Blog użytkownika BlondSpaceBoro

naima2

BlondSpaceBoro BlondSpaceBoro 30.04.2019, 19:05
Gra o Tron 8x3 - G.R.R.Martin przegrał swoją Grę o tron
416V

Gra o Tron 8x3 - G.R.R.Martin przegrał swoją Grę o tron

Autor książek właśnie przegrał z własnym dziełem, a dokładnie przegrał jego zwieńczenie. Nieważne co napisze, będzie to już zakończenie alternatywne tak jak w grach video. Pierwsze zakończenie, jakie zapamiętają widzowie, będzie tym, które przygotują nam ShowRunnerzy z HBO. Nikogo już nie będzie obchodzić, co autor książki wymyśli może za 10 albo 15 lat. Będzie to już tylko zwykłą ciekawostką, bo machina Westeros i Essos ruszy pełną parą ze spin offami i to one nas wtedy będą jarały.

Moja reakcja po ostatnim odcinku to coś więcej niż kolejny wpis u mojego portalowego kolegi Darka, dlatego doczekała się własnego bloga. Które znając życie, będą nieco odbiegać od wyżej wymienionego :)

WOW!

Ten serial to najlepsze widowisko, jakie kiedykolwiek zaserwowała telewizja. A ten odcinek jest zwieńczeniem wszystkich dokonań Miguela Sapochnika, któremu kolejny raz chylę czoła w uznaniu.

Nie mogę się nacieszyć tymi spektakularnymi ujęciami z lotu ptaka. Raz po raz zaserwowane zdjęcia przynosiły na myśl najlepsze obrazy batalistyczne wielkich malarzy. Niesamowity kontrast między mrokiem a światłem. Nasi bohaterowie naprawdę walczyli nie tylko z nieumarłymi, ale również z zimą i z nocą. Zauważyliście, że kiedy armia nocnego króla pierwszy raz ruszyła do ataku, to wciąż była spowita mrokiem, tak jakby go ze sobą ciągnęła? 

Po kolei.

Muzyka

Największym bohaterem tego epizodu jest bez wątpienia kompozytor muzyki. No po prostu obłęd. Szkołę Hanza Zimmera czuć w niemal każdej minucie. Te napięte struny niczym w The Dark Knight, odliczanie zegara jak w Interstelar, a następnie nachodzące na to dudnienie jak w Incepcji...WOW! Napięcie budowane jest już od pierwszego długiego ujęcia, kiedy Sam dostaje w łapy sztylet i jest zagnany do szeregu. Muzyka w tym odcinku buduje taki potężny klimat grozy, że serducho od razu zaczyna bić szybciej, włosy się jeżą, a oddech przyspiesza, przygotowując nasze ciało na to, co nieuniknione.

Końcowa nuta, która mocno zmieniła tempo na wolniejsze i spokojniejsze, natychmiast zasugerowała nam, że to już koniec. Przegraliśmy. Czas się pożegnać. Takie właśnie uczucia wywoływała ścieżka dźwiękowa, która budowa nastrój aż do napisów końcowych. Chyle czoła aż do kolan. To, co przeżyłem dzięki tym dźwiękom, to moje aż po grób.

Zdjęcia

Wizualna uczta dla oczu. Moment zapalania arakhów Dothraków był spektakularny a sama scena na krótką chwilę dawała nam nadzieję, że może nie będzie tak źle. Jakaś iskierka Bożej pomocy da naszym bohaterom chwilę przewagi.(oj Ja naiwny) Moment ruszenia konnicy na armię NK sfilmowano tak, że dech zapierało. Te wszystkie ogniste kule nad pędzącą hordą dzikusów, ich bojowy ryk, a potem -> światełka tak jak się szybko się pojawiły, tak samo szybko zgasły i nastała cisza przerywana chrumkaniem nieumarłych. FUCK! Jesteśmy w dupie! Armia Dothraków zamieciona w kilka chwil. To musiało strwożyć krew nawet największym zakapiorom. -> I strwożyło.

Tak się właśnie buduje napięcie i tak się właśnie serwuje największe zagrożenie, jakie nawiedza Westeros!

Smocza orka ogniem tylko dopełnia już i tak wysoce spektakularny widok. Naprawdę, gdyby zatrzymać na chwilę ruch to wyszedłby z tego niesamowity obraz. Ale to co najbardziej mnie urzekło, to sposób nakręcenia tego widowiska. Sapochnik nie poszedł na łatwiznę przedstawiając nocne zmagania serwując utartą do bólu sztuczkę z deszczem i światłem. Wyszedł daleko poza utarte ścieżki, serwując wręcz realistyczne doznania, za pomocą dymu, śniegu, popiołu wiatru i zamieci śnieżnej, które aż wylewały się z ekranu i które nie były tylko dodatkami, lecz aktualnymi uczestnikami tego starcia. Ja również nie byłem tylko biernym widzem tej batalii, Ja zostałem do niej wciągnięty i brałem w niej aktywny udział dzięki temu zabiegowi. Tak samo mrużyłem oczy jak nasi bohaterowie by dostrzec zagrożenie, tak samo starałem się odnaleźć w chaosie tej bitwy. Wizja długiej nocy i wiecznej zimy opowiadana młodemu Branowi w dzieciństwie przez starą nianię nawet w połowie nie oddaje tego jak te zjawiska zobrazował reżyser. Obłęd. I pomimo mroku, dymu, popiołu, śniegu, i łuny ognia w tle widziałem wszystko jak na dłoni. Widziałem staranowaną Brienne przez rozpędzoną hordę, widziałem strach Dothraków gdy ujrzeli pierwszy raz olbrzyma pędząc na jego nogi, widziałem wszystko pomimo tak strasznej nocy. To trzeba umieć operować światłem by z jednej strony te warunki pogodowe były uciążliwe a z drugiej strony nie przysłaniały akcji. No po prostu mistrzostwo świata. Obejrzałem już to 2 razy i nie mogę się doczekać wydania w Ultra HD by puścić to na dużym ekranie telewizora.

 

Oczekiwania a rzeczywistość

Ależ nas zrobiono w bambuko. Niemal wszyscy byli pewni, że Nocny Król rozniesie Winterfell a garstka uciekinierów może doczłapie do Królewskiej przystani. HA! Niektórzy nawet tego oczekiwali. A tu proszę, po pięciu sezonach zabijania nam ulubionych postaci i wadze ciągle przechylonej w jedną stronę, twórcy serwują nam twist niespodziankę. Człowiek po latach czytania i oglądania przyzwyczaił się, że bohaterowie muszą umrzeć, i owszem -> ALE NIE DZIŚ!

Zaskoczony jestem w cholerę i to ogromnie sobie cenię. Zwłaszcza, że lubię szczęśliwe zakończenia. :P Ale nie sądzę, że zakończenie będzie w pełni szczęśliwe. Jestem niemal przekonany, że to Show jeszcze nas zaskoczy.

Zakończenie wątku Nocnego Króla jest tak bardzo w stylu całej sagi, że aż się dziwię na reakcję ludzi. Chociaż w sumie się nie dziwię, bo takie same reakcje były przy każdej wypuszczanej przez Martina książce. Fani go wyzywali, nienawidzili a nawet wysyłali listy z pogróżkami. A i tak dalej czytali i czekali na następne. I tak samo będzie z kolejnymi epizodami tej przygody w HBO. Ludzie wykrzyczą się w internetach a i tak za tydzień usiądą przed Tv by śledzić co się stanie dalej. Nie wierzę w żadną deklarację naszych portalowych krzykaczy, że mają już dość i dalsza część ich nie obchodzi. Przecież masochizm nerwowy i emocjonalny jest już stałym elementem tej wieloletniej przygody.

Tak jak pisałem wcześniej, twist i nieoczekiwany zgon Nocnego Króla jest tak bardzo w stylu "Gry o Tron", że bardziej już się nie dało. Dla mnie to nic innego jak lustrzane odbicie pojedynku Góry z Oberynem. Tylko tym razem zginęła właściwa postać. Naszego zimnego kolegę zgubiło dokładnie to samo co księcia Dorne. Wiara w zwycięstwo i opuszczenie na chwilę gardy oraz czujności. Trochę pycha, trochę ego. Dla mnie to odniesienie do pojedynku jest tak silne, gdyż to był ten moment kiedy G.R.R. Martin przestał mnie już czymkolwiek zaskakiwać. To był moment, od którego nie zależało mi już na żadnej postaci. Uśmiercił wszystkich moich ulubieńców i uświadomił mi, że po prostu nie warto się z żadną postacią wiązać emocjonalnie. To tylko zabawki w jego rękach, które mają mnie szokować nieoczekiwanym zgonem. Śmierć Jona pod koniec Tańca ze Smokami totalnie po mnie spłynęła. Jedyną emocją jaką we mnie ta scena wywołała było westchnienie-> acha...ok.

To jest tylko i wyłącznie wina autora, że praktycznie nigdy nie równoważył tych emocji i zawsze szala była przechylona w tę jedną brutalną stronę. Dlatego jestem tak bardzo wdzięczny twórcom, że potrafili tę wagę przechylić czasem w drugą stronę. To było piękne wymierzenie mocnego policzka wszystkim tym, którzy już stracili nadzieję, oraz mocnym kopem w jaja dla tych, którzy kibicowali Nocnemu królowi.

Tak to się właśnie robi. Każdy z nas opuścił gardę i nie spodziewał się tego co się wydarzyło. Dobrze tak nam.

OJ JAK MI DOBRZE

Te płakanie w stylu "tyle lat budowania suspensu, budowania zagrożenia i tajemnicy skreślone machnięciem ręki...", "Nocny król zasłużył na lepszy koniec, jakiś pojedynek z Jonem..." -> A ARYA to qrde co przez tyle lat robiła, Ja się pytam!? Jadła pączki i chodziła na kółko różańcowe? Ją też na coś twórcy przecież przygotowywali kuna faka :D

Winterfell powstało właśnie w tym celu by całe zagrożenie przedostające się przez mur powstrzymywać i rozbić o swe mury. Nieważne czy dzicy czy Inni z Legend Kiedy nocna straż zawodzi, lordowie północy u boku Starków przychodzili z pomocą. I Winterfell zrobiło to zgodnie ze swym przeznaczeniem. Cieszę się, że Nocnego Króla powstrzymał Stark z krwi i kości a nie jakiś random. Bitwa praktycznie była przegrana a Ja modliłem się wręcz za jakąkolwiek Deus ex Machina. Lecz nic mi nie przychodziło do głowy, gdyż w ferworze walki człowiek po prostu zapomniał tę krótką wymianę zdań między Melisandre a Aryą. Stworzono tak gęsty klimat beznadziei sytuacji, że ostatnie co przychodziło do głowy, to Bran z jakąś sztuczką w zanadrzu. Już nawet przez chwilę się żegnałem z Sansą i Tyrionem widząc jak umiera Jorah, potem Theon. Dla mnie ta kosa w żebra była tak wspaniałym Katharsis, że ten wpis jest własnym blogiem a nie gościną w sąsiednim, który nadejdzie. (Sorki Darek :))

Emocje, emocje i jeszcze raz emocje. Wszystko przez to, że tak bardzo zżyłem się z tymi bohaterami. Oglądając ten odcinek ewidentnie serce brało pierwszeństwo nad rozumem dlatego wszelkie głupotki prześlizgiwały się po mnie jak Zwinka po stole kuchennym (pozdro dla kumatych). Portalowi stratedzy i spece do walki z nekromantą i jego armią nieumarłych rozbrajają mnie każdym swym postem. Zapraszam każdego z tych geniuszy do dyskusji. Niech oświecą nas jak pokonać Nocnego króla i jego armię nie tracąc najlepiej nikogo.

SMOKI

Zaserwowano mi to co zawsze chciałem ujrzeć w tym serialu, czyli walkę między smokami. Wyglądała dokładnie tak jak to ciekawie Martin opisywał w "Świat Lodu i Ognia. Nieznana historia Westeros". Spadając w korkociągu drapiąc się i gryząc do upadłego. Rewelacyjnie to zostało nakręcone. Nawet można było rozróżnić kolory smoków i które zwierze któremu jakie rany zadało. Te wbijane pazury w ciało Rhaegala sprawiło, że aż mnie zabolało. Potem wyrwanie kawałka szczęki Viserionowi, łeee. Ależ to brutalne starcie było. I te końcowe chwycenie Viseriona przez Drogona za szyję, czego skutek widzieliśmy w ostatnich scenach kiedy Jon próbował go jakoś zneutralizować. Właściwie, to nie wiem co on zamierzał. To było jedno z tych głupich rzeczy, których ja bym się nie podjął. No ale to Jon, który potrafi stanąć sam przeciwko pędzącej na niego konnicy w Bitwie Bękartów. Jego Death Wish jest silniejszy niż miłość do ciotki :)

Książki wcale nie są lepsze od serialu.

Niektórzy piszą, że GoT się stacza odkąd zabrakło materiału źródłowego spod ręki Martina. To jest jedna z najbardziej wkurzających bzdur jakie piszą ludzie, którzy pewnie tych książek nawet nie czytali. Niestety ale w ostatnich dwóch księgach było tyle nudnych i niepotrzebnych wątków, że aż zęby zgrzytały. Wprowadzanie na ostatniej prostej kolejnego Targaryana było tak słabe, że aż facepalma sobie strzeliłem. Nie wspominając o nic nie wnoszącym wątku Dornijczyków, którzy chcieli uwolnić smoki i największym osiągnięciem Quentyna Martella to dać się zjarać smokom Danny. Takie smaczne nic nie wnoszące głupoty są przez pseudo czytelników cenione a tak fantastyczne sceny jak spotkanie Danny i Jona na smoczej skale krytykowane.

Sztuczne zapychanie i przeciąganie sagi jest ewidentne i natrętne u Georga. Taniec ze Smokami to w 1/3 książka kulinarna. Ale już nie będę się tak nad literaturą znęcał, bo SHOWrunnerzy GoTa też mają swoje grzechy za uszami. Gdzie największym jest wykreowana przez nich postać Stannisa. Mojego ulubionego króla tej sagi. Wg mnie oba media są na tym samym poziomie jeśli chodzi o doznania.

Autor powieści w trzeciej księdze wsadził większość bohaterów do autobusu, rozpędził go i przypieprzył prosto w drzewo, zostawiając ich tam na pastwę losu. I to było koniec fantastycznej sagi jaką była na początku. Następnie zaczął pisać opowieść od nowa wprowadzając nowych bohaterów, nowe miejsca, oraz nowe wątki, które nijak mają się do tego o czym pisał wcześniej. W Dorne mają swoje własne konflikty, zamykają się wzajemnie, robią jakieś wyprawy samobójcze i nic z tego nie wynika poza tym, że Doran ma jakiś plan z ukrytym przez cały czas innym Targaryanem. WOW! Tak mnie to zaskoczyło jak poranne sikanie. A ja się pytam co dalej z wcześniejszymi Bohaterami? Czy Brienne zabije Jaimiego? Czy róg okaże się mocnym atutem Eurona Wronie Oko w spotkaniu z Danny? Czy Danny w końcu jest odporna na ogień czy nie, bo autor jakiś niezdecydowany w ostatniej książce? Czy Stannisowi uda się odbić Winterfell?... itd itd

Niestety nie jestem w stanie nawet ocenić zakończenia tej historii zaserwowanego nam przez pisarza, bo zwyczajnie ma na nie chyba wywalone. Zbyt mocno zagalopował się z nowymi wątkami i nie wie jak pospinać w jedną całość oraz rozliczyć całą historię. Jedyne pewnie nad czym teraz kmini to jak ubić Danny i zaserwować kolejne nieoczekiwane zgony postaci, które właśnie co powołał do życia. Czy ktoś szczerze płakał za Quentynem? Czy ktokolwiek kibicuje Młodemu Gryfowi? Ja nie.

Poza tym, widowiskowe oraz bolesne emocjonalnie uśmiercanie postaci wcale nie jest jakąś wielką sztuką czyniącego z Martina Mistrza w tej kwestii. Po książkowej śmierci Jona nawet łzy nie uroniłem, pomimo że bardzo lubię tę postać. Natomiast śmierć Shiren jaką nam zaserwowali twórcy serialu, zniszczyła mnie tak dogłębnie, że przez cały dzień miałem doła i nie mogłem dojść do siebie. I to był szok. I za to nienawidziłem twórców. Ale potem stworzyli inne sceny i zrównoważyli moje odczucia dając mi jakąś namiastkę zadośćuczynienia.

Na szczęście twórcy serialu się nie opieprzają i wydarzenia do końca ciągną na własnych warunkach. Powiem więcej, bardzo podoba mi się wizja końca tej historii, a za ukłony w stronę fanów jestem niezmiernie wdzięczny. 

Oczywiście przeczytam ostatnie księgi sagi o ile kiedykolwiek wyjdą, ale nie mam już takiego parcia jak kiedyś. Czytam innych autorów Fantasy a zakończenie Sagi Pieśni Lodu i Ognia zaserwuje mi duet DD'ków, które stety niestety będzie tym pierwszym jakie poznam. Czy lepszym? Chciałbym się kiedyś o tym dowiedzieć. 

Tagi:

Oceń notkę
+ +8 -

Najpierw GRY, potem sprzęt
Oceń profil
+ +141 -
BlondSpaceBoro
Ranking: 30 Poziom: 81
PD: 65605
REPUTACJA: 40720