pełnej lokalizacji, tzn lektora i aktorów użyczających głosu na wzór Wiedźmińskich opowieści. Przydałoby się również więcej animacji ukazujących jakieś ważne wydarzenia, było kilka ale tylko narobiły mi smaka na więcej. Mimo wszystko, 

za całą trylogię wlepiam 8/10

Trailer na zachętę. Spójrzcie tylko na te widoczki.


W Styczniu do Game Passa wpadło całkiem sporo gier. I tych dużych i tych małych. Praktycznie wszystkie zdążyłem sprawdzić poza dwoma tytułami. I w całym tym zestawieniu udało mi się dość łatwo wyłowić faworyta tego miesiąca.

a) Wiedźmin 3 - Z oczywistych względów Gerlat deklasuje nie tylko ten miesiąc w GP ale generalnie całą obecną generację, dlatego nie będzie brał udziału w tej zabawie. Wystarczy panie Wiedźmin. Daj pan szansę innym. Niech odpocznie. Najlepiej przy Triss.

b) GTA 5 - Nareszcie mogę z pełną premedytacją skrytykować tego nudnego tasiemca. Nie dałem się hajpowi, nigdy tej gry nie kupiłem i nigdy nie miałem zamiaru. Dlatego też nie bardzo miałem czelność się o tej części wypowiadać. Ale Phil mi podrzucił, to sprawdziłem. I gra jest dokładnie tym czym ją widziałem wcześniej na gameplayach. Jest to nudna do bólu karykatura życia gangusa w wielkim mieście. O ile ekipa jest w miarę ciekawa, to sama rozgrywka ssie. Zwłaszcza nieudana i fatalna jest jazda po mieście. Strzelanie w ogóle bez jakiegoś wyczucia i funu. To jest najgorsza gra tego miesiąca, więc -> jeb pomidorem!

Z resztą jak wszystkie gry od Rockstar Games, które oceny zbiera za promki i sprzedajnych recenzentów a szary człowiek przecież widzi i wie. Wie, że to ściema i sztuczność. Zapytajcie pani Teresy

c) A Plague Tale Innocence - Jest to gruby hicior i nie ma co z tym dyskutować. Już tę grę opisywałem w swoim podsumowaniu roku 2019. Kupiłem ją w dniu premiery i dostała ode mnie 9/10 a Sharlotte McBurney powinna zgarnąć nagrodę za najlepszy Voice Acting. I generalnie przez chwilę była faworytem tego miesiąca do nagrody, ale niestety musiała ustąpić innej grze.

d) Tekken 7 - Tekken jak Tekken. Dla mnie żadna to już frajda, bo w bitki przestałem grać w czasach PS2. To wciąż dobra gra, może i nawet znakomita jak na mordoklepkę....i nie chce mi się więcej o niej pisać :D

e) Sword art Online - Pisałem, że sprawdziłem prawie wszystkie? To jest pierwsze prawie

f)  Indivisible - To jest coś co obecnie ogrywam i nie podaruje sobie jeśli nie ukończę. Platformówka z elementami rpg i walką turową (lub jak to Dariusz określił -> pół-turową i timingiem). Ostro zryty, mangowy klimat, gdzie młoda laska wchłania ludzi do swojego mózgu i oni tam sobie egzystują. A jak ich potrzebuje to ich z głowy wypuszcza i walczą razem z nią :D (takie rzeczy tylko w Japonii) Gra z każdym nowym światem jest coraz bardziej wymagająca, a Ja potrafię być "zawziętą suką" i nie odpuścić. Także póki co, to dobra gra na lekko naciąganą siódemkę ale zobaczymy jak dalej.

g) Sea Salt - Wypróbowałem. Zryta. Pokochałem. Będę grał.

h) Fishing Sim World - a to drugi tytuł z prawie wszystkich. Rybki to ja lubię na talerzu a nie w Tv.

i) Frost Punk - Czekałem na tę grę w wersji konsolowej już miałem kupić na premierę, tylko wciąż byłem pochłonięty innymi grami i odkładałem zakup. Aż tu nagle ląduje sobie w usłudze! Boski Philu tyś najlepszy kiss. Pograłem około dwóch godzin, głównie poznając system i ucząc się obsługi interfejsu. Podoba mi się bardzo, ale musiałem chwilę odpocząć, bo nauka wykańcza. Na rozluźnienie zmęczonego umysłu włączyłem inną grę. I to bardzo źle dla Frost Punka, bo grą miesiąca Stycznia został -> j) Children of Morta również wydany przez 11 Bit Studios 

Tak jest!

Ta rozpikselowana kupa dała mi więcej miodu niż pozaczynane i do tej pory niedokończone przeze mnie wielkie hity za gruby szmal takie jak Kingdom Come, Dishonored 2, Rage 2, Pray 2 i wszystko inne 2 lub 3. Ta mała gra ma grywalność na tak wysokim poziomie, że po przyjściu z roboty rozrzucałem kurkę i buty od korytarza do pokoju by czym szybciej odpalić konsolę i zanurzyć się w tym tytule.  Tak mocno uzależnia i daje frajdę.

Tytuł jest z gatunku Roguelike, czyli losowo generowane lochy, w których nasz bohater namiętnie umiera a potem wraca po większe baty, tylko bardziej "podkokszony" o zbroję, siłę i inne atrybuty. Co ciekawe gra ma normalną fabułę, która toczy się cały czas nawet w momentach naszej porażki w lochach. Poznajemy w niej historię wojowniczej rodzinki Bergsonów, która od pokoleń walczy z wciąż powracającym spaczeniem zatruwającym ich świat. Fabuła jest sztampowa ale bardzo fajnie opowiadana przez lektora o bardzo głębokim głosie. Skubany opowiadacz buduje klimat na tyle, że te kilka rozbebłanych pikseli rozróżniasz po imieniu oraz darzysz jakąś sympatią.

Ale całe mięsko to gameplay, który oddaje nam do dyspozycji sześciu członków rodziny. Czterech facetów na bliskie starcia i dwie dziewczyny z atakami dystansowymi. Nie ukrywam, że największą frajdą było dla mnie kierować Lindą, która szyła z łuku oraz małą Lucy, która ciskała fireball'e. Różnica polegała miedzy nimi na tym, że Linda mogła strzelać i poruszać się w tym samym czasie, natomiast Lucy, kiedy strzelała musiała stać w miejscu. Trzeba było przyjąć nieco inne taktyki na walkę oraz wykorzystywać nieco inne zdolności postaci. Z facetów uwielbiałem najbardziej Joeya, który zabijał wielkim młotem.

Gra dość często wymusza na nas zmianę bohatera, gdy gramy zbyt długo jedną postacią. Oznajmia nam że dana postać jest zbyt zainfekowana spaczeniem i warto dać jej odpocząć, gdyż jest już o 30% mniej wydajna. To jest fajne rozwiązanie, bo poeksperymentujemy i poznamy innych bohaterów. A może nawet polubimy inną postać bardziej. Poznajemy kawałek historii, włazimy do lochu, umieramy, podbijamy statystyki i próbujemy ponownie, poznajemy kawałek historii o rodzinie pełnej miłości, znów włazimy do lochu umieramy i powtarzamy w kółko aż ukończymy grę. A potem będziemy smutni, że to już koniec.

Children of Morta może nie porywa oprawą wizualną ale udźwiękowiona jest fantastycznie. Wszelkie odgłosy broni, brzdęk zablokowanego ciosu na tarczy, przeszywające z impetem powietrze kiedy machasz młotem, a najbardziej ulubionym dźwiękiem były świszczące  fireballe Lucy. Zwłaszcza jak "wylevelowałem" je o dodatkowy i celniejszy żar. Melodia dla uszu. Ścieżka dźwiękowa również. Właściwie poza grafą, to dla mnie gra bez wad. Wszystko mi się w niej podobało.

Tu nie ma co się za długo rozwodzić. Jest to pierwszy kandydat do nagrody "Złotego Phila" 2020r. 

9/10


Wybrałem się również na przejażdżkę po internecie by zrobić ankietę z całkiem przypadkowo spotkanymi Passowiczami. Zapytałem co sądzą o tym kontrowersyjnym wyborze. Oto odpowiedzi jakie otrzymałem:

@Mike Podolski - Ja kocham te uczucie jak mała gra daje więcej frajdy niż rozjechane, nudnawe blockbustery. Czysta gra, gameplay i potem reszta. W dużych grach jest odwrotnie czasami i to wkurza. Małe gry, duża frajda. Duże gry...no tutaj bywa różnie. Ja nominuję Indivisible. Kocham i nienawidzę ale głównie to pierwsze

@ dariuszdariusz - R E W E L A C J A

@ Karate Koks - Ja preferuje tylko porządne mięcho. Moim kandydatem na Mega Hit stycznia w Xbox Game Pass jest A Plague Tale Innocence. Słyszałem wiele dobrego o tytule od Asobo, więc od razu 23 stycznia gdy trafił do usługi zacząłem go ogrywać. Pozycja ta jak na grę AA oferuje niesamowitą oprawę audio-wizualna oraz wysokiej jakości HDR. Jedyna rzecz do jakiej można się przyczepić to trochę koślawe i sztywne animacje postaci (tutaj czuć niższy budżet). Fabuła kręci się wokół młodej kobiety Amici i jej małego brata Hugo zmagającego się z tajemniczą chorobą. Naszym zdaniem jest przetrwać epidemię trawiącą średniowieczną Francję, pomóc bratu i odkryć o co w tym wszystkim chodzi oraz kto za tym stoi. Całość jest ciekawa i wciągająca. Gameplay opiera się głównie na eksploracji, skradaniu oraz prostych zagadkach i jest miłą liniową odskocznią w zalewie wszechobecnych otwartych światów. Grę śmiało mogę polecić wszystkim lubiącym dobrego singla z klimatem i action-adventure TTP. Ocena wstępna 7-8/10


Dziękuję wszystkim ankietowanym, którzy tylko potwierdzili, że wybór Children of Morta jest tym jedynym i słusznym tytułem do nagrody GP SUPER HIT STYCZNIA

Tym samym awansuje on do gali rozdania nagród najlepszych gier w Game Passie i powalczy o pierwszą statuetkę "Złotego Phila"

Do przeczytania za miesiąc.

Tagi:

Oceń notkę
+ +40 -

Najpierw GRY, potem sprzęt
Oceń profil
+ +129 -
BlondSpaceBoro
Ranking: 31 Poziom: 77
PD: 57700
REPUTACJA: 37520