Blog użytkownika BlondSpaceBoro

naima2

BlondSpaceBoro BlondSpaceBoro 01.12.2019, 23:42
2019  na Game (Wy)Passie
566V

2019 na Game (Wy)Passie

Nie wiem jak wy ale ja w tym roku nagrałem się za dwóch. Dzięki nowej usłudze Microsoftu pobiłem nawet swój rekord rocznego zestawienia zaliczonych tytułów. A niektóre z nich wyrwały mnie z przysłowiowych kapci. Za co bardzo chcę podziękować Philowi.

Drogi Philu Spencerze,

Na wstępie tego otwartego listu chcę ci podziękować, za to co robisz dla Xboxa oraz graczy korzystających z tej konsoli.

Dla mnie osobiście usługa Microsoftu jest najlepszą rzeczą jaka przytrafiła się tej generacji konsol. Zawsze powtarzałem sobie i nie tylko, że gry komputerowe na konsolach są za drogie. Niektóre cyfrowe (pudełkowe zresztą też) ceny to kabaret najwyższych lotów. Kto normalny płaci za grę 400zł? Zwłaszcza, że nieraz po sprawdzeniu takiego tytułu często żałowało się wydanych na to pieniędzy. 

Potrafiłem nieraz siedzieć w Xbox Store przeglądając gry nawet dwie godziny by w końcu nie kupić niczego. Wiele gier mnie zainteresowało ale wrzucałem je tylko do koszyka by nie zapomnieć tytułów a potem czekałem na jakieś przeceny. Akurat na wybrane przeze mnie gry promocji praktycznie nie było. Dlatego koniec końców płaciłem te 70-80zł za jakiś mały tytuł, który kończyłem w jeden dzień (góra dwa) i brałem się za kolejny. Wiele z tych gier było po prostu za drogich względem tego co oferowały. Zwłaszcza te tzw AAA o wysokim budżecie.

I tu właśnie z odsieczą przyszedłeś TY oraz usługa, którą mi zaoferowałeś. I która to usługa jest dla mnie złotym środkiem między ceną a jakością. Właściwie to jest obecnie usługą, której jakość kilkadziesiąt razy przewyższa cenę. Dzięki niej właśnie teraz jest mnie stać by sprawdzić nie tylko jeden czy dwa tytuły w miesiącu ale nawet 5 czy 7. Co więcej, dzięki Game Passowi sprawdziłem sobie tytuły, których wcześniej nawet nie brałem pod uwagę z różnych przyczyn, tłumacząc sobie że to nie mój gatunek albo że gra wygląda tak sobie a po sprawdzeniu okazało się, że wsiąkłem bez reszty na kilka dni plując sobie w brodę->że  jak mogłem wcześniej tak ignorować tę grę? A musiałem, bo niestety z wypłaty też trzeba opłacić rachunki, ubrać się i zjeść. Ty to rozumiesz,

Dlatego dziękuję ci z całego serduszka mój Ty zielony św. Mikołaju.

Mieszkam w Polsce i komunikuje się z innymi graczami za pomocą ppe.pl. To taki portal z najważniejszymi graczami na świecie, musiałeś o nich słyszeć. Jednak oni w przeważającej większości bardzo nie lubią Xboxa oraz ciebie. Właściwie, to nie lubią nawet nas, botów, gdyż jesteśmy niżej w hierarchii kastowej i mamy służyć jako substytut dla obuwia bedącego wyżej, lepiej oraz słuszniej urodzonych, tj rasy panującej Sony Playstation. My Boty z Polski broniliśmy twojego dobrego imienia, a ty odpowiedziałeś. Poczuliśmy twą moc aż tu. Przywróciłeś nam nadzieję na lepsze jutro już dziś. My beneficjenci 500+ zagłosujemy na ciebie w następnych wyborach konsolowych. Masz to jak amen w pacierzu.

Spotkałem się tutaj z argumentami, że ta cena Game Passa długo się nie utrzyma, bo gry są drogie i muszą zarabiać a w tej cenie usługi to niemożliwe. Microsoft dopłaca by uzależnić nas od abonamentu a potem dokopać olbrzymią ceną i nie dać innej możliwości pogrania. Niektórzy przewidują podwyżkę nawet do 40$ za miesiąc. Ja wiem, że to raczej myślenie życzeniowe aniżeli prawdziwa troska o jakość usługi jak i samej przyszłości gier. Prawda Philu?

Także ten, Ja wiem że ty wiesz, ale napiszę ci jeszcze, że nie licząc już tych prze-okrutnych promocji na Game Passa a trzymając się ceny standardowej w granicach 50zł miesięczne za wypożyczenie gier z obecnego katalogu, to i tak jest to rarytas nie tyle co egzotyczny co nieziemski. Już dla samego jednego dużego tytułu, który w dniu premiery ląduje w usłudze (piszę tu o was Gears 5, Outer Worlds, FH4...a niedługo Halo Infinity, Ori 2, Battletoads) to warto wydać 5x mniej i bawić się dłużej niż to zazwyczaj bywa kiedy kupimy pudełko.

Myślę Phillu, że Ty jesteś magiczny, bo wiesz dobrze co doskwiera mi w moim plebejskim życiu.

To na razie tyle. 

Nie przeszkadzam ci już w pracy i życzę ci dużo zdrowia co byś czarował nam w kolejnych generacjach.

A i nie zapominaj o grach oraz zapomnianych franczyzach, które masz i mógłbyś nam...z resztą sam wiesz. Prawda?

To pisałem Ja

BlondCebulaBoro

Także jak widać w załączonym wyżej liście do Philla, dzięki abonamentom takim jak Game Pass powstało zjawisko równowagi mocy, w której jakość jest oferowana za przyzwoitą cenę. Wiele gier które dostępne są tylko w dystrybucji cyfrowej normalnie bym sobie odpuścił ze względu na ograniczony budżet. A tak, małe gry korzystają na tym każdorazowo gdy do oferty wpada duży i popularny tytuł, będący tym wabikiem zachęcającym do za-subskrybowania. Po skonsumowaniu głównego dania, zostaje nam jeszcze mnóstwo czasu by sprawdzić co tam się jeszcze ukrywa w tej przepastnej szafie. I przy takim właśnie sprawdzaniu sobie zawartości wyciągnąłem kilka totalnych petard o których nigdy bym w ten sposób nie pomyślał gdybym sam nie spróbował. Jedną z nich jest 

1. Shadow Tactics Blades of Shogun 

Nigdy wcześniej nie grałem w Commandosa, bo całe życie przegrywam na konsolach. Zatem zasmakowanie tej mechaniki było dla mnie zupełnie świeżym doświadczeniem. Przyznaje, że totalnie zwariowałem na punkcie tej gry. Raz, że akcja osadzona jest w feudalnej Japonii. A dwa,  mechanika obserwacji wroga, następnie rozkminianie jak go podejść, pokonać lub ominąć dostarcza masę frajdy. Gra ma bardzo fajną fabułę oraz ciekawych i zróżnicowanych bohaterów. Każdy z nich ma swoją niepowtarzalną zdolność, która mocno przydaje się w jakiś sytuacjach ale nie zawsze da się z niej skorzystać, bo czasami akurat ten bohater jest w innym obszarze mapy. Najbardziej podobał mi się tryb zabijania grupowego jednocześnie. Trzeba ustawić drużynę tak by za jednym razem każdy z nich wyeliminował jednego wroga. Nie nudziłem się nawet przez sekundę. Rewelacyjny tytuł, którego aż zachciało mi się calakować. Nawet zacząłem zbierać te nagrody i medale ale szybko się otrząsnąłem, bo uważam to jednak za stratę czasu. Zwłaszcza kiedy wokół tyle innych świetnych gier.

Moja ocena to 10/10

2. Yoku's Island Express 

Nigdy bym się nie spodziewał, że gra o "Żuczku Gównotoczku" będzie taką petardą. Wyobraźcie sobie, że cała mapa (w tym wypadku wyspa widziana z boku) to jeden wielki flipper. A my sterujemy sympatycznym żuczkiem-listonoszem i dostarczamy lisy. Do nogi naszego uśmiechniętego bohatera jest przywiązana kula do flippera i żeby pokonać jakiś etap trzeba zagrać w mini lub mega-flippera. Burząc przy tym jakieś przeszkody, rozbijając tajne przejścia i wycelowywać odpowiednio do wyjścia. Brzmi słabo? Uwierzcie mi, że jest to tytuł cholernie uzależniający swoją mechaniką. Na pewno graliście kiedyś w jakieś wersje flipperów w salonach gier lub na kompie i wiecie jak potrafi to uzależnić. A tu dodatkowo zamiast punktów mamy konkretne przeszkody do pokonania. Więc miotamy tą kulą, a żuk jest cały czas do nie przywiązany. Miota się wraz z nią a my musimy w odpowiednim momencie odpalić jego trąbkę i trafić w odpowiedni cel. Cele są pomysłowe. Najlepsze to wybuchowe ślimaki, które mozna przykleić do kulki, odpowiednio ją ustawić i Jebut!!!->ślimak dał nam takiego pędu, że odkryliśmy kolejny kawałek mapy. Tytuł nie podobny do żadnego innego Nie wiem kto jest odpowiedzialny z dobór gier do usługi ale za tą grę chętnie postawiłbym mu flaszkę.

Moja ocena to 9/10

3. Battle Chaser Nightwar

Siedzę sobie w kinie z kumplem i w przerwie reklamowej gadamy o grach. Mówi mi, że pobrał sobie jakąś grę z GP i mocno go wciągnęła. Nawet nocki zarywa. Mówi mi że to jakieś turowe eRpg z ręcznie rysowanymi postaciami i ciekawym wachlarzem zdolności bohaterów. Mówi mi->sprawdź, bo fajne. No dobra myślę sobie. Sprawdzę. No i jak miałem tylko sprawdzić na tzw odczepnego, to pierwsza sesja pochłonęła mnie na 6 godzin. W między czasie pisze do mnie Mike PODOLSKI

- hej jak się gra podobała?

- póki co zajebista, sporo ciekawych mechanik.

- Tak. Super gra. Mała rada, ostatni Boss jest OP więc dopakuj drużynę :D

- dzięki za hinta

- nie ma za co, baw się dobrze.

No i bawiłem się dobrze. Aż za dobrze. Wykręciłem na tym tytule ponad 50 godzin i nawet myślałem by zacząć od nowa.  Dobrze, że posłuchałem Mike'a. Bo gdybym poszedł do ostatniego bossa nie wykokszony na maksa, to została by ze mnie kaszanka bez kiszki. Rewelacyjny i przemilczany tytuł. Do tego wymagający myślenia o drużynie oraz dający ogrom satysfakcji ze zdobywania kolejnych przedmiotów podnoszących twoje statystyki. Najtrudniej zawsze zdecydować komu najlepiej się przysłuży dany drobiazg, pierścień czy wisior.

Gra  jest wzorowana na bazie niedokończonego komiksu z lat 90-tych o tym samym tytule. 

Nie wiem jak w komiksie ale historia gry ukazuje nam losy pewnego oszukanego wampira, który wbrew swojej woli zawarł niekorzystny dla siebie pakt z wielkim demonem. Obecnie ma na usługach pewną czarodziejkę, która będzie nam przeszkadzać w przygodzie i która również kryje pewne swoje sekrety. Co ciekawe i bardzo ważne, fabuły nie poznajemy w cutscenkach tylko w tekstach ksiąg, które musimy odnaleźć. Ktoś, kto nie będzie ich czytał, nie pozna po prostu fabuły. Także jak ktoś nie lubi czytać, to nie będzie czerpał przyjemności z opowiadanej historii. A warto, zwłaszcza że gra jest spolszczona zarówno dubbing jak i wszystkie teksty.

Grę cechuje bardzo fajna mechanika przyznawania punktów talentu, które zdobywamy levelując postacie, lub kupując specjalne księgi, które powiększą nam pule do wydania. Przyznane jakiejś zdolności punkty możemy dowolnie odbierać i przydzielać innym cechom. Ta ciągła żąglerka mocno potrafi namieszać w twoich statystykach i ułożyć odpowiednio drużynę pod odpowiednią walkę. 

Drugą fajną rzeczą są tzw dungeony, które możesz przechodzić na trzech poziomach trudności, za który na końcu nagradzają cię specjalnymi skrzyniami z nagrodami. Im wyższy poziom trudności wybierzemy tym lepsze fanty zgarniemy. Zarówno bronie, zbroje jak i księgi z punktami talentów do przyznania i wydania. Na mapie świata widać wrogów i będą cię automatycznie atakować jak na nich wejdziesz ale tylko wtedy gdy jesteś mniej więcej na tym, samym levelu co oni. Jeśli twoi bohaterowie są bardziej rozwinięci niż wrogowie na mapie, ci zwyczajnie cię przepuszczą. Ale jak byś chciał jeszcze sobie podbić członków drużyny, to oczywiście możesz zaczepić ich samemu. To jest świetny motyw, który chamsko nie wymusza zbędnych pojedynków, kiedy chcesz gdzieś się szybko przedostać.

Ta gra jest dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem i polecam ją każdemu kto lubi turowe rpgi.

Moja ocena 8,5/10

4. Outer Wilds

Ależ mnie to umieranie wciągnęło. Jest to jeden z najoryginalniejszych tytułów jaki ograłem w tej generacji, a przy tym jedna z najlepszych gier tej dekady. Nie tylko przesuwa ścianę tzw bezpiecznego gatunku pokazując co można stworzyć za pomocą pomysłowej koncepcji ale również jest niesamowicie wciągająca i przyjemna. Sposób w jaki skonstruowano tu narrację wyrywa się wszelkim schematom. Twórcy są odważni ryzykując wychodzenie przed szereg by obrać inną, zupełnie nową drogę w mechanice i sposobie opowiadania. Jedno z prawdziwych arcydzieł w świecie gier. Należysz do jakiejś tam rasy kosmicznych podróżników, którzy zasiedlili już cały swój układ słoneczny. Niestety ich gwiazda umarła i eksplodowała tym samym unicestwiając ich wszystkich. Na szczęście kosmiczni naukowcy tuż przed katastrofą zamknęli naszego bohatera w pętli czasowej i dali mu około 22 minuty prawdziwego czasu gry. W tym czasie starasz się odkryć wszystkie potrzebne informacje, które pomogą mu zapobiec anihilacji oraz ocalić pobratymców. Startujesz ze swojej planety, obierasz kierunek na inne ciało niebieskie a potem eksplorujesz szukając informacji, odkrywając tajemnice innych światów a nawet odnajdujesz innych podróżników, którzy z różnych względów utknęli na danej planecie. Po około 22 minutach włącza się specjalna melodia po której następuje eksplozja supernovej i cały układ umiera. Ty również. Następnie załącza się pętla podsumowująca wszystko co osiągnąłeś cofając cię do punktu wyjścia. Budzisz się ponownie i eksplorujesz dalej zachowując wszelkie zdobyte info. Pomysł na mechanikę to jedno ale same ciała niebieskie to temat na osobny wątek. Takich pomysłów nie widziałem nigdy wcześniej. Są tu miejsca do odkrycia tylko w określonym czasie gry i jak przegapisz ten moment, to tak jakbyś się spóźnił na autobus. Przeklinasz, że musisz czekać na kolejny. A ten przybędzie za 22 minuty. Obłędnie wykonane jest również obcowanie z bezkresną przestrzenią, w której czujesz się samotny i mały. Tak samo fajnie są odzwierciedlone siły grawitacji gwiazdy oraz planet. Trzeba najpierw wbić odpowiednio na orbitę takiej planety a potem powoli próbować wylądować, bo inaczej cię ściągnie i roztrzaska o powierzchnię. Jest tam taka fajna miejscówka gdzie dwie planety krążą wokół siebie jak w tańcu orbitując jednocześnie wokół gwiazdy. Raz skupiłem się mocno na wylądowaniu na jednym z Bliźniaków zapominając o gwieździe, która mnie wciągnęła swoją siłą grawitacyjną i zabiła na miejscu. Szczena mi opadła iż poświęcono na ten aspekt czas, chęci i pieniądze. Czasami wobec gier określa się terminu "doświadczenie". To jest dla mnie jedno z najciekawszych doświadczeń tej generacji.

Ode mnie  9/10

6. The Outer Worlds

Wstyd się przyznać ale jedyną grą od Obsidian w jaką grałem był South Park Kijek Prawdy. A dowiedziałem się o tym dopiero teraz kiedy pisałem bloga :D Nie mniej jednak po ograniu ich najnowszej gry, zamierzam sprawdzać wszystko co wypuszczą w przyszłości. Ba! Sięgnę nawet po zaległości. The Outer Worlds, to jeden z najlepszych erpegów sci-fi w jakie grałem. Najbardziej urzekła mnie warstwa fabularna i cała ta korpo-rzeczywistość. Można po tym jechać bez końca i muszę przyznać, że roast korporacyjne w wykonaniu Obsidian było lepsze niż nie jeden kabaret. Inteligentny ale nie nachalny humor to jest coś co lubię. Tutaj wszyscy są tacy ludzcy, swojscy, że z każdym chce się rozmawiać oraz poznawać ich historie. Aż żałuję, że nie mogłem rekrutować więcej osób by móc wypełnić ich questy fabularne. Niesamowite jest to, że oprócz fabuły ogrom historii był pochowany jeszcze we wszelkich plikach tekstowych, które chciało mi się odnajdywać a potem błogo oddawać  lekturze. Zupełnie inaczej niż w grach na modłę tzw Ubi-games. Mimo, że samo strzelanie również jest mega satysfakcjonujące, to najbardziej podobało mi się że poświęcając tyle punktów na rozwój zdolności konwersacji, przełożyło się to zupełnie na mój sposób gry. Większość problemów rozwiązywałem pokojowo. Bardzo bym chciał by powstała kontynuacja, bo potencjał namieszania w tym uniwersum jet ogromny. Ta gra dostała by ode mnie większą notę gdyby nie grafika, oraz krótki czas gry. A może nie taki krótki, tylko mi tak szybko zleciało? 

Moja ocena 8,5/10

7. Gears 5

Przyznam szczerze, że jakoś mocno nie czekałem na tę część Gyrosków, gdyż poprzednia część była dla mnie grą tylko dobrą. Fabuła nie była porywająca a gra rozkręciła się dosłownie na samiutki koniec kiedy oddano nam w ręce Gigantyczne mechy i kazano walczyć z Bossem. W tym momencie aż wstałem z fotela krzycząc WOW!!! Ale to jest ZAJEBISTE! Po czym ujrzałem napisy końcowe WTF?! Po kilku godzinach nudy, jedna zajebista akcja, która zwiastowała coś w stylu, "teraz to się zacznie" i nagle koniec.

Ale nie tym razem. Zanim zagrałem internet już oszalał na punkcie grafy. Jakoś nie chciało mi się w to wierzyć za bardzo. Lecz gdy odpaliłem grę i zobaczyłem pierwsze fragmenty, to autentycznie pokiwałem głową z wrażenia. Widziałem już wcześniej podobne przywiązanie do detali w Uncharted 4 i nie powinienem być już pod takim wrażeniem. Ale to 4k autentycznie wbija banana na mordę. Po tzw pierwszym wrażeniu było już tylko coraz lepiej. Można zniszczyć masę przedmiotów i dekoracji = banan. Potem etap w ciemnościach oświetlanych latarką Jacka = banan. Etap w teatrze = mega banan....itd itd. Gra mnie wciągała nie tylko wykonaniem ale również fabułą, która tym razem naprawdę jest wciągająca i chce się ją poznawać. W międzyczasie zaserwowano nam otwarte przestrzenie oraz dowolną eksplorację dając nam tym samym wybór, że albo lecisz fabułę i olewasz resztę lub szukasz również znajdziek, które pozwolą ci ulepszyć Jacka. Znajdźki nie są tu zwykłą zapchajdziurą i przedłużaniem rozgrywki na siłę. Na prawdę warto było poświęcić im czas, bo zdolności naszego mechanicznego przyjaciela bardzo przydawały się w walce. Scenariusz, dialogi, kolejne, brudne tajemnice koalicji a na koniec pierwszy raz w tej serii zaserwowano nam wybór moralny rzutujący na zakończenie. Po tym już wiedziałem, że będzie kolejna dyszka do kolekcji. Ależ jestem teraz napalony na kolejną część. Grając drugi raz fabułę na najwyższym poziomie trudności z kumplem w coopie kanapowym, rozmawiamy sobie o tym jak może wyglądać szóstka. Moim zdaniem Coalition zrobił sobie test z pół otwartym światem by w kolejnej odsłonie jeszcze bardziej powiększyć teren oraz wprowadzić maszyny bojowe typu czołgi, które będzie można prowadzić. Pamiętam etap z jedynki gdzie pod koniec jedna osoba prowadziła transporter a druga światłem zabijała te okropne ptaszyska. Jeden z najlepszych momentów legendarnej jedyneczki. A prowadziło się tylko po wąskiej ulicy. Bardziej otwarty świat ma większy potencjał i dałby o wiele większe możliwości potyczek.

Osobną kwestią jest multi, którym już specjalnie nie chcę was spamować, bo napisałbym dobre parę stron tekstu. Ale zasługuje na wzmiankę motyw w którym KurtekPL, podczas ostatniej hordy tj ponad 2 godzinach grania -> bezczelnie zasnął!!! Spał już od 45 hordy.  Co więcej CHRAPAŁ do headseta. Ale co najwięcej, przespał wszystko, jego postać umierała a my głupi co chwilę  go cuciliśmy.  A on co -> nie kiwnął nawet palcem i prawie zdobył MVP.  Zabić tylu wrogów chrapiąc na nich? -> takie rzeczy tylko w Lama-Squad. Pozdrawiam panowie ;)

Co tu dużo gadać 10/10

8. Metro Exodus

Jest to moje pierwsze spotkanie z tym uniwersum ale było na tyle dobre, że na ciężki okres ogórkowy zamierzam nadrobić poprzednie gry. Metro Exodus, podobało mi się bardzo. A jest to wyzwanie dla każdej gry traktującej o apokalipsie. Lubię obserwować jak ludzie sobie wzajemnie pomagają, budują więzi rodzinne i dbają o siebie nawzajem a wszyscy bohaterowie tej historii właśnie taką ciepłą rodzinę prezentują. Te wszystkie momenty kiedy jechało się pociągiem z miasta do miasta bardzo często przedłużałem, bo czułem się dobrze wśród tych postaci. Rozmawiać z kumplem przy szlugu (mimo że nie palę, to w grze sobie pozwoliłem nieraz :)) i tak zwyczajnie posłuchać co ma do powiedzenia. Buduje to świetną atmosferę. Mój ulubiony moment podróży to oczywiście ten kiedy wszyscy razem w jednym wagonie, siedzą, wznoszą toasty i śpiewają piosenki. Nie chciało mi się w ogóle iść na misję. Być człowiekiem w trudnych czasach nie jest łatwo ale trzeba. Ominęło mnie wszystko co się działo wcześniej pod ziemią ale za to mogłem zobaczyć jak wygląda Rosja po apokalipsie. Każda miejscówka ma swój niepowtarzalny klimat ale największe wrażenie zrobiło na mnie miasto Nowosybirsk. Mróz i promieniowanie było tak silne, że chatę pewnie mam skażoną do dziś. 

Bez owijania 8/10

9. DOOM

Pamiętam jak w chacie linkowaliśmy 2 PSX-y + 2 telewizory na przeciwko siebie a potem cały dzień katowaliśmy Dooma. Gra wyglądała jak rozbryzgana kupa ale w ogóle nam to nie przeszkadzało. Byłem ciekawy czy najnowsza odsłona będzie miała tyle samo miodu co oryginał. Nie będę lał wody -> gra petarda. Dynamiczna, brutalna, krwista, klimatyczna, wymagająca i pompująca krew w żyłach. Non stop trzeba być w ruchu, chwila postoju równa się zgon. Zwłaszcza w etapach z hordami broniącymi wejścia do piekła. Wszelkie skrypty wykańczania piekielnych pomiotów wprawiały w melancholijno-morderczy nastrój gdzie śmierć i dekapitacja była formą sztuki godną pauzy i kontemplacji. Przepiękna grafika i płynne 60fps napawały "Doomą", że żyje w tak zajebistych czasach dla graczy. System rozwoju broni bardzo zachęcał do wykonywania zadań stawianych nam przez grę. A Ja z przyjemnością wykonywałem wszelkie wyzwania. Niektóre były trudne inne frustrujące ale i tak były warte nagród oraz czasu na nie poświęconych. Po zakończeniu masakry, zastanawiałem się kiedy powstanie kolejny Doom. Niedawno zobaczyłem trailer Doom Eternal i już wiem, że w to wchodzę. Kolejna część zapowiada się jeszcze lepiej choć to mało możliwe. Jak to mówią "bierę na premierę"

8/10

10. Śródziemie - Cień Mordoru

Kiedy to pierwszy raz zobaczyłem 5 lat temu, to pomyślałem sobie, że to zwykła zrzynka z Assassin's Creed, którego w tamtym okresie miałem po dziurki w nosie. Do tego gra była brzydka jak kupa. Totalnie nie warta pełnej ceny premierowej. Ale sporo dobrego wyczytałem o całym tym systemie Nemesis, który mocno uzależnia i nie pozwala się uwolnić od zemsty. No cóż, dalej uważam, że nie dał bym za tę grę 250zł ale jako dodatkowa atrakcja do sprawdzenia w Game Pass wydawała się ok. I muszę przyznać recenzentom rację, system nemesis jest naprawdę uzależniający. Zwłaszcza w przypadku porażki gdy załatwia cię jakiś randomowy ogr a potem na twojej śmierci buduje swoją karierę. No to cię po prostu trafia szlag. O co to, to nie mój ty brzydki przyjacielu. Zaraz ci zdejmę ten uśmiech z ryja. I tym sposobem mijały mi kolejne godziny gry. System walki podpieprzony z serii Batman Arkham dobrze się sprawdzał i wciąż dawał radochę. Zwłaszcza system kombosów. Zdobywanie fortów a potem ich obrona również cieszyła. Były to jednak wciąż powtarzające się w nieskończoność te same czynności, na które cierpią wszystkie Ubi-games, więc długie sesje po prostu nudziły. Grę było trzeba sobie dawkować po trochu.Takie tytuły powinny od razu na premierę lądować w usłudze. Wtedy jakość/cena byłaby zbalansowana. Mimo wszystko to całkiem niezła gra.

6,5/10

 11. Śródziemie - Cień Wojny

Po prostu więcej tego samego. Poprawiona grafika, poprawiona płynność, nowe miejscówki itd. 

Wszystko byłoby ok, bo historia kowala  została opowiedziana ale niestety twórcy na koniec, zaserwowali nam jakiś totalny bullshit. Otóż koniec gry jest niepełny. Tzn niedopowiedziany i urwany. Żeby zobaczyć pełne zakończenie trzeba bez końca zaliczać zadania fortów. Trzeba to powtórzyć 25x no i wszystkie muszą zakończyć się sukcesem. Samo odpowiednie przygotowanie w miarę gwarantujące sukces a potem natarcie trwa mniej więcej 1,5 do 2 godzin. Teraz pomnóżcie sobie to przez 25 i zadajcie sobie pytanie czy to jest warte zachodu. Uprzedzę was za wczasu bo obejrzałem sobie to pełne zakończenie -> to jest totalna porażka i bullshit nie warty tego czasu. Jak ktoś jest nastawiony na calakowanie gier, to odradzam serdecznie. Sama gra oczywiście sprawia jakąś frajdę, ale uważam, że jest to jeden z tych zabijaczy czasu w oczekiwaniu na prawdziwe killery tej generacji, no i przede wszystkim nie warte pełnej ceny premierowej. Dałbym siódemkę gdyby nie motyw z pełnym zakończeniem.

A tak 6,5/10

12. Sea Of Thieves

Ach ten cudownie hejtowany SoT. Zawsze traktowany w kategorii Crap do Game Passa. A jak jest naprawdę?

Otóż wbrew obiegowej opinii ta gra nie jest żadnym Crapem. Jest rewelacyjnym placem zabaw ale TYLKO dla zgranej paczki kumpli. Próbowałem grać w to sam i to po prostu nie działa. Sam na morzu czułem się jak w kosmosie, bezbronny, zagubiony i samotny. Natomiast z odpowiednią załogą, to zupełnie inna bajka. Ja miałem to wspaniałe szczęście, że w świat gry wprowadził mnie ktoś, kto obcował z tym tytułem od samego początku. KurtekPL (arrr kapitanie) krok po kroku wprowadzał mnie oraz innego żeglarza znanego tu jako GraczHobbysta (pozdro byq) w arkana sztuki władania kordelasem, kręcenia sterem, czytania mapy itd. Małymi krokami jako dwa zielone majtki nabieraliśmy doświadczenia i byliśmy gotowi na pierwsze przygody. A te, za każdym razem były inne. Takie jakie sobie sami spontanicznie wyreżyserowaliśmy.

- Ej płyniemy tam? Ćoś się świeci, pewnie jakiś wrak. 

- Aj aj

Albo po prostu braliśmy się za jedną z przygód przygotowanych nam specjalnie przez twórców gry. Wygląda to tak, że idziemy do kantyny, podejmujemy rozmowę z jednym z rezydujących marynarzy i słuchamy jego historii. Potem mamy propozycje wzięcia udziału w wyprawie po jakiś tajemniczy przedmiot, za który dostaniemy niezły hajs oraz splendor. A ten  pozwoli nam podjąć kolejne wyzwanie.

I tu zaczyna się magia tego tytułu. Masz książkę z krótkimi historyjkami oraz ręcznie naszkicowanymi na szybko punktami orientacyjnymi. Nie ma żadnej strzałki, znaczników na mapie ani głosu który coś ci podpowiada z Offu. Musisz z tego tekstu wykminić o jakie miejsce na morzu konkretnie się rozchodzi. Zatem zamiast bezmyślnie wypływać od razu w morze i płynąć na miejsce które pokazuje ci gra, siedzimy grzecznie w kajucie przy mapie czytając i rozkminiając o co tu chodzi. Przypomina to zabawę w podchody znaną mi z dzieciństwa, gdzie jedna grupa uciekała zostawiając za sobą różne znaki. Np: strzałki narysowane kredą na chodniku lub ułożone z szyszek w lesie. Te prowadziły do jakiegoś ukrytego pod kamieniem tekstu z zagadką a ten miał naprowadzić cię dalej. Ostatecznie chodziło o to, że obie grupy miały się na koniec spotkać w jednym miejscu. Wygranej czy przegranej nie było. Raczej satysfakcja dla obu drużyn jeśli udało się spełnić ostateczny cel. Jedni byli dumni, że zostawili w miarę czytelne poszlaki a drudzy byli dumni, że udało im się je rozpracować. Kończyło się to zazwyczaj jakimś ogniskiem i wspólnymi opowieściami co się po drodze działo w obu drużynach. Piękne czasy. Ta gra mocno mi je przypomina.

Mam dwóch ziomów, razem mamy 2,5 mózgu a przed nami podróż pełna niewiadomych.

Jedna z naszych przygód wyglądała mniej więcej tak.

Robimy sobie questa fabularnego. Po jakimś czasie odnajdujemy odpowiednią wyspę. Tam odszukujemy odpowiednią jaskinię i zabawiamy się w Indianę Jonesa. Na środku leży przedmiot ale coś tu śmierdzi.

- Zalatuje tu pułapką na kilometr - mówię. 

Ale huk z tym. Podnosimy to. No i faja. Wrota zaryglowane a woda zaczyna zalewać jaskinię. Włącza się presja czasu by rozkminić szybko wszelkie wskazówki z dziennika z tym co widzimy w jaskini. Przekręcamy odpowiednio jakieś Bożki, ustawiamy runy, woda sięga już prawie sufitu ale ostatnie nurkowanie i nerwowe ustawianie wzoru na skale w nadziei, że coś to da. W ostatniej chwili woda zaczyna opadać i zaczerpujemy wszyscy powietrza.

- UDAŁO SIĘ! Mamy to możemy wracać.

No to sobie wracamy. Ale pada pomysł by zrobić fort, bo jest akurat po drodze powrotnej. Można tam się srogo obłowić tylko walka z kościotrupami które go bronią jest dość długa, tak około 30 minut. Ale co tam. Bawimy się. Dopływamy na miejsce a tam NIESPODZIANKA. Inni gracze właśnie odwalili całą robotę i pakują skarby do swojej szalupy. Kurtek drze się na nas:

- BLONDI DO ARMATY, BYQ POD POKŁAD!!!

- Ale że co, walka?

- Nie inaczej mój obdarty kamracie.

- O Qrde, a jak przegramy i stracimy łajbę, to cały quest od nowa trzeba będzie robić.

- Nie przegramy. DO ARMATY!!!

- aj aj kapitanie

No to jazda. Jacyś dwaj kolesie online zczaili się, że ktoś zaczyna walić z armat w ich zacumowany okręt, więc porzucili fanty na wyspie, szybko wdrapali się na swojego slupa i zaczynają walić do nas. Mieli tego pecha, że byli zacumowani a przez to wystawieni jako łatwy cel. My mieliśmy dwóch ludzi przy armatach i jednego człowieka pod pokładem szybko łatającego zadane nam obrażenia. Walka była dość zaciekła. Zwłaszcza że mieliśmy przewagę liczebną, więc to byli już dobrze obcykani gracze. Kurtek jeszcze płynął wpław żeby ich szybko dobić kordelasem ale armaty zrobiły to za niego. ZWYCIĘSTWO!!!

No to zaczęliśmy w pośpiechu ładować fanty na swój okręt nie szczędząc sobie pochlebstw. Tych skarbów było w cholerę. Te forty to żyła złota. A w śród nich bardzo cenna skrzynka, tylko niestety problem z nią jest taki, że oznacza cię ona na całej mapie i wszyscy którzy grają wiedzą, że ktoś właśnie zrobił fort oraz przewozi cenny ładunek. Staliśmy się celem dla wszystkich a zwłaszcza dla graczy, których właśnie obrobiliśmy z wygranej. I tu zaczęły się akcje na miarę szybkich i wściekłych w połączeniu z Tranformersami M.Bay'a.

Tak jak przewidział kapitan, kolesie nie odpuścili tej zniewagi i zdążyli nas namierzyć płynąc za nami zawzięcie. Kapitan mówi:

- luz, nie dogonią.

- na pewno? 

- Nawet jeśli to mam dla nich wybuchową niespodziankę. 

Ucieczka przez chwilę była dość lajtowa. Aż tu nagle spod wody wyłania się łajba pełna kościotrupów waląca do nas z wszystkich dział. 

- Ożesz Ty! DO ARMAT!!!

Tym razem kapitan stał twardo przy sterze wydając jedynie komendy.

- Strzelajcie dopóki nie powiem inaczej.

- robi się.

Walimy ze swoich dział w te pływające truchło a ci nas taranują. Byq leci pod pokład a ja dostaje rozkaz obrócenia żagli, bo zwalniamy. Przez co doganiają nas ci dwaj piraci, których obrobiliśmy.

- Motyla noga!!!

Po wykonaniu rozkazu natychmiast staję za armatą i sruuuu, prościutko pod burtę. Drewno leciało na wszystkie strony. Szkielety chyba oberwały jakimś złoty strzałem, bo zwolniły. HAHAHA. chyba odpuszczają. Definitywnie. 

- Mamy poważniejszy problem - krzyczy kapitan.

Doganiają nas te dwa przegrywy. Aż tu nagle z drugiej strony wyłania się kolejny okręt szkieletów.

- MAMO! Ja nie chcę tracić tyle postępu w grze.

- Weź się w garść obdartusie i chwytaj za tę skrzynię co nas oznacza.

- OK, ale po co?

- Zamknij się i rób co mówię. A ty Byq bierz te niebieskie świecące czaszki i czekajcie na mój znak.

- Co zamierzasz kapitanie.

- Niedługo będziemy mijali molo z małą wyspą. Na mój znak wyskakujecie z łajby a potem ile fabryka dała zapieprzacie do handlarza by to wszystko opchnąć.

- o..ok kapitanie.

Za nami gracze. Obok kościotrupy, które próbują zrównać kurs by zacząć ostrzał . A my stoimy z tymi skrzynkami jak te dwie sieroty i czekamy na rozwój zdarzeń modląc się by do imprezy nie dołączył się megalodon lub ktoś inny.

- TERAZ!!! 

To siup do wody i płyniemy napompowani adrenaliną. Nie zobaczyli nas. Tzn inni gracze. Kurtek odciągnął pościg a my szybko opychamy fanty.

- Już sprzedaliśmy.

- Widzę. Wracajcie.

- Jak?

- Tam jest taka syrena w wodzie z flarą. Teleportuje was na pokład.

- Zajebiście

No to wróciliśmy gotowi na rozpierduchę a tu niespodzianka. Kurtek tak wymanewrował, że kościotrupy odpuściły nam i zajęły się tamtymi dwoma. Ryliśmy jak norki. Pełni euforii wyciągnęliśmy instrumenty i zaczęliśmy grać szanty.

Stawką były nie tylko te drogocenne przedmioty jakie opchnęliśmy podczas akcji, ale również przedmiot fabularny na który poświęciliśmy z dwie godziny gry oraz kilka innych skrzyń z fortu o nieco mniejszej wartości. Po zdaniu przedmiotu i wysłuchaniu kolejnej opowieści, opływaliśmy w splendor oraz hajs. Pozostało już tylko jedno -> Ostro się nabrumbać i opić wygraną. Kupiliśmy sobie nowe ciuchy, broń a potem udaliśmy się do kantyny chlając bez umiaru. Ekran zaczął się zakrzywiać, postać sama zaczęła zataczać się po lokalu a mój ekran zrobił się zielony. Okazało się, że to ByQ radośnie puścił na mnie hafta prosto w twarz.

- Eeeee, słabo - mówi kapitan - Pa to...

Wyciągnął wiaderko i zwymiotował do niego kilka razy, a potem wszystkich w koło zaczął tym oblewać :D

ech pirackie życie.

Tak wyglądała jedna z naszych wypraw, a było ich więcej. Każda inna. Zrobiliśmy chyba dopiero połowę questów więc nie mogę powiedzieć, że grę przeszedłem. Ale już w tym momencie mogę wystawić ocenę wstępną. Zanim to jednak zrobię, będzie łyżka dziegciu. Gra ma poważną wadę zwaną MIKROTRANSAKCJE. Jest to straszne cholerstwo. Nigdy jeszcze nie korzystałem z tego typu atrakcji, bo to zuo. I jest to ZUO strasznie kuszące. Złapałem się na tym, że stoję w sklepie i zastanawiam się nad kupnem papugi. Ot taki zwierzak nic nie wnoszący poza frajdą i upiększaniem przygody. Można karmić, głaskać, rozmawiać do niej albo po prostu obserwować jak śmiga w tej bandance na małej główce. No słitaśna w cholerę. Ale 40zł za takie coś? No nie dam. Dychę mógłbym jeszcze. Tłumaczyłem sobie, że gra mi się podoba i na pewno jeszcze będziemy ją katować więc czemu nie? Ale NIE! Otrząśnij się Blondi. Masakra z takim myśleniem i podkuszaniem przez diabłów developerskich. Nie dziwię się, że ludzie wydają fortuny na swoje ulubione gry. Papugi oczywiście nie kupiłem, ale doświadczyłem pierwszy raz tak silnej pokusy. Cholerstwo równe alkoholizmowi :)

Druga wada to brak lokalizacji. No żesz qwa faka!!! Xbox Polska do zaorania. Ten dział to zwykły PRL, czy się stoi czy się leży wypłata się należy. Olał ich pies.

Jeśli mam być obiektywny to 7/10

Nieobiektywnie 8/10, Gra trafia totalnie w mój gust bo jest o piratach. Tak samo jak nieobiektywnie bardzo mi podszedł Black Flag czy Uncharted 4, który jako jedyny z serii wyłapał u mnie dyszkę.

13. Devil May Cry 5

Seria Devil May to idealna sinusoida jeśli chodzi o jakość. Udawały się tylko nieparzyste części, wszystkie parzyste to niestety kwasiory. Pierwsza część to jedna z najlepszych gier na PS2 i chyba najlepszy slasher, aż do ukazania się pierwszego God of War. Dwójka to totalny gniot i klasyczny wypadek przy pracy. Nie zagrało tam nic, ani grafika ani koncept ani mechanika. NIC. Kwas model książkowy. Trójka to NAJLEPSZA część do tej pory. Historia wprowadzająca brata Bliźniaka, rozpierducha, humor i akcje z klasycznego kina made in Hong Kong. Petarda. Czwórka, to znów zmiany na gorsze. Myśleli, że jak polubiliśmy nową postać w trójce, to polubimy nowego protagoniste w czwórce. Nic bardziej mylnego. Zwłaszcza, że Virgil odblokowywał się dopiero pod koniec gry i był dodatkiem do historii. Zajebistym zresztą. Ale nie zastąpił nam głównego bohatera. A tu, postać którą pokochałem w poprzednich częściach zastąpiono jakimś chłystkiem, który mnie wkurzał już samą mordą. Nie wspominając o beznadziejnym sposobie walki jakimś motorowym mieczem. Potem seria przeszła na chwilę w ręce Ninja Theory i zmieniła mocno klimat. Młodego Dantego osadzono tym razem w realiach kultury zachodniej i wyszła Petarda. Druga najlepsza odsłona to właśnie DMC. Nowoczesne media jako współczesne demony to strzał w dziesiątke, bo fabularnie wyszło Tip Top. Sam Dante był aroganckim gnojkiem, którego jednak polubiłem z miejsca. Nie wiem dlaczego ultra fani hejtowali tę genialną wizję? Ale huk im w oko, bo zamiast dostać kolejny sztosik od Ninja Theory dostaliśmy padlinę od oryginalnych twórców. Mimo, że ma nr piąty w tytule, to jest jednak szóstą grą w serii i idealnie wpasowuje się w sinusoidę, która odzwierciedla tę serię. Nie dość, że znów oddali pierwsze skrzypce moto-chłystkowi, który ma najbardziej lamerski styl walki nie tylko w tej serii ale w ogóle jeśli chodzi o slashery, to jeszcze wprowadzili kolejną kalekę, którą miałbym niby polubić. A sam Dante znów jest tu tylko dodatkiem. Granie tym kolesiem z laską to niby coś nowego i w sumie nawet fajny pomysł, ale tam nie było mowy o jakimś stylu i planie na walkę. Wciskało się totalnie randomowe klawisze a potem działa się rozpierducha bez udziału tego emo-anemika. Walki tą postacią nie wymagały żadnego skilla. Do tego obserwowanie jego historii było drogą przez mękę. Jego anemia, cierpienie i sposób mówienia męczyło do tego stopnia, że można było sobie palnąć w łeb. Twist na koniec totalnie z dupy. A wisienką na torcie tego wątpliwej jakości dzieła są powtarzające się w nieskończoność lokacje. To jest najgorszy zawód tego roku, bo miał być HIT a wyszedł KIT. Jedyna rzecz, która była w tej grze dobra, to grafika, ale nie może ona definiować oceny.

5/10

14. Bloodstained Ritual of the Night

Kiedy zobaczyłem zapowiedź nowych gier do Game Passa i ujrzałem ten tytuł, to pierwsze co sobie pomyślałem, iż to kolejna japońska popierdółka. Ale w komentarzach pod newsem, sporo ludzi pisało pozytywne komentarze w kierunku tej gry. Jako że miałem chwilkę, to ściągnąłem i odpaliłem by zobaczyć czym to całe Bloodstained stoi. No i znów wpadłem w schemat typu "skoro dali to sprawdzę". Kolejny tytuł, w którym pierwsze posiedzenie kończy się dopiero po kilku godzinach. Ta gra ma tak prostą mechanikę, że prościej się nie da. Możesz tylko podskoczyć, kucnąć i zaatakować. To wszystko, ale przy każdej zmianie broni atakujesz zupełnie inaczej. Butami kopiesz, rapierem pchasz, toporem robisz zamach znad głowy itd. I tu właśnie gra miała swoje tzw coś, co uzależniało i sprawiało frajdę z pokonywania kolejnych etapów oraz kolejnych wrogów. Gameplay to czysty grind w te i we wte by nazbierać na kolejną broń, z którą łatwiej ci przejść coraz dalsze etapy. Tzw metroidvania, z którym to gatunkiem praktycznie nie jest mi po drodze w ogóle. A tu proszę, okazało się, że zassało mnie okrutnie i nawet ukończyłem będąc bardzo zadowolony. Niestety trzeba napomnieć o tym, że gra ma poważną wadę jeśli chodzi o zakończenie, które następuje bardzo szybko i niespodziewanie. Nie wyjaśnia niczego i zostawia niedosyt. Okazuje się, że to zakończenie nie jest prawdziwym zakończeniem, a progres gry to nawet nie połowa tego co stworzyli twórcy. A najgorsze jest to, że sama gra nie daje ci absolutnie żadnej wskazówki co masz zrobić, by zobaczyć resztę lokacji oraz bossów. Trzeba się posiłkować youtubem lub jakąś solucją. Gdy zobaczyłem co trzeba uczynić by to osiągnąć, to szczena mi opadała. NIKT absolutnie nie ma szans rozwiązać tego bez poradnika. Jest to wada, która wielu może odebrać radość z samodzielnego przechodzenia tego typu produkcji. Mnie osobiście aż tak to nie ubodło, bo reszta gry po tym niepełnym zakończeniu jest bardziej epicka niż początkowe etapy.

Dlatego ode mnie 8/10

15. Blair Witch

Wszystkie premiery, które lądują w Game Passie zawsze są nie lada wydarzeniem. O grze nie wiemy jeszcze nic poza trailerem, czasami nawet nie ma jeszcze recenzji więc jest jakaś nutka nadziei, że będzie fajnie. A trailery zapowiadały coś fajnego. Były tak zmontowane, że klimaciorem przyciągały uwagę, obiecując przeżycia z gęsią skórką i dreszczykiem. Na początku gry faktycznie tak było. Jest zaginione dziecko, las, pies i główny bohater z tajemniczą przeszłością. W ogóle las w tej grze jest naprawdę świetnie zrobiony jeśli nie najlepiej do tej pory. Jest też głównym bohaterem kryjącym mroczne byty, które atakują cię gdy zapada noc. Pierwsza połowa gry jest naprawdę bardzo dobra i funduje ci sporo emocji. Szkoda tylko, że pod koniec twórcy odpieprzyli kaszankę burząc dobre pierwsze wrażenia. Mówię tu konkretnie o ostatnim etapie gry, który odbywa się w opustoszałej leśnej chacie. Nie chcę kłamać ani przesadzać ale około 2 godzin, może i więcej łazimy dosłownie po 3-4 pomieszczeniach w kółko. W te i spowrotem. Nie wiem co autor miał na myśli tworząc tę część opowieści. Ale to jest na ten moment najgorsze growe doświadczenie w moim życiu. Sztuczne przedłużanie gry oraz męczenie gracza niekończącym się etapem. Jestem zły jak diabli, bo gra miała zadatki na bardzo wysoką notę. Twórcy stworzyli kilka ciekawych patentów jak te z taśmami wideo, które oglądając pływają na otaczający nas świat. Lub z (nie wiem jak nazwać tego stwora) "Leszym", na którego nie można patrzeć. Musisz się ustawiać tyłem lub bokiem tak by go nie widzieć. Słyszysz jak na ciebie sapie, dyszy, czujesz jego zło i gniew ale nie możesz patrzeć. Świetne doświadczenie, które mocno nawiązuje do pierwszego filmu. I to wszystko można zaprzepaści jedną złą decyzją na koniec gry, która niszczy wszystko co było dobre. ech...

6/10

16. Operencia The Stolen Sun

Jest to jedna z tych gier, które nie są promowane na coś wielkiego ani epickiego. Ot taka gra podobna do wielu innych. Z tym, że kierowana raczej do młodszego odbiorcy. Baśniowa otoczka, baśniowy świat i drużyna pierścienia, która jest ostatnią nadzieją na kryzys. Wszystko jest tu przewidywalne i jednowymiarowe...a mimo wszystko potrafi wciągnąć i oczarować. Jest to turowe rpg z widokiem z oczu gdzie poruszamy się w nietypowy sposób ograniczony do kwadratów na modłę zeszytu w kratkę. Stojąc w kwadracie możesz się obracać wokół własnej osi ale poruszyć się możesz tylko w czterech kierunkach. Ciekawe rozwiązanie. Wrogowie są widoczni i możesz ich zajść od tyłu lub z boku zwiększając swoje szanse na zwycięstwo w pojedynku. Co ciekawe, po pokonaniu nie respią się i możesz wtedy eksplorować lokację w spokoju szukając wszelkich sekretów lub bezstresowo rozwiązywać zagadki. Nie wiem dlaczego, ale ta gra urzekła mnie swoim światem serwując mi bardzo pozytywne wibracje a także przyjemne uczucia związane z bohaterami i tą całą baśnią. Nie jest to Hit ale ciekawa pozycja do spędzenia czasu przed Tv jeśli akurat nie masz nic innego do roboty. Potrafi wciągnąć a to najważniejsze. No i ma smoka. A smok ma chatę tak odpicowaną, żę wszyscy bogacze świata mogą mu co najwyżej polerować te złote ściany :)

7/10

17. Wolfenstein II The New Colossus

Sporo krytyki poszło w kierunku tej odsłony przygód niezwyciężonego Blazkowitza. Nie wiem o co ludziom chodzi. Ta część jest tak samo dobra i zwariowana jak poprzedniczka, A gdyby ktoś mnie teraz zapytał o najlepszą scenę ze wszystkich gier w tej generacji, to nie wygrałby Vaas z far Cry 3 ze swoją definicją szaleństwa tylko stary zdziadziały Hitler szczający na dywan i oceniający aktorów do roli jego wizji Blazkowitcha. EPIC AS FUCK :D

Bez kitu, kiedy miałem wypowiedzieć tekst scenariusza, którego nie znam, pozostała mi tylko zwykła intuicja. Przeszedłem bez skuchy za pierwszym razem. Wystarczyło sprostać wymaganiom tego psychopaty. Byłbym chyba niezłym agentem wywiadu. Wiecie, że można...a zresztą nie będę spoilerował. Mamy, nazistów, bazę na Venus, łódź podwodną z automatem oryginalnego Wolfensteia i kompletnie odjechane przygody. Tej serii nie da się podrobić. Rozwalanie nazistów w żadnej grze nie oprzynosi tyle frajdy co tu. Nawet CoD ze swoją odsłoną WW II nie ma szans z Blazkowitzem. Tu się nie ma co zastanawiać, tu trzeba grać mocium panie.

8/10

18. Oxenfree

Oxenfree to gra w której pierwsze skrzypce gra historia. Jest ona fundamentem ciągnącym całą mechanikę polegającą głównie na wyborze opcji dialogowych lub interakcji z kilkoma przedmiotami. Gdyby historia nie domagała, to gra wylądowałaby w śmietniku. Nie miałaby żadnego elementu, który by trzymał nas przy ekranie. Na szczęście jest inaczej. Wszystko tu zagrało jak należy. Są bohaterowie, którzy wypadają bardzo wiarygodnie na tle wydarzeń jakie ich dosięgły. Paranormalne zjawiska nie tylko są ciekawie ukazane w wymiarze metafizycznym ale również naukowym. Stanowią nierozerwalny dualizm całej opowieści. 

Dodatkowy klimat tworzy graficzna otoczka, która jest niby prosta i ręcznie rysowana, ale po drodze naszpikowana kilkoma fajnymi efektami specjalnymi. Całość dopełnia oryginalna ścieżka dźwiękowa, uzupełniając ostani element tworzący bardzo udaną grę przygodową.

Najfajniejsze jest to, że dialogi bez względu na wybór zawsze komuś schlebią a kogoś skrzywdzą. Co świetnie  odzwierciedla prawdziwe struktury społeczne, gdzie wśród znajomych każdy jest inny, ma inne poglądy oraz zainteresowania. Dlatego dla niektórych może stanowić problem kogo poprzeć a kogo nie. Moja podpowiedź jest taka, żeby odpowiadać zgodnie z własnym sumieniem wtedy będzie to naturalne i nie wymuszone. Gra ma kilka zakończeń ale nie potrzeba wymuszać na sobie tego najlepszego. Najlepiej grać tak jakby się było sobą wśród tych młodych ludzi. Zakończenie będzie wtedy dopasowane do twoich wyborów i może dać ci do myślenia, czy warto było coś zrobić inaczej czy nie. A może takie właśnie mi odpowiada bo jest zgodne z moimi oczekiwaniami lub charakterem. Mała perełka, która już ma swoich naśladowców...niestety słabych (piszę o tobie Afterparty). Jedyną wadą gry jest brak polonizacji. Na szczęście język użyty w grze jest bardzo zrozumiały dla kogoś kto j. angielski ma opanowany na poziomie komunikatywnym.

8/10

Koniec Game (wy)Passa, teraz w grę wchodzi kasa.

Powyższa lista gier jest ofertą Game (Wy)passa. Ale oprócz wyżej wymienionych zaliczyłem sporo tytułów za nieco większe pieniądze. Mam to szczęście, że gry pudełkowe mogę sprzedać lub wymienić u Radzia na dziesięcinach, więc jak coś mi nie pasi to zawsze mogę zwrócić :) A na jakie projekty wydałem hajs w tym roku? Praktycznie same Hiciory + jedna wpadka.

19. Subnautica

Ta gra zafascynowała mnie na długo przed swoją premierą. Na tyle, że kupiłem ją jeszcze w wersji preview za 60zł. Nie wiem jaka cena jest w sklepie po premierze, tym bardziej że wylądowała również w Game (wy)Passie. 4zł czy 60zł są to najlepiej ulokowane złotówki w życiu. Ten tytuł ma wszystko co powinna mieć dobra gra sci-fi. Ciekawą planetę, niepowtarzalną faunę i florę, tajemnice obcych cywilizacji, survival, nieziemski klimat, rozbudowa bazy, szukanie rozbitków oraz oryginalną ścieżkę dźwiękową wpływającą na nasze emocje podczas eksplorowania. Dla każdego podwodnego biomu inna. Dla każdego zagrożenia również. To co gracze zobaczą podczas pierwszych godzin zabawy, jest tylko przedsmakiem tego co kryje się na większych głębokościach. Do końca życia będę miał obraz w głowie, kiedy w mechu górniczym stałem poniżej dna oceanicznego na głębokości ponad 1900 metrów, wydobywając cenne kryształy potrzebne do budowy rakiety. Stojąc na szycie podwodnego wulkanu i krążącym nade mną ogromnym...a zresztą nie będę spoilerował. W każdym bądź razie czułem się jak w kosmosie, a byłem pod wodą. Przygodę zaczynasz jako rozbitek na wodnej planecie a kończysz...sam się dowiedz i daj tej grze szansę. Czegoś takiego jeszcze nie grali. Ocena wywaliła poza skalę

100/10

20. Wojna Krwi Wiedźmińskie Opowieści 

Uwielbiam gry w których główną mechaniką zabawy są wybory moralne wpływające na dalszą historię, zmieniając ją i dopasowując do twoich czynów. Pamiętam swoje pierwsze gigantyczne rozterki wewnętrzne kiedy pierwszy raz grałem w Wiedźmina 2 na x360. Dano mi wybór czy zabić, króla czy oszczędzić. Był to dla mnie problem tak duży, że aż trułem dupę swojej dziewczynie przy obiedzie wciągając ją w historię oraz przewidując co może się wydarzyć gdy dokonam tego lub tego wyboru. Wszystko dlatego, że CDProject RED tworzy tak wyraziste postaci oraz tak wciągające historie, że podczas grania zapomina się o prawdziwym świecie. Jest się w grze na maxa. 100% zaangażowania w wykreowany świat i opowiadaną historię. Tak samo było przy Wiedźminie 3 oraz jego dodatkach i tak samo jest z Wiedźmińskimi opowieściami. REDzi zrobili to kolejny raz. Oni są po prostu MISTRZAMI opowiadania historii. To jest kolejny wspaniały przykład w naszej branży, że nie trzeba pompować niewiadomo jakich pieniędzy w grafikę czy znanych aktorów, a jedynie mieć dobry pomysł, chęci i zdolności by zrealizować swoją wizję. 100x bardziej wolę tak nietypowe RPGi jak Wojna Krwi, niż kolejne filmowe doświadczenia z masą akcji i dorobioną do nich historią. Aktor, który dostał rolę narratora zasługuje na jakiegoś oskara, I nie tylko on. Wszyscy aktorzy, którzy do załączonego obrazka potrafili przelać emocje związane z sytuacją zasługują na nagrody. Jakich wyborów dokonać by nie stracić przychylności członków drużyny a tym samym nie stracić swoich ulubionych kart? Te dylematy towarzyszyły mi przez całą grę, bo z jednej strony mam kartę pod którą ułożyłem sobie talię ale ten bohater stoi w opozycji do wyboru jakiego chcę dokonać i mam problem. Uwielbiam się  angażować w gry tak, by pochłonęły mnie bez reszty. To jest najlepszy zakup tego roku. No i jeszcze ta cena 119zł za grę, która zjada bez popity niektóre huczne tytuły AAA.

10/10

21-23. Spyro Reignited Trilogy

Nigdy nie sięgam po remaster lub remake jeśli wcześniej już w te gry grałem. Po Ratchet&Clank na PS4 jest to dopiero drugi taki projekt po który sięgnąłem w tej generacji. Grałem tylko w pierwszą część na PSX więc okazja by nadrobić pozostałe była idealna. Zwłaszcza, że cena również kusiła. No i co ja mogę napisać paza tym co było już napisane. Jest to sztosiwo najwyższej jakości. Tym bardziej, że bardzo  brakuje mi dobrych platformówek na Xboxie. Najbardziej podobała mi się część trzecia. Ta trylogia była tak dobra, że aż zachciało mi się calakować. Niestety zraziłem się strasznie iż w niektórych levelach nie potrafiłem znaleźć jednego, gdzieś ukrytego diamencika. Było to dość irytujące po jakimś czasie, aż w końcu to olałem. Nie lubię jak mnie gra frustruje, wolę jak mnie cieszy. A ta mnie cieszyła przez długie godziny. Pomimo, że te gry są rewelacyjne, to trochę martwi mnie tendecja twórców by bezpiecznie zrobić coś co się już sprzedało zamiast spróbować stworzyć coś nowego. Tak jak np Super Lucky's Tale, który był równie udaną produkcją co gry Insomniac. Chciałbym by w kolejnej generacji twórcy mieli więcej odwagi jak i pewności siebie. Wszystkie Crashe sobie odpuściłem, bo już w nie grałem.  Nie tego oczekuje po nowych konsolach. Aczkolwiek jak w tym przypadku jest masa nowych graczy, którzy nigdy nie próbowali wcześniej tych gier. I to też jest super sprawa dla nich. Dlatego pozostaje mi zacisnąć ząbki i przyzwyczaić się do tego, że się zestarzałem. Wchodzi nowe pokolenie, które będzie definiować co jest dobre a co nie. 

9/10

24. WulverBlade

Jedna z tych małych gier, na którą śliniłem się od dawna. Scrolowany beat'am up osadzony w starożytności gdzieś około 120 roku naszej ery. Mamy tu do czynienia z konfliktem imperium rzymskiego i królestwem Brytanii. Znamy to już np z Rise Son of Rome. Tylko tym razem jesteśmy po stronie barbarzyńców (wg rzymian) zatem obserwujemy konflikt z ich punktu widzenia. I powiem wam tak. Nie lubiłem rzymian w Rise i nie lubię rzymian w Wulver Blade. Cudownie ich się szlachtowało, dekapitowało, nadziewało, podpalało, obcinało kończyny i rozrywało na strzępy pod koniec gry. Ręcznie malowane postaci i tła, wspaniała, pompatyczna muzyka, brutalne wykończenia i mnóstwo krwi. Mniam... Do tego gra opowiada prawdziwą historię obrony przed rzymskim najeźdzcą. Są tu Brytowie, którzy jak w każdej nacji podczas wojny zdradzają własnych rodaków w obawie przed śmiercią z przeważającymi siłami wroga. Rzymska propaganda vs nacjonalizm i duma narodowa. Mocno się wkręciłem bo przypomina mi to trochę historię Polaków. Gra ma masę świetnych znajdziek, z prawdziwymi zdjęciami ruin i zabytków z tego okresu oraz opisami dawnych broni, ubrań, chat, narzędzi. Pod koniec gry puszczasz sobie pokaz slajdów tego co znalazłeś, w tle leci klimatyczna muzyka a ty się pompujesz na drugie podejście na wyższym poziomie. Przeszedłem to już 3x ale gdyby ktoś mnie poprosił by znowu zasiąść, to nawet bym się nie zastanawiał. Perełka z tak uwielbianym przeze mnie do tej pory kanapowym co-opem.

8,5/10

25. Sky Force Reloaded

Ten rok spędziłem również dużo czasu w lokalnym coopie. Co weekend z kumplem katowaliśmy różne arcadówki jak za starych dobrych czasów. No i Sky Force był najbardziej ogrywaną przez nas grą. Bo żeby ją przejść, trzeba było poświęcić mnóstwo czasu. Gra to w sumie tona grindu by rozwijać bronie i rozbudowywać nasze samolociki. A następnie wykonywać trudne zadania postawione nam przez twórców, którzy wpadli na pomysł, że nie puszczą nas dalej jeśli nie spełnimy postawionych przez nich warunków. Tj np przelecieć etap i ani razu nie dać się trafić, zebrać wszystkich rozbitków, zestrzelić 100% wrogów itd. Jeden etap potrafiliśmy powtarzać z 10 razy na jednym poziomie, 15 na drugim i tyle samo na ostatnim poziomie trudności. Najlepsze w tej grze jest to, że w ogóle nam się to nie nudziło. Uczyliśmy się leveli na pamięć, obmyślaliśmy plan działania a potem próbowaliśmy go realizować. Podejmowaliśmy decyzje o tym jakim samolocikiem latamy i jakie power upy kupujemy na daną misję. A potem oddawaliśmy się beztroskiej destrukcji skupieni na maksa by nie dać się trafić. Ta gra dała nam mnóstwo emocji oraz frajdy z jej przechodzenia. Ostatni Boss to OP, po którego pokonaniu odetchnęliśmy z ulgą. To była długa ale satysfakcjonująca gra warta wydanych na nią pieniędzy. A teraz również dostępna w Game (wy)Pass.

9/10

26. Blak The Fall

Jestem wielkim fanem gier w stylu Limbo oraz Inside. Są to tytułu bardzo klimatyczne niedługie, z niewielkim poziomem trudności. Mimo wszystko mają to tzw coś, co mnie fascynuje i wciąga. Tym czymś jest art design oraz klimat wspierany przez ciekawą ścieżkę dźwiękową. Miałem chcicę na kolejną tego typu produkcję. No i znalazłem to. Rosja, komunizm, pranie mózgów, wyzysk, militaria, depresja i bunt. Główny bohater nie wytrzymuje i postanawia uciec. Gra ma kilka ciekawych patentów jak manipulowanie innymi komunistami, ale głównie polega na tym by nie dać się wykryć systemom inwigilacyjnym i strażnikom. Ukazana rzeczywistość jest dość przerażająca ale jest również świetną alegorią na pokazanie kim jesteś dla systemu totalitarnego. 

Pomimo klimatu i kilku ciekawych patentów coś tu jednak nie do końca zagrało. O ile w przypadku Limbo czy Inside byłem zadowolony oraz syty pod koniec tak tutaj tych emocji nie doznałem. Najgorsze, że sam nie wiem czego mi tu brakuje do pełni szczęścia. Dziwne bardzo. Nie mniej jednak to dobra gra w granicach 30zł które za nią zapłaciłem. Gdyby była droższa, to bardziej bym kręcił nosem. A tak 

7/10

27. A Plague Tale innocence

Twórcy tej gry mówili, że przy tworzeniu mocno inspirowali się The Last of Us. I trzeba przyznać, że faktycznie tak właśnie jest. Tu również mamy dwójkę bohaterów, którzy próbują przetrwać w trudnych, mrocznych i śmiertelnych czasach. Podobnie jak w grze Naughty Dog oś fabularna opiera się na wspólnych relacjach między bohaterami, które docierając się wzajemnie tworzą między sobą silniejsze więzi. Oraz tak jak w TLoU głównie się skradamy i przemykamy. Czy wyszło równie dobrze? Odpowiedź brzmi TAK. Oprawa wizualna i dźwiękowa jest bardzo dobra  ciesząc oko i ucho. Zaprezentowany świat jest brudny, smutny, bezlitosny, mroczny i niesprawiedliwy. Niektóre widoki mocno wjeżdżają na psychikę jak np pobojowisko po bitwie gdzie trup leży na trupie, wokół biegają setki, nieraz tysiące szczurów a ludzie są sobie nieufni oraz pełni nienawiści. Podtytuł "Niewinność", powinien brzmieć "Koniec niewinności", gdyż ta dwójka dzieciaków by przetrwać robi dokładnie to samo co dorośli. Stają się bardziej brutalni, pielęgnują w sobie chęć zemsty i brudzą sobie ręce coraz większą ilością krwi. Smutno się robi kiedy patrzę na ludzkość w czasach apokalipsy. Gra ma wszystkie elementy jakie powinna cechować wysokobudżetowa produkcja fabularna i warta jest ceny premierowej. Dostarcza silnych wrażeń, gdyż aktorzy ze szczególnym naciskiem na Charlot McBurney wcielającą się w Amicie spisali się na medal przenosząc emocje na cyfrowy świat. Gorąco polecam.

8,5/10

28. Jedi Fallen Order 

Wiedziałem, że jak za markę weźmie się Respawn Entertainment, to wyjdzie z tego sztosiwo full wypas. Już pierwsze fragmenty gry chwytają za mordę i wykrzywiają ci ją w uśmiech niczym gaz Jokera. Już sam motyw muzyczny Black Thunder mongolskiej grupy The Hu zapowiada z jak nietypowym podejściem do uniwersum Star Wars będziemy mieć do czynienia. Szkoda, że częściej tego typu motywu muzycznego nie wykorzystywano np podczas jakiś walk. Co prawda mechanika gry to typowe trochę tego trochę tamtego ale nic oryginalnego, to jednak doskonale zdaje egzamin w opowiadaniu historii oraz narracji. WIdok zza pleców daje możliwość podziwiania zachwycających widoków z nieco dalszej i wyższej perspektywy no a przede wszystkim podziwiać w akcji wirtuoza walki mieczem świetlnym. Co mnie zaskoczyło to poziom trudności. Nie spodziewałem się aż tak wymagających pojedynków. Zacząłem przygodę na poziomie trudności Mistrza Jedi ale po 15-tu porażkach z tą przerośniętą żabą w jaskini na Bogano, gra zmusiła mnie do zwolnienia oraz obniżenia zawieszonej poprzeczki. Osadzenie historii w okresie między trzecim a czwartym epizodem było doskonałym wyborem. To jest ciekawy okres, w którym najpotężniejsi z Sithów trzymają galaktykę za jaja za pomocą imadła. Jesteśmy nikim wobec potęgi imperium. Zwłaszcza czuć to pod koniec przygody podczas pewnego spotkania ze znanym wszystkim bohaterem. Jedyną wadą jaka mi przychodzi na myśl, to że wszystko przewidziałem zanim historia zdążyła odkryć karty. Trilla, Holocron i cała reszta. Chyba za dużo już filmów się naoglądałem oraz naczytałem książek. Ale i tak mi to nie przeszkadza w wystawieniu tej grze

9/10

29. Stellaris

Kolejna gra którą kupiłem na premierę i kolejna, która potem wylądowała w Game (wy)Passie. Chyba naprawdę przestanę kupować, bo to ma coraz mniej sensu. Pierwszą moją grą od Paradox był Survivng Mars, który wyrwał z mego życiorysu dobre 50-60 godzin. Od tamtej pory postanowiłem śledzić wypuszczane przez nich produkcje. I jak się okazuje praktycznie wszystkie ich gry lądują w tej usłudze. Najpierw Survivng Mars potem City Skylines a niedawno Age of Wonders Planetfall. Zatem bezpiecznie zakładam, że w ich gry akurat nie warto inwestować na premierę bo praktycznie na 100% wylądują w usłudze. Co nie znaczy, że ich gry są słabe. Co to, to nie. Wręcz przeciwnie. Te strategie są uzależniające jak narkotyk. Skanowanie planet w poszukiwaniu surowców, następnie ich przejmowanie. Budowanie potęgi militarnej a co najważniejsze zasiedlanie nowych światów w systemie. To wszystko jest mega satysfakcjonujące i pobudzające wyobraźnię. Kontakt z nowymi cywilizacjami i związana z tym polityka również uzależnia i prowokuje do różnych, czasem niemiłych zagrań. Zawiązywanie sojuszy, wypowiadanie wojen strzeżenie granic. Do tego różne fabularne zdarzenia sprawiają, że te galaktyki żyją i ewoluują a my jesteśmy ich ważną częścią. Najgorsze w tych grach jest to, że są strasznym pochłaniaczem czasu. Można grać praktycznie bez końca, a zza rogu ekranu zaglądają już do nas kolejne sztosiwa, którym również warto poświęcić chwilkę. Gdyby ktoś mi kazał ograniczyć się tylko do jednej gry w roku, to napewno byłoby to coś z porfolio Paradox.

8/10

30. Planet Alpha

Jedyna moja zakupowa wtopa. Kosztowało to prawie 70zł, przechodzi się na jednym posiedzeniu i generalnie rozczarowuje. Wszystkie pozytywy, czyli wykreowany świat zachwycają tylko w pierwszych 10ciu minutach. Potem już tylko automatyczne trzymanie do przodu i skakanie. Lokacje powoli zaczynają być powtarzalne oraz nużące a kosmiczni najeźdźcy nie stanowią żadnego wyzwania. Ścigali mnie przez całą grę, ale dlaczego? Nie wiem. Nic tu nie jest wyjaśnione, nie daje do zastanowienia i nie wiem właściwie po co brałem udział w tym kosmicznym maratonie. Mogłem się spodziewać, że po Limbo oraz Inside ukażą się produkty słabszej jakości ale nie wiedziałem, że tak szybko. Gdyby kosztowała 10zł to bym nie narzekał. Ale w tej cenie oczekuje nieco więcej. To już lepiej było przeznaczyć na tę papugę w Sea of Thieves :)

Właściwie, to nie chce mi się o niej więcej pisać, poza tym, że gra to zwykła strata czasu. 

5/10

Sporo gier mam napoczętych i nieukończonych. Ale dla mnie nie istniej taki termin jak "kupka wstydu". Jak gry nie kończę, to znaczy, że zająłem się innymi-> fajniejszymi. 

Po Oxenfree byłem bardzo pozytywnie nastawiony na kolejną tego typu produkcję więc po Afterparty sięgnąłem pełen nadziei na powtórkę z rozrywki. Jednak po początkowych śmiechostkach, cały wykreowany świat zaczął zwyczajnie przynudzać. Wszystko bazuje na odwróceniu wartości, gdzie Bóg jest złym bucem a szatan przemiłym i wrażliwym gościem, który musi wykonywać brudną robotę zleconą mu z góry, mimo że bardzo tego nie chce. Na początku ciekawe, ale potem strasznie nudne. Największy jednak problem to dialogi, które lecą bardzo szybko a do tego są nacechowane żartami z kontekstem, który rozumieją chyba tylko twórcy tej gry. To wszystko + brak polskich napisów spowodowało, że machnąłem na to łapą i nie zamierzam kontynuować.  

 Ace Combat 7 znudził mnie po szóstej czy siódmej misji. Ta seria podobała mi się kiedyś jak miałem fioła na punkcie lotnictwa. Myślałem, że jak wrócę do niej po latach, to stara miłość powróci. Ubolewam ale się nie udało. Gra jest przepiękna, widowiskowa fantastycznie udźwiękowiona ale nie potrafi mnie zaabsorbować jak kiedyś. Szkoda bo mocno liczyłem, że będzie inaczej.

Samoloty poszły na wymianę na samochody w postaci najnowszego GRID, z którym póki co utknąłem i nie wiem czy będę dalej jeździł. Jest fajnie, jest arcadowo powrócił stary system kumpla z drużyny, który pomaga uzyskać lepsze wyniki na koniec (lub wręcz przeciwnie). Ale jest też poczucie deja vu. Na brak gier nie narzekam więc Grid albo długo będzie zbierał kurz, albo w końcu go wymienię na co innego. 

Kumpel pożyczył mi RDR2. Generalnie nie trawię gier od Rockstar. Wszystkie są tak samo nudne i wtórne. Jedyna ich gra jaką skończyłem to GTA 3 bo wtedy było to powiewem świeżości. Każda kolejna część odrzucała mnie po coraz krótszym czasie z nią spędzonym. Czwórka była ostatnią z serii, którą wypróbowałem. Po pierwszych zachwytach graficznych znów dopadło mnie znużenie z jazdy po mieście. Maxa Paina 3 też nie ukończyłem. Zresztą każdego Maxa zacząłem i porzuciłem. No nie trafiają do mnie w ogóle. Wiedziałem doskonale że najnowsze dzieło Rockstar będzie dokładnie takie samo jak poprzednie gry oraz poprzednie RDR, które również odpuściłem po 10ciu godzinach. Nie trafia do mnie ta cała gangsterska otoczka i formuła podróżowania z miejsca na miejsce, która dla mnie jest po prostu sztucznym przedłużaniem gry. Załączyłem RDR2 pograłem dokładnie 10 godzin i znów to samo. Nie chce mi się. 

Obecnie ogrywam nowego CoDa na zmianę z Rage 2. I jestem pewien, że MW raczej ukończę gdyż póki co daje mi mnóstwo frajdy. Jest widowiskowo, zachwyca HDRem oraz grafą. Klimacior współczesnych krótkich wojen trzyma w napięciu. Kampania jak zwykle daje radę. O multi się nie wypowiem, bo to nie moja bajka jeśli chodzi o tę serię. Infinity Ward to jedyna z ekip od CoDa, której gry mi się podobają. Treyarch i Sledhammers robią kampanie które kończę na siłę albo w ogóle jak WW II czy Black Opsy. Ich gry tylko podczepiają się pod markę i zaniżają poziom. Jestem ciekaw czy sprzedawałyby się tak dobrze gdyby nie miały w tytule magicznego napisu Call of Duty. A nowa gra od oryginalnych twórców marki jak zwykle wymiata i była warta inwestycji.

To na razie tyle. Jak widać sporo tego wszystkiego w czym duża zasługa abonamentu. Większość gier, które kupiłem spełniły moje oczekiwania z czegom wielce rad. Trzymam kciuki za rozwój polityki abonamentowej Microsoftu. Niech dodają kolejne tytuły które zachęcą mnie do subskrypcji oraz bym w przyszłości dalej chciał z niej korzystać. A z tego co widziałem na ostatnich zapowiedziach, to tak właśnie będzie. Nie grałem ani w FF XIII ani w FF XV ani w żadną część Kingdom Hearts. Więc już wiem, że na pewno sprawdzę każdy z tych tytułów. Yakuza to nie moja bajka. Próbowałem zerówkę na PS4 i niestety nie zaiskrzyło. 70zł w błoto. No ale czasem tak jest. Jednym się podoba innym nie. Nie ma co bić piany.

Edycja: Właśnie ukończyłem nowe Modern Warfare

31. Call of Duty Modern Warfare

WOW! To najmocniejsza kampania ze wszystkich CoDów do tej pory. Jedna akcja z tej gry przebiła słynną strzelaninę na lotnisku w dwójce. Chodzi mi o przesłuchiwanie "rzeźnika". Cholera, ale to było mocne. Jestem ciekawy statystyk graczy, kto jakich wyborów dokonał. Akcja pt "20 lat wcześniej" równie  mocna. Naprawdę jestem pod wrażeniem jak silnych emocji dostarczyła mi ta odsłona. A najbardziej mnie cieszy, że autorzy nie bali się pokazać co naprawdę dzieje się na bliskim wschodzie jeśli chodzi o wspieranie bojówek. Aż dziwne, że w USA nikt nie protestował ani nie cenzurował prawdy o "Wujku Samie". Bardzo mocne zdanie wypowiedział Price w Wozie Policyjnym. "Żeby zakończyć wojnę ktoś w końcu musi przerazić drugiego". Granica jest stawiana tam gdzie uważam za stosowne. Cholera. Już w tej części granice dawno były przekroczone za daleko. To co będzie się działo dalej? Mam nadzieję, że będę na to psychicznie przygotowany. Scena końcowa oraz ta po napisach wskazują, że jest to ewidentny prequel do oryginalnego Modern Warfare. Robią rebota całej serii zaczynając od tego prequela. Zatem czekam cierpliwie na kolejnego hiciora od  Infinity Ward. JEST MOC!

9/10

Tagi:

Oceń notkę
+ +23 -

Najpierw GRY, potem sprzęt
Oceń profil
+ +114 -
BlondSpaceBoro
Ranking: 38 Poziom: 74
PD: 51088
REPUTACJA: 32124